Esej |
||||||
| Janusz MorbitzerOd motyki do komputera, czyli droga do społeczeństwa informacyjnego
W historii rozwoju ludzkości można wyróżnić trzy podstawowe okresy: epokę agrarną, przemysłową i erę informacyjną. O ile powstanie dwóch pierwszych epok było spowodowane naturalnym rozwojem ludzkości, o tyle przekształcenie społeczeństwa industrialnego w informacyjne było efektem świadomie podjętych decyzji. Oto przegrana militarnie i rozbita gospodarczo po II wojnie światowej Japonia zauważyła na początku lat 60. ubiegłego stulecia, że nie jest w stanie rywalizować z wysoko rozwiniętymi krajami, a zwłaszcza z USA, w zakresie tradycyjnych przemysłów. Pojawił się wówczas pomysł, przedstawiony w roku 1963 przez dziennikarza Tadao Umesao, że szansą rozwoju Japonii mogą być nowoczesne technologie, oparte na mikroelektronice i przetwarzaniu informacji. W roku 1968 japoński teoretyk mediów Kenichi Koyama po raz pierwszy w rozprawie Introduction to Information Theory użył nowego pojęcia - johoka shakai - "społeczeństwo informacyjne". Terminem tym określa się dziś społeczeństwo, w którym informacja, traktowana jako specyficzne dobro niematerialne, jest ważniejsza od dóbr materialnych. Informacja staje się więc nowym towarem, stąd też w społeczeństwie informacyjnym następuje bujny rozkwit usług związanych z przetwarzaniem, przechowywaniem, przesyłaniem i wytwarzaniem informacji. Jak zauważają Alvin i Heidi Tofflerowie, jedni z największych współczesnych autorytetów w dziedzinie przemian cywilizacyjnych, w coraz większym stopniu informacja staje się substytutem surowców, siły roboczej i innych zasobów. Inna, proponowana przez ekonomistów definicja powiada, że o społeczeństwie informacyjnym można mówić wówczas, gdy ponad 50% produktu narodowego brutto wytwarzane jest w sektorze szeroko pojętych usług. Ponadto wśród najważniejszych cech charakteryzujących społeczeństwo informacyjne wymienia się dominację sektora usług w gospodarce i związany z tym rozwój sektora czwartego (finanse i ubezpieczenia) i piątego (ochrona zdrowia, oświata, nauka), wzrastającą rolę specjalistów i naukowców w strukturze zawodowej, centralne znaczenie wiedzy teoretycznej jako źródła innowacji i polityki oraz tworzenie tzw. technologii intelektualnych jako podstawy podejmowania decyzji politycznych i społecznych. Różni badacze używają tu rozmaitych nazw: wspomniany już Alvin Toffler mówi o "trzeciej fali", socjolog Daniel Bell posługuje się terminem "społeczeństwo postindustrialne", Amerykanie zaś lansują "społeczeństwo sieciowe". Ze względu na wzrastającą w nowoczesnych społeczeństwach rolę dobrze wykształconych specjalistów, termin "społeczeństwo informacyjne" coraz częściej bywa używany zamiennie z pojęciem "społeczeństwo wiedzy". Pamiętać jednak należy, że informacja nie może być utożsamiana z wiedzą. O ile informacja dociera dziś, np. za pośrednictwem telewizji czy Internetu do większości ludzi naszej planety, o tyle wiedza nadal jest przywilejem mniejszości. O konieczności bardzo wyraźnego rozróżniania informacji i wiedzy, a także następnej kategorii - mądrości, znakomicie przypominają słowa angielskiego poety i myśliciela, laureata nagrody Nobla, Thomasa S. Eliota:
Gdzie się podziała nasza mądrość, którą zastąpiła wiedza, Gwoli ścisłości należałoby dodać, że współczesne rozwinięte społeczeństwa są bardziej społeczeństwami rozrywki niż wiedzy. Postęp w dziedzinie technologii zawdzięczamy bowiem głównie młodym ludziom kupującym komputery wyposażone w coraz szybsze procesory, większe pamięci operacyjne i dyskowe czy doskonalsze karty graficzne i dźwiękowe. To oni właśnie potrzebują coraz szybszych i potężniejszych maszyn do uruchamiania wymagających coraz lepszych parametrów technicznych komputera rozmaitych gier. Naukowiec zaś może pisać najmądrzejsze nawet teksty na powolnym, przestarzałym już nieco komputerze. Największymi na świecie dzierżawcami najpotężniejszych superkomputerów są studia filmowe, które tworzą dziś obrazy w pamięci komputera, nie stosując już kosztownych makiet. Także nowoczesne telefony komórkowe oferują coraz więcej usług o charakterze rozrywkowym.
Bez względu jednak na nazwę społeczeństwo informacyjne budowane jest na rozpadających się elementach ustępującej, lecz walczącej o przetrwanie epoki industrialnej. Symbolem społeczeństwa agrarnego jest motyka, tofflerowskiej drugiej fali, tj. społeczeństwa industrialnego - taśma produkcyjna, zaś symbolem fali trzeciej - komputer. Zderzenie tych dwóch ostatnich cywilizacji przynosi napięcia społeczne, groźne konflikty, nowe postawy polityczne, zmiany poglądów dotyczących życia rodzinnego i moralności. Chaos w życiu politycznym prowadzi do dezintegracji ludzkich osobowości. Zachodzące przemiany rodzą zatem rozległe skutki w różnych, pozornie od siebie odległych obszarach. Także w naszym kraju ciągle jeszcze jesteśmy świadkami walki typowych reprezentantów ery industrialnej - górników i hutników o przetrwanie kopalń i hut, a więc atrybutów ustępującego społeczeństwa przemysłowego. Zauważmy, że dziś coraz częściej źródłem bogactwa jest dostęp do informacji, nowoczesnych technologii, wykorzystanie własnej wiedzy i kreatywności. Wprowadza to zupełnie nową jakość, bowiem wiedza i kreatywność - w odróżnieniu od ziemi, surowców naturalnych czy kapitału - są zasobami niewyczerpywalnymi. W przeciwieństwie do elementów, które decydowały o bogactwie w minionych epokach, informacja i wiedza posiadają tę zdumiewającą własność, jaką możemy przypisać także szczęściu, które się "mnoży, gdy się je dzieli". Istotnie, np. nauczyciel dzieląc się swoją wiedzą z uczniami, pomnaża ją, sam jej przecież nie tracąc. We współczesnym świecie, w którym urzeczywistniła się już zaproponowana przez kanadyjskiego filologa Marshalla McLuhana koncepcja globalnej wioski, proces budowania społeczeństw informacyjnych następuje coraz szybciej. Koncepcja McLuhana zakładała, że dzięki gęstemu opleceniu kuli ziemskiej siecią różnorodnych połączeń telekomunikacyjnych prawie każdy punkt naszej planety stanie się szybko i łatwo dostępny z dowolnego innego miejsca a łatwość komunikowania się przywróci bogate w doznania międzyludzkie relacje z plemiennej wioski. W sensie możliwości transferu informacji współczesny świat skurczył się do rozmiarów wioski, a przekaz informacji stał się niezależny od fizycznych odległości i wszelkich terytorialnych granic. Warto przypomnieć, że uwolnienie informacji z więzów odległości po raz pierwszy w dziejach ludzkości stało się możliwe dzięki wynalazkowi telegrafu (S. Morse, 1837). McLuhan przewidywał, że do realizacji koncepcji świata jako globalnej wioski przyczyni się głównie telewizja. Stało się jednak inaczej; przekształcenie świata w globalną wioskę zawdzięczamy przede wszystkim komputerom i sieciom komputerowym, a zwłaszcza Internetowi. Jednym z atrybutów "globalnej wioski" jest globalizacja kultury. Zjawisko to oznacza dziś upodobnianie się kultur, niosące w sobie zagrożenie zaniku kultur narodowych. Z założenia proces tworzenia się wspólnej ogólnoświatowej kultury powinien być w miarę symetryczny, tzn. poszczególne kraje winne tyle samo wartości, idei i wzorów kulturowych czerpać, co i wnosić. W opinii wielu badaczy proces ten został jednak zdominowany przez USA, stąd też często proponują oni zamiast pojęcia "globalizacja" używać terminu "amerykanizacja". Przyczyną tego zjawiska jest powszechnie akceptowany "projekt amerykańskiego marzenia": niczym nieskrępowanej wolności, wysokiego standardu życia, pełnej możliwości realizacji swego potencjału. Wiele krajów podejmuje walkę z "amerykańskim imperializmem kulturowym" poprzez deprecjonowanie kulturowej wartości i znaczenia Ameryki. Stanowisko takie wyraża np. przypisywane Francuzom stwierdzenie, że "Ameryka jest tym narodem w historii, który przeszedł w cudownie prosty sposób bezpośrednio od epoki barbarzyństwa do degeneracji, bez zwykłego okresu przejściowego w postaci cywilizacji". Kultura globalna postrzegana jest najczęściej w aspektach negatywnych. Jest to bowiem kultura "zawieszona w próżni", bez kontekstu historycznego (bez przeszłości) i geograficznego (nie jest związana z konkretnym krajem czy regionem). Jest to nieco sztuczny twór, utworzony z wielu istniejących folklorystycznych i narodowych odrębności. Kultura globalna wywiera duży wpływ na kształtowanie tożsamości współczesnego człowieka. Transformacja znaczenia terytorialności, polegająca na zacieraniu granic pomiędzy poszczególnymi krajami, ich upodobnianiu się do siebie (tzw. homogenizacja świata), otwartym dostępie do wszelkiej informacji, powoduje kształtowanie szerszego lecz, niestety, płytszego poczucia "my". Bardzo trafnie ujmują to Alvin i Heidi Tofflerowie, zauważając że "globalizacja, której domaga się gospodarka trzeciej fali, nieustannie kruszy narodową suwerenność, tak drogą sercu nacjonalistów". Walka o tożsamość narodową, przyjmująca niekiedy postać nacjonalizmów, jest zjawiskiem towarzyszącym procesowi tworzenia się kultury globalnej, będącej atrybutem społeczeństwa informacyjnego. Globalizacja dotyczy różnych aspektów życia. Następca i wieloletni współpracownik M. McLuhana, dyrektor Programu McLuhana w Uniwersytecie w Toronto, Derrick de Kerckhove twierdzi jednak, że jest ona przede wszystkim efektem psychologicznym a nie gospodarczym. W społeczeństwie informacyjnym coraz wyraźniej rysuje się również zjawisko rozwarstwiania, spowodowane zróżnicowanym dostępem i umiejętnościami korzystania z komputerów, a zwłaszcza z sieci komputerowych, poszczególnych warstw ludności. Edukacja i gospodarka stanowią naczynia połączone. Z jednej strony rozwój gospodarki wywołuje zapotrzebowanie na nowe kwalifikacje lub zwiększa popyt na określone grupy zawodowe. Z drugiej zaś strony edukacja determinuje w znacznym stopniu rozwój gospodarczy. W społeczeństwach informacyjnych następuje restrukturyzacja zatrudnienia, polegająca na przemieszczaniu osób od pracy fizycznej do umysłowej. Rośnie tu zapotrzebowanie na wysoko kwalifikowanych fachowców związanych z sektorem informacyjnym, maleje natomiast popyt na pracowników o niskich kwalifikacjach. Ze względu na fakt, że coraz częściej wykonywana praca związana jest z informacją a nie - jak w społeczeństwie industrialnym - z materią, duża część tej pracy może być wykonywana bez konieczności wychodzenia z domu. Taka wykonywana na odległość praca nosi nazwę telepracy. Dokonujące się w społeczeństwie informacyjnym przemiany implikują konieczność radykalnych reform w szkolnictwie. W odróżnieniu od szkoły epoki industrialnej, która przygotowywała dobrego, zdyscyplinowanego pracownika przystosowanego do wykonywania jednego zawodu przez całe życie, szkoła okresu trzeciej fali przenosi akcenty z przekazywania gotowej wiedzy na samokształcenie. Jest to zrozumiałe, zważywszy że w wielu dyscyplinach okres użyteczności wiedzy jest bardzo krótki, np. szacuje się, że w informatyce około 20% wiedzy rocznie podlega wymianie. Szkoła musi przygotować absolwentów do wykonywania zawodów dziś, być może, jeszcze nie istniejących. Nie może ona zatem przekazywać tylko gotowej, ulegającej szybkiej dezaktualizacji wiedzy, lecz musi przygotować uczniów do zdobywania wiedzy we własnym zakresie w celu nieustannego aktualizowania swego wykształcenia, a nawet zmiany uprawianej dyscypliny. Zmiana taka z pewnością dla wielu osób okaże się koniecznością. Wynika to z konstatacji faktu, że przeciętny czas istnienia firmy jest znacznie krótszy od przeciętnego okresu aktywności zawodowej człowieka oraz z wzięcia pod uwagę pojawienia się coraz to nowszych i doskonalszych maszyn, urządzeń i technologii. Konieczne jest zatem ukształtowanie nowego modelu człowieka: twórczego, otwartego na wszystko co nowe, potrafiącego i chcącego się uczyć. Na określenie sylwetki osoby odpowiadającej podanej tu charakterystyce Józef Kozielecki proponuje termin "kognitariusz". Nieuchronną konsekwencją rozwoju społeczeństwa informacyjnego, niosącą przy tym wiele skutków natury pedagogicznej, jest powstawanie technopoli. To nowe pojęcie, wprowadzone przez amerykańskiego krytyka i teoretyka mediów Neila Postmana w znanej książce Technopol. Triumf techniki nad kulturą, oznacza pewien stan kultury i umysłu zarazem, w którym następuje podporządkowanie kultury technice. Jest więc technopol formą totalitarnej technokracji, jest także kulturą moralnie obojętną, bez wartości i moralnych autorytetów, w której następuje zacieranie różnic między sacrum a profanum oraz załamanie społecznych mechanizmów obrony przed zalewem informacyjnym i przed informacją niepożądaną. Takimi mechanizmami w każdym społeczeństwie były dotychczas: rodzina, szkoła, sądy, religia. Rodzina przekazuje określony system wartości, odrzucając te treści, które uważa za szkodliwe, czy z różnych względów niepożądane. Również programy szkolne stanowią swoiste filtry informacyjne, pozwalające dotrzeć do uczniów jedynie tym informacjom, które zostały uznane przez pedagogów za dopuszczalne i celowe. Czy w sytuacji prawie niczym nie skrępowanego dostępu do informacji rodzina i szkoła są w stanie uchronić wychowanków przed niebezpieczeństwem zbyt wczesnego zetknięcia się z treściami, mogącymi stanowić realne zagrożenia wychowawcze? Odpowiedź na to pytanie w warunkach technopolu musi być negatywna. Ewentualne odcięcie wybranych kanałów informacyjnych nie gwarantuje bowiem, że informacja nie dotrze innymi kanałami. W technopolu próby blokowania dostępu do informacji skazane są zatem na niepowodzenie. Stawia to zupełnie nowe zadania przed całym systemem edukacyjnym. Niewątpliwie najbardziej spektakularnym przejawem kształtowania się społeczeństwa informacyjnego i urzeczywistniania koncepcji świata jako globalnej wioski jest Internet. Może on być rozpatrywany jako osiągnięcie nowoczesnej techniki i technologii oraz jako zjawisko socjologiczne. Widziany z tej pierwszej pozycji Internet jest największą, o międzynarodowym zasięgu siecią komputerową, łączącą kilkaset milionów komputerów na całym świecie. Z drugiej strony jest on nową formą porozumiewania się ludzi, całkowicie rewolucjonizującą dotychczasowe sposoby wzajemnej komunikacji. Przełomowość łączności oferowanej przez Internet polega głównie na szybkości przekazu, uniezależnieniu możliwości odebrania informacji od fizycznej lokalizacji adresata oraz na medialności przekazu, tj. możliwości przesyłania tekstów, dźwięków, obrazów statycznych i dynamicznych. Z drugiej strony trzeba jednak zauważyć, że poczta elektroniczna (e-mail), która stanowi jedną z podstawowych usług internetowych, powoduje zagubienie osobistego charakteru odręcznie pisanych listów, preferuje ograniczenie wymiany myśli do krótkich, lakonicznych komunikatów, sprzyja niestaranności językowej i edytorskiej. Współczesny człowiek, obywatel społeczeństwa informacyjnego, gotów jest jednak położyć wypracowane przez setki lat zasady i standardy na ołtarzu nowoczesności, wyrażając przyzwolenie na zubożenie przekazu pod względem formy i rezygnację z jego indywidualnego charakteru, na rzecz szybkości. Paradoksalnie więc, dostrzegając pewne ułomności komunikowania się za pośrednictwem poczty elektronicznej, nie potrafimy z niej zrezygnować, gdyż przyspieszone tempo życia zmusza nas do korzystania z tego niecierpliwego i rządzącego się nowymi prawami medium.
Upowszechnienie Internetu spowodowało, że uważana dotychczas za utopijną, pochodząca z lat sześćdziesiątych, koncepcja zaproponowana przez Ivana Illicha descholaryzacji społeczeństwa, zyskała techniczne wsparcie i możliwość realizacji. Osoba ucząca się, posiadająca dostęp do Internetu we własnym domu, teoretycznie mogłaby się uczyć w dowolnym, dogodnym dla siebie terminie i wymiarze czasu, uzyskując dostęp do wybranych przez siebie treści. Taka propozycja, choć brzmi bardzo zachęcająco, musi jednak budzić liczne wątpliwości natury pedagogicznej. Internet bowiem przekazuje najczęściej informacje anonimowe, nie powiązane ze sobą w spójną i logiczną strukturę. Programy szkolne mają natomiast swoich znanych z imienia i nazwiska twórców i realizatorów, a prezentowane w ramach tych programów treści tworzą odpowiednio ustrukturyzowaną wiedzę. W odróżnieniu od szkoły, która nie tylko naucza, ale także realizuje proces wychowawczy, Internet nie wychowuje, a uzyskiwane za jego pośrednictwem treści wywierają często na uczących się wpływ negatywny wychowawczo. Instytucja szkolnictwa pozwala prowadzić szeroko rozumianą politykę oświatową, kształtującą m.in. określone proporcje liczbowe absolwentów poszczególnych kierunków i specjalności studiów, zgodnie z przewidywanym przez ekspertów zapotrzebowaniem rynku. Niczym nie ograniczone zdobywanie wiedzy wyłącznie za pośrednictwem Internetu, znacznie utrudniłoby realizację tego zadania. Pamiętać również należy, że szkoła jest miejscem kształtowania umiejętności społecznych zachowań uczniów, a więc ich współdziałania, dyskutowania, podejmowania wspólnych decyzji, a nawet rozwiązywania konfliktów i sporów. Osoba ucząca się w fizycznym odizolowaniu od innych nie będzie miała możliwości wykształcenia wspomnianych umiejętności, stając się kandydatem do powiększenia coraz szerszego grona elektronicznych odludków - ludzi potrafiących znakomicie obsługiwać komputer, jednakże całkowicie bezradnych w rozwiązywaniu codziennych problemów i w nawiązywaniu prawidłowych relacji z innymi osobami. Wreszcie, mimo atrakcyjności i niezwykle demokratycznej wymowy hasła o możliwości internetowego uczenia się samodzielnie wybranych treści w dowolnym, wybranym przez siebie momencie i wymiarze czasu, można jednak z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że znaczny odsetek potencjalnych uczniów nigdy z tej oferty nie zechce skorzystać. Szkoła natomiast działa mobilizująco: organizuje rytm życia ucznia, preferuje pozytywne wzorce, system wartości itp.
Sądzić zatem należy, że Internet nie zastąpi szkoły. Szkoła z pewnością ulegać będzie rozmaitym, odpowiadającym duchowi czasu transformacjom, Internet zaś stanowić będzie jej uzupełnienie, techniczne wsparcie i potężne źródło informacji praktycznie w zakresie wszystkich dyscyplin. Dużą użyteczność Internetu dostrzega się także w zakresie racjonalnie pojmowanego kształcenia zdalnego. Proces tworzenia społeczeństwa informacyjnego, którego jesteśmy obecnie świadkami, niesie ze sobą zarówno liczne nadzieje i szanse, jak i poważne zagrożenia. Informacja stała się nie tylko towarem i czynnikiem produkcji; jest także elementem kreującym branżę informatyczną i telekomunikacyjną oraz stanowi przyczynę głębokich przemian w strukturach gospodarczych i - choć nie zawsze to sobie uświadamiamy - w życiu każdego z nas. Do dobrego funkcjonowania w społeczeństwie informacyjnym należy i warto się zatem przygotować. Używając metafory można wyrazić przekonanie, że człowiek współczesny, zwłaszcza objęty oddziaływaniami edukacyjnymi, powinien budować sobie intelektualną arkę, która uratuje go przed informacyjnym potopem i bezpiecznie wprowadzi do społeczeństwa informacyjnego. Jest to ogromne wyzwanie dla edukacji rozpoczynającego się nowego wieku i tysiąclecia, ale przede wszystkim dokonującego się przełomu cywilizacyjnego, polegającego na przechodzeniu od społeczeństwa industrialnego do informacyjnego. Niezwykle ważnym zadaniem jest, aby w warunkach obecnego bezprecedensowego przyspieszenia rozwoju techniki i technologii nie zagubić głęboko humanistycznego charakteru procesu edukacyjnego, w którym nowoczesna technika powinna dobrze służyć człowiekowi, a nie przyczyniać się do jego zniewolenia. Janusz Morbitzer | ![]() | ||||
Copyright © "Konspekt" | ||||||