|
Marek Sajduk
Rozterki nauczyciela-artysty
w dobie rewolucji medialnej
Znaczną część życia przeżyłem w epoce przedkomputerowej, chętnie więc pozostałbym przy dobrze przyswojonych technikach i sposobach pracy, nie narażając się na stres związany z opanowaniem nowych. Ale jak wiadomo nie da się kijem rzeki zawrócić.
Problemy pojawiają się nie tylko w sferze naszej gotowości czy chęci sprostania wyzwaniom nowoczesności. Kłopoty z adaptacją do środowiska technologicznie zaawansowanego mają rozmaite aspekty i poziomy oraz dotyczą wielu dziedzin.
Świat nowych mediów stanowi szczególne wyzwanie dla ludzi zajmujących się edukacją, również edukacją w dziedzinie sztuki. Nauczyciel musi bowiem, chcąc tego czy nie, poddać się standardom choćby w sferze komunikacji, dostępu do aktualnej wiedzy, a także możliwości skorzystania z nowoczesnych metod wspomagania nauczania.
Na styku sztuki i edukacji świat nowoczesnych technologii stwarza również cały szereg problemów. Sytuacja ta rodzi często wyraźną polaryzację postaw. Manifestuje się zupełny brak zainteresowania, albo przeciwnie - wspomnianą już postawę entuzjastycznej wręcz akceptacji.
Trudno się dziwić części artystów, nieufnie i z dużą rezerwą podchodzących do inwazji urządzeń, które narodziły się w hermetycznym świecie zaawansowanych technologii, tradycyjnie przecież sytuowanym na przeciwległym niż sztuka biegunie ludzkiej aktywności. Obawy te mają wiele uzasadnień. Najoczywistsze z nich to stosunkowo banalne kłopoty ze zrozumieniem logiki działania urządzeń i - co za tym idzie - problemy ze sprawną ich obsługą i wykorzystaniem. Wbrew powszechnym opiniom, trudności, o których mowa nie są bynajmniej charakterystyczne wyłącznie dla starszych osób. Z moich doświadczeń wynika, że znaczny odsetek studentów, ludzi przecież bardzo młodych, ma rozmaite problemy związane z koniecznością posługiwania się urządzeniami z kręgu nowoczesnej technologii. Zdarzają się też osoby wyrażające żywą niechęć do kontaktu z tymi urządzeniami. Wydaje mi się, że decyduje o tym przede wszystkim czynnik predyspozycji osobowych. Sugestie tego typu znalazłem w rozmaitych opracowaniach teoretycznych*.
Niechętny stosunek do korzystania z licznych nowości technicznych ma długą tradycję. Istotna zmiana, jaka dokonuje się współcześnie, polega na tym, że mamy dość ograniczoną możliwość wyboru. W pewnych dziedzinach jesteśmy już zmuszeni do korzystania z nowych urządzeń, w innych już niebawem będziemy zmuszeni lub sami je wybierzemy z powodu ich wygody, ekonomii, wreszcie doskonałości.
Skoro nie możemy ich odrzucić nie chcąc pozostać na marginesie, myślę, że warto starać się je oswoić i wykorzystać ich możliwości unikając poważniejszych błędów.
Chciałbym tutaj przywołać rozmaite problemy wynikające ze stosowania nowych technologii w sztuce i edukacji, które mają poważniejszy charakter, a wynikają z ich specyfiki odciskającej piętno na samej materii dzieł i wpływającej często na filozofię przekazu artystycznego.
Najczęstszym grzechem popełnianym podczas korzystania z technik komputerowych, jaki obserwuję, jest bezkrytyczna fascynacja niezwykłą łatwością uzyskiwania spektakularnych efektów. Zniewalająca wręcz pokusa skorzystania z wszystkich dostępnych możliwości rodzi bardzo często niestrawne i spłycone efekty końcowe. Można by tutaj zastanawiać się nad tym, czy prawie zupełny brak oporu narzędzia czy materiału w przypadku tych mediów wpływa negatywnie na stymulowanie procesu twórczego w porównaniu do technologii tradycyjnych. Komputer jest w istocie potężnym narzędziem tworzenia iluzji. Posiada możliwość symulowania i naśladowania, nierzadko doskonałego, wszelkich tradycyjnych technik i stylów, oferując ponadto cały szereg gotowych rozwiązań i możliwość przywoływania obrazowych cytatów, tworzenia kolaży itp. Pozwala szybko uwierzyć w łatwość i bezproblemowość tworzenia osobom nieskłonnym do samokrytycyzmu. Zjawisko to wydaje mi się dość częste zwłaszcza w początkowej fazie osiągania pewnej sprawności w posługiwaniu się komputerem.
Kłopoty ze stosowaniem technik komputerowych dotyczą często również twórców dojrzałych, wybitnych, o ustalonym już dorobku. Bywa, że po przejściu do nowej technologii początkowe efekty ich pracy stają się co najmniej kontrowersyjne.
Z moich obserwacji i praktyki wynika, że posługiwanie się technikami komputerowymi wymaga zachowania szczególnej dyscypliny, stosowania samoograniczeń i jak zwykle gromadzenia doświadczeń.
Wracając do głównego wątku rozważań chcę stwierdzić, że prawdziwe wyzwanie dla osób zajmujących się edukacją, decydujących się na pełne włączenie nowych technologii do swojej pracy dydaktycznej, stanowi konieczność permanentnego uczenia się, aktualizowania zdobytej wiedzy i umiejętności. Wynika to z niezwykle szybkiego rozwoju technologii, unowocześniania sprzętu i oprogramowania.
Doskonalenie własnych umiejętności i wiedzy zawsze było obowiązkiem nauczyciela, jednak skala problemu nigdy nie była tak poważna. Postęp w dziedzinie nowych technologii jest szybki i coraz szybszy. Dotrzymywanie mu kroku oznacza poświęcenie ogromnej ilości czasu, wysiłku i wreszcie poniesienie znacznych nakładów finansowych. Jest to ciągły wyścig, w trakcie którego nie można się zatrzymać. Alternatywą jest nadzwyczaj kłopotliwa sytuacja występująca wcale często wówczas, gdy na zajęcia przychodzi student posiadający znaczne umiejętności techniczne w posługiwaniu się sprzętem i oprogramowaniem, zdobyte na rozmaitych komercyjnych kursach komputerowych, które w pewnych fragmentach mogą okazać się nowsze, bardziej aktualne od wiadomości prowadzącego. Ta sprawność jest najczęściej dość płytka i wyrywkowa, może jednak prowadzić do sytuacji niezręcznych i wymaga od prowadzącego doświadczenia i opanowania, aby nie mogło dojść do zachwiania autorytetu nauczyciela, a zarazem i zaufania studentów. Przyczyną powstawania takich problemów jest wielka popularność wszelakiego rodzaju kursów obiecujących łatwe i szybkie, choć wcale nie tanie przygotowanie do zawodu projektanta-grafika, a dających zaledwie lepszą lub gorszą znajomość obsługi narzędzi. Uczenie się nowych technik równolegle przez nauczyciela i studentów, niekiedy udział w czymś, co przypomina wyścig, którego premią jest aktualna wiedza, jest nowym, charakterystycznym elementem rzeczywistości edukacyjnej.
Tutaj pojawia się kolejny aspekt problemu. Wiele niepokojących zjawisk w kulturze, szczególnie masowej, niewątpliwie będącej głównym beneficjentem rewolucji medialnej, spowodowało zerwanie więzi międzypokoleniowych, co przejawia się w interesującej nas dziedzinie edukacji artystycznej zakwestionowaniem roli nauczyciela jako mistrza. Stał się on co najwyżej instruktorem, a towarzyszy temu niekiedy utrata wzajemnego zaufania a także rozmijanie się wspólnych zainteresowań.
Obserwuję niepokojącą tendencję, która polega na zanikaniu zainteresowania studentów budowaniem solidnego fundamentu wiedzy opartej na doświadczeniach, kulturze i systemie wartości na rzecz zimnego i pragmatycznego poszukiwania doraźnych korzyści z uprawiania zawodu, bądź kwestionowania znaczenia całego dorobku kultury powstałego przed rewolucją medialną. Zjawisko wzgardliwego odrzucania całej przeszłości potwierdza, że rewolucja technologiczna jest prawdziwą rewolucją, przypominającą pod pewnymi względami przełomy polityczne. Oczywiście zarysowałem tutaj pewne sytuacje skrajne, charakteryzują one jednak wyraźne tendencje.
Nie ma wątpliwości, że przemiany te są głębokie, ale ich rewolucyjny charakter sprawia, iż cała sfera edukacji, w tym edukacji artystycznej poddana jest szczególnej próbie. Nie można bowiem bezkarnie zerwać naturalnego układu, w którym podstawowa edukacja w dziedzinie kultury odbywa się w ramach szkoły i oparta jest na treściach posiadających poziom i rangę ugruntowaną społecznie. Alternatywą jest paraedukacja, lub raczej edukacja ŕ rebours wkraczająca niezwykle aktywnie przez działania rozmaitych instytucji, realizujących metodami wyrafinowanej socjotechniki najczęściej cele biznesowe, zorientowane na wywołanie określonych zachowań konsumenckich czy politycznych.
Entuzjaści zupełnego odejścia od tradycyjnego modelu edukacji artystycznej i propagatorzy nowej sztuki wskazują na rozdźwięk pomiędzy poziomem rozwoju technologii a kulturą artystyczną trzymającą się kurczowo tradycji. Jednak nieprzekonywający wydaje mi się pogląd, że wyjściem z sytuacji jest tutaj całkowite zerwanie więzi z tradycją i rozpoczęcie budowy nowego świata sztuki w oparciu o model technologiczny, w którym stary, zużyty układ po prostu wymienia się na nowy, doskonalszy. Jestem pewien, że bardzo złożona i żywa materia ludzkiej kultury i sztuki wymaga - zwłaszcza w sferze edukacji - refleksji i działań cierpliwych, spokojnych ale jednocześnie przygotowanych na to, że przemiany mogą się toczyć w nieprzewidzianym kierunku i wymagać od wielu z nas przełamywania licznych uprzedzeń i przyzwyczajeń.
Prawdą jest, że nowe technologie wyznaczają już powszechnie nowe standardy przekazu, nowe sposoby percepcji zasadniczo odmienne od tradycyjnych. Pojawiły się dzięki nim niezwykle ciekawe i obiecujące zjawiska, takie jak interakcyjność kontaktów z "dziełem" czy całkiem nowa struktura zwana hipertekstem. Jednak w moim przekonaniu jest to zaledwie otwarcie możliwości. Poziom i ciężar gatunkowy wykorzystywania tych rzeczywiście niezwykłych i nowych układów jest jak dotąd niezbyt imponujący.
Pracując w szkole, niezależnie od jej stopnia, trzeba mieć pełną świadomość dość gwałtownie postępujących przemian, na które młodzi ludzie są szczególnie podatni i które w sposób oczywisty i naturalny uznają za swoje chętnie je konfrontując z zastanym układem.
Marek Sajduk
* Np.: G. Dorflesa Człowiek zwielokrotniony, G. Simondona Du mode d'existence des objects techniques, także w różnych dziełach St. Lema.
| 



 |