Wiersze Marka Antosza

Rodowód
w moim domu
oklejanym stuletnim
deszczem
śniegiem
i słońcem
biją serca dusz
niepiśmiennych
ścinających sierpami
każdego roku
łany przednówków
wskazujących
świętego Floriana
który osiodłał księżyc
marzących o kromce
urodzajnej ziemi
w bliskim jak śmierć
wspartym na kilku
tyczkach modlitw
raju
obrzucanego zdrowaśkami
z pól
zanurzonych
w listopadowym błocie
chuchających w palce
odmrożone lutym
mdlejących w pocie
sierpnia
w ziarna ojców
z których wykiełkowały
życia
czytających dzieci
Pamięci Twojego Ojca
Kazimierzowi Tyrsze
Ciągle dążymy tam, gdzie nasi przodkowie
I Twój Ojciec twardo stojący na miedzy
Wskazujący na niebo już nic nam nie powie
Bo nie może zdradzić tajemniczej wiedzy
A my dążmy dalej, prowadźmy dysputy
O tajemnym świetle, które ktoś już przeżył
Wyplatajmy życie z wikliny dopóty
Aż któryś z nas ujrzy, w co za życia wierzył
Dom rodzinny Tadeusza Nowaka
w Sikorzycach
wieczór krąży
nad kominem drewnianego domu
nad sadem
i wierszem
cykającym w trawie
wieczór jak wiersz, jak pieśń
śpiewa balladę o domu
w którym kwili dusza
Dunajca
a na schodach
"po prostu mama"
szepcząca pacierze i paciorki
w intencji jednego z dwunastu
który
w Krakowie
w Warszawie
w Bolimowie
ale JUŻ NIE
a potem noc
długa jak czas
w nim śpią
poeta i jego matka
a pewnego dnia
taka noc też
dla nas
19.07.1994
(...)
dwa wiersze
uciekły spod pióra
jeden wiersz-kot
drugi wiersz-pies
kot grzeje się
w słońcu
igrając ze skrzydłem
anioła
pies
wściekł się
i ukąsił poetę
w pióro
Źródła
Rodzicom
chodzą za mną
jak cienie
jak duchy
wiersze wyklute
w bocianim gnieździe
na dębie
wśród klekotu
czcionek
mojej maszyny
z której nocami
wyciskam ostatnie tchnienie
wersów
chodzą za mną
cienie
i duchy
pobratanych
z Bogiem
z mojej rodziny
i wiersze wciskają mi
w mózg
każdej nocy
marząc o wieczności
w paru słowach
które rosną na polach
i w wiklinach
nad Wisłą
chodzę czasem
jak cień
jak duch
w moich snach
nad rzekę
i koszę w zanadrze
źdźbła wierszy
i rzucam na biurko
by wyschły
na pokłon
bez rymu
wiklinom i trawom
i dziadom
|