Dyskurs akademicki 

 




Artykuły z poprzednich numerów:

Trzy edytorstwa czy jedno?

Witamy na naszym serwerze WWW

 
Maciej Kawka

Czy ja mogę coś powiedzieć?
O retoryce i pragmatyce ironii

 

Oto zebranie akademickiego gremium. Znany z oratorskich zdolności mówca - także z tego powodu podziwiany - zgłasza się do dyskusji. i po otrzymaniu od kierownika zebrania zgody na zabranie głosu nim zacznie mówić, zastyga w dziesięciosekundowym, retorycznym milczeniu po to jedynie, by skupić na sobie uwagę zgromadzonych. Wszyscy patrzą z niekłamanym, choć ukrywanym, podziwem - co też powie i jakich strategii retorycznych użyje fachowiec znany z upodobań do literackich chwytów w uczonych polemikach. Wszyscy bowiem chcemy nadążać za nowymi tendencjami w dyskursie naukowym, który "sięga dzisiaj po środki artystyczne (tropy i obrazowanie) i beletrystyczną manierę wykładu, nie stroni od gawędowości i kolokwializmów, esejowości, felietonowości, gry znaczeniem i budową jednostek językowych".

Ale nie - mówca chciałby się tym razem wypowiedzieć na tematy plastyczne. Żongluje projektami okładek ze znakiem graficznym, który w przyszłości ma służyć identyfikacji wydawnictwa w świecie mediów. Po zdyskwalifikowaniu dwóch, trzech pierwszych pomysłów - "za dużo liter", "brak światła", "nieczytelność" - przystępuje do oceny tego z komputerem, symbolem naszych czasów - ten jest najlepszy, bo komputer, bo na ekranie pojawiają się litery - skrót nazwy instytucji. O to właśnie chodzi w dobie komputerów - stwierdza autorytatywnie.

Wtem w ferworze głosów ktoś, nawet mu nie przerywając, bo wszakże w pauzie oracyjno-retorycznej solidarnie skromnym szeptem wtrąca: Wszystkie mają za dużo liter.

Lecz mówca już prawie czuje się urażony - ktoś mu przerwał, zakłócając oryginalność i potoczystość jego wypowiedzi niepotrzebną uwagą. Mistrz sztuki retorycznej bez wahania odrzuca przedłożoną mu ideę solidarności z interlokutorem i z uprzejmym skłonem, w uśmiechu, maskowanym ściągnięciem ust w pośrednim akcie mowy, w antykadencji groźby, ostentacyjnie ironicznie pyta: Czy ja mogę coś powiedzieć?

Mówcy nie chodzi jednak o uzyskanie odpowiedzi na zadane pytanie, ale o podkreślenie głoszonych racji i uwydatnienie swojej rzeczywistej bądź domyślnej pozycji społecznej lub rangi intelektualnej, a więc o realizację celów pozamerytorycznych. w strukturze tak skonstruowanego pytania ukryte zostały implikatury: upomnienia - przeszkadzasz mi, a nawet nakazu - proszę mi nie przerywać, bo..., bądź nagany - źle się zachowujesz, przerywając mi... Podobna sytuacja występuje, gdy w atmosferze hałasu, krzyku i dydaktycznego szumu nauczycielka zapyta podczas lekcji uczniów: Czy ja mogę coś powiedzieć? - lub Czy ja komuś nie przeszkadzam?, chociaż takiego pozwolenia nie potrzebuje. Uwaga o przeszkadzaniu jest ironią ŕ rebours, bo przecież to ona, a nie uczniowie, wyznacza reguły zachowania w klasie, a także określa i kontroluje strategie konwersacyjne dotyczące kolejności mówienia. Tylko nauczycielka może mówić bez zgody uczniów, oni muszą ją o to prosić.

W naszym przypadku mówca swoim ironicznym pytaniem retorycznym walczy o prawo do kierowania dyskursem i wymianą wypowiedzi: upomina, grozi, wychowuje, ocenia postępowanie jako naganne, choć kompetencje w tym zakresie przysługują komuś innemu. To on jako strateg dyskursu jest najważniejszy. Organizuje formalnie dyskurs, czyni go metatekstualnie bogatym, a swoją wypowiedź nadmiarem retoryki - ironiczną. Jednym słowem, jest wszechstronnie kompetentny: językowo i organizacyjnie, a także dyskursywnie.

Zdarza się też często w dyskursie polilogicznym - gdy linie narracyjne mówców się nakładają, jednakże nie uniemożliwiając poszczególnym oratorom wymiany wypowiedzi - że owa polifonia nie czyni niezrozumiałym samego dyskursu, jednak stwarza łatwą do przekroczenia granicę porozumienia. Dzieje się tak wtedy, gdy interlokutor nie ma zamiaru przerwać mówcy, ani nie demonstruje woli zakłócenia komunikacji, ale jedynie dopowiada uwagę merytoryczną, solidaryzując się z jakąś jedną wypowiedzią lub ogólnym tonem dyskursu, akceptującym lub odrzucającym udział w nim innych osób. w sposób, który jest właściwy pragmatyce pytania retorycznego - służą mówcy jedynie za pretekst do zademonstrowania pozorowanej autorytatywności w perorze. Czasem wydaje się, że pragnie on zadziwić mocą, barwą głosu, bądź intonacją, a nie siłą argumentów.

Bywa też, że interlokutor przerywa mówcy celowo, chcąc zakłócić jego tok myślenia lub w ogóle stawiać bariery w mówieniu i osiągnięciu celu illokucyjnego. Wtedy wygłasza czasem uzasadnione mniej lub bardziej agresywne zwroty upominające typu: gdy pan mówił, to ja panu nie przerywałem, ależ zaraz...., proszę mi nie przeszkadzać, teraz ja mówię..., proszę mi dać dokończyć..., jak pan przestanie mówić, to ja panu nie będę przeszkadzał...itp. Nie jest więc całkowicie słuszna teza, że przerywanie czyjegoś toku mówienia nie jest zgodne z zasadami kultury języka i dobrego wychowania. Przekonuje o tym jedna z pragmatycznych definicji zdania, dopuszczająca taką strategię konwersacyjną, a sformułowana przez Zenona Klemensiewicza, że o zdaniu możemy mówić wtedy, gdy komuś przerywamy i nie stajemy się przy tym niegrzeczni.

Etykieta językowa ma więc dwa aspekty: pierwszy - grzecznościowy - gdy komuś przerywamy wypowiedź i drugi - pragmatyczny - gdy ktoś mówi zbyt długo, nie dając nam dojść do głosu. Sprawy te reguluje podstawowa Zasada Kooperacji (Cooperative Principle) H. P. Grice'a*, która głosi: "Wnoś swój wkład do konwersacji tak, jak w danym jej stadium wymaga przyjęty cel czy kierunek wymiany słów, w której uczestniczysz" oraz podrzędna kategoria ilości (Quantity) w postaci dwóch szczegółowych maksym:
  - niech twój wkład w konwersację zawiera tyle informacji, ile potrzeba dla aktualnych celów wymiany;
  - niech twój wkład nie zawiera więcej informacji, niż potrzeba.

Chyba więc nie będziemy niegrzeczni, gdy - zgodnie z regułą Klemensiewicza - przerwiemy komuś, kto celowo przekracza Zasadę Kooperacji i dla kogo bycie autorytatywnym w perorze i autoprezentacji jest głównym i zarazem jedynym celem uczestnictwa w dyskursie.

Być może jednak mówca jedynie poddaje swój język zabiegom stylizacji językowej i w szlachetnym dystansie autoironii chce tylko zainteresować odbiorców swoją zdolnością do falsyfikacji i gry językowej. Na pewno jednak we wszystkich przedstawianych tu przykładach dyskursów granice między strategiami komunikacyjnymi są trudne do uchwycenia. Ale też może mówcy o to chodzi, by były one płynne i nieuchwytne, żyjemy bowiem w świecie gier i tekstów, w którym "wszystko wolno". Teksty i dyskursy są konstrukcjami, które można dekonstruować.

Maciej Kawka  

 

* H. P. Grice, Logic and Conversation, w: Syntax and Semantics, vol. 3, Speech Acts, red. P. Cole i J. L. Morgan, New York 1975, s. 45-46.

Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 

Początek strony

Kraków, lipiec 2001
Statystyka