Wspomnienia 

 




 
Michał Zięba

Mistrz

Przypomnienie Jana Nowakowskiego
 

Właśnie minęła dziesiąta rocznica śmierci Jana Nowakowskiego, historyka literatury, profesora zwyczajnego i doktora honoris causa naszej uczelni, którego my, jego uczniowie, nazywaliśmy "Mistrzem".

Kiedy niedawno czytałem ponownie piękny szkic Profesora Przypomnienie Józefa Kallenbacha opublikowany w "Ruchu Literackim" w 1990 roku, podarowany mi w nadbitce z dedykacją: "...to wspomnienie nauczyciela o nauczycielu - ofiaruję", dostrzegłem ogromne podobieństwo postaci obu profesorów. Ten esej zainspirował kształt mojego "przypomnienia" Jana Nowakowskiego, jak tamto - bardzo osobistego.

Dużo miejsca w swoim szkicu poświęcił Jan Nowakowski działalności dydaktycznej i wychowawczej Józefa Kallenbacha, wybitnego znawcy polskiej literatury romantycznej. Wskazywał zwłaszcza na jego osiągnięcia w tworzeniu i prowadzeniu seminariów historycznoliterackich. Podkreślał, że były one "kuźnicą młodych talentów, które w wielu przypadkach jemu zawdzięczały swój rozwój".

Ktokolwiek z nas, seminarzystów Profesora Nowakowskiego, wróci pamięcią do naszych spotkań, zauważy, jak bardzo wzorzec Jego mistrza był tam ciągle obecny. Należał bowiem Jan Nowakowski do tej odchodzącej już generacji profesorów, dla których ważne były bezpośrednie relacje mistrz - uczeń, relacje, które ustalał nauczyciel "spolegliwy", nie narzucający się, będący dla młodych ludzi nie surowym krytykiem, lecz życzliwym opiekunem, który jako doradca-przyjaciel kierował stawiającymi pierwsze kroki na trudnej drodze badań naukowych, mobilizował do pracy rzetelnej, rozbudzał zamiłowania do studiów poważnych i do literatury pięknej.

Udział w seminarium profesora Nowakowskiego uchodził w opinii studentów za wyróżnienie, rodzaj nobilitacji. Profesor tworzył wokół siebie trudną do określenia aurę niedostępności, budząc szacunek swoją postacią i zachowaniem. Ascetyczny, na pozór oschły, był człowiekiem o wielkiej kulturze osobistej i nieco staroświeckich manierach. Swoją postawą wymuszał godne zachowanie u wszystkich, którzy się z nim stykali. Jednak przy bliższym poznaniu pozorna oschłość znikała i można było odczuć ogromną życzliwość, otwartość i wyrozumiałość. Podziwialiśmy Jego ogromną wiedzę i biegłość w posługiwaniu się językiem francuskim, znajomość języków zachodnioeuropejskich i wschodniosłowiańskich. Był humanistą w dawnym stylu, o wszechstronnych zainteresowaniach naukowych i literackich.

W obecności Profesora należało zachowywać się elegancko. Na seminarium zawsze przywiązywał dużą wagę do estetycznej strony naszych zachowań, nawet do gestów. Wiedział, jak w swoich uczniach budzić odpowiednie do ich poczynań przeżycia emocjonalne i estetyczne. W 1980 roku napisał: "Absolwent seminarium magisterskiego nie jest tym samym studentem, który w podwoje seminarium przed dwoma laty lub półtora nawet tylko - wchodził z doświadczeniami ćwiczeń odbytych, wykładów wysłuchanych lub egzaminów mniej lub bardziej szczęśliwie zdanych".

Miałem szczęście dostać się na seminarium magisterskie Profesora w okresie, kiedy pozostawał on pod urokiem kultury i literatury ludowej, prowadząc badania nad problemem ludowości w literaturze polskiej XIX wieku. Wtedy powstawały Jego prace poświęcone Teofilowi Lenartowiczowi i Marii Konopnickiej. Równocześnie ciągle był zafascynowany dramatami Stanisława Wyspiańskiego.

Jak później ustalił Antoni Jopek, ta druga "miłość" Profesora zrodziła się już w latach młodzieńczych, w pracy gimnazjalnej i, jak wiadomo z pozostawionych studiów, trwała do ostatnich dni Jego życia. Podobnie jak Józef Kallenbach, w swoich pracach naukowych i edytorskich łączył precyzję naukowego wywodu z piękną, oryginalną, nieco archaiczną, eseistyczną formą narracji, której nikt już dzisiaj nie potrafiłby naśladować. On sam zwykł jednak mawiać, że "nasamprzód" jest nauczycielem literatury, a dopiero potem jej badaczem.

Wynikało to nie tylko z Jego długoletniej pracy nauczycielskiej w szkolnictwie średnim i wyższym, ale i z wewnętrznego przekonania, które nam, młodym, wpajał, podkreślając, podobnie jak profesor Wincenty Danek, szczególną rolę i godność "stanu nauczycielskiego" i twórczy charakter działań nauczyciela literatury.

Był świetnym wykładowcą. Jego wykłady, zawsze starannie przygotowane na piśmie, lecz wygłaszane z pamięci, cieszyły się ogromnym powodzeniem i szkoda, że nie ukazały się w druku. Profesor przykuwał uwagę słuchaczy głęboką i wszechstronną znajomością przedmiotu oraz żywą prezentacją. Pamiętam, jak po jednym z takich wykładów poświęconym Weselu, naśladując ekspresję cytowań Profesora, powtarzaliśmy wołanie Zosi "Raz dokoła, raz dokoła", które stało się potem charakterystycznym w naszej grupie porzekadłem.

Nierzadko między Mistrzem a jego magistrantami, potem doktorantami i młodszymi kolegami nawiązywały się więzy trwałej przyjaźni obejmujące niekiedy i ich rodziny. Niektórych z nas zapraszał na rozmowy przy herbacie do swojego mieszkania przy Alei Daszyńskiego, a niekiedy i do letniego domu Profesorostwa w podkrakowskich Podgórkach Tynieckich. Tam w ogrodzie omawialiśmy nasze prace, a przy okazji pobieraliśmy lekcje przyrody. Uczył nas, że "przymierze z ziemią i ochrona przyrody to zagadnienie humanistyczne".

Dzisiaj pamięć o profesorze Janie Nowakowskim, który 40 lat swojego życia poświęcił krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej, trwa głównie w Jego pracach naukowych i edytorskich - ciągle aktualnych i niezastąpionych w badaniach i polonistycznej dydaktyce. Zwłaszcza tych, które dotyczą naturalizmu francuskiego, romantyzmu krajowego i Młodej Polski.

Pamięć żywą o Mistrzu - nauczycielu zachowują liczni jego uczniowie rozsiani po kraju i za granicą.

Michał Zięba  

 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów

Początek strony

Kraków, maj 2001
Statystyka