Oświata |
||||||
| Nauczyciele wobec kryzysu społecznego i edukacyjnegoRozmowa z profesorem Józefem Kuźmą, dziekanem Wydziału Pedagogicznego Akademii Pedagogicznej w KrakowieKryzys oświaty jest zjawiskiem permanentnym, występuje prawie we wszystkich krajach, w których system edukacyjny nie był przez dłuższy czas konsekwentnie i skutecznie reformowany. W skali poszczególnych krajów, np. Polski, ma ponadto charakter polityczny, ekonomiczny, strukturalny i programowy. Spowodowany został przez złą politykę społeczną i oświatową, a dopiero w drugiej kolejności przez kadrę nauczycielską - mówi profesor Józef Kuźma
Michał Paluch:
Józef Kuźma: Czy nowe kadry pedagogów i nauczycieli są odpowiednio przygotowane do odbudowy polskiej oświaty? Czy nie ciąży na nich model "nieskuteczny", który mogą naśladować? - Nowe kadry nauczycieli i pedagogów nie są odpowiednio przygotowane do odbudowy polskiej oświaty. Znajdujemy się dopiero na początku drogi prowadzącej do reformy systemu kształcenia nauczycieli. Dotyczy to zarówno takich zadań, jak przeprowadzanie akredytacji uczelni kształcących nauczycieli, tj. uniwersytetów, akademii pedagogicznych jak i wyższych szkół nauczycielskich i kolegiów, zarówno państwowych jak i prywatnych. Akredytacja ta, mimo iż spóźniona, powinna formalnie potwierdzić, że spełniają one warunki organizacyjne, programowe i kadrowe dla edukacji nauczycieli. Obawiam się, że wdrażanie Europejskiego Systemu Transferu Punktów (ECTC) również nie przyczyni się do podniesienia poziomu edukacji nauczycieli, a nawet poprzez unifikację programów może spowodować spłycenie treści kształcenia i obniżenie jego jakości. Większą nadzieję na poprawę jakości edukacji należy pokładać w wewnątrzuczelnianym systemie oceny i samooceny procesu edukacyjnego. To jednak powinno być skutkiem, a nie celem czy punktem wyjścia reformy studiów nauczycielskich. Nadal nauczyciele realizujący poszczególne przedmioty czy bloki przedmiotowe nie są w dostatecznym stopniu przygotowani pod względem pedagogicznym czy psychologicznym do pracy wychowawczej w szkole. Podczas studiów mogą oni opanować jedynie podstawy programowe, ponieważ na ten cel przeznacza się w programach zbyt mało godzin zajęć dydaktycznych. Na powszechnie znany fakt nieprzestrzegania przez poszczególne uczelnie obowiązującego limitu godzin na zajęcia z pedagogiki i psychologii zwróciła w jednym z ostatnich raportów Najwyższa Izba Kontroli. Niedouczeni nauczyciele, po kilku latach pracy w szkołach podstawowych lub średnich, przeważnie z własnej inicjatywy i w większości na własny koszt podejmują studia podyplomowe na wybranych kierunkach pedagogiczno-psychologicznych. Tylko Wydział Pedagogiczny AP w Krakowie organizuje 15 rodzajów studiów podyplomowych. Czy odczuwalny syndrom "potępienia nauczycieli" jest uzasadniony, czy jest to tylko próba zrzucenia winy za obecny "przedzawałowy" stan oświaty? - Stan polskiej oświaty nie był i nie jest "przedzawałowy". Istnieje niebezpieczeństwo zawału oświaty szkolnej w przypadku gdy na obowiązkowej 6-letniej, a nie 8-letniej (jak poprzednio) szkole podstawowej, z różnych, często obiektywnych przyczyn, będzie kończyć swoją edukację zbyt dużo dzieci z tak zwanej prowincji, zwłaszcza z bardziej oddalonych wsi. Takie niebezpieczeństwo jest w pełni realne. Dotychczas można jedynie mówić o kryzysie niektórych istotnych elementów systemu szkolnego lub o jego zastoju. Syndrom "potępienia nauczycieli" lub obciążania ich winą za zjawiska kryzysowe w polskiej oświacie jest tylko częściowo uzasadniony i dotyczy nie wszystkich, a jedynie mniejszości nauczycieli, niestety często bardzo wpływowych, ponieważ mimo nieprzestrzegania elementarnych zasad nauczania i wychowania są oni skuteczni, albowiem do perfekcji doprowadzili "autorski" system manipulowania ocenami. Bardziej egzekwują wiedzę niż sami uczą. Podejrzewam, że większość z nich nie zna podstaw psychologii nauczania, dydaktyki, ani nie ma pojęcia o diagnozie i terapii pedagogicznej. Nie rozumieją na czym polega wspieranie dziecka w rozwoju. Wręcz uważają oni pedagogikę czy psychologię za niepotrzebną. Są często autorytarni, despotyczni, nie dają uczniom szans na poprawienie raz postawionych niezadowalających ocen. Nie liczą się oni ze skutkami psychicznymi takich sposobów nauczania i wychowania. Z autopsji znam w podstawówkach, gimnazjach i liceach takich nauczycieli języka polskiego, historii i chemii. Większość nauczycieli to wspaniali, empatyczni ludzie, wysoko wykwalifikowani, stale poszerzający i pogłębiający swoją wiedzę przedmiotową i pedagogiczną, to ich uczniowie lubią i chętnie naśladują i jak sądzę - będą długo pamiętać. Potwierdzają to w pełni prowadzone przeze mnie badania.
Czy system naboru - selekcji kandydatów na nauczycieli, pedagogów ma charakter weryfikacji predyspozycji zawodowych i osobowości zdolnych sprostać nowym wymaganiom? - Nie ma i nie może być doskonałego, w pełni obiektywnego systemu naboru i selekcji kandydatów na studia nauczycielskie. Najlepszy byłby dwuetapowy system rekrutacji na nauczycieli; najpierw na studia licencjackie, potem 2-3 letnia praca w zawodzie nauczyciela, a następnie dopiero nabór najlepszych kandydatów na studia magisterskie. Obecnie różne uczelnie stosują różne systemy i techniki doboru i selekcji nauczycieli. Na Wydziale Pedagogicznym AP w Krakowie od ponad 5 lat stosujemy wyłącznie testy pedagogiczno-psychologiczne z elementami wiedzy z języka polskiego, historii i biologii, a na niektórych specjalnościach ewentualnie sprawdziany praktyczne. Jest to system dość obiektywny, daleki jednak od doskonałości. Jeśli chcemy zachować anonimowość, to trudno wystandaryzować testy i dostosować ich stopień trudności do zakładanego limitu przyjęć na studia pedagogiczne. Niemniej jednak system stosowany na kierunkach pedagogicznych w dużym stopniu pozwala na weryfikację predyspozycji zawodowych i osobowych zdolnych sprostać nowym wymaganiom. Czy uczelnie szkolące kadry nauczycielskie i pedagogiczne zapewniają korzystne warunki dla kształtowania postaw twórczych i umiejętności humanistycznego podejścia do kształcenia? - Uczelnie kształcące kadry nauczycielskie i pedagogiczne zapewniają warunki dla rozwoju twórczości, kreatywności i umiejętności humanistycznego podejścia poprzez systematyczne doskonalenie programów studiów, proponując nowe treści i metody kształcenia, techniki multimedialne, w tym Internet. Moim zdaniem czynią to jednak niekonsekwentnie i w niedostatecznym stopniu. Niewystarczająca też jest więź nauczycieli i studentów z praktyką szkolną. W aktualnej sytuacji finansowej uczelnie są zmuszone "odchudzać" programy studiów i preferować bardziej ekstensywne formy i metody kształcenia (np. wykłady zamiast konwersatoriów i ćwiczeń), co obniża koszty edukacji, ale nie zawsze sprzyja nowatorstwu i kształtowaniu kreatywności. Wiele też zależy od postawy twórczej i humanistycznego podejścia poszczególnych nauczycieli akademickich. Myślę, że mieli okazję poznać podczas swoich studiów trening twórczości czy różne techniki diagnozy, a tym bardziej terapii pedagogicznej. Dlatego umiejętności te powinni stale uzupełniać i doskonalić.
Czy stereotyp uczelni pedagogicznych zrzeszających ludzi, którzy jakoby nie mają pomysłów na życie i ambicji, był, a może jest uzasadniony? - Pracuję na stanowisku nauczyciela akademickiego już w trzeciej uczelni, łącznie ponad 30 lat. Absolutnie nie mogę się zgodzić, że istnieje stereotyp uczelni pedagogicznych zrzeszających ludzi, którzy jakoby nie mają pomysłów na życie i ambicji. Uczelnie pedagogiczne wypromowały wielu wybitnych uczonych i dydaktyków, a w niektórych dziedzinach nauki nie ustępują uniwersytetom. Jaki uczeń, jaki nauczyciel, jacy rodzice? Czy jest możliwe partnerstwo i współpraca? - Partnerstwo nauczycieli - rodziców i uczniów - jest nie tylko możliwe, lecz wręcz jest to wymóg naszych czasów, niejako "signum temporis" wychowania dla ustroju iście demokratycznego. Paradygmat ten może się ziścić tylko w tych szkołach, w których dyrekcja, nauczyciele i rodzice są asertywni, potrafią wspólnie stworzyć atmosferę partnerską, a przede wszystkim zainteresować nauczycieli, rodziców i uczniów sprawami własnej szkoły i dzieci. Partnerstwo zasadza się na kulturze osobistej, dialogu, wzajemnym szacunku i życzliwości, a niekoniecznie zrównaniu w prawach i obowiązkach w danym środowisku szkolnym. Na pytanie zaś: Jaki uczeń, jaki nauczyciel i jacy rodzice? - dość wyczerpująco - jak sądzę - odpowiedziałem w książce Nauczyciele przyszłej szkoły. Dlaczego nie próbuje się upowszechniać sprawdzonych wzorców szkół alternatywnych? - W latach 90. ub. stulecia powstawały w Polsce szkoły społeczne (np. STO) oraz szkoły alternatywne, np. A. Nalaskowskiego. Bardziej kompetentnego wywiadu na ten temat mógłby udzielić sam twórca tej szkoły autorskiej. Praca nad książką Nauczyciele przyszłej szkoły utwierdziła mnie w przekonaniu, że dla zapewnienia realnego rozwoju i naprawy szkoły należałoby stworzyć Naukę o Szkole, którą proponuję nazwać Scholiologią, a jej podstawowym zadaniem byłoby stworzenie teorii współczesnej szkoły.
Jakie rady dałby Pan Profesor młodym pedagogom, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy z konieczności wprowadzenia nowego modelu edukacji? - Jeśli Pan pyta o młodych pedagogów pracujących w szkołach podstawowych lub średnich, to radziłbym najpierw poznać nowe środowisko w szkole lub placówce oświatowej czy wychowawczej. Do poznania środowiska społeczno-wychowawczego nie wystarczy sama wiedza teoretyczna lub też tylko praktyka. Młody pedagog szkolny pracując na stanowisku stażysty powinien starać się możliwie dokładnie poznać nowe środowisko oświatowo-wychowawcze. Oznacza to, że winien najpierw wnikliwie obserwować i analizować sytuację w szkole, klimat wychowawczy, w miarę możliwości analizować dokumenty, konfrontować swoje obserwacje z poglądami dyrekcji i wychowawców klasowych, w tym zwłaszcza doświadczonych, cieszących się autorytetem nauczycieli-wychowawców. To dopiero da młodemu pedagogowi solidne podstawy do opracowania programu wychowawczego dla szkoły i poszczególnych klas, który przedstawi na Radzie Szkoły. Na tym etapie unikałbym dawania recept lub proponowania gotowych programów wychowawczych. Rozmawiał Michał Paluch | ![]() | ||||
Copyright © "Konspekt". Kraków, grudzień 2001 | ||||||