Home Up Next

Microserfs


Robert Osowiecki

Niewolnicy?

Książka, którą teraz recenzuję, nie jest pierwszej świeżości, ale to może również oznaczać, że przeszła pozytywnie próbę czasu i może się spodobać bez towarzyszącego jej szumu w mediach. Autor "Pokolenia X" (nie czytałem, ale zamierzam) zaserwował nam, jeśli wierzyć opisowi na okładce, "przerażający opis zdehumanizowanego świata pracoholików, kalek uczuciowych, ludzi praktycznie pozbawionych tożsamości, którzy absolutnie wszystko poświęcają na ołtarzu firmy i jej bóstwa Billa Gatesa". Pisał to pewnie ten sam człowiek co zwykle - czyli albo czytał inną książkę (ewentualnie jedynie początek), albo po prostu musiał napisać coś co brzmi sensacyjnie i napędzi czytelników. Będę prostował: rzeczywiście, główni bohaterowie to "jajogłowi" i "mózgowcy" (ang: /nerd/ /geek/, albo na odwrót), którzy pracują dużo (często po kilkadziesiąt godzin bez przerwy), są zatrudnieni w firmie software'owej, a ich największym problemem jest brak tego, co popularnie jest zwane "własnym życiem" (z czego zresztą doskonale zdają sobie sprawę). Jednak są to ludzie o ponadprzeciętnej inteligencji, których głównym zajęciem jest myślenie. Podejrzewam, że jedna z bohaterek (domyślicie się, która) w ciągu jednego dnia pomyśli więcej wartościowych rzeczy, niż niejeden "normalny człowiek" przez cały rok. Nie ma więc mowy o zdehumanizowaniu czy kalectwie, choć pozory mogą mylić. Wraz z narratorem, Danielem Underwoodem (książka ma formę pamiętnika) odkrywamy życie "poddanych Microsoftu", w którym, jak się okazuje, jest miejsce na przyjaźń, miłość i okruchy "własnego życia", które nabierają nawet większej wartości przez to, że jest ich tak niewiele. Styl życia bohaterów może być szokujący nawet teraz, ale poczekajmy jeszcze kilka lat... Nie znalazłem też w książce nic przerażającego - częściej spotkacie się z humorem rodem z Dilberta i User Friendly. Znalazłem za to zadziwiająco dużo cech wspólnych między bohaterami a moimi znajomymi i mną samym (co, nie ukrywam, miało wpływ na ocenę), co oczywiście nie oznacza, że czytelników spoza kręgu mózgowców, dziwaków, hackerów i jajogłowych książka nie zaciekawi. Skupią się zapewne na czymś innym, lecz będą musieli przeboleć pojawiające się od czasu do czasu tajemnicze nazwy takie jak: NASDAQ, C++, ASCII, CAD czy Star Trek :-) - na szczęście nie ma ich na każdej stronie. Język i skład książki jest specyficzny: często pojawiają się wypunktowane listy, we fragmentach e-maili brakuje polskich liter, czasami pojawiają się dziwnie złożone strony, ale że te wynalazki nie mają na fabułę większego wpływu, można je pominąć, gdy zaczną być nużące. Polskie tłumaczenie jest na wysokim poziomie: tak naprawdę nie mam do czego się przyczepić, a uwielbiam to robić. Znaczna w tym zasługa osoby odpowiedzialnej za stronę merytoryczną oraz wydawcy, że się o nią zatroszczył - wobec nagminnego niszczenia przekładów należą się słowa pochwały. Wypatrujcie zatem żółtych okładek, zwłaszcza ma półkach z przeceną - polecam.
 

http://www.esensja.pl/magazyn/2001/02/iso/13_09.html


© Jan Rybicki 2005