Recenzje |
|||
| Józef SzockiO Tadeuszu Rutowskim (1852-1918)Nie jest to książka sezonowa, a czytana właśnie teraz, może znakomicie zapraszać do jesiennego spotkania z przeszłością galicyjską, tak bliską wielu mieszkańcom Krakowa. W środowiskach związanych z dawnym Lwowem oczekiwano, że ten znakomity w latach 1905-1915 wiceprezydent, następnie prezydent tego grodu, zostanie uwieczniony w jakiejś monografii. Taka właśnie ukazała się w oficynie wydawniczej Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Autorką jej jest profesor Henryka Kramarz.
Rutowski był politykiem i parlamentarzystą, gruntownie wykształconym dziennikarzem, działaczem samorządowym, ekonomistą i statystykiem, muzealnikiem, znawcą i krzewicielem kultury na kresach. Ciągle absorbował się sprawami Galicji, w tym szczególnie Lwowa. Myślą przewodnią zdaje się tu być zdanie zawarte w jego pismach: "Tylko wspólną pracą podważyć się da głaz grobowy, co nas gniecie". Urodził się 2 grudnia 1852 roku w Tarnowie w rodzinie ziemiańsko-inteligenckiej. Studiował w Politechnice Wiedeńskiej, następnie na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wiedeńskiego, w roku akademickim 1872/73 przeniósł się na Wydział Filozoficzny tej uczelni. Do ojca pisał w tym czasie: "My nie mamy się czego spodziewać z zewnątrz - istnienie zależy od własnych, rodzimych sił, tych nam brakuje. Żadnej nauki od dołu, aż do najwyższych (mimo woli ślizgnął się ten zastarzały, a głupi wyraz) sfer! Ciemny lud, miasta nędzne, ciemne społeczeństwo, zaschnięte w przesądach, antypostępowe i głupie. Wszystkie składki narodowe, posty i żałoby to iluzje, do których rasa słowiańska, szczególnie Polacy nadzwyczaj skłonni. (...) Smutna przyszłość Polaków wobec germanizmu. Element niemiecki po zwycięstwach we Francji zhardział bezczelnie, a w gruncie podły. Przekręcona teoria Darwina walki o byt - to dewiza tych doktrynerów postępu". Tym poglądom był stale wierny. W lipcu 1878 r. zdał egzmaniny doktorskie. Rozprawa nosiła tytuł Herders Philosophie der Geschichte. Myśl filozofa niemieckiego, Johanna Gottfrieda Herdera (1744-1803) - apologety Słowiańszczyzny, wzbudzała zainteresowanie i aplauz wśród Polaków. Wśród nich znalazł się także Tadeusz Rutowski. Jednym z recenzentów jego pracy był słynny Franciszek Brentano. W 1879 r. przeniósł się do Krakowa. Tu założył rodzinę. Prasa i pisarstwo publicystyczne stały się dla Rutowskiego rodzajem pasji życiowej. 1 stycznia 1881 r. zaczął wydawać własny dwutygodnik "Muzeum". Było to pismo politycznie niezależne, służyło idei rozwoju kraju w dziedzinach: ekonomicznej, społecznej, naukowej i kulturalnej. Na jego łamach głosił poglądy liberalno-demokratyczne, zwracał usilnie uwagę na potrzebę pracy organicznej w Galicji. Jednak po kilku miesiącach pismo upadło. 18 stycznia 1882 r. wraz z Adamem Asnykiem i Tadeuszem Romanowiczem tworzy dziennik "Reforma", wymierzony przeciwko konserwatystom i ich organowi - "Czasowi". Pod koniec tego roku pismo przybrało tytuł "Nowa Reforma". Zamieszczał w nim krytyczne artykuły o gospodarce w Galicji, krytykował elity, co nie przysparzało mu przyjaciół. Publikował także broszury i książki. Jedną z nich W sprawie przemysłu krajowego dedykował marszałkowi krajowemu Mikołajowi Zyblikiewiczowi, którego nazwał przodownikiem w pracy nad odrodzeniem ekonomicznym kraju i najgorliwszym rzecznikiem sprawy przemysłu. Zostaje koncypientem w Biurze Statystycznym Wydziału Krajowego i w 1884 r. przenosi się z całą rodziną z Krakowa do Lwowa. W latach 1885-1894 redaguje "Rocznik Statystyki Przemysłu i Handlu Krajowego". W latach 1887-1898 publikował także "Rocznik Statystyki Galicji" (tomy I-V). Gdy w 1896 r. zaczął wychodzić we Lwowie wysokonakładowy dziennik "Słowo Polskie", nawiązał z nim kontakt. Początkowo kształt ideowy pisma nie podobał się mu. Pisał o nim: "ni to mięso, ni ryba, czasem banalnie zacofane, a czasem tromtadrackie". Zmiany w tej mierze dokonał, gdy zastępował redaktora naczelnego, Tadeusza Romanowicza, przebywającego na kuracji. Nadał pismu charakter polemiczny. Rósł nakład. W 1897 roku zaczęło wychodzić dwa razy dziennie. W 1889 r. Rutowski wszedł do Sejmu Krajowego, reprezentując warstwę inteligencko-mieszczańską i drobnoszlachecką. Uchodził za demokratę i liberała. Zwalczał Stańczyków, licznie występujących we władzach autonomicznych, rekrutujących się spośród ziemian. Krytykował tzw. Podolaków - ekstremalnych konserwatystów wschodniogalicyjskich. Wilhelm Feldman pisał w Dziejach polskiej myśli politycznej, że jego wysiłki natrafiały "na tępy opór ze strony gospodarzy szlacheckich". Był także posłem do Rady Państwa. Stale dbał o rozwój przemysłu, zwłaszcza drobnego, w Galicji, także o rzemiosło, interesował się sytuacją wsi. W 1905 r. został wiceprezydentem Lwowa. Do jego obowiązków należało dbanie o kulturę i sztukę miasta. Wywiązywał się z nich wyjątkowo ofiarnie. Z żelazną konsekwencją realizował ambitny projekt założenia Miejskiej Galerii obrazów we Lwowie, wysunięty przez malarza Kornela Szlegla już w 1861 r. W rozbudowę miasta wnosił pomysłowość i smak estetyczny. Zainspirował miasto do utworzenia Muzeum Narodowego im. Króla Jana III. Zaczął wydawać własnym sumptem miesięcznik "Sztuka", poświęcony malarstwu, rzeźbie, architekturze, rękodziełu, przemysłowi artystycznemu, zdobnictwu, estetyce miasta. Pod względem merytorycznym i graficznym dorównywało to pismo najlepszym tego typu wydawnictwom europejskim. Warto podkreślić, że na jego łamach ukazywano kulturę polską w powiązaniu z ukraińską, ormiańską, żydowską, z folklorem cygańskim, góralskim, huculskim, także w łączności z kulturą ogólnoeuropejską. Pismo wychodziło do 1913 roku. Gdy 28 lipca 1914 roku Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, jako wiceprezydent zwołał 31 sierpnia tego roku nadzwyczajne posiedzenie Rady Miejskiej. Powołano miejską straż obywatelską, by zapobiec wszelkim incydentom, które mogłyby sprowokować akcję bojową ze strony Rosjan i obrócić, jak się wyraził, miasto w perzynę. Gdy Rosjanie podchodzili do Lwowa, starał się zapobiec panice i dantejskim scenom, jakie rozgrywały się na ulicach, a zwłaszcza w pobliżu dworca. 3 września żołnierze rosyjscy zajęli miasto bez jednego wystrzału. Tak rozpoczął się ponaddziesięciomiesięczny okres okupacji. Rutowski wraz ze zdekompletowaną Radą Miejską podjął się trudnego zadania zorganizowania życia gminy w wojennych warunkach. Rosjanie zażądali 16 zakładników jako gwarancji własnego bezpieczeństwa. Pierwszy zgłosił się on sam, lecz Rada odrzuciła ten pomysł. Udało się mu osiągnąć modus vivendi z okupacyjnymi władzami. Jako prezydent z całą Radą Miejską z powodzeniem organizował życie miasta. Wycofujący się Rosjanie w 1915 r. wywieźli z miasta ponad 40 obywateli grodu, wśród których znalazł się także Rutowski wraz z całym Prezydium Rady Miejskiej. Stało się to w nocy z 18 na 19 czerwca tego roku. Zakładnicy przebywali w Rosji około 19 miesięcy. Najpierw znajdowali się pod strażą. Pod koniec sierpnia 1915 r. otrzymali prawo swobodnego poruszania się. Gdy 1 lutego 1917 r. powracał z zesłania do Lwowa, tłumy witały go entuzjastycznie. Powiedział wzruszony do mieszkańców: "Raczcie mi wierzyć, że w ciężkich chwilach, które przeżywać musiałem, mniej mi potrzeba było sił do ich przetrwania, aniżeli mi ich trzeba dzisiaj do tego, ażeby wytrzymać to wszystko, coście mi zgotowali - dajecie mi bowiem coś, co przechodzi wszelkie najśmielsze nawet oczekiwania, i choćbym był najzrozumialszym, czegoś równego oczekiwać nie mogłem". Nie przypuszczał, że pozostało mu niewiele życia. Państwo Rutowscy z młodszą córką Marią udali się na Wielkanoc 1918 roku do córki Zofii i zięcia Wilhelma Stanków w Krechowie koło Żółkwi. Tu prezydent Lwowa zmarł 30 marca. Pochowany został na koszt miasta na Cmentarzu Łyczakowskim.
Książka Henryki Kramarz posiada bogaty aparat naukowy. Bibliografia liczy około 300 pozycji, w tym obok druków zwartych także rękopisy, pamiętniki i materiały wspomnieniowe, druki normatywno-sprawozdawcze, artykuły prasowe i in. Wszystkie fakty i oceny zostały solidnie podbudowane licznymi przypisami. Indeks nazwisk i spis ilustracji zamieszczonych w tekście zamykają publikację. Chciałbym z satysfakcją podkreślić ten umiar i rzetelność autorki w omawianiu postaci budzącej swoją działalnością jeszcze za życia tak silne namiętności. Strona estetyczna publikacji skłania do sięgania po nią.
Józef Szocki Henryka Kramarz, Tadeusz Rutowski. Portret pozytywisty i demokraty galicyjskiego, Kraków 2001. Wydawnictwo Naukowe AP, 156 s. | ![]() | |
Copyright © "Konspekt". Kraków, grudzień 2001 | |||