Dydaktyka 

 




Artykuły z poprzednich numerów:

z Małgorzatą Twardowską, I znowu w Sankt Petersburgu

 
Helena Ples

Cudowne dzieci i co z nimi począć?

 

Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pewien problem, który dotyczy kilku moich znajomych. Wysłuchuję ich narzekań, urodziło im się bowiem dziecko nieprzeciętne, genialne, które w szkole się nudzi i ma ze swoimi talentami więcej kłopotów niż radości. Niektóre z tych dzieci już w okresie licealnym wyjeżdżają na Zachód... Tam mają świetne warunki rozwoju i stypendium. Jeżeli tam zostają na studia i po studiach, a często na zawsze, to znaczy, że Polska zrobiła prezent Niemcom, Anglikom czy Amerykanom. W imię czego? To chyba syndrom Marii Skłodowskiej, później Curie.

Francuzi powiadają: enfant prodige, Niemcy: Wunderkind, Rosjanie - wunderkinder, lub metaforycznie nazywają je Sokratikami - Sokratesikami. Polacy mówią: cudowne, ale to nie znaczy, że w czepku urodzone, czasem wręcz przeciwnie. I właśnie na to chcę zwrócić uwagę: dlaczego cudowne dziecko, to nie to samo co w czepku urodzone? Dlaczego ogólnie uzdolnione lub szczególnie utalentowane - nie jest dla siebie, rodziny i społeczeństwa samym szczęściem i radością, a często bywa źródłem utrapień i zgryzoty? Może dlatego, że nie ma dla tych dzieci zrozumienia, często się im przeszkadza, a i niekiedy są dyskryminowane; nie stwarza się warunków dla ich rozwoju, w szkole się nudzą, bo szkoła jest daleko poniżej ich możliwości, i hamuje rozwój ich talentów.

Zagadnienie dzieci wybitnie uzdolnionych ma swój początek w starożytnej Grecji. To Platon postawił problem zdolności wrodzonych. Od tamtych czasów datuje się spór o to, czego w człowieku więcej: czynnika wrodzonego czy zewnętrznego? Czy źródłem genialności jest dziedziczność czy wychowanie? Czy uczenie się polega na "przypominaniu sobie" tego, co dusza "wiedziała" przed wejściem w materialne ciało - jak stawiał sprawę Platon, czy też rodzimy się z czystym umysłem (tabula rasa), na którym zapisują się spostrzeżenia zmysłowe jako dane dostarczane rozumowi, który poznaje to, co w rzeczach ogólne (pojęcia) - jak przekonywał Arystoteles. Wiek XVIII interesował się człowiekiem od strony praktycznej, żeby życie polepszyć i uprzyjemnić. Myśliciele Oświecenia poszli za rozumowaniem Arystotelesa. Skrajny pogląd wyrażał Helvetius, że nie ma innych właściwości umysłu, niż nabyte i że ludzi można uczynić dobrymi tylko przez wychowanie i dobre prawodawstwo.

W XIX wieku Cesare Lombroso (1835- -1909) interesował się m.in. przyczynowymi powiązaniami genialności z degeneracją i schorzeniami psychicznymi. W słynnym dziele Geniusz i obłąkanie pisał: "Nawet genialność (...) została wraz ze zbrodniczością zaliczona przez niektórych psychiatrów (...) do pewnego rodzaju zboczeń umysłowych". Podkreślał współwystępowanie genialności z różnymi ułomnościami neuropsychicznymi. Wszystkie fatalistyczne teorie Lombrosa zostały obalone już na początku XX w., ale mimo to dają i dziś trochę do myślenia.

Pierwsze poważne badania empiryczne nad rozwojem dzieci wybitnie uzdolnionych zaczęto przeprowadzać dopiero po I wojnie światowej (Londyn, Kalifornia). W czasach odbudowywania europejskich i amerykańskich systemów gospodarczych, kultury, nauki i administracji, rosło na świecie zapotrzebowanie na ludzi wybitnie uzdolnionych, żeby szybko zregenerować ludzki potencjał strat wojennych.

Tak więc dopiero od 80 lat zakrojone na szeroką skalę badania zaczęły dawać odpowiedzi na pytania o specyficzne cechy osobowościowe, umysłowe i fizyczne dzieci wybitnie uzdolnionych, i o to: jacy dorośli z nich wyrastają?

Pod względem intelektualnym dzieci te wyrastają wysoko ponad rówieśników. Na lekcjach zadają mnóstwo męczących pytań, którymi "przeszkadzają" w prowadzeniu zajęć zgodnie z programem. Przeszkadzają? - no właśnie! ilu nauczycieli to lubi?

Młodzi-genialni są obowiązkowi i pracowici, mają silną motywację do nauki, uparte dążenie do osiągnięcia postawionego sobie celu itd., ale są też znerwicowani, samotni i skryci, niekiedy agresywni i skrajnie krytyczni itd. Te cechy powodują, że w tzw. normalnych szkołach są często izolowani przez zespoły klasowe, nie zawsze lubiani przez nauczycieli i rówieśników, wyśmiewani itd. Czasem "kupują sobie" akceptację koleżeńską puszczaniem ściąg na klasówkach. A jak nie puszczą, to i oberwać po lekcjach mogą.

Dla wunderkindów i sokratików stworzono w USA, Anglii, w Niemczech, Japonii i Rosji specjalne szkoły. Przy wielu z nich są internaty, żeby miejsce zamieszkania nie przesądzało o zmarnowanych zdolnościach. Pracują z nimi specjalnie przygotowani nauczyciele i wychowawcy. W takich szkołach nauczyciel nie boi się powiedzieć: "Nie wiem, dowiem się, sprawdzę i odpowiem..." Psychologowie pomagają tym dzieciom w rozwiązywaniu ich życiowych problemów.

W Polsce ostatnio coraz głośniej mówi się o potrzebie pomocy dzieciom specjalnej troski - biednym, kalekim czy opóźnionym w rozwoju. To dobrze i słusznie. Ale źle, że nie przejawia się prawie żadnej troski o dzieci, których rozwój umysłowy wyprzedza daleko ich wiek kalendarzowy, o dzieci, które w przyszłości mogłyby w znaczący sposób wzmocnić potencjał naukowy Polski. Sądzi się zapewne, że jeśli są zdolne, to sobie same poradzą. Ale może jest na odwrót? Może przeciętniacy łatwiej sobie dzisiaj radzą? Uważam, że genialność i talent wymagają innej, ale także specjalnej troski.

Ostatnio takie dzieci są wyróżniane corocznymi stypendiami i nagrodami Prezydenta RP. Ale to kropla w morzu... Do chlubnych, ale wyjątkowych w Polsce, należą działania podejmowane od 18 lat w Towarzystwie Szkół Twórczych pod naukowym kierunkiem dr Danuty Nakonecznej i prof. Krystyny Chałas (D. Nakoneczna, Uczniowie zdolni i ich nauczyciele, CODN, 1998). Koncepcje klas autorskich, zasada indywidualizacji kształcenia, działania pozalekcyjne i pozaszkolne stymulujące rozwój uzdolnień - to główne osiągnięcia TST, a od kilku lat także Stowarzyszenie Szkół Aktywnych (SSA). To bardzo dużo jak na społecznikowskie możliwości TST i SSA, ale bardzo mało jak na Rzeczpospolitą.

Dlaczego tym dziecięcym pożeraczom wiedzy, dla których nawet sen i wakacje są stratą czasu, nie pomóc szczególnie? Genialne dziecko jest prezentem jego rodziców dla nauczycieli, szkoły, społeczeństwa. Dlaczego by Kraków ze swoim potencjałem intelektualnym nie mógł być miejscem zagospodarowania takich "prezentów", dla swojej chwały i pro publico bono?! Jest gimnazjum z internatem w Braunschweig w Niemczech, jest dziesięciolatka z internatem w Moskwie dla dzieci z całej Rosji, jest wiele takich szkół na całym świecie. Jest w Krakowie Akademia Pedagogiczna, jest Uniwersytet Jagielloński, są wybitni nauczyciele. Są tradycje, jest czas reformy oświaty... Dlaczego nie mogłaby powstać w Krakowie szkoła z internatem dla polskich wunderkindów i sokratików? Gdyby powstała - uczyłyby się w niej dzieci nie dość że cudowne, to jeszcze w czepku urodzone, bo by się w takiej szkole nie nudziły.

Helena Ples  

 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów

Początek strony

Kraków, lipiec 2001
Statystyka