Książka, którą czytam |
|||
| Stanisław Grzybowski"Historie zmyślone - historie prawdziwe"Dawno, dawno temu, oglądając z przyjaciółmi jedną z francuskich kolekcji prowincjonalnych, zachwycaliśmy się piętnastowiecznymi tańcującymi aniołkami, ignorując brzydkiego, brudnego jakby Chrystusa czerniejącego w pobliżu i nie zmieniliśmy zdania nawet gdy okazało się, że owego Chrystusa malował sam Tycjan, a aniołki jakiś nieznany nam wówczas Giovanni di Paolo. Ten prerafaelicki gust, nie zmieniony bynajmniej gdy po czterdziestu latach znów zawitałem do Chantilly i powitałem aniołki jak dawnych znajomych, jak część owego wczesnorenesansowego świata, część owej mądrej a pełnej uroku młodości naszej zgrzybiałej cywilizacji Podobnie, zmęczony nudną prozą dziewiętnastego wieku czy zdziwaczałą pseudopowieścią naszych czasów, wracam zawsze do dawnych opowiadań z czasów Boccaccia czy Rabelais'ego. Poczesne miejsce wśród nich zajmują dawne nowele włoskie, znane mi dotąd tylko w dawno wyczerpanym wyborze z 1969 r. zakupionym zresztą, jak niejedno znakomite dzieło, w sławnej i nieodżałowanej Księgarni Taniej Książki na ulicy Szewskiej. Dzięki niemu zapoznałem się między innymi z pierwotną wersją Kupca Weneckiego pióra Ser Giovanniego zwanego Fiorentino, później - szczerze mówiąc - popsutą nieco przez Szekspira, tam w opowiadaniu Franco Sacchetiego odnalazłem pierwowzór znanej mi z dzieciństwa opowieści z Bajarza Polskiego Glińskiego (innej zapomnianej a cudownej książeczki) Jak kmiotek Roztropek koguta kroił. I oto przed kilkoma dniami wybitny warszawski italianista, profesor Piotr Salwa nadesłał mi niewielką, pięknie przez Wydawnictwo "Semper" wydaną książkę pod tytułem Historie zmyślone - historie prawdziwe. Ideologia i polityka w dawnej noweli toskańskiej. Dzięki niej zaś rozsypane wpierw i byle jak zebrane odrębne perełki renesansowej prozy włoskiej układać się zaczęły w piękny, mądrze skomponowany naszyjnik. Rzecz jasna nie są to dzieła rangi Dekameronu, który, jak to przypomniał Salwa, już wówczas uważany był za utwór pod każdym względem doskonały i nawet siedemnastowieczni ponurzy autorzy Indeksu Ksiąg Zakazanych nie śmieli go w swych spisach umieścić - warto to dziś przypomnieć naszym rodzimym talibom. Są to jednak dzieła dalekie od przypadkowości, w swej konstrukcji logicznej i przemyślanej kryjące określone treści ideowe i polityczne. Często są to treści propagandowe, często jednak autorzy chcą tylko wskazać czytelnikom drogi postępowania, dodać im otuchy w trudnych i dramatycznych czasach wczesnego włoskiego renesansu. Treści te bowiem podawane są dyskretnie. "Nowela to szkoła" - pisze Salwa i dodaje, że odczytanie jej "wymaga ze strony odbiorcy znacznej aktywności oraz zdecydowanego współdziałania interpretacyjnego" (s. 24). Jej tendencyjność wyrażona jest nie wprost, a przez konstrukcyjnie przygotowaną gradację tematów i wątków poszczególnych opowiadań, ułatwioną dzięki komentarzom narratorów. Niejednoznaczność zaś ostatecznych konkluzji oznacza nieraz, że nie o podanie recepty politycznej, której trzeba wiernie przestrzegać, tu chodzi. Celem autorów jest raczej przygotowanie obywatela do współudziału w trudnej grze politycznej, jakiej wymaga świadome uczestnictwo w życiu obywatelskim. Dodać zresztą trzeba, że autorzy nie zawsze są zgodni, a najciekawsze i najbardziej dziś aktualne może być przeciwstawienie ich poglądów. Gdy więc prof. Salwa zwraca uwagę, że w pierwszym z omawianych przezeń dzieł "pojawia się wizja Italii jako pewnej całości", a w drugim "świat ogranicza się świadomie do samej tylko Toskanii" (s. 108), trudno nie przywołać sporów o Unię Europejską i trudno zarazem nie pamiętać, jaki los zgotowali Włochom ówcześni obrońcy lokalnego partykularyzmu. Pierwszy z omawianych przez prof. Salwę autorów, znany jako Ser Giovanni z przydomkiem Fiorentino - gdyż tyle tylko o nim wiemy, że pochodził z Florencji - pozostawił zbiór nowel nazwany później Il Pecorone, czyli Stary baran. Tytuł to, jak stwierdza Salwa, "prześmiewczy", zwłaszcza że zbiór opatrzono równie prześmiewczym sonetem, skierowanym przeciw niewiedzy i naiwności autora. Tworzył on bowiem w czasach burzliwych i przełomowych, pod koniec XIV w. Kształtowały się nowe porządki polityczne i społeczne we Florencji. Awans nowobogackich i pogłębienie różnic majątkowych, dalsza pauperyzacja ubogich i pycha możnych prowadziły do krwawych waśni, stare spory zarazem ciążyły nad polityczną świadomością i utrudniały skoncentrowanie się na rozwiązywaniu nowych problemów, z których nie najmniej ważne to stosunek do Kościoła i stosunek do państw ościennych. Wszystko to wydaje się nam dzisiaj znajome, zwłaszcza gdy czytamy, że dla władz Florencji receptą na odzyskanie utraconego autorytetu stało się organizowanie "uroczystości i obrzędów nastawionych na podkreślanie związków z przeszłością" (s. 67). Ale dla późniejszych czytelników równie naiwne zdawały się nawoływania autora do przezwyciężenia dawnych i nowych podziałów, do zgody i kompromisu. I dlatego przezwany on został "starym baranem". Gorzka to, ale wciąż aktualna lekcja. Następnym utworem jest Il Paradiso degli Alberti. Ogrody i willa sławnego rodu Albertich nazywane były wówczas "rajem" i stąd tytuł, późniejszy zresztą i dyskusyjny, podobnie jak czas powstania dzieła - koniec XIV czy początek XV w. - podobnie jak osoba autora, którym być może był Giovanni Gherardi da Prato. Wymowa dzieła jest natomiast jednoznaczna. Grono uczonych humanistów i wysokich urzędników republiki, towarzystwo wykwintne i arystokratyczne z ducha, prezentuje tu przekonanie, że ideałem jest ustrój, w którym rządzi suwerenne prawo, a nie samowola władcy. Doktryna to znana i z dzieł naszych mistrzów, Długosza, Orzechowskiego, Goślickiego, Frycza, a przez Pierre'a Mesnarda uznana za największy wkład polskiej myśli politycznej do demokratycznej tradycji europejskiej. Wcześniej przecież jednak stanowi ona istotny składnik arystokratycznej myśli florenckiej, a jego rodowód sięga głęboko w średniowiecze. Bowiem ów florencki humanizm, na co słusznie zwraca uwagę prof. Salwa, to próba eklektycznego pogodzenia przeciwstawnych na pozór nurtów, humanizmu i scholastyki, myśli Arystotelesa i Platona, kultury uczonej i ludowej, "lokalnej tradycji i nowoczesnego kosmopolityzmu", "podziwu dla nowoczesnych, rodzimych inowacyj i dla tradycji antycznej" (s. 115). W tym sformułowaniu najpełniej widać rolę renesansu jako wielkiego przełomu między średnimi a nowymi wiekami, przełomu będącego zarazem próbą stworzenia syntezy sprzecznych elementów - a może raczej ukazania, że świat pełen jest nierozwiązywalnych sprzeczności i trzeba się z tym pogodzić, szukając trudnego kompromisu w życiu zarówno osobistym jak i społecznym. Nie wszyscy to umieją. Trzeci z omawianych autorów, Giovanni Sercambi z Lukki, autor zbioru zwanego po prostu Il Novelliere, akceptując tradycyjne podziały socjalne i anachroniczne ideały polityczne, oddaje się w służbę dyktatury potężnego rodu Guinigich i wraz z nimi ponosi klęskę polityczną i intelektualną, mimo niewątpliwej precyzji swoich argumentów i literackiej wartości swych wywodów. Już milej dla nas brzmią, przywołane przez prof. Salwę w zakończeniu jego książki, opowieści literatów dowcipnych i często zjadliwych, nieufnych wobec polityki i polityków, uciekających w poetykę codzienności, jak wspomniany wyżej Franco Sachetti, czy uroczy Pleban Arlotto. Dzieła ich są nie tylko ucieczką od polityki, ale czasem i przestrogą przed politykami, którym ufać nie należy. Co czytelnikom i sobie zalecam nie mniej, niż wyciągnięcie jakże potrzebnych i aktualnych wniosków z politycznego tła dawnej noweli toskańskiej. Stanisław Grzybowski Piotr Salwa, Historie zmyślone - historie prawdziwe. | ![]() | |
Copyright © "Konspekt". Kraków, grudzień 2001 | |||