Psychologia |
|||
| Leszek WronaArchiwum XW poprzednim eseju zamieszczonym w siódmym numerze "Konspektu" starałem się przedstawić źródła wiary człowieka w zjawiska paranormalne, czyli postawy magicznej oraz naszkicować jej tło społeczno-kulturowe. Celowo użyłem słowa "tło", a nie na przykład "uwarunkowania", ponieważ wątpię, by treści magiczne zawarte w literaturze, widowiskach i czasopismach stanowiły przyczynę sprawczą pojawiania się i rozwoju postaw magicznych. Głosiciele magii zdobywają popularność nie dlatego, że udaje im się wszczepić ludziom wspomnianą postawę i stworzyć specyficzny rynek zbytu, lecz dlatego, że ich idee trafiają na podatny grunt, spełniając oczekiwania pokaźnej liczby odbiorców. Rynek zbytu istnieje niezależnie od obecności magicznych książek na półkach księgarskich. Jest on tworzony przez naszą osobowość: oczekiwania, tęsknoty, nadzieje, które tkwią w nas wszystkich niezależnie od tego czy zachowujemy weń świadomy wgląd. Można zaryzykować tezę, że magia obecna w kulturze masowej jest projekcją naszej osobowości, natomiast odpowiednio wypracowana forma przekazu rozszerza, rozwija i potęguje to, co i tak tkwi w naszym wnętrzu. Przekonanie o większym krytycyzmie ludzi inteligentnych i wykształconych jest złudne, o czym bez trudu można się przekonać prowadząc rozmowy z niektórymi ludźmi nauki. Jeśli rozmowa zmierza w kierunku magii i okultyzmu uczony zastrzega, że nie można z góry odrzucić żadnego poglądu, choćby był wysoce osobliwy i pozornie nonsensowny. Taki wymóg stawia metodologia nauki, a jego racjonalności dowodzi historia rozwoju wiedzy naukowej obfitująca w przypadki uznawania za potwierdzone dzięki badaniom idei początkowo ocenianych jako z gruntu fałszywe. Rozmówca przytoczy nam losy koncepcji kopernikowskiej, wyśmiewane przez jakiś czas pomysły medyczne Ludwika Pasteura oraz zwróci uwagę na przykłady współczesnych poglądów naukowych, które nie mogły przez długi czas znaleźć uznania. Trudno negować zasady współczesnej teorii nauki, ale również trudno nie zauważyć, że tkwi w nich kłopotliwa intelektualna pułapka. Z jednej strony zasada nieodrzucania z góry żadnych twierdzeń dobrze służy nauce przyczyniając się do podejmowania badań z zamiarem poznania faktów i sprawdzenia poprawności wniosków. Z drugiej - brak selekcji kierunków badań prowadzić może do podejmowania bezowocnych wysiłków nakładem sił i kosztów nieproporcjonalnie wysokich w stosunku do wagi zagadnienia. Nie widzę sposobu jednoznacznego rozstrzygania, którą tezę warto uznać za godną sprawdzenia, a którą nie warto się zajmować jako że stanowi owoc chorego myślenia. Typowym przykładem jest koncepcja istnienia pozaziemskich cywilizacji. Niektórzy kosmolodzy zupełnie serio głoszą tezę o istnieniu układów planetarnych zamieszkałych przez istoty żywe, a być może inteligentne. Pogląd ten opierają na dotychczasowej wiedzy o wszechświecie i dokonują statystycznych obliczeń, z których wynika niezwykle małe prawdopodobieństwo nieobecności we wszechświecie innych cywilizacji poza naszą. Nie sposób takiej tezie odmówić naukowości, choćbyśmy nie byli w stanie się z nią zgodzić. W konsekwencji nie powinniśmy odrzucać z góry doniesień o pojawianiu się latających spodków, spotkaniach z kosmitami i porwaniach przez obcych, traktując je jako wytwór chorej wyobraźni, lecz zbadać ich wiarygodność przy pomocy dostępnych środków. Na pytanie, gdzie istnieje granica rozdzielająca sens od nonsensu, nie znajdziemy łatwej odpowiedzi. Czytelnik może tu zaprotestować, wytykając autorowi niefortunność przykładu. Pogląd o istnieniu innych cywilizacji jest przecież bardziej "naukopodobny" niż wiara w prekognicję czy domy nawiedzane przez duchy. Zwrócę tu jednak uwagę na łatwość dopasowania niektórych osobliwych hipotez naukowych nawet do tak dziwnych zjawisk. Prekognicję można próbować tłumaczyć odwołując się do różnych hipotetycznych koncepcji czasoprzestrzeni, a duchy zaliczyć do zjawisk wywołanych przez nieodkryty dotąd rodzaj energii. Nikt nie zaręczy bowiem, że znane nam rodzaje energii wyczerpują całą potencjalną pulę możliwości. Myślę, że przy odrobinie inwencji uda się uprawdopodobnić naukowo pokaźną liczbę irracjonalnych poglądów. Nie każdy w tych wywodach zauważy dość oczywistą manipulację polegającą na dowolnym wypełnianiu luki między tezą czy hipotezą naukową a poglądem magicznym. Wprawdzie nie ma logicznego przejścia między hipotezami na temat czasoprzestrzeni a prekognicją, ale w oficjalnej nauce aż roi się od obszarów, w których dopatrzymy się dowolności interpretacji czy uzupełniania luk w rozumowaniu dowolnie sformułowanymi przypuszczeniami. Czym zatem różnią się tzw. poglądy naukowe od urojeń generowanych postawą magiczną? Nieodparcie nasuwa mi się pesymistyczna odpowiedź. Różnica nie jest tak jednoznacznie identyfikowalna. Moja konkluzja nie jest ani nowa, ani oryginalna. Do podobnego wniosku dochodzą ci, którzy uzasadniają swe irracjonalne poglądy nauką. Słowo "nauka" pełni rolę słowa-klucza, jest dla współczesnego człowieka swoistym sacrum. Jeśli coś jest "naukowe", to musi być prawdziwie mądre, a niekiedy, w domyśle, dobre. Tak to właśnie ludzie wykształceni uzasadniają niekiedy swoją magiczną postawę. Jeśli natomiast skojarzenie z nauką wydaje się zbyt naciągane, to wtedy intelektualista używa argumentacji odwołującej się do powszechnie znanych niedostatków współczesnej oficjalnej wiedzy naukowej, choćby niezupełności, niespójności czy różnorodności konkurencyjnych rozwiązań tego samego problemu. Osobom bez wykształcenia pozostaje albo powoływać się na poglądy intelektualistów, albo zaufać szarlatanom. Istnieją wszakże ludzie, którzy aby być żarliwymi wyznawcami wiary w zjawiska magiczne nie potrzebują mądrze wyglądających uzasadnień. Postawa magiczna osiąga u nich rozmiary typowe dla zaburzeń psychicznych. Dramatyczne przeżycia, niepowodzenia życiowe, ciężka przewlekła choroba somatyczna potęguje u tych osób gotowość przyswojenia sobie idei magicznych i aktywnego udziału w praktykach ich głosicieli. Poszukiwanie rozwiązania trudnych, nieraz nierozwiązalnych problemów życiowych zwiększa częstość kontaktów z magią, co z kolei nasila postawę magiczną aż do stanu, który z braku lepszego terminu nazwałem "syndromem paranormalnym". Objawy tego zaburzenia koncentrują się wokół swoistego sacrum: osoby, zjawiska, idei związanych z magią bądź okultyzmem. Dotknięty syndromem przeżywa stany psychiczne o różnej wyrazistości i natężeniu: od poczucia wtajemniczenia do poczucia misji. Poczucie wtajemniczenia znajduje wyraz w osobliwych irracjonalnych poglądach, trudno zauważalnych nieszkodliwych dziwactwach w myśleniu i zachowaniu. Im bardziej stany psychiczne jednostki zbliżają się do poczucia misji, tym wyraźniejsze są objawy patologiczne. Należą do nich: relatywne ogłupienie wobec wszystkiego co kojarzy się z sacrum, brak krytycyzmu, negacja oficjalnej nauki i oficjalnych religii, negacja reguł rozumowania opartych o logikę, myślenie transdukcyjne (np. łączenie niezależnych zdarzeń w związki przyczynowe), myślenie życzeniowe. W sferze emocji i kontaktów z ludźmi pojawia się ślepe zaufanie wobec animatorów paranormalnej ideologii, tendencja do dominacji nad ludźmi (pouczanie, strofowanie, postawa apostolska), tłumiony lęk i wrogość skierowane do niedowiarków, uprawianie praktyk magicznych. W skrajnych przypadkach występują wyraźne zmiany w systemie wartości, wyrażające się w lekceważeniu bądź negowaniu wagi przyjaźni, uczciwości, wierności. Wypływać one mogą z przekonania o szczególnej charyzmie danej przez siły nadprzyrodzone, co ostatecznie doprowadza do pojawienia się objawów dysocjacji w postaci urojeń i halucynacji. Syndrom paranormalny objawowo prezentuje się jako głęboka nerwica z zaawansowanymi zmianami w osobowości i zaburzeniami zachowania społecznego. Podejmowanie dyskusji z osobą dotkniętą opisywanym syndromem na temat jej poglądów jest bezcelowe. Każdy argument poddający w wątpliwość słuszność jej stanowiska jest przekształcany w argument za jego utrzymaniem. Typowe repliki to na przykład: "ty nie widzisz nic ponad to, co chcesz zobaczyć", "jesteś zamknięty na doświadczenia", "twoja niewiara wynika z problemów, jakie masz za sobą". Jeśli człowiek dotknięty syndromem paranormalnym nie znajduje zrozumienia w swym otoczeniu, poszukuje grupy, która go zaakceptuje, albo sam taką grupę próbuje stworzyć. Przeznacza na to czas, który mógłby poświęcić rodzinie lub przeznaczyć na własny rozwój. Pogłębianie się syndromu może prowadzić do zerwania dotychczasowych więzi emocjonalnych z rodziną, zaniedbania obowiązków zawodowych i ostatecznie wstąpienia do sekty lub stowarzyszenia osób uprawiających magię. Szczególnie drastycznie syndrom ten pogłębia istniejące już uprzednio u jednostki zaburzenia nerwicowe. Stwarza on iluzję posiadania skutecznego sposobu radzenia sobie z trudnościami wynikłymi z tych zaburzeń i dostarcza człowiekowi nadziei na szybki powrót do równowagi. Nie sposób nie dostrzec w naszkicowanym wyżej obrazie syndrom paranormalnego realnych zaburzeń o integracji psychicznej jednostki. Rozmiary tych zagrożeń spróbuję przedstawić w następnym odcinku Archiwum X. Leszek Wrona | ![]() | |
Copyright © "Konspekt". Kraków, grudzień 2001 | |||