Dydaktyka 

 

Następny artykuł
 
Strona główna
 
Poprzedni artykuł
 

E. Młyńska

Emilia Młyńska po ukończeniu etnografii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu pracowała w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Od 1990 roku mieszka w Islandii. Studiowała islandzki na uniwersytecie w Reykjaviku, przez kilka lat pracowała w przedszkolu. Zawodowo związana z Centrum Kultury dla Imigrantów jako konsultantka, tłumaczka, nauczycielka języka polskiego oraz członkini Rady ds. Cudzoziemców. Pracuje z dziećmi polskimi w islandzkiej szkole podstawowej jako nauczyciel koordynator języka islandzkiego. W Towarzystwie Przyjaźni Islandzko-Polskiej uczy polskiego dorosłych Islandczyków.

 

 

Emilia Młyńska

Nauczanie języka polskiego
- jak to robimy w Reykjaviku

 

Islandia to kraj wyspiarski, położony na peryferiach europejskich, obficie czerpiący z wzorców amerykańskich, a jednocześnie bardzo podkreślający swój skandynawski rodowód. W wielu dziedzinach życia społecznego Islandczycy wzorują się również na swoich skandynawskich krewnych. Nie dotyczy to jednak nauczania języków ojczystych. Problem ten w zasadzie przez wiele lat nie istniał w tym homogenicznym językowo i narodowo państwie, na co niewątpliwie miało wpływ wyspiarskie położenie kraju i oddalenie od kontynentu europejskiego. Oczywiście wraz z rozwojem transportu lotniczego Islandia przybliża się zarówno do Europy jak i Ameryki, staje się też aktywnym uczestnikiem globalizacji, która stworzyła jej możliwość włączenia się w nurt światowej ekonomii, a dobre notowania islandzkiej gospodarki i bezrobocie na poziomie około 2%, spowodowały napływ obcej siły roboczej na niespotykaną dotąd skalę.

Przybywają do Islandii również Polacy, którzy w ostatnich latach stali się najliczniejszą mniejszością narodową w tym kraju i wyprzedzili, zajmujących dotychczas pierwsze miejsce, Duńczyków. I tak np. w grudniu 1995 roku w Islandii przebywało 326 obywateli polskich, zaś cztery lata później było ich już 1200. Widzimy więc, że wzrost jest bardzo duży i niewątpliwie ma to swoje reperkusje społeczne. Pojawiają się powoli, na razie jeszcze nieliczne, polskie grupy "nacisku", które starają się wywierać presję na samorządy lokalne m.in. w sprawie nauczania języka polskiego w islandzkich szkołach. Należałoby tu wspomnieć, że Islandia w niewielkim stopniu brała udział w akcji przyjmowania uchodźców politycznych, tak powszechnej w innych krajach nordyckich, stąd też polityka państwa wobec cudzoziemców przybrała w tym kraju trochę inny charakter niż w pozostałych państwach Zachodniej Europy.

W Islandii właściwie nadal nie ma wypracowanych rozwiązań prawnych dotyczących kwestii nauczania języków ojczystych, a w programie nauczania szkoły islandzkiej problem ten jakby w ogóle do niedawna nie istniał. Od pewnego czasu nasilają się jednak głosy domagające się rozwiązania tej kwestii. W środowisku polskim w Reykjaviku pomysł zorganizowania tego typu zajęć po raz pierwszy został poruszony przed czterema laty wraz z powstaniem Towarzystwa Kulturalnego Polonia. Towarzystwo przestało wprawdzie istnieć po kilku miesiącach działalności, pomysł jednak pozostał i powoli zaczęto dążyć do jego realizacji. Wkrótce pojawiła się możliwość organizacji lekcji polskiego przy Centrum Kultury dla Imigrantów, które rozpoczęło przed paru laty akcję promocyjną nauczania języków ojczystych i aktywnej dwujęzyczności uczniów. Ponadto prowadzi ono działalność informacyjną i oświatową zarówno wśród Islandczyków, jak i cudzoziemców.

Na samym początku pojawił się problem nauczyciela! Kto ma uczyć nasze dzieci? W dużych, ludnych państwach, z pewnością ten problem w ogóle by się nie pojawił. We wszystkich krajach Europy mieszka wielu naszych rodaków i z pewnością bardzo bogaty jest przekrój zawodowy tej grupy. Dla nas jednak, garstki Polaków, zamieszkałej pośród garstki Islandczyków (278 tysięcy), był to duży problem. Pojawiły się nawet pomysły sprowadzenia nauczyciela z Polski. Niestety, nie da się w prosty sposób przenieść swoich doświadczeń dydaktycznych pomiędzy krajami, poza tym nauczyciel musi pracować w zasadzie w środowisku islandzkim, powinien więc znać jego język, przynajmniej na poziomie podstawowym. Nie może też to być jego jedyne źródło utrzymania (jeszcze nie dzisiaj), ponieważ ewentualnie przydzielonych godzin dydaktycznych nie będzie wiele, głównie ze względów finansowych, o które to względy rozbija się wiele pomysłów nawet w tym jednym z najbogatszych krajów świata. Po długich poszukiwaniach, gdy nie udało się znaleźć nikogo, podjęłam decyzję o rozpoczęciu pracy nauczyciela języka polskiego, właśnie przy Centrum Kultury dla Imigrantów. Miałam świadomość ogromu zadań, które czekają na rozwiązanie. Będąc z wykształcenia etnologiem wiedziałam również, że nauczyciel języka ojczystego powinien być jakby łącznikiem pomiędzy krajem pochodzenia dziecka a krajem osiedlenia. Wcześniej przez cztery lata pracowałam w islandzkim przedszkolu na etacie nauczyciela przedszkolnego i ten okres dał mi możliwość bliższego zapoznania się z funkcjonowaniem islandzkiego społeczeństwa, organizacją zajęć dla dzieci, współpracą ze szkołami i domem rodzinnym dziecka. Na etapie przygotowań do rozpoczęcia tej trudnej pracy bardzo dla mnie pomocny okazał się kurs dla nauczycieli języka polskiego za granicą, prowadzony przez jeszcze wówczas WSP, a dzisiejszą Akademię Pedagogiczną w Krakowie. Możliwość kontaktów i spotkań z innymi nauczycielami oraz wykładowcami kursu pozwoliła mi zapoznać się z doświadczeniami innych, sama jeszcze wówczas nie miałam przecież żadnych doświadczeń jako nauczyciel. Dodał mi też kurs odwagi i wiary w siebie, a ponadto zapewnił spory zasób wiedzy teoretycznej, którą mogłam zacząć wykorzystywać już wkrótce.

Inscenizacja wiersz J. Brzechwy
Inscenizacja wiersza J. Brzechwy "Na straganie"
przygotowana przez uczniów Autorki (1999 r.)

Pierwsze zajęcia z dziećmi rozpoczęłam we wrześniu 1998 roku. Już na samym początku okazało się, że deklaracje i zrozumienie przez rodziców ważności języka ojczystego dla rozwoju emocjonalnego i intelektualnego ich dzieci wcale nie przekładają się na gotowość wysłania dziecka na takie zajęcia, szczególnie gdy mają odbywać się w sobotnie przedpołudnia. Udało się jednak skompletować siedmioosobową grupę dzieci w wieku od 7 do 10 lat. Warunkiem zapisania dziecka na zajęcia była (i wciąż jest) znajomość języka polskiego, niekoniecznie biegła, a ponadto powinnien być to język używany w domu przynajmniej przez jednego z rodziców. Miałam dużą swobodę (i żadnego doświadczenia) w kwestii wyboru materiałów do nauczania i podręczników. Rozpoczęłam pracę z podręcznikiem Heleny Metery Czytam po polsku, który bardzo się sprawdził na etapie "przekonywania" dzieci, do czytania po polsku. Okazało się również, że podstawy języka polskiego wyniesione z domu rodzinnego są najważniejsze i niestety dzieci, które miały problemy z wysławianiem się w tym języku bardzo szybko się zniechęciły do zajęć, a nawet przestawały w nich uczestniczyć, i na nic zdały się wysiłki nauczyciela (czyli moje) aby je zachęcić do intensywniejszej nauki.

Przybywają do Islandii również Polacy, którzy w ostatnich latach stali się najliczniejszą mniejszością narodową w tym kraju i wyprzedzili, zajmujących dotychczas pierwsze miejsce, Duńczyków

W pierwszym roku naszej działalności dzieci w zasadzie nie dostawały ocen, a współpraca z ich macierzystymi szkołami jeszcze nie istniała. Dzisiaj mamy już pewne osiągnięcia w tym zakresie. Moi uczniowie w ubiegłym roku szkolnym po raz pierwszy mieli wystawione oceny z języka polskiego i pojawiły się one na szkolnych świadectwach otrzymywanych przez uczniów w ich macierzystych szkołach. Jest to duży sukces zarówno mój osobisty, jak i rodziców, którzy wspierali mnie w dążeniach do uznania zajęć z języka polskiego za trwały element programu szkolnego ucznia, dzięki temu też dzieci mają teraz motywację do jak najlepszej pracy. Nie muszę dodawać, że oceny są bardzo dobre.

Od samego początku spotykamy się raz w tygodniu, na dwugodzinnych zajęciach lekcyjnych, które oczywiście nie zawsze przypominają tradycyjną lekcję w szkole. Zajęcia nieobowiązkowe, odbywające się w sobotnie przedpołudnie, nie-koniecznie wzbudzały entuzjazm wśród moich uczniów. Należało więc często korzystać z formy zabawy, konkursów, sięgać do tematów dla dzieci interesujących, nawiązywać do różnych wydarzeń z ich życia, takich jak urodziny czy np. przyjazd Babci. Na tym początkowym etapie uczyłam się tak samo dużo jak i moi uczniowie, a każde zajęcia przynosiły nowe, bardzo cenne i ciekawe doświadczenia. Dużą pomoc okazała nam wówczas również Ambasada Polska w Oslo, która przysłała sporą ilość podręczników i zeszytów ćwiczeń oraz Towarzystwo Przyjaźni Islandzko-Polskiej, od trzech lat działające w Reykjaviku, którego również jestem członkiem. Pragnęłabym ponownie zaznaczać, że nauczyciele pracujący w Centrum Kultury dla Imigrantów nie są wolontariuszami, chociaż oczywiście wykonujemy wiele prac społecznie. Liczba przydzielonych godzin zależy w pewnym zakresie od liczebności uczniów w danej grupie językowej, a nie od liczby nauczycieli. W tym roku szkolnym mamy 15 uczniów i do dyspozycji 16 godzin lekcyjnych na miesiąc, w tym wliczony jest czas nauczyciela na przygotowanie się do zajęć. Uczniowie podzieleni są na dwie grupy wiekowe, a ponadto prowadzę zajęcia indywidualne z 14-letnią uczennicą, która przyjechała do Islandii dopiero kilka miesięcy temu. Centrum wynajmuje dla nas sale w jednym z miejskich ośrodków dokształcania. Początkowo mieliśmy przydzielone jedno pomieszczenie, teraz mamy już dwie klasy, które staramy się w pewien sposób "oswoić" i przystosować do zajęć z dziećmi, ponieważ w zasadzie nie były one wyposażane i projektowane z myślą o tak młodych użytkownikach. W tym roku (trzecim roku nauczania) po raz pierwszy można było podzielić naszych uczniów na grupy, w zależności od umiejętności, a także wieku. Stało się to dzięki zatrudnieniu drugiej nauczycielki, która już wcześniej miała okazję prowadzić kilkakrotnie zajęcia z naszymi dziećmi. Zwiększa się też grupa polskich rodziców, świadomych ważności języka ojczystego dla przyszłego rozwoju dziecka, bo to oni - rodzice - decydują w dużej mierze o wyborze zajęć przez dzieci. Ich pozytywny stosunek do języka polskiego i Polski jako kraju pochodzenia zachęca dzieci do uczestnictwa w tych zajęciach. Dzieci dobrze mówiące po polsku chodzą chętnie, z łatwością nawiązują nowe kontakty i nie mają problemów ze znalezieniem swego miejsca w grupie. Często spotykają się po lekcjach, chodzą wspólnie na basen czy na zajęcia sportowe. W tym miejscu muszę jeszcze raz zwrócić uwagę na ogromną rolę, jaką mają do spełnienia rodzice. Zdarza się niestety często, że dzieci urodzone w Polsce, po kilku latach pobytu w Islandii mówią bardzo słabo po polsku, pomimo że niektóre z nich rozpoczynały swoją szkolną edukację w kraju ojczystym. Na szczęście takie sytuacje zdarzają się już co raz rzadziej, a rodzice w większości są jednak świadomi roli, jaką mają do spełnienia w rodzącym się na naszych oczach wielokulturowym społeczeństwie islandzkim. Nasi uczniowie to zarówno dzieci urodzone w Polsce, jak i w Islandii. Niektóre z nich przyjechały tutaj niedawno i dopiero uczą się islandzkiego, inne mieszkają tu już od wielu lat i czasem mówią po islandzku lepiej niż po polsku. Są też dzieci z rodzin mieszanych, ze słabszą znajomością języka polskiego.

Wydaje się, że coraz więcej rodziców zdaje sobie sprawę z ważności podtrzymywania kontaktów z krajem pochodzenia, również poprzez naukę języka polskiego. Niestety, nie wszystkie dzieci, które potrzebują takiego kontaktu i pomocy mogą ją otrzymać

Wydaje się, że coraz więcej rodziców zdaje sobie sprawę z ważności podtrzymywania kontaktów z krajem pochodzenia, również poprzez naukę języka polskiego. Niestety, nie wszystkie dzieci, które potrzebują takiego kontaktu i pomocy mogą ją otrzymać.

Przybywa też dzieci urodzonych w Islandii, o czym wspomniałam powyżej, w rodzinach polskich lub mieszanych. Wymagają one od nauczyciela odrębnego podejścia, ponieważ często odbierają siebie jako Islandczyków i w wielu przypadkach mówienie o języku polskim jako ojczystym nie odpowiada ich sytuacji społecznej i kulturowej. Należałoby się zastanowić, czy tak obficie występujące w podręcznikach do języka polskiego elementy wychowania patriotycznego (o których się też dużo mówi i pisze) są w tym przypadku rzeczywiście niezbędne, i czy podręczniki te odpowiadają potrzebom dzieci uczących się języka polskiego za granicą? W Polsce pojawiło się w ostatnich latach wiele nowych podręczników, zarówno do języka polskiego jak i historii czy geografii. Niewątpliwie jest to zjawisko pozytywne. Wiele z nich z powodzeniem można wykorzystać w naszej pracy nauczyciela polonijnego, szczególnie na poziomie nauczania początkowego. Brakuje natomiast podręczników, które byłyby adresowane do ucznia, dla którego język polski nie jest językiem ojczystym. Pod wieloma względami spełniają te wymagania podręczniki wydane przez Fundację Pomocy Szkołom Polskim na Wschodzie, autorstwa Heleny Metery. Były one jednak pisane z myślą o konkretnym środowisku wschodnioeuropejskim i w związku z tym nie zawsze są zrozumiałe dla ucznia z Europy Zachodniej. Ponadto Polska, tak jak obecnie Islandia, a wcześniej inne kraje europejskie, stanie prawdopodobnie wkrótce przed problemem napływu ludności z innych, często odległych kulturowo krajów. Może warto już teraz zastanowić się nad tym zagadnieniem, by w przyszłości nie popełniać błędów już raz przez innych popełnionych.

Przeciętny obywatel islandzki raczej wypowiada się pozytywnie o nauczaniu języków ojczystych. Pozytywnie też odnoszą się Islandczycy do inicjatyw społecznych, wypływających od rodziców czy towarzystw kulturalnych

Nauczyciel pracujący z dziećmi polskimi zamieszkałymi za granicą musi uwzględnić obcojęzyczne środowisko ucznia, a także jego podwójną identyfikację kulturową, już zaistniałą jako fakt kulturowy lub też dopiero tworzącą się. Musi on nauczyć się tolerancji i akceptacji poglądów samego ucznia i jego, zarówno rodzinnego jak i rówieśniczego środowiska. Grupa rówieśnicza stanowi część środowiska uczniowskiego i w pracy dydaktycznej należy to uwzględniać. Łatwiejszy kontakt z Polską, poprzez rozwój komunikacji, Internetu, telewizji satelitarnej, bankowości stwarza nowe możliwości w kontaktach pomiędzy tak geograficznie odległymi krajami. Nie jest już dzisiaj problemem prenumerata prasy polskiej, czy zakup książek w księgarni internetowej. Polska jest dzisiaj bliżej, a gdy wejdzie do Unii Europejskiej, przybliży się jeszcze bardziej do zamieszkałych w Islandii Polaków.

Na zakończenie należałoby wspomnieć o stosunku Islandczyków i nauczycieli islandzkich do nauczania języków ojczystych. Przeciętny obywatel islandzki raczej wypowiada się pozytywnie o nauczaniu języków ojczystych. Pozytywnie też odnoszą się Islandczycy do inicjatyw społecznych, wypływających od rodziców czy towarzystw kulturalnych. Natomiast zarówno kręgi polityczne jak i szeroka opinia publiczna raczej mniej chętnie widziałaby nauczanie języków ojczystych w ramach systemu szkolnego, obligującego szkoły do wyjścia naprzeciw potrzebom uczniów obcego pochodzenia. Szkołom i samorządom lokalnym pozostawia się dużą swobodę działania i podejmowania decyzji. Dlatego też tak ważne jest, aby Polacy zamieszkali w Islandii sami występowali z inicjatywą organizowania zajęć z języka polskiego, a z pewnością reakcja odpowiednich władz będzie pozytywna, tak jak to miało miejsce w Reykjaviku czy w kilku innych miejscowościach Islandii.

Emilia Młyńska  

 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów

Początek strony

Kraków, styczeń 2001
Statystyka