Recenzje | ||
| | Piotr BorekO korespondencji kobiecej czasów saskichCzasy saskie z pewnością należą do epok mniej rozpoznanych zarówno przez historyków jak i literaturoznawców. Decyduje o tym w znacznej mierze rękopiśmienny charakter źródeł z tamtego okresu. Na szczęście odłożono już do lamusa teorie o degeneracji i upadku literatury czasów saskich. Udowodniono również (m.in. Antoni Czyż, Aleksander Nawarecki, Marek Prejs, Krystyna Stasiewicz, Karolina Targosz, Władysław Tomkiewicz), iż pisarstwo schyłku baroku charakteryzuje się odmienną poetyką i wpisanymi w nie funkcjami w stosunku do fazy dojrzałej. Co najmniej od kilkunastu lat wzrosło też zainteresowanie kulturą stworzoną za panowania Augusta II i Augusta III Wettynów. Wypada nadmienić, że w badaniach prym wiodą historycy zainteresowani obyczajowością, mentalnością i stosunkami społecznymi minionych wieków. Do rekonstrukcji światopoglądu, upodobań, kanonu wartości wybranych jednostek bądź grup społecznych podstawowym źródłem okazuje się epistolografia, rękopiśmienne gazety, nowiny, kalendarze, pamiętnikarstwo itp. Badanie tych zasobów materiałowych wymaga żmudnego ślęczenia w archiwach i rozpoznawania, czasem wyraz po wyrazie, zawartości zabytków. Tym większa chwała badaczom, którzy podejmują to wyzwanie i udostępniają nam solidne edytorskie opracowania dawnych rękopisów.
Bożena Popiołek od kilku lat interesuje się kwestiami związanymi z mentalnością ludzi czasów saskich. Wyniki swych badań ogłosiła w licznych artykułach oraz książce Królowa bez korony. Studium z życia i działalności Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej ok. 1669-1729 (Kraków 1996). Recenzowana w tym miejscu książka A z Warszawy nowiny te uświadamia, że badaczkę szczególnie frapuje mentalność kobiet żyjących na przełomie XVII i XVIII stulecia. Praca stanowi edytorskie opracowanie 185 listów Jadwigi Rafałowiczówny do Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej, żony hetmana wielkiego koronnego Adama Sieniawskiego, jednego do Zofii Marii Sieniawskiej (córki Elżbiety) oraz jednego listu Marii Marcybeli Ciszewskiej do Stanisława Denhoffa, z którego dowiadujemy się o śmierci korespondentki Sieniawskiej. Listy Rafałowiczówny do swej chlebodawczyni obejmują okres od 17 VII 1710 do 25 I 1720 roku. Całość korespondencji została przygotowana w oparciu o liczący 802 strony rękopis znajdujący się w Bibliotece Czartoryskich w Krakowie (syg. 2745 II). Układ pracy jest przejrzysty. Na całość składają się: obszerny wstęp, listy Rafałowiczówny, aneks zawierający zwięzłe dane na temat historycznych postaci pojawiających się w korespondencji oraz indeks nazwisk ułatwiający "poruszanie się" po obszernym tomie. W części wstępnej Bożena Popiołek stara się zarysować biografię Jadwigi Rafałowiczówny. Okazuje się, że niewiele wiemy na jej temat. Właściwie tylko tyle, że urodziła się w drugiej połowie XVII wieku i była związana z Denhoffami, Lubomirskimi oraz Sieniawskimi. Autorka opracowania słusznie stwierdza, że Jadwiga należała do kręgu utalentowanych kobiet piszących. Niestety nie wiadomo, gdzie odebrała staranne wykształcenie. Być może, jak chce Bożena Popiołek, u warszawskich wizytek, z którymi łączyła ją mocna więź w okresie pisania nowin dla Elżbiety Sieniawskiej. Rafałowiczówna z pewnością należała do kręgu zamożnej szlachty. Świadczyć o tym może z jednej strony krąg jej znajomych, z drugiej zaś darowizny na rzecz klasztoru wizytek. Na podstawie zakonnego Inwentarza rzeczy różnych można sądzić, iż była osobą blisko związaną z klasztorem, skoro darowała siostrom monstrancję wysadzaną szlachetnymi kamieniami, złotą koronę (zachowaną do dziś!), srebrny relikwiarz oraz wiele drobniejszych rzeczy. Ofiarowywała też niekiedy zgromadzeniu dary w naturze, m.in. pieczywo, wino, a nawet torty i "cukry". Na decyzji badaczki o wydaniu zbioru epistolografii najpewniej zaważyła zawartość tematyczna listów. Przebywająca w Warszawie Rafałowiczówna, być może na życzenie chlebodawczyni, śledziła bieg zdarzeń w stolicy i systematycznie donosiła o nich Sieniawskiej. Korespondencja stanowi zatem swoistą kronikę życia XVIII-wiecznej Warszawy. Pojawiają się doniesienia o sprawach bieżącej polityki, wydarzeniach towarzyskich, skandalach i klęskach elementarnych, takich jak pożary, susze, powodzie, deszcze. Znajdujemy w niej także wiele ciekawostek na temat barokowych uroczystości kościelnych. Rafałowiczówna wiele uwagi poświęciła sprawie różnorodnych zagrożeń stolicy. Raz były nimi obce lub konfederackie wojska, kiedy indziej zaraza. Oczywiście lęk przed niebezpieczeństwami tego rodzaju był właściwy nie tylko Rafałowiczównej. O jej indywidualnych rysach świadczą inne zapisy. Od większości szlacheckiego społeczeństwa odróżniała ją tolerancja dla innowierców, choć Rafałowiczówna miała poczucie wyższości własnego wyznania. Warto nadmienić, iż w "religijną interpretację" uwikłanych jest wiele spośród prezentowanych przez nadawczynię zdarzeń. Bóg okazuje się ostatecznym sędzią karzącym bądź nagradzającym jednostki i społeczności. Tego typu pobożności, charakterystycznej dla ludzi baroku, nie należy utożsamiać z "niskimi" zabobonami. Wypada w nim raczej widzieć jeden ze składników religijności człowieka czasów saskich. Wiara w cuda i nadprzyrodzone zjawiska była wówczas powszechna. Bożena Popiołek ustala w oparciu o listy podstawowy kanon wartości pensjonariuszki wizytek. Wśród najważniejszych, "ziemskich wartości", wymienia: zdrowie, umiłowanie ojczyzny i narodu, honor. Akcentuje znaczenie więzi rodowych i rodzinnych dla Rafałowiczówny, która dostrzega w otaczającej ją rzeczywistości zanik pozytywnych uczuć. Być może brak własnej rodziny spowodował wyczulenie autorki listów na problemy związane z wychowywaniem dzieci. W listach raz po raz pojawiają się informacje o magnackich i szlacheckich "latoroślach", o ich radościach i smutkach łączących się z konkretnymi zdarzeniami rodzinnymi. Rafałowiczówna wyczulona jest także na nowinki obyczajowe. Potrafi odróżnić "zwyczaj staroświecki" od "maniery francuskiej", nie krytykując przy tym obyczajowych nowości. Współczesnemu czytelnikowi jawi się jako baczna obserwatorka nie tylko "warszawskiego świata", ale i zakonnej codzienności wizytek, w której klasztor urasta do rangi małego centrum życia towarzyskiego. Dzięki edycji kompetentnie przygotowanej przez Bożenę Popiołek zyskujemy wiele nowych informacji na temat obyczajowości, stosunków społecznych, życia kulturalnego i mentalności ludzi epoki saskiej. Autorka odkryła ciekawą i nietuzinkową postać, którą być może w przyszłości uda się "dookreślić" poprzez analizę innych źródeł epistolograficznych. Zresztą badaczka zapowiada kontynuację badań nad omawianym zagadnieniem. Należy docenić ogromny wysiłek związany z odczytaniem, przepisaniem i skomentowaniem zabytku oraz podkreślić rzetelność i dociekliwość badawczą autorki opracowania w rozwiązywaniu licznych niejasności. Ich największa ilość dotyczy pojawiających się w korespondencji nazwisk oraz osób wymienionych jedynie "z urzędu" (jest ich kilkaset!). Należy stwierdzić, że badaczka znakomicie poradziła sobie z tą kwestią. W większości przypadków dysponujemy zwięzłą notką na temat poszczególnych osób. Niejednokrotnie jednak Bożena Popiołek nie była w stanie ustalić konkretnych danych. Szkoda np., że autorka pominęła objaśnienie postaci Gałeckiego (s. 142). A przecież wiadomo, że mowa o wybitnym żołnierzu Janie Gałeckim, pełniącym w latach 1714-1715 funkcję regimentarza partii ukraińskiej. O jego związkach z hetmanem Sieniawskim obszernie pisał Jerzy Ronikier w rozprawie Hetman Adam Sieniawski i jego regimentarze (Kraków 1992). W Bibliotece Czartoryskich zachował się zbiór kilkudziesięciu listów porucznika chorągwi pancernej do swego przełożonego (syg. 5812). Dobrym rozwiązaniem okazało się dołączenie aneksu ze zwięzłymi notami na temat znaczących postaci, pojawiających się w epistolografii Rafałowiczówny. Tym samym można było pominąć w przypisach pod tekstem powtarzające się nazwiska. Na uwagę zasługuje również objaśnienie niezrozumiałych wyrazów w komentarzach do poszczególnych listów. Z pewnością ułatwi to lekturę przyszłym czytelnikom. Myślę jednak, że w przypisach powinno się znaleźć jeszcze kilkadziesiąt "definicji" słów archaicznych i obcojęzycznych. Dla przykładu wymienię tylko kilkanaście: "prowidować, justyfikacja, eliberować, dysenteryja, instalacyja, melioracyja, sustentować, traktament, wokacyja, solemnizować, rewokować, terminatka, szamerowana, dyle, zalterować, zelota, portugały, destynować, duplikować, bonować, infestować, farfury, chędożenie" itd. Trzeba pamiętać, iż niejednokrotnie kontekst wyrazów wprowadzał dodatkowe, bądź ich zgoła odmienne znaczenie. W rzetelnie przygotowanym tomie korespondencji najwięcej uwag może budzić opracowanie tekstu pod względem edytorskim. Nie miejsce tu na wyliczenie wszystkich niejasności czy też kwestii dyskusyjnych. Pozwolę sobie tylko na zaznaczenie ważniejszych braków. Domyślam się, gdyż brak informacji na ten temat we wstępie, że badaczka posłużyła się wytycznymi zawartymi w Instrukcji wydawniczej dla źródeł historycznych od XVI do połowy XIX wieku (Wrocław 1953). Postępowała jednak nie w pełni konsekwentnie. Proponowany przez Bożenę Popiołek zapis stanowi opracowanie "z pogranicza" transkrypcji i transliteracji. Wydaje się, iż w tego typu wydawnictwach należałoby konsekwentnie modernizować nie tylko interpunkcję, ale i ortografię. Najwięcej kłopotów sprawiły autorce wyrazy obce. Raz podaje je w transkrypcji, innym razem zachowuje postać źródłową. Proponowałbym formy wyrazów: "substancjey", "presencja", "apoplexiey" itd. transkrybować: "substancyjej", "prezencyja", "apopleksyjej". Rafałowiczówna, zgodnie z pisownią swojego czasu, używała "j" jedynie w pozycji inicjalnej wyrazu (np. "Jaśnie "), stosując wewnątrz formy w miejscu "j" odpowiednio "y" oraz "i". W tym przypadku B. Popiołek mogła bez szkody dla zabytku ujednolicić pisownię. Dużo kłopotów sprawiają niekonsekwentnie pisane przez pannę Jadwigę nazwiska, nazwy państw, miast itp. Myślę, że formy oboczne można by "zepchnąć" do przypisów, ewentualnie końcowego indeksu postaci i miejscowości. W tym jednak przypadku sprawa jest dyskusyjna, a jakikolwiek wybór postępowania okaże się arbitralny. Proponowałbym też zrezygnowanie z podwajania liter w wyrazach obcego pochodzenia, np.: affekt, affekcyja, bannki, summa itp. Powyższe uwagi nie mogą oczywiście przyćmić różnorakich walorów prezentowanej edycji listów Rafałowiczówny. Sądzę, że stanie się ona bazą materiałową dla niejednego badacza staropolskiej epistolografii oraz fascynującą lekturą dla miłośnika czasów późnego baroku. Piotr Borek Jadwiga Rafałowiczówna, "A z Warszawy nowiny te " Listy do Elżbiety Sieniawskiej z lat 1710-1720, opracowała i wstępem opatrzyła Bożena Popiołek, Wydawnictwo Naukowe AP, Kraków 2000, 282 s. | ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Kraków, maj 2001 | ||