Rozmowa Konspektu - Reforma szkoły wyższej w Polsce i na świecie

 

Następny artykuł
 
Strona główna
 
Poprzedni artykuł
 
 

 

Stanisław Burkot

Europa doceniać nas będzie
nie przez niewolnicze naśladowanie
czy "małpowanie", lecz przez to,
w czym będziemy inni, osobni

 

prof. S. Burkot

Świadomość zbiorową kształtują dziś mass-media. Nie chodzi o zakres przekazywanych w nich informacji, o prawdę bądź celowo wprowadzaną w obieg powszechny nieprawdę, które "w jednym stojąc domku", stają się nierozróżnialne, równoważne. Oczywiście odbiorca indywidualny tych informacji ma prawo do samodzielnego sądu, do rozpoznawania i weryfikowania. Ale samodzielne myślenie wymaga nie tyle odwagi, co odpowiednich narzędzi, chronionych w życiu społecznym

Świadomość zbiorową kształtują dziś stereotypy upowszechniane przez prasę, telewizję, radio, powtarzane w kampaniach wyborczych, w polemikach parlamentarnych. Coraz rzadziej na tym wielkim targowisku zjawiają się uczeni, filozofowie, artyści. Ich głos się nie liczy. Jeśli chcą publikować wyniki swych prac, muszą "zdobyć pieniądze", szukać sponsorów. Ale i tak czeka ich przegrana; prace utoną w morzu informacyjnej bzdury - sensacji i "skandali", przepowiedni astrologicznych, przepisów na zachowanie "wiecznej młodości" itd. i będzie to zgodne "z prawami rynku". Telewizją publiczną rządzi "oglądalność" - proponuję dalsze dziwaczne neologizmy - "słyszalność" i "czytalność"...

Samodzielne myślenie wymaga nie tyle odwagi, co odpowiednich narzędzi, chronionych w życiu społecznym

W wieku XIX ci, którzy mieli ambicję kształtowania świadomości zbiorowej, wiedzieli dobrze, że istnieje bardzo chybotliwa granica między potrzebą "trafiania" do odbiorcy, a była to fundamentalna rynkowa zasada skutecznej informacji, jednakże nie przez sprzyjanie jego nie najlepszym gustom, dostosowanie się do oczekiwań, lecz poprzez stałe podnoszenie poprzeczki w wielkiej dydaktyce społecznej. Wynikało to z szacunku dla odbiorcy: dziś wielu nadawcom informacji wydaje się, że czytelnicy czy słuchacze są głupi i należy dostarczać im głupich informacji. Tymczasem odbiorcy chcą wiedzieć więcej niż wiedzą. Problemem prawdziwym staje się więc - co się im podaje. i tu rozpoczynają się etyczne kwestie wyboru, jakości informacji. Tymczasem w kształtowaniu świadomości zbiorowej dominują stereotypy. Operuje nimi wszechobecna reklama, obecne są w dyskursie społecznym na wszystkich poziomach. W zakresie gospodarki, stanowionego prawa, polityki społecznej argumentem rozstrzygającym jest sakramentalny zwrot: "konieczność dostosowania się do wymogów Unii Europejskiej". Tym "wytrychem myślowym" usprawiedliwiamy wszystkie błędy reformy służby zdrowia, jakby to Unia narzuciła nam złe rozwiązania. W szkolnictwie wyższym obniżone nakłady budżetowe, z równocześnie ponad możliwości materialne i personalne szkół wyższych powiększeniem ilości studiujących, już spowodowały załamanie poziomu badań naukowych i jakości dydaktyki. i to tłumaczy się koniecznością dostosowania. Żywiołowy rozwój szkół prywatnych pogłębia procesy degradacji. Liczy się nie jakość, lecz ilość. Potrzebny w tym miejscu jest kolejny neologizm - im głupszy, tym lepszy, powiedzmy: "studialność". Bo musimy się dostosować do wymogów Unii Europejskiej. Przedłużający się pobyt w przedpokojach rodzi kompleksy i to decyduje o stylach myślenia.

Żywiołowy rozwój szkół prywatnych pogłębia procesy degradacji. Liczy się nie jakość, lecz ilość

Nie przeprowadziliśmy, siedząc w przedpokojach, rzetelnego bilansu naszych zasobów i naszych niedostatków w kulturze. Nieprawdą jest, że w całym okresie przed przemianą, że w kulturze "po Jałcie", były tylko klęski, była wyłącznie degradacja. "W Europie" przed rozstrzygnięciami politycznymi są już od wielu dziesiątków lat nasi kompozytorzy, przez wiele lat przed przemianą były nasze teatry, reżyserzy, autorzy dramatów, wybitni poeci. Rzecz w tym, że Europa doceniać nas będzie nie przez niewolnicze naśladowanie czy "małpowanie", lecz przez to, w czym będziemy inni, osobni. To kwestia naszej tożsamości. Nasze szkolnictwo wyższe miało swoje archaiczne struktury, ale miało także pewne zasady fundamentalne: dydaktyce uniwersyteckiej towarzyszyły badania naukowe, autentyczne, a nie pozorowane. Nie może być dobrej dydaktyki bez badań prowadzonych przez nauczycieli akademickich. Jeśli tych badań nie ma dydaktyka staje się werbalna, wręcz komiksowa. "Dostosowanie do wymogów", jak na razie, dotyczy nerwowego manipulowania w systemie edukacyjnym, nie dotyczy tego, co było dobre i oryginalne. Wszystkie reformy systemu nacechowane są u nas przemożną chęcią "zaczynania od nowa", "budowania na wyrębie". Można od nowa postawić nowoczesny zakład pracy, ale nie można od nowa zbudować kultury, także edukacji, która jest jej częścią.

Przedłużający się pobyt w przedpokojach rodzi kompleksy i to decyduje o stylach myślenia

Kompleksy "przedpokojowców", wytrych, bo nie słowo-klucz, "dostosowania" przynieść może obniżenie poziomu edukacyjnego. Wielka fala emigrantów, która opuściła kraj na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, wywoziła z sobą w bagażu z biednego kraju tylko jedno - swoje rzetelne wykształcenie. i dzięki niemu ludzie odnajdywali swoje miejsce w życiu. Gdyby to zdarzyło się dziś absolwentom szkół wyższych czy średnich, mieliby znacznie większe trudności, bo są w podstawowej masie gorzej przygotowani. Ci dobrze przygotowani, jak informatycy, którzy otrzymali spektakularne oferty, nie spieszą się, bo znają swoją wartość na rynku krajowym.

Wszystkie reformy systemu nacechowane są u nas przemożną chęcią "zaczynania od nowa", "budowania na wyrębie". Można od nowa postawić nowoczesny zakład pracy, ale nie można od nowa zbudować kultury, także edukacji, która jest jej częścią

Stereotypy funkcjonujące w świadomości zbiorowej nie są niczym wyjątkowym - powstawały w przeszłości, powstają i będą powstawać. Rzecz w tym jednak, że nie tylko modelują style myślenia, ograniczają samodzielność, lecz - i to jest chyba najgroźniejsze - niszczą wyobraźnię zbiorową. To w niej rodzą się nowe idee i nowe dążenia. Mentalność "przedpokojowca" jest bierna. Może tylko oczekiwać, dostosowywać się, przystosowywać. "Filozofowie nauki", także u nas, mówią o przeroście badań naukowych w naszych czasach, o powstawaniu prac zbytecznych, o mnożeniu się pozornych problemów badawczych. Szczęśliwi, bo wiedzą, co jest ważne w badaniach, a co nieważne, choć w tym zakresie nie ujawniają swej wiedzy. Niektórzy jawnie głoszą hasła likwidacyjne: szczęśliwa sancta simplicitas. Nie ma problemów ważnych i marginalnych. To sytuacja jak z Policji Mrożka: co by się stało z państwem, gdyby ostatni więzień polityczny podpisał akt lojalności? Bezrobotni prokuratorzy, policjanci, sędziowie... Co by się stało z filozofią nauki, gdyby ostatni uczony... itd. Jesteśmy - z wielu powodów społecznych - na niebezpiecznej ścieżce likwidacyjnej.

Stanisław Burkot  

 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów

Początek strony

Kraków, maj 2001
Statystyka