Rozmowa Konspektu |
||||||||
| Nauka w Akademii PedagogicznejRozmowa z profesorem Henrykiem W. Żalińskim,
| |||||||
|
Jestem za tym, aby kreować nowe kierunki, takie jak np. matematyka z informatyką, geografia z turystyką, politologia z administracją, a nawet sama administracja. Oczywiście Akademia jest uczelnią pedagogiczną, priorytetowe są więc dla nas kierunki nauczycielskie, ale obok nich trzeba szukać takich rozwiązań, które pomogą naszym studentom być konkurencyjnymi dla absolwentów innych uczelni. Taką ciekawą ofertą są np. studia w zakresie europeistyki, które mogą dać szansę zatrudnienia w różnego rodzaju instytucjach krajowych i nawet zagranicznych |
Czy rzeczywiście możliwa jest "polityka naukowa", czy można instytucjonalnie kształtować twórczość naukową? Jakimi narzędziami w tym zakresie dysponuje prorektor ds. nauki?
- W Polsce polityką naukową kieruje ministerstwo nauki, czyli Komitet Badań Naukowych. To on finansuje badania naukowe, choć nie znaczy to, że narzuca konkretne ich kierunki. Scentralizowane fundusze, które otrzymuje Uczelnia to pieniądze przeznaczone na badania własne pracowników naukowych. Rozdziela je Komisja Nauki pod moim przewodnictwem. Są też sumy "zdecentralizowane", które trafiają bezpośrednio do poszczególnych wydziałów, te składają wnioski o środki na realizację konkretnych projektów badawczych. Każdy wydział w ramach badań statutowych realizuje określoną ilość tematów. Te przyjęte przez rady wydziałów tematy są bardzo szerokie, np. w badaniach Wydziału Humanistycznego mieszczą się problemy z zakresu kultury, historii Polski i powszechnej, historii literatury, językoznawstwa, myśli filozoficznej, społecznej i politycznej. W ramach badań własnych realizuje się prace związane z indywidualnymi zainteresowaniami, rozwijanymi niekiedy od czasów asystentury do profesury, natomiast ani prorektor ani dziekan nie narzucają tematów badawczych, chociaż mogą je sugerować. Prorektor ds. nauki powinien jedynie stymulować starania o fundusze na badania naukowe, tzw. granty naukowe. Szanse uzyskania ich są duże. Jeżeli chodzi o indywidualne granty KBN są to środki nie tylko na badania, ale również na honoraria, które, biorąc pod uwagę niewygórowane pobory pracowników naukowych, mogą stanowić uzupełnienie naszych budżetów. Współczynnik powodzenia przy rozpatrywaniu składanych wniosków w skali kraju wynosi 30%. Co trzeci wniosek jest więc weryfikowany pozytywnie. Do tej pory z naszej uczelni spływało rocznie najwyżej kilkanaście wniosków, teraz jest ich o wiele więcej, np. w lipcu 2000 r. złożono 20 wniosków, w styczniu 2001 roku 21, a w lipcu tego roku 14. Jest to bardzo poważny wzrost. Skala powodzenia jest różna, aktualnie część z nich jest realizowana, kolejne czekają na rozpatrzenie.
Jednak nie tylko KBN przyznaje środki. Ciekawą ofertę, zwłaszcza dla młodych pracowników, ma Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej. Prorektor oraz dziekani i dyrektorzy instytutów powinni również stymulować starania pracowników o innego rodzaju stypendia. Należy śledzić ofertę stypendialną, która jest dostępna w naszym Dziale Nauki i Współpracy z Zagranicą, kierowanym przez pana mgra Jana Kałużnego. Wśród proponowanych ofert pojawiają się stypendia NATO, Humboldta, Fundacji im. Stefana Batorego, stypendia Karoliny Lanckorońskiej, a nawet egzotycznej fundacji Taibunkyo z Japonii. Pracownicy Instytutu Historii oraz Instytutu Nauk Społecznych korzystali np. ze stypendiów Lanckorońskiej czy funduszy Europejskiego Modułu Jeana Moneta. O finanse należy się po prostu starać. W wielu krajach do obowiązków pracowników uczelni należy składanie wniosków o finansowanie projektów badawczych.
|
Problem habilitacji w Polsce tkwi w jej procedurze. Komisja Centralna musi oczywiście istnieć, aby w jakiś sposób kontrolować poziom habilitacji. Nie może to jednak być sąd kapturowy. Myślę, że można ujawniać osobę recenzenta i dawać habilitantowi możliwość odpowiedzi na jego zarzuty, jeśli negatywnie ocenia on jego rozprawę i dorobek naukowy. Dlaczego ma być tajemnicą kto recenzję pozytywną czy negatywną napisał? |
Obecnie stajemy przed potrzebą pogodzenia oczekiwań społecznych i kierunków rozwoju badań naukowych w Uczelni, które łączą się z potrzebą nowych specjalności i problemów badawczych. Co sądzi Pan o wprowadzeniu kierunków niepedagogicznych w Akademii? Jak powinny kształtować się nowe pola badawcze, specjalizacje i kierunki studiów interdyscyplinarnych?
- To jest przyszłość. Wszędzie obserwujemy, że uczelnie wychodzą poza swoją specjalność, i tak np. Politechnika Krakowska otworzyła kierunek matematyki nauczycielskiej, Akademia Górniczo-Hutnicza tworzy specjalny Wydział Humanistyczny. My, kształcąc nauczyciela, powinniśmy go tak przygotować, aby mógł pracować nie tylko w szkole. Dlatego jestem za tym, aby kreować nowe kierunki, takie jak np. matematyka z informatyką, geografia z turystyką, politologia z administracją, a nawet sama administracja. Oczywiście Akademia jest uczelnią pedagogiczną, priorytetowe są więc dla nas kierunki nauczycielskie, ale obok nich trzeba szukać takich rozwiązań, które pomogą naszym studentom być konkurencyjnymi dla absolwentów innych uczelni. Taką ciekawą ofertą są np. studia w zakresie europeistyki, które mogą dać szansę zatrudnienia w różnego rodzaju instytucjach krajowych i nawet zagranicznych.
Jak zapatruje się Pan na rolę szkół naukowych w humanistyce. Jakie są możliwości tworzenia nowych pól badawczych i integracji badań naukowych w ramach humanistyki?
- W humanistyce bardzo często mówi się o szkołach, czyli grupach uczonych, których cechują zbliżone lub jednolite poglądy na przeszłość oraz podobny kierunek i metodyka badań. W naukach historycznych bardzo ważnymi były dziewiętnastowieczne szkoły: lelewelowska, krakowska, zawiązana z konserwatystami, oraz pozytywistyczna - warszawska. W XX w. szkoły ukształtowały się m.in. wokół Szymona Askenazego, Franciszka Bujaka, Wacława Tokarza, Marcelego Handelsmana. Obecnie nie ma wielkich humanistycznych szkół naukowych, są jednak profesorowie, którzy skupiają wokół siebie pewne środowisko. Uważa się, że taką szkołę historyków literatury tworzy profesor Henryk Markiewicz. W dyscyplinie, która ja się zajmuję - historii XIX w. - takimi twórcami współczesnych szkół byli profesorowie Stefan Kieniewicz i Witold Łukaszewicz. Bardzo często zdarza się, że ktoś jest wybitnym naukowcem, ale jednak nie ma współpracowników, nie ma uczniów, zamyka się w gabinecie i nie oddziałuje na innych, nie przekazuje im swoich zainteresowań. Rola szkół naukowych w humanistyce w dalszym ciągu jest ważna, tylko samych szkół jest niewiele. Jeżeli chodzi o integrację badań naukowych w zakresie humanistyki w naszej Uczelni, to widać ją np. w pracach dotyczących Kresów, czyli ziem wschodnich, które kiedyś należały do Rzeczpospolitej. Dziejami Lwowa zajmują się nie tylko historycy, ale także poloniści i bibliotekoznawcy. Efektem tych wspólnych działań jest kilka tomów pracy pod wspólnym tytułem Lwów. Miasto, społeczeństwo, kultura, wydanej pod redakcją Kazimierza Karolczaka i moją.
|
Na 750 wszystkich zatrudnionych mamy 383 doktorów, 54 profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, 80 profesorów tzw. uczelnianych bez tytułu, 2 docentów, czyli razem 136 samodzielnych pracowników |
W środowisku trwa dyskusja (również na łamach "Konspektu") na temat propozycji zmian struktury stopni naukowych. O problemie habilitacji mówi się w Niemczech, może być zlikwidowana w systemie anglosaskim. Czy habilitacja jest według Pana naturalnym elementem europejskiego modelu kariery naukowej? Czy pozostaje podstawowym progiem (promującym jakość) pozwalającym na pozytywną selekcję pracowników nauki?
- Każdy kto przygotowywał się do kolokwium habilitacyjnego, miał zapewne mieszane uczucia dotyczące celowości stawania przed radą wydziału i zdawania tego ostatniego w karierze naukowej egzaminu. Osobiście jestem za utrzymaniem habilitacji. W Niemczech, Austrii, krajach skandynawskich, gdzie habilitacja obowiązuje osiągnięcia nauki są wysokie. Natomiast w systemie anglosaskim profesorem można zostać rzeczywiście tylko po doktoracie, ale wymagania stawiane doktorantowi są znacznie wyższe niż u nas. We Francji np. wprowadza się obecnie habilitację w formie dysertacji, która ma podsumować cały dorobek uczonego. Choć profesorem można zostać bez niej, to w konkursach ogłaszanych na stanowiska uczelniane większe szanse mają jednak osoby, które ją uzyskały.
Problem habilitacji w Polsce tkwi gdzie indziej, w jej procedurze. Centralna Komisja Kwalifikacyjna musi oczywiście istnieć, aby w jakiś sposób kontrolować poziom habilitacji. Nie może to jednak być sąd kapturowy. Myślę, że można ujawniać osobę recenzenta i dawać habilitantowi możliwość odpowiedzi na jego zarzuty, jeśli negatywnie ocenia on jego rozprawę i dorobek naukowy. Dlaczego ma być tajemnicą kto recenzję pozytywną czy negatywną napisał? Każdy członek CKK, jak i superrecenzent, powinien się pod taką opinią podpisać, bo przecież bierze za nią odpowiedzialność i decyduje o dalszych losach dorosłego, a często zaawansowanego wiekiem uczonego.
Dla ogólnej oceny poziomu habilitacji istotne znaczenie ma także wystąpienie przed radą wydziału złożoną z uczonych różnych specjalności, gdzie trzeba wykazać się inteligencją i wiedzą. Również obowiązkowy wykład przed gronem uczonych i kolegów jest swojego rodzaju konfrontacją. Nie każdy zdaje sobie sprawę czy mówi ciekawie i interesująco. Ocena i uwagi członków rady wydziału mogą być wielce pomocne w dalszej pracy naukowo-dydaktycznej habilitanta.
Wśród ok. 85 tysięcy naukowców w Polsce połowa to doktorzy, a blisko 8 tysięcy to profesorowie. Jak na tym tle przedstawia się struktura pracowników AP i problem rozwoju kadry naukowej w naszej Uczelni?
- W naszej uczelni proporcje są podobne. Na 750 wszystkich zatrudnionych mamy 383 doktorów, 54 profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, 80 profesorów tzw. uczelnianych bez tytułu, 2 docentów, czyli razem 136 samodzielnych pracowników. Uczelnia ma charakter autonomiczny jeżeli zatrudnia co najmniej 60 profesorów z tytułem i połowa wydziałów ma uprawnienia habilitacyjne. Osiągnęlibyśmy potrzebną liczbę profesorów gdyby nie ostatnie emerytury. Obecnie naszym najważniejszym zadaniem będzie uzupełnić powstałą lukę. Jeżeli chodzi o kadrę profesorską w środowisku krakowskim Uniwersytet Jagielloński i Akademia Górniczo-Hutnicza są poza naszym zasięgiem, tuż przed nami są Akademia Rolnicza i Politechnika Krakowska, a za nami Akademia Ekonomiczna. Mieścimy się w grupie uczelni o średniomocnej kadrze naukowej. Za nami są też wszystkie szkoły artystyczne, AWF i PAT.

W środowisku akademickim dużo mówi się o problemach adiunktów, ja chciałabym zapytać jakie według Pana jest miejsce asystenta w Uczelni, biorąc pod uwagę zarówno jego pracę naukową, jak i dydaktyczną.
- Pojęcie typowego asystenta-magistra, który, np. na historii, często nosił za profesorem mapę zanika. Coraz częściej w uczelniach, a szczególnie w Krakowie, do pracy przyjmuje się już doktorów, którzy asystentami są krótko. Dzieje się tak dlatego, że silne uczelnie mają dobrze rozwinięte studia doktoranckie. Obecnie w uczelniach mamy trzy etapy kształcenia: licencjat - magisterium - doktorat, i dopiero po doktoracie przyjmuje się do pracy naukowej i dydaktycznej. Myślę, że rolą asystentów jest samodzielne prowadzenie ćwiczeń i zajęć laboratoryjnych, oraz uczestniczenie w seminariach magisterskich i doktorskich prowadzonych przez profesorów. Asystent doktor może jednak więcej czasu poświęcić studentom i pracy dydaktycznej, nie skupia się tylko na doktoracie.
Ostatnio dyskutuje się sporo na temat obiektywizmu ilościowej oceny wkładu naukowego badaczy w kontekście baz filadelfijskich. Jak w świetle tych danych, ale także biorąc pod uwagę udział pracowników AP w konferencjach, stażach, staraniach o stypendia naukowe i granty, oceniłby Pan kondycję nauki w Akademii?
- W jednym z wywiadów prasowych profesor Andrzej Wiszniewski oceniał kondycję nauki w Polsce. Stwierdził, że polscy naukowcy publikują rocznie ok. 8 tysięcy artykułów w uznanych na świecie pismach. Jest to 1,17% światowej puli publikacji. Wyprzedzają nas np. Korea, Irlandia, Hiszpania. Liczba patentów przedstawianych w Polsce wynosi rocznie ok. 3 tysiące, to niewiele. Pozostajemy pod tym względem w tyle nie tylko za bogatymi krajami Unii Europejskiej, ale i za bliskimi sąsiadami. Dlaczego tak się dzieje? Naukę w Polsce utrzymuje państwo, KBN i kilka fundacji. Jest to jednak kropla w morzu potrzeb. Nie ma prywatnych inwestorów sponsorujących naukę, jak w bogatych krajach europejskich i na świecie. Jeżeli nadal nie będzie więcej funduszy przeznaczonych na naukę w Polsce, będą się utrzymywać takie właśnie wyniki. Choć Akademia Pedagogiczna dysponuje skromnymi funduszami odbywa się tu kilkanaście, a w niektórych latach, kilkadziesiąt konferencji naukowych. Niejednokrotnie ich poziom jest bardzo wysoki, myślę tutaj o sympozjach biologów organizowanych przez profesora Henryka Lacha, który zaprasza uznane autorytety z Polski i z zagranicy, o konferencjach matematyków, historyków, politologów, polonistów i informatyków. Jesteśmy widoczni na mapie naukowej nie tylko Krakowa, ale i Polski. Sytuacja przedstawia się gorzej w przypadku stypendiów naukowych i grantów, choć, jak mówiłem, zainteresowanie nimi wzrasta. Na listach filadelfijskich znalazło się mało czasopism o profilu humanistycznym, a nasza uczelnia jest silna głównie humanistyką. Nasz najsilniejszy Wydział Humanistyczny stanowi prawie połowę potencjału naukowego całej Uczelni. Wysokich punktacji KBN nie otrzymują świetne merytorycznie artykuły, umieszczane w czasopismach często osiągających bardzo wysoki poziom naukowy, ale przez przypadek nie znajdujących się na liście filadelfijskiej. To nie jest obiektywne. W najbliższym czasie dla Akademii najważniejsze będzie uzyskanie przez poszczególne wydziały wyższej kategorii KBN, odzyskanie prawa habilitacji przez Wydział Geograficzno-Biologiczny i przywrócenie uprawnień habilitacyjnych z pedagogiki, uzyskanie większej liczby grantów, rozwój badań naukowych związanych z edukacją, tworzenie zespołów badawczych i przygotowanie specjalistycznych laboratoriów, np. pracowni służących nie tylko jednemu instytutowi, ale całemu wydziałowi.
|
Inicjatywa w tym względzie wyszła od prezydentów Polski i Ukrainy. Ze strony polskiej uczelniami założycielskimi mają być Akademia Pedagogiczna i Akademia Ekonomiczna. Ideą zainteresowało się już kilka ukraińskich szkół wyższych. Nadal jesteśmy jednak w fazie przygotowań, liczymy na to, że pomysł ten finansowo wesprze Unia Europejska |
Czy według Pana są inne niż "naukometryczne", ważniejsze być może, miary oceny jakości pracy naukowej?
- Polityka finansowania nauki prowadzona przez państwo wymaga pewnych sformalizowanych kryteriów, żeby można było uzyskać konkretne fundusze. Wiadomo, że te sformalizowane kryteria nie zawsze są w pełni sprawiedliwe. Decydująca nie powinna być tylko ilość publikacji, ale także ich jakość. W tych kryteriach nie mówi się o jakości, tylko preferuje się tytuł czasopisma lub nazwę wydawnictwa. Ktoś wydaje jedną książkę w renomowanym wydawnictwie i dostaje za to dodatkowe punkty, a ktoś jest autorem książki, która ma kilka wydań, i która lepiej funkcjonuje w świadomości uczonych i studentów, ale dostaje mniej punktów - bo źle wybrał wydawnictwo. Pod uwagę powinny być również brane: zasięg oddziaływania publikacji, tworzenie własnej szkoły naukowej, uczestnictwo w pracach międzynarodowych towarzystw naukowych, liczba recenzji prac doktorskich i habilitacyjnych itd. Polscy uczeni często zasiadają w gremiach międzynarodowych, nie jest to jednak tak wysoko punktowane jak np. artykuł, który znalazł się na liście filadelfijskiej. Te niesformalizowane kryteria powinny być też w jakiś sposób brane pod uwagę w ocenie kondycji naukowej uczonych.
Naukowcy zgodnie podkreślają potrzebę realnego wzrostu budżetu nauki, niedofinansowanie odbija się bezpośrednio na działalności badawczej i dydaktycznej. Jakie są możliwości wzmocnienia bazy naukowo-badawczej Uczelni?
- Środki, które otrzymujemy na badania są przekazywane przez KBN. Od pracowników zbierane są wnioski o przydział funduszy w ramach badań własnych i statutowych. Na badania własne w roku 2000 zapotrzebowanie wynosiło 1 752 tysiące, z czego otrzymaliśmy z KBN 948 tysięcy (netto 800 tys.). Podobnie przedstawia się sytuacja w roku 2001, dostaliśmy taką samą kwotę jak w roku ubiegłym, a zapotrzebowanie wynosiło 2 092 tysiące. Komisja Nauki bardzo skrupulatnie analizuje każdy wniosek, opierając się na wewnętrznym bardzo precyzyjnym regulaminie. Gdyby było więcej pieniędzy można by planować więcej wydawnictw, więcej kwerend archiwalnych. Uczelnia o przeważającym profilu humanistycznym ma niestety niewielkie możliwości wypracowania własnych środków, musi prawie w całości korzystać z dotacji centralnych.
Wiele mówi się o opracowaniu efektywnego systemu finansowego wspierania druku książek naukowych. Jak Pan ocenia perspektywy naszego wydawnictwa w związku z decentralizacją finansów? Czy rzeczywiście może ono być jednostką samofinansującą się? Jakie będą szanse realizacji konkretnych przedsięwzięć wydawniczych?
- Nasze wydawnictwo publikuje rocznie ok. 90 książek. Jest to wydawnictwo naukowe. Cena książki jest warunkowana możliwościami finansowymi odbiorców, a są nimi student i naukowiec. Książki wysokospecjalistyczne nie mogą być zbyt drogie, a koszty ich produkcji są niestety wysokie. Największe nakłady miały np. takie książki jak praca zbiorowa: Podstawy psychologii. Podręcznik dla studentów kierunków nauczycielskich czy E. M. Minczakiewicz Mowa. Rozwój, zaburzenia, terapia. Żeby zwróciły się poniesione koszty nakład musi wynosić 2-3 tysiące egzemplarzy, a nasze nakłady sięgają tylko 200-300, najwyżej 500 egzemplarzy. Dlatego też samofinansowanie się z samej produkcji książek jest niemożliwe. Natomiast samodzielność wydawnictwa jest możliwa ze względu na dotacje ze środków KBN i ministerstwa. Dotacje KBN są przeznaczane na druk monografii, materiałów pokonferencyjnych. Z funduszy uczelnianych, które otrzymujemy z MEN, finansowane są podręczniki, habilitacje, serie. Wśród nowych inicjatyw wydawniczych wymienić należy związaną z reformą oświaty serię Nowoczesna Szkoła, której redaktorem jest profesor Tadeusz Budrewicz. Planowana jest też seria dotycząca samorządności i społeczności lokalnej oraz zestaw podręczników dla nauczycieli i opiekunów osób niepełnosprawnych. Na rynku wydawniczym jest wielka konkurencja. Staramy się wydawać książki na wysokim poziomie nie tylko edytorskim, ale także naukowym. Prace monograficzne recenzują zawsze dwaj recenzenci spoza Uczelni zaproponowani przez Komisję Wydawniczą. Trudniej podejmować zlecenia typowo komercyjne z zewnątrz, bo konkurencja w Krakowie jest spora. Inicjatywy takie zdarzają się, sukcesem np. okazał się druk książki Stelli Müller-Madej Dziewczynka z listy Schindlera, czy tomik wierszy Leszka Wójtowicza Moja litania.
W jakich działaniach, nie tylko wydawniczych, widzi Pan możliwości szerszej promocji Akademii?
- Można promować naszą Akademię przez studentów, zapewniając naszym absolwentom wysoki poziom naukowy i dydaktyczny. Jeżeli przychodzą do szkoły i są konkurencyjni dla absolwentów UJ bądź innych uczelni, które kształcą nauczycieli w Polsce, to jest to promocja naszej uczelni. Nasz absolwent musi być nie tylko specjalistą w konkretnej dziedzinie, ale też animatorem życia kulturalnego i publicznego. Bardzo promują naszą uczelnię, przynajmniej ostatnio, rankingi "Wprost" i "Perspektyw". W rankingach tych Akademia Pedagogiczna znajduje się od 2 lat na pierwszym miejscu. Zdarza się, że o naszych absolwentów zabiegają dyrektorzy szkół spoza Małopolski. Promocja to także wspominane już konferencje, ekspertyzy, które nasi naukowcy przygotowują dla ministerstwa, wydawanie czasopism na dobrym poziomie, czy też organizowanie imprez dla młodzieży, np. olimpiad przedmiotowych.
Priorytetem w polityce naukowej rządu ma być m.in. współpraca międzynarodowa, wymiana pracowników i uczestnictwo we wspólnych programach badawczych. Jak Pan ocenia, aktywnie biorąc w nich udział, kontakty międzynarodowe naszej uczelni? Czy mógłby pan podać przykłady takich działań? z jakimi uczelniami współpracujemy? Ostatnio mówi się o nowej inicjatywie związanej z środowiskiem uniwersyteckim Ukrainy?
- Akademia Pedagogiczna współpracuje z wieloma ośrodkami zagranicznymi. Nasi partnerzy to m.in. Wolny Uniwersytet w Brukseli, Uniwersytet Standhal Grenoble III, Narodowy Uniwersytet im. I. Franki we Lwowie, Uniwersytet im. Karola w Pradze czy Państwowy Uniwersytet Pedagogiczny w Wilnie. Nie wszystkie podpisane umowy przynoszą wymierne efekty. Bardzo dobrze układa się współpraca z Uniwersytetem Pedagogicznym we Freiburgu. Profesor tamtejszej uczelni Horst Buszello został doktorem honoris causa AP. Razem organizujemy konferencje, wydajemy podręczniki. Środowisko lwowskie z kolei uczestniczy w konferencjach organizowanych przez historyków i bibliotekoznawców. Kontakty międzynarodowe nawiązujemy dwoma drogami: odgórną - poprzez inicjatywę rektoratów, albo oddolną - wychodzącą od pracowników poszczególnych instytutów, jak np. w wypadku współpracy matematyków z Uniwersytetem w Usti nad Łabą czy filologów rosyjskich z Uniwersytetem w Petersburgu. To rektorzy podpisują umowy, ale wspólne tematy badawcze muszą wypracować poszczególne instytuty. Najbardziej korzystne są te umowy, które dają efekt w postaci wspólnych publikacji, bądź staży naukowych i konferencji. W Uczelni odbywa się rocznie ponad 10 konferencji międzynarodowych, w organizacji których uczestniczą ośrodki, z którymi współpracujemy. O wadze kontaktów międzynarodowych niech świadczy fakt, że w styczniu 2002 r. planowane jest specjalne posiedzenie Senatu na temat efektów dotychczasowej współpracy zagranicznej.
Jeżeli chodzi o współpracę z Ukrainą - pojawił się pomysł powołania w Krakowie międzynarodowego uniwersytetu. Inicjatywa w tym względzie wyszła od prezydentów Polski i Ukrainy. Ze strony polskiej uczelniami założycielskimi mają być Akademia Pedagogiczna i Akademia Ekonomiczna. Ideą zainteresowało się już kilka ukraińskich szkół wyższych. Nadal jesteśmy jednak w fazie przygotowań, liczymy na to, że pomysł ten finansowo wesprze Unia Europejska.
Uczelnia utrzymuje też kontakty międzynarodowe w ramach programu Socrates-Erasmus. Co roku około 20 pracowników nauki i 40 studentów z naszej uczelni wyjeżdżają do Europy Zachodniej. Studenci wjeżdżają na semestr, a pracownicy na około miesiąc. Oczywiście studenci muszą dobrze znać język kraju, do którego się udają. Natomiast do nas przyjeżdża znacznie mniej osób, około dziesięciu rocznie, gdyż nie znają one języka polskiego. Dla studentów wyjeżdżających na studia zagraniczne bardzo istotna jest możliwość wykorzystania Europejskiego Systemu Transferu Studiów. Z inicjatywy Pani prorektor prof. Jolanty M. Korohody ukazały się już informatory wszystkich wydziałów naszej Uczelni o zasadach ich przeliczania, przygotowane przez zespół kierowany prez prof. Czesława Majorka.
Jak Pan ocenia takie przedsięwzięcia jak kurs dla nauczycieli z zagranicy. Czy widzi pan możliwość innych tego rodzaju działań otwartych na zagranicę?
- Jest to bardzo pożyteczna, długoletnia już inicjatywa. Sam prowadzę tam zajęcia z historii Polski, jestem więc emocjonalnie związany z kursem. Duża część uczestników pochodzi z Kresów Wschodnich. Oferowane zajęcia z zakresu historii literatury czy historii pomagają im przybliżyć ojczyznę przodków. Sam kurs promuje także naszą Akademię w nowych środowiskach.
Za półtora roku zamknięty zostanie tzw. 5 Program ramowy, Polska będzie także uczestniczyć w planowanym już 6 Programie, czy pracownicy AP korzystają z możliwości ubiegania się o granty brukselskie? Zwłaszcza w momencie, kiedy zredukowane zostały środki przyznawane na badania statutowe.
- Być może Polska zbyt wcześnie przystąpiła do tego programu. Uczeni zdecydowanie za mało korzystają z możliwości stwarzanych przez ten program. Do tej pory więcej w niego sami inwestujemy niż zyskujemy. Wśród przyjętych do realizacji 3 200 projektów tylko 120 to wnioski polskie. Polscy naukowcy nie są jeszcze przygotowani do wykorzystania tej oferty, znacznie lepiej radzą sobie Czesi i Węgrzy. Unii Europejskiej zależy na stworzeniu trzeciego obok USA i Japonii, konkurencyjnego, europejskiego centrum badawczego. Szansę na uzyskanie grantów mają te projekty, które powstają we współpracy uczelni polskich z ośrodkami zagranicznymi. Dlatego też należałoby jak najlepiej wykorzystać naszych zagranicznych partnerów. W opracowaniu wniosku może pomóc Dział Nauki, a także koordynator programu na Politechnice Krakowskiej, który złożył mi w tej sprawie stosowną deklarację. Na razie jednak takich projektów z naszej uczelni nie zgłoszono. Akademia jest silna humanistyką, w 5 Programie tematów humanistycznych jest mało. Prawdopodobnie więcej tematów dla humanistów znajdzie się w 6 Programie, co mam nadzieję, pozwoli na złożenie odpowiednio opracowanych, powstałych we współpracy z uczelniami zagranicznymi wniosków badawczych. Zaznaczyć trzeba, że do tej pory spośród uczelni krakowskich w 5 Programie uczestniczą tylko Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza i Politechnika Krakowska.
Na koniec pytania dotyczące Pańskich badań naukowych. W swoich pracach skupia się Pan na dziejach Polonii, współpracuje Pan z instytucjami polonijnymi, skąd te zainteresowania, co je ukształtowało? Jakiego rodzaju prace prowadzi Pracownia Biografistyki AP?
- Moje badania dotyczą właściwie prehistorii Polonii, a konkretnie historii Wielkiej Emigracji i jej myśli politycznej, a ponieważ wielu potomków dziewiętnastowiecznych emigrantów żyje nadal poza krajem, stąd zainteresowanie Polonią. Jestem współpracownikiem wielu instytucji polonijnych, m.in. Zakładu Biografistyki Polonijnej w Paryżu, którym kieruje prof. Zbigniew A. Judycki. Zakład ten zajmuje się dokumentacją losów polskich emigrantów i ich potomków żyjących poza krajem. Od maja 1992 r. placówka ta wydaje "Kwartalnik Biograficzny Polonii" oraz wiele innych pozycji z zakresu biografistyki polonijnej. Począwszy od 1996 r. ZBP organizuje coroczne międzynarodowe sympozja biografistyki polonijnej z udziałem wielu wybitnych naukowców z całego świata. Pierwsze sympozjum odbyło się w Londynie, kolejne w Paryżu, Rzymie, Wiedniu i w 2000 r. W Krakowie. Współorganizatorem krakowskiego spotkania była nasza Uczelnia, a szczególnie Pracownia Biografistyki, którą kieruje od czasów jej powołania w 1989 r., prof. Feliks Kiryk. Jestem członkiem zespołu tej Pracowni, która skupia nie tylko zajmujących się biografistyką historyków, ale także pracowników innych jednostek naukowo-dydaktycznych naszej Akademii: Instytutu Filologii Polskiej, Bibliotekoznawstwa, Nauk Społecznych, Katedry Oświaty i Wychowania. Efektem dwunastoletniej działalności Pracowni są m.in. następujące publikacje: Słownik Biograficzny Sławnych Polaków (5000 haseł) przekazany do Wydawnictwa Ossolineum, Szkolny Słownik Biograficzny i Wielka Historia Polski, której ukazało się już trzynaście tomów.
Wiele miejsca w Pana pracach zajmuje Wielka Emigracja - co Pana w niej najbardziej fascynuje?
- Na emigrację po powstaniu listopadowym udało się 8-9 tys. ludzi, ówczesna elita Polaków: politycy, naukowcy, artyści, wybitni wojskowi. Wielka Emigracja jest zjawiskiem niespotykanym w dziejach społeczeństw XIX-wiecznych, właściwie funkcjonował naród "w pigułce" na wychodźstwie. Na emigracji powstały najpełniejsze projekty odzyskania niepodległości Polski. Tak jak nie było zgody co do przyczyn upadku powstania, tak i nie było wspólnej wizji dalszej walki. Wielka Emigracja potrafiła w okresie międzypowstańczym (1831-1863) wydawać aż 120 czasopism, w większości polskojęzycznych, kiedy druga co do liczebności emigracja niemiecka wydawała tylko 40 pism i to efemerycznych. Poza cenzurą zaborców publikowano mnóstwo książek, broszur i ulotek. W środowisku emigracyjnym najpełniej rozwinęła się wielka literatura romantyczna. Polska istniała w świadomości Europy, mimo że tej Polski na mapie nie było. Istniała dlatego, że działała aktywna na arenie międzynarodowej emigracja, że był Hotel Lambert i książę Czartoryski, którego nie tylko Polacy, ale także niektóre przedstawicielstwa europejskie traktowały jako niekoronowanego króla Polski - "Adama I, króla de facto, a nie de iure".
Rozmawiała Iwona Pietrzkiewicz

Copyright © Henryk W. Żaliński i zespół "Konspektu"
Kraków, wrzesień 2001
Statystyka