
Barbara Świątek-Żelazna
- od 1999 roku rektor Akademii Muzycznej w Krakowie. W latach 1993-1999 prorektor ds. Kadry i Dydaktyki. Zarówno krakowskie Liceum Muzyczne, jak i studia wyższe (w latach 1957-62 w klasie fletu prof. Wacława Chudziaka) w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie ukończyła z wyróżnieniem. Swoje umiejętności doskonaliła
w Conservatoire National Superieur de Musique w Paryżu pod kierunkiem prof. Gastona Crunelle'a. Laureatka wielu międzynarodowych konkursów muzycznych: Wiedeń 1959, Helsinki 1962, oraz nagród, między innymi "Orfeusz 1964". Animatorka Międzynarodowego Konkursu Fletowego i Międzynarodowych Kursów Mistrzowskich. Jest wykonawczynią wielu współczesnych utworów, które kompozytorzy tacy, jak Krystyna Moszumańska-Nazar, Krzysztof Meyer, Witold Szalonek, Bogusław Schaeffer, Edward Bogusławski właśnie jej dedykowali. W jej klasie dyplomy uzyskało ponad 30 absolwentów. Wielokrotnie pełniła rolę recenzenta oraz opiekuna artystycznego w przewodach kwalifikacyjnych I-II stopnia i w postępowaniach o nadanie tytułu profesora w różnych polskich uczelniach. Ostatnio rokrocznie uczestniczy w pracach jury wielu polskich i zagranicznych konkursów muzycznych. W uznaniu zasług i osiągnięć Barbara Świątek-Żelazna otrzymała szereg nagród i wyróżnień.
|
|
Wyzwalanie wartości
Rozmowa z profesor Barbarą Świątek-Żelazną,
rektorem Akademii Muzycznej w Krakowie
Nie podejmuję się proroctwa, lecz myślę, że każda epoka pozostawia po sobie muzykę swojej doby. Jak powiedział Krzysztof Penderecki w jednym ze swoich wykładów "na koniec wieku" - "koniec wieku nie oznacza końca sztuki".
Sądzę, że czas odrzuci nowinki, może nie postawi granicy między muzyką tradycyjną i nowoczesną, ale między muzyką dobrą i złą, a ta długo przetrwa - mówi profesor Barbara Świątek-Żelazna
Adam Korzeniowski:
W jednym z artykułów o Pani napisano: Jedyna kobieta w gronie rektorów, prof. Barbara Światek-Żelazna kieruje Akademią Muzyczną w Krakowie. Jak czuje się Pani w tej roli?
Barbara Świątek-Żelazna:
- Funkcja to wielce zaszczytna dźwigać brzemię wielkiego zaufania całej społeczności Akademii Muzycznej z jej 113-letnią historią. Poczet rektorów Akademii Muzycznej w Krakowie to wielkie nazwiska, tak więc jestem spadkobierczynią i kontynuatorką tej drogi naszej Uczelni. Cenię sobie to wyróżnienie, ale też czuję jego ciężar. Uczelnia ta dała mi podstawy do pięknego zawodu artysty muzyka; staram się nie szczędząc sił dług ten spłacać. Jestem jedyną kobietą w gronie rektorów, to wielka radość pracować w otoczeniu samych dżentelmenów, a takie znakomite jest właśnie grono rektorów krakowskich uczelni. Myślę, że nie powiem nic oryginalnego, ale moją dewizą jako rektora jest przejąć to, co już było i pomnożyć.
Pełni Pani funkcję rektora na przełomie lat, wieków i tysiącleci. Jest to zapewne znak czasu - być może dla Pani, dla Uczelni, dla ukochanej Pani muzyki, a może dla kultury w ogóle? Czy ten moment wyznaczył jakieś przesłanie również dla Pani Rektor?
- Przyjęcie insygniów rektorskich na przełomie wieków to istotnie moment niezwykły. Należałoby się zastanowić co wnosimy w nowe tysiąclecie i dokonać bilansu kończącego się stulecia. Przełom tysiącleci stawia przed nami nowe ambitne wyzwania, wyzwania na miarę trzeciego tysiąclecia. Czy rzeczywiście możemy mówić o wyjątkowym znaczeniu takiej przełomowej chwili? Odpowiedzi na to pytanie należy chyba upatrywać jedynie w kategoriach upływającego czasu, tego co dokonane i tego co stanowić będzie obszar naszej przyszłej aktywności. Moim pragnieniem jest, aby punktem spójności tych następujących po sobie obszarów była sfera wartości artystycznych. Przesłanie...? Kontynuować wielowiekową tradycję w naszej umiłowanej sztuce - muzyce.
Niech relacja mistrz-uczeń przyniesie wszystkim oczekiwane spełnienie i satysfakcję, a w rezultacie efekty, które zapiszą kolejne chlubne karty historii naszej Akademii w następnym tysiącleciu.
To piękne słowa - słucham tego jak credo. Jest Pani bardzo znanym i cenionym muzykiem, laureatem wielu renomowanych konkursów. Co skłoniło Panią do zorganizowania tu w Krakowie Międzynarodowego Konkursu Fletowego?
- Na Międzynarodowym Festiwalu "Warszawska Jesień" otrzymałam nagrodę "Orfeusza" za najciekawsze wykonanie oraz za kierunek poszukiwań artystycznych, przyznaną przez Sekcję Krytyków Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków. Nagrodą było stypendium rządu polskiego w królestwie fletu - Paryżu. Cóż piękniejszego mogła otrzymać flecistka? To było moje pierwsze spotkanie, moja przygoda w gronie instrumentalistów z całego świata. Tam ukończyłam kurs mistrzowski pod kierunkiem wspaniałego profesora Gastona Crunelle'a. Długo mogłabym snuć opowieści o okolicznościach i trudnościach towarzyszących mojemu studiowaniu, ale myślę, że nie to jest ważne. Każdą trudność przezwyciężałam dzięki myśli o kolejnej lekcji z mistrzem. One rekompensowały wszelkie moje kłopoty. Pobyt w Conservatoire National Superieur de Musique w Paryżu szybko utwierdził mnie w przekonaniu, iż polska szkoła fletowa zostaje daleko z tyłu za ośrodkami wiodącymi, jak Francja czy Niemcy. Wówczas zrodził się we mnie pomysł, by przenieść do polskiej świadomości właściwą estetykę gry i jej techniczny poziom. Kolejnym punktem zwrotnym w moich przemyśleniach była praca jurora w Międzynarodowym Konkursie Fletowym w Monachium. Jest to jeden z największych konkursów fletowych na świecie. Po wysłuchaniu 160 instrumentalistów postanowiłam, iż kolejnym miejscem, do którego przyjeżdżać będą fleciści z całego świata stanie się Kraków z jego Akademią Muzyczną. I tak się stało. Po trzech edycjach ogólnopolskiego konkursu, zatoczył on tak szeroki krąg, że przeobraził się w I Międzynarodowy Konkurs Fletowy w 1999 roku. Obecnie jestem w centrum walki o przygotowanie drugiej edycji, która odbędzie się w kwietniu 2002 roku.

Zdradziliśmy już bardzo wiele. Reszty dowiemy się w najbliższym roku. Cieszę się z tych wiadomości, gdyż pośrednio dotyczą one i mojej osoby, bowiem dane mi jest pełnić zaszczytną funkcję sekretarza jury w tymże konkursie. Excellence in Teaching Award - amerykańska nagroda za wybitne osiągnięcia pedagogiczne, której jest Pani Rektor laureatką. Wyobrażam sobie drogę, jaką musi pokonać muzyk-pedagog, aby dostąpić takiego zaszczytu, kim zatem powinien być i co stanowi dzisiaj jego credo?
- Amerykańska nagroda za wybitne osiągnięcia pedagogiczne to ważne wydarzenie w moim życiu. Szczególnych wartości darowi fundacji (warto nadmienić, że nagroda jest darem fundacji kierowanej przez Ruth & Ray'a Robinson) przysparzają uwarunkowania motywacyjne oraz formuły jego przeznaczenia. Jednym z kryteriów warunkujących otrzymanie nagrody jest to, iż kandydat musi wykazać się wybitnymi umiejętnościami pedagogicznymi. Gdy sięgam myślą wstecz, ku początkom mojej działalności pedagogicznej, stwierdzam, że nie zdawałam sobie sprawy, jak trudno sprostać oczekiwaniom młodego instrumentalisty. Chodzi o to, aby tak formować młodego, wrażliwego i utalentowanego człowieka, by nie zniszczyć w nim indywidualności, a wręcz rozmiłować go w muzyce, a równocześnie nauczyć samodzielnej pracy i ogromnej dyscypliny. Uświadomić mu drzemiące w nim możliwości, po to, aby kiedyś mógł osiągnąć doskonałość w swojej dziedzinie. Osobowość studenta musi rozwijać się wielokierunkowo; powinien on być otwarty na życie w wielu jego przejawach, musi postrzegać to życie jako coś bardzo ciekawego, musi czytać, słuchać, dyskutować, kochać, złościć się i dużo myśleć. To wyzwala w nim różne emocje, nastroje, odczucia, które - poprzez grę na instrumencie - przekazuje słuchaczowi. Jeżeli zamknięta jest wyobraźnia, jeżeli zamknięte jest jego serce, to muzyk taki nie dotrze do serca słuchacza. Zadaniem pedagoga jest tak pobudzić młodego adepta, by wydobyć te odczucia poprzez muzykę, odkryć warstwy osadzone głęboko we wrażliwości młodego człowieka. Często słuchając moich studentów znajduję w ich grze cząsteczkę siebie.
Muzyka renesansu i baroku jest odległa w czasie, podobnie reguły stylu i zasady przekazane w traktatach; w tej zaś obecnej tu i teraz ujawnia się mnogość środków, awangarda, burza pomysłów i realizacji. Pani Rektor - kiedy spoglądamy na Pani dokonania artystyczne, zauważamy ogromną rozpiętość stylów, które w Pani muzycznym życiu stały się harmonijnymi elementami indywidualnego wyrazu artystycznego. Czy są to może świadomie wybrane fundamenty dla wykonawcy?
- Muzyka jest dla mnie zjawiskiem fascynującym. W tym zjawisku flet odgrywa rolę instrumentu królewskiego i to nie tylko dlatego, że grał na nim Fryderyk Wielki. O jego randze decyduje przede wszystkim wielowiekowa tradycja. W ciągu wieków obserwujemy ewolucję techniki fletowej wynikającą z preferowanych przez kompozytorów gatunków. Wiek dwudziesty to epoka, w której widoczna jest fuzja różnorodnych wpływów, często oparta na elementach tradycji. Moim wyborem jest poznanie języka fletowego epoki, w której żyję, języka epoki, w której się wykształciłam i koncertuję, języka epoki, w której kształcę innych. Jako instrumentalistka mam spory udział w tworzeniu nowych walorów sonorystycznych gry na flecie; współpracowałam z wieloma kompozytorami, których inspirowałam do tworzenia niekonwencjonalnych technik instrumentalnych (fletowych), dokonywałam wielu prawykonań a kilka z nich zostało mi zadedykowanych. Czuję przeto obowiązek przyczynienia się do tego, by słuchacze mogli poznać, zaakceptować lub odrzucić utwory współczesne napisane na ten instrument. To jest moja rola, służebna wobec epoki, bo któż może przybliżyć słuchaczom nowe dzieło na flet, jeśli nie flecista!?

Czy możemy zatem powiedzieć, że to co było dawniej stanowi dziś fundament?
- Naturalnie, to wszystko musi zatem wspierać się na fundamencie dawnych epok.
Muzyka epok minionych ugruntowała sobie miejsce wśród różnych dziedzin sztuki. Nie przemijają tematy fug Jana Sebastiana Bacha, symfonii Wolfganga Amadeusza Mozarta czy Ludwiga van Beethovena, pieśni Franciszka Schuberta i Johannesa Brahmsa, oper Giuseppe Verdiego, walców Johanna Straussa... Czy Pani zdaniem przetrwa w taki sam sposób muzyka naszej doby?
- To dla mnie trudne pytanie. Myślę, że nie tylko dla mnie, ale też dla wielu innych muzyków - zwłaszcza tych, którzy często o tym myślą. Nie podejmuję się proroctwa, lecz myślę, że każda epoka pozostawia po sobie muzykę swojej doby. Jak powiedział Krzysztof Penderecki w jednym ze swoich wykładów "na koniec wieku" - koniec wieku nie oznacza końca sztuki. Sądzę, że czas odrzuci nowinki, może nie postawi granicy między muzyką tradycyjną i nowoczesną, ale między muzyką dobrą i złą, a ta długo przetrwa.
Pozwoli Pani, że wrócę do codzienności. Powiedziała Pani w jednym z wywiadów: "Funkcja rektora to dla nauczyciela akademickiego duże wyróżnienie, to obdarzenie mnie ogromnym zaufaniem". W krakowskim Konserwatorium, potem w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, a dzisiaj Akademii Muzycznej poznała Pani niemal wszystko. Czy może Pani pokusić się o ocenę swojej Akademii?
- Mówiąc najkrócej - to wspaniała Akademia Muzyczna. Nieustająco tętni swoim rytmem życia artystycznego, twórczego oraz naukowego. Wszystkie te działania nawzajem się ubogacają i dopełniają. To wielka satysfakcja, radość i honor być w sercu takiego wspaniałego organizmu, wszak uczelnia to świątynia sztuki, gdzie każdy może odkrywać świat największych humanistycznych wartości.
Czy można powiedzieć, że Akademia spełniła oczekiwania względem niej samej?
- Akademia Muzyczna to uczelnia nowoczesna, atrakcyjna, zdolna do podejmowania wielkich wyzwań. Proponuje młodzieży szeroką ofertę kształcenia, wzbogaca program o nowe kierunki, specjalności i specjalizacje. Jesteśmy uczelnią otwartą na wszystkie wartości, a nasze działania artystyczne, naukowe i dydaktyczne są naszym celem nadrzędnym i o realizację tego walczymy wszelkimi sposobami.
Żyjemy w dobie wielkich transformacji w funkcjonowaniu państwa i społeczeństwa. Zmiany nie omijają również edukacji. "Sztuka", którą zastąpiono "muzykę" i "plastykę" w edukacji podstawowej i gimnazjalnej, budzi wiele kontrowersji i dość często akceptowana jest po prostu "na siłę". Co Pani Rektor sądzi o kształceniu estetycznym młodego pokolenia?
- Światłe społeczeństwo powinno inwestować w kulturę, albowiem to kultura jest spadkobierczynią twórczej aktywności człowieka. Wbrew przemijającym doraźnym uwarunkowaniom.
My wszyscy bardzo tęsknimy za społeczeństwem, w którym kultura będzie miała swoje pełnoprawne miejsce. Nie zawsze towarzyszy nam piękno i wielka sztuka. Bardzo często otacza nas zgiełk, chaos i brzydota. Proszę powiedzieć, gdzie i w czym - naturalnie oprócz muzyki - znajduje Pani ukojenie i wyciszenie?
- Kontakt z przyrodą jest dla mnie ucieczką od świata zgiełku, chałtury i brzydoty. To daje mi wyciszenie, oczyszczenie, harmonię wewnętrzną, skupienie myśli i otwiera drogę do istoty samej siebie. Natura mnie porządkuje, uczy pokory i bardzo uwrażliwia.
Jestem wdzięczny za wszystko, co zabrzmiało w Pani wypowiedzi oraz za to, co w rozmowie o dźwiękach zabrzmiało samo z siebie. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Adam Korzeniowski
|  |