Często zadawane pytania |
||||
| Henryk CzubałaPiosenka - siostra Hita co na topieMimo to że żyjemy w czasach rehabilitacji kiczu, wciąż trudno nam wyobrazić sobie - a tym bardziej zaakceptować! - estetykę wyzywająco nobilitującą klisze językowe i poetyckie stereotypy, konwencje i banał, a zatem to wszystko, co daje życie piosence i odsłania jej wdzięk. Zbyt często bowiem zapominamy, że sztuka jest także dziedziną niezwykle intensywnego i bezpośredniego wytwarzania, przeżywania i doświadczania uroków życia jako przeżyć estetycznych powstających w obecności słuchacza, widza i czytelnika Piosenka, poezja do śpiewania - tak często tworzona z myślą o konsumpcyjnych i ludycznych potrzebach odbiorcy - i zwłaszcza literacka piosenka, w naszych zmysłowych czasach muszą być przede wszystkim modne. Dostrzec można jednak, że te dziedziny twórczości często zdają się zaprzeczać opinii dyskredytującej literaturę popularną, skazującej ją na kulturową "drugorzędność" i to pragnienie oraz doświadczenie wpisane w jej poetykę: szerokiego odbioru, podobania się i natychmiastowej akceptacji w intensywnym kontakcie estetycznym z odbiorcą. Tę umiejętność przyciągania uwagi, która jest właściwa sztuce popularnej, tworzonej z myślą o ludycznych bądź konsumpcyjnych potrzebach odbiorcy, skłonni jesteśmy lekceważyć - podobnie jak nie ufamy talentom i słowom uwodzicieli... Na to, jak silne (i zbyteczne!) samoograniczenie narzucamy sobie i naszej wciąż "wiktoriańskiej" wrażliwości estetycznej, wskazują choćby losy jazzu w kulturze muzycznej XX wieku, albo niezwykły - i jakże wspaniały! - przykład twórczości Garcii Lorki, którego popularność i świetność jednocześnie trudno wyobrazić sobie bez nawiązania do form literatury ludowej. Tymczasem uwodzicielstwo zmysłowe i intelektualne nieodłączne jest od twórczości oraz siły estetycznego oddziaływania (efektu), towarzyszy ono w tej samej mierze sztuce modnej i popularnej, jak i tej wyrafinowanej i elitarnej. A zatem często niesprawiedliwie ignorujemy i deprecjonujemy trywialną refrenowość i piosenkowość - nawet w literaturze posługującej się nimi z dystansem stylizacji właściwym sztuce wysokiej. Piosenka jest bliżej odbiorców niż wiersz, a banał i stereotyp stają się w niej środkami wyrazu nie mniej ważnymi niż oryginalne poetyckie słowa. Piosenka poetycka, którą pisze Aneta Ryncarz, prezentowana w tym numerze "Konspektu" - staje się ludycznym znakiem ekspresji zbiorowej, świadectwem muzyczności literatury i piosenkarskiej literackości - a to, że ów konflikt między sprzecznymi wydawałoby się żywiołami, który te utwory ujawniają, jest manifestacyjny i nierozwiązywalny - przydaje im dodatkowego uroku, w którym banał bywa mniej banalny, a wdzięk - mniej uwodzicielski. W kulturze popularnej piosenka nabiera bowiem cech nostalgicznych, będąc wdzięcznym, czasem pastiszowym odwołaniem do literackich i muzycznych motywów jako estetycznych natręctw słuchaczy oraz czytelników (autor Doktora Faustusa sądził, że dzisiaj nawet muzyka jest możliwa raczej jako własna parodia i pastisz). Być może dla lirycznej wartości tych piosenek byłoby lepiej, gdyby wykazywały większą niezależność od konwencji literackich i były bliższe mowy dzisiejszej. Literacka piosenka Ryncarz pozostaje jednak w pewien sposób anachroniczna. Nie tylko dlatego, że nikt dziś już nie pisze listów i nie wysyła depesz... Jest niedzisiejsza również jako element subkultury piosenkarskiej i młodzieżowej. I nie wiem czy powinienem żałować, czy cieszyć się, że Aneta Ryncarz łącząca lirykę z piosenką, to nie Agnieszka Chylińska i Agnieszka Osiecka, Andrzej Sikorowski lub Grzegorz Turnau, Liroy i Wojciech Młynarski, Maciej Maleńczuk lub podśpiewujący Marcin Świetlicki... Jej piosenki, odsłaniające muzyczne i liryczne walory konwencji językowych i literackich, nie tracą przy tym nic z cech sztuki przeznaczonej do konsumpcji, mimo że pozostają w kręgu oddziaływania estetyki literackiego i muzycznego salonu - i to w stopniu dużo większym niż poetyki przeboju lub wideoklipu. Aneta Ryncarz z dużą inwencją posługująca się stereotypami, szablonami literackimi i banałem nie dopuszcza jednak do banalizacji poezji w swoich piosenkach nawet wówczas, gdy estradowa intensywność estetycznego kontaktu wykonawcy z odbiorcą domaga się uprzywilejowania w nim tego co muzyczne. Poetka bowiem w swoich najlepszych utworach pastiszowo gra lirycznymi i muzycznymi konwencjami, a to co konwencjonalne i banalne staje się w nich katalizatorem głębokich lirycznych sensów. W oryginalny sposób ujawnia przy tym zapomniane dziś często możliwości muzycznej ekspresji wiersza, z determinacją przenosząc przy tym swoje piosenki w dziedzinę poetyckiego wyrazu. Kiedy słyszę więc, że literatura może być zła lecz poczytna, albo dobra - lecz nie czytana (Jean Paul Sartre), zastanawiam się, czy nie jest to przesąd - efektowny, lecz martwy w naszych postmodernistycznych czasach. Henryk Czubała | ![]() | ||
Copyright © "Konspekt". Kraków, grudzień 2001 | ||||