Back Home Up

The Kite Runner


Powieść "Chłopiec z latawcem"

Łukasz Grzymisławski Gazeta Wyborcza 31-01-2005

Dlaczego mieszkańcy Kabulu, by oglądać mecze futbolowych mistrzostw świata w 1970 roku, musieli fatygować się do Teheranu? Co w 1975 roku w Kabulu porabiał Henry Kissinger pośród widzów rozgrywki buzkaszi, protoplasty gry w polo? I dlaczego dzieci w afgańskiej stolicy wolą zimę od lata, choć latem można jeść suszone owoce morwy i pić wodę wiśniową?

Gdyby nawet wszystko inne w tej powieści zawiodło, uratowałby ją właśnie kapitalny opis Afganistanu w ostatnich latach słabej monarchii, tuż przed komunistycznym przewrotem i sowiecką inwazją. Nieuchwytnej atmosfery utraconego kraju i dzieciństwa szuka w swoim "Chłopcu z latawcem" lekarz Khaled Hosseini, jeden z czterech milionów Afgańczyków, którzy po 1979 roku uciekli z ogarniętego wojną kraju. Większość schroniła się w Pakistanie, on uciekał dalej i dostał azyl w Kalifornii. Trudne życie tej wielkiej diaspory to temat drugiej połowy powieści.

Pierwsza opowiada o przyjaźni dwóch małych chłopców. Dziwnej, bo opartej na bezwzględnym oddaniu sługi niebudzącemu cienia sympatii panu. Sługa jest Hazarą, analfabetą, członkiem szyickiej mniejszości etnicznej, tradycyjnie pogardzanej przez dumnych sunnickich Pasztunów. Pan to narrator, syn charyzmatycznego Afgańczyka, który wychowuje go samotnie. Amir bezskutecznie stara się o względy ojca, który jest rozczarowany jego literackimi zainteresowaniami i brakiem chłopięcej zadziorności. Prostolinijny, troskliwy, wierny jak pies Hassan to jego przeciwieństwo - żywe srebro, spontaniczność i szczerość. I stąd podświadoma, irracjonalna zazdrość Amira, która wystawi ich przyjaźń na ciężką próbę. Okazja do naprawienia błędów i oczyszczającej kary nadarzy się dopiero wiele lat później, być może zbyt późno.

Powieść Hosseiniego próbuje pogodzić dwa porządki - z jednej strony rzucić snop ostrego światła na los współczesnego Afganistanu, a z drugiej skupić się na intymnej historii poplątanych uczuć, mocno osadzonej w afgańskiej obyczajowości. Pewnie dlatego im bliżej końca, tym bardziej jest hollywoodzko - melodramatycznie i niezbyt zaskakująco. Choć też i posępnie, zwłaszcza w ponurym Kabulu talibów, w którym wszystkie drzewa wycięto, bo kryli się na nich snajperzy. W każdym razie całość przypadła do gustu Stevenowi Spielbergowi i jego wytwórnia już szykuje się do ekranizacji.

Ciekawe, czy uda mu się zachować humor Hosseiniego, który z czułością pochyla się nad nieistotnymi z pozoru detalami. Fragment o kameralnej wycieczce ojca i syna za miasto, która nagle zamienia się w rodzinną wyprawę trzema busami: "...zatelefonował do swojego kuzyna Homajuna - był to tak naprawdę dość daleki kuzyn... Homajun powiedział, że on też przyjedzie, zabierze dzieci i obie żony. Może jeszcze jego kuzynka Szafira, która właśnie przywiozła w odwiedziny rodzinę z Heratu. W Kabulu mieszka u innego kuzyna, Nadera, więc jego rodzinę też trzeba zaprosić, choć on, Homajun, żyje w pewnej nieprzyjaźni z Naderem, tylko że jeżeli zaprosimy Nadera, to trzeba zabrać jego brata Faruka, bo inaczej może się obrazić i nie zaprosi nas na wesele córki...".

Musi mu tego brakować w Kalifornii.

http://serwisy.gazeta.pl/ksiazki/1,19970,2522174.html


© Jan Rybicki 2005