


|
Przeczytaj także:
artykuł prof. J. Kuźmy, Francuski model habilitacji
Prof. dr hab. Józef Kuźma urodził się 30. 11. 1935 r. w Łososinie Dolnej, w województwie nowosądeckim. W latach 1953-1958 studiował w Leningradzkim Agrarnym Uniwersytecie, w 1963 r. ukończył studia pedagogiczne w Ośrodku Ministerstwa Oświaty w Warszawie. Stopień doktora nauk rolniczych uzyskał w 1969 r. w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie na podstawie rozprawy Wpływ upowszechniania wiedzy rolniczej na postęp w gospodarstwach chłopskich (wyd. 1972). Pięć lat później habilitował się na Akademii Rolniczej w Krakowie w zakresie andragogiki rolniczej (Drogi i czynniki efektywnego upowszechniania wiedzy i postępu rolniczego, wyd. 1974). Autor 18 książek i prac zbiorowych (m.in. Doradztwo rolnicze 1986, 1988; Optymalizacja systemu pedagogicznego kształcenia, dokształcania i doskonalenia nauczycieli 1993; Nauczyciele przyszłej szkoły 2000), oraz licznych artykułów z zakresu andragogiki rolniczej, pedeutologii i pedagogiki społecznej. Wypromował kilkunastu doktorów, był recenzentem licznych rozpraw habilitacyjnych i doktorskich. Pełnił wiele odpowiedzialnych funkcji administracyjnych, od 1996 r. kieruje Wydziałem Pedagogicznym AP. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Pedagogiki Porównawczej. W latach 1986-1993 zasiadał w Prezydium Zarządu Krajowego Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, w 1993-1997 wchodził w skład Board of European Association of Training Centres for Socio-Education Care Work.
Artykuły z poprzednich numerów:
J. Kuźma, Z. Szarota,
Międzynarodowy Rok Seniorów w Krakowie
|
|
Szanse i warunki rozwoju Wydziału Pedagogicznego
Rozmowa z profesorem Józefem Kuźmą
dziekanem Wydziału Pedagogicznego AP
Janusz Morbitzer:
Sprawuje Pan Dziekan swój urząd już drugą kadencję. Co, w opinii Pana Dziekana, należałoby zaliczyć do największych osiągnięć i sukcesów Wydziału Pedagogicznego?
Józef Kuźma:
- Faktycznie, funkcję dziekana Wydziału Pedagogicznego pełnię już drugą kadencję. Wcześniej tę samą funkcję przyszło mi sprawować w bardzo trudnym okresie i warunkach, w latach 1979-1984 na Wydziale Pedagogiki i Kultury Wsi Uczelni Siedleckiej (aktualnie Akademii Podlaskiej). Tak więc te trudne i odpowiedzialne funkcje pełnię już dziesiąty rok.
Natomiast w Akademii Pedagogicznej obowiązki dziekana Wydziału Pedagogicznego pełnili wcześniej Pani prof. Irena Popiołek i dr Jan Krukowski. Dlatego też pytanie to można by postawić wszystkim dotychczasowym dziekanom, prodziekanom, kierownictwu instytutów, a także wszystkim nauczycielom akademickim naszego Wydziału.
Z mojego punktu widzenia za najważniejsze osiągnięcie - przede wszystkim Uczelni, a nie tylko Wydziału - niewątpliwie trzeba uznać samą wolę utworzenia nowego Wydziału Pedagogicznego, tożsamego z nazwą Akademii Pedagogicznej, której dalekosiężnym i najważniejszym celem jest właśnie wszechstronna edukacja nauczycieli w zakresie pedagogiczno-psychologicznym oraz dydaktyki i metodyki szczegółowej, przygotowanych zarazem do ustawicznego kształcenia i samokształcenia z kilku przedmiotów zintegrowanych w blokach przedmiotowych.
Do osiągnięć zaliczyłbym również stały rozwój i unowocześnianie wszystkich kierunków studiów pedagogicznych, powołanie nowych specjalności, które cieszą się większym zainteresowaniem ze strony rynku pracy i samych studentów. Mam tu na myśli:
- pedagogikę społeczno-opiekuńczą,
- stałe unowocześnianie programów z pedagogiki
przedszkolnej i wczesnoszkolnej, połączonej z technologią informacyjną,
- rozwijanie pedagogiki specjalnej, w tym - w sposób elastyczny - wprowadzanie różnych specjalizacji zaspokajających liczne, zróżnicowane potrzeby placówek i dzieci specjalnej troski,
- powołanie aż piętnastu studiów podyplomowych, w tym pierwszego w kraju studium z edukacji prorodzinnej i z edukacji emocjonalnej. Do sukcesów Wydziału Pedagogicznego trzeba także zaliczyć stworzenie warunków do bardzo dynamicznego rozwoju Instytutu Wychowania Plastycznego. Szansę tę możliwie najlepiej wykorzystało kierownictwo tego Instytutu, zapewniając szybki rozwój kadry naukowo-artystycznej: adiunktów I i II stopnia, profesorów nadzwyczajnych i profesorów mianowanych (łącznie 8), co stworzyło przesłanki do przemianowania tego Instytutu w Instytut Sztuki i stopniowego kreowania nowego wydziału.
Wreszcie, za osiągnięcie wszystkich pracowników naukowo-dydaktycznych i technicznych, a w tym szczególnie kolejnych zespołów kierujących dotychczasową Katedrą Pedagogiki, uważam powstanie Instytutu Nauk o Wychowaniu, a w jego ramach czterech katedr, w czym miałem również swój wieloletni udział. Fakt powołania tego Instytutu spotkał się z życzliwym przyjęciem na innych uczelniach - uniwersytetach i akademiach pedagogicznych, w tym KUL-u. Za osiągnięcie w ciągu 8 lat, które upłynęły od powołania Wydziału uznałbym również mianowanie pięciu profesorów zwyczajnych oraz fakt przyznania sześciu dalszym tytułu profesora (dwóch pedagogów oraz czterech z dziedziny sztuki). W tym okresie nowa Rada Wydziału Pedagogicznego nadała 36 stopni naukowych doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki, a dwunastu pracowników naszego Wydziału obroniło swoje dysertacje doktorskie na innych wydziałach lub uczelniach.
Do osiągnięć naszego Wydziału należy także zaliczyć zorganizowanie przez prof. zw. dra hab. Czesława Majorka Światowego Kongresu z Historii Oświaty - Schooling in Changing Societies Historical and Comparative Perspectives (c. 1775-1996) - 6-9.08.1996 r. oraz opublikowanie - również przez prof. Czesława Majorka - książki Educational Reform in National and International Perspectives: Past, Present and Future.
Nie sposób wymienić tu wszystkich prestiżowych konferencji, sympozjów o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym, dorobek których - po uzyskaniu wysokiej oceny recenzentów - został opublikowany i cieszy się dużym uznaniem wśród uczonych, nauczycieli i studentów. Do najważniejszych sukcesów nowego Wydziału Pedagogicznego zaliczyłbym także uzyskanie i urządzenie własnego budynku przy ul. Ingardena 4. Na urządzenie tego obiektu, a zwłaszcza stworzenie naprawdę nowoczesnych laboratoriów, pracowni, nie mówiąc o nowoczesnej auli, a także bibliotece wydziałowej, zostały przeznaczone nie tylko środki z dotacji MEN, lecz i znaczące środki pochodzące z dochodów komercyjnych, wypracowanych przez pracowników naszego Wydziału na studiach zaocznych, podyplomowych i fakultatywnych.
Nie bez znaczenia dla urządzenia i wyposażenia tego obiektu, budzącego uznanie obiektywnie i życzliwie patrzących osób, było wieloletnie, codzienne zaangażowanie nie tylko władz dziekańskich i jednostek wchodzących w skład Wydziału, lecz także wielu nauczycieli i pracowników administracyjnych, nie zapominając oczywiście o władzach rektorskich.
Co po pięciu latach kierowania Wydziałem Pedagogicznym, uznaje Pan za źródła najpoważniejszych trudności w realizacji funkcji dziekana?
- Podejmując się funkcji dziekana każdy kandydat powinien zdawać sobie sprawę z wielu uwarunkowań i krzyżujących się interesów różnych wydziałów i zespołów naukowców czy pracowników administracyjnych oraz związanych z tym problemów i trudności.
Jeśli jednak naprawdę szczerze mam odpowiedzieć na postawione mi pytanie, to moim głównym problemem, ale i problemem tej Uczelni, który sprawiał i sprawia mi najwięcej trudności, jest nieżyczliwy stosunek do pedagogów i psychologów. Na Uczelni, która nosi i nosiła nazwę Pedagogicznej, wydaje mi się to anachroniczne i irracjonalne. Jest to dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, iż osobiście posiadam dwukierunkowe wykształcenie. Moje drugie wykształcenie - pedagogiczne - stało się obecnie pierwszym, z którym się utożsamiam, pierwsze zaś - wykształcenie rolnicze - stało się drugoplanowym. Z wiedzy zdobytej podczas studiów korzystam teraz głównie dla inspiracji badawczej czy pisania książek. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że czasem również pedagodzy czy psychologowie mogą stwarzać problemy, lecz kto ich nie stwarza?
Ten dziwny stosunek do pedagogów prawdopodobnie trwa od początku powstania tej Uczelni. Już wówczas in statu nascendi musiał powstać jakiś błąd, który następnie ujawnił się z nową siłą po rozwiązaniu byłego Instytutu Nauk Pedagogicznych w styczniu 1982 roku, na kilka lat przed moim przejściem do Uczelni. Jest to zresztą nie tylko moja opinia, nie wiem, czy do końca słuszna.
Jeśli mam mówić o trudnościach w ramach Wydziału, którym od pięciu lat przyszło mi kierować, to chciałbym przede wszystkim wymienić zbyt małą liczebność kadry samodzielnej ze stopniem naukowym doktora habilitowanego i tytułem profesora. Prace habilitacyjne są bronione zbyt późno, i - jak dotychczas - nie rekompensują strat spowodowanych rotacją kadr naukowych. Rozwoju kadry, zwłaszcza samodzielnej, nie traktują poważnie ani priorytetowo kierownicy jednostek organizacyjnych Wydziału Pedagogicznego (Instytutu i Katedr Pedagogicznych i Psychologicznych). Również władze rektorskie pomijają ten rzekomo najważniejszy czynnik przy awansie kadr kierowniczych powoływanych w toku kolejnych wyborów.
Jak Pan Dziekan ocenia realne szanse uzyskania przez Wydział Pedagogiczny uprawnień habilitacyjnych w ciągu najbliższych dwóch lat? Czy cel ten powinien przesądzać o istnieniu Wydziału Pedagogicznego w uczelni kształcącej nauczycieli? - Widzę szanse uzyskania przez Wydział Pedagogiczny uprawnień habilitacyjnych, lecz nie w ciągu najbliższych dwóch, lecz raczej trzech, czterech lat. Cel ten jest bardzo ważny, przede wszystkim dla samych pedagogów, a dopiero w drugiej kolejności dla naszej Uczelni i w żadnym wypadku nie może przesądzać o istnieniu Wydziału Pedagogicznego, a tym bardziej przyłączeniu pedagogów i psychologów do jakiegoś nowego wydziału. Rozwój Wydziału, a zwłaszcza kadr doktorskich i habilitacyjnych, musi trwać lata, przeważnie 10-20 lat, ma okresy ożywienia i stagnacji. Zależy to od wielu z góry zamierzonych działań, ale także i przypadków. Bardzo dużo zależy od szans i warunków, jakie stworzono w momencie powstawania Wydziału. Klimat wówczas był wielce niekorzystny dla pedagogów. O tych właśnie szansach mówiłem na posiedzeniu Senatu w 1991 roku, kiedy to podejmowano ostateczną decyzję o utworzeniu Wydziału Pedagogicznego. Podobnie jak powołana w tym celu Komisja Senacka, opowiadałem się wówczas za utworzeniem Wydziału Pedagogiczno-Społecznego, z myślą, że zapewni to nowemu wydziałowi odpowiednio dużą liczbę członków Rady posiadających stopień naukowy doktora habilitowanego nauk humanistycznych, co już wówczas dałoby nam szanse na ponowne uzyskanie uprawnień habilitacyjnych. Niestety, w momencie składania wniosku o przywrócenie uprawnień habilitacyjnych w 1991 r. nie zaliczono dwóch profesorów z historii oświaty do grona pedagogów. Wówczas liczyło się tylko to, aby tak zwane mocne kierunki nie utraciły uprawnień habilitacyjnych, nie biorąc pod uwagę szans rozwojowych pedagogów. Pomimo tego niekorzystnego startu Wydział Pedagogiczny szybko uzyskał prawa do nadawania stopnia naukowego doktora. Natomiast jeśli chodzi o uprawnienia habilitacyjne, to byliśmy bardzo blisko takich szans na przełomie lat 1999/2000. Niestety, strata w ciągu ostatniego 1,5 roku aż sześciu samodzielnych pracowników naukowych - dwóch odeszło na emeryturę, jeden zmarł, trzech odeszło na inne uczelnie, nie mówiąc o braku zgody jednego dydaktyka na przejście do Wydziału Pedagogicznego - na kilka lat oddaliło nasze szanse na uzyskanie tych uprawnień.
Nie oznacza to jednak, że takich szans Wydział Pedagogiczny nie będzie miał w najbliższych latach. Pod koniec tego roku dwie osoby (jedna osoba z pogranicza filozofii i psychologii oraz jedna z pedagogiki) uzyskały stopień doktora habilitowanego. Są też realne szanse na to, że dwóch kolejnych pedagogów, dzięki swojej determinacji i pokonaniu wielu trudności, nie mówiąc o kosztach materialnych i moralnych, obroni rozprawy habilitacyjne za granicą na początku, a jedna osoba pod koniec przyszłego roku. W roku bieżącym przeprowadziłem 15 rozmów konsultacyjnych z tymi doktorami, którzy deklarują, że pracują nad rozprawą habilitacyjną i mogę stwierdzić, że 10 z nich ma realne szanse zakończenia w niedługim czasie pracy habilitacyjnej. Pomimo iż praca habilitacyjna jest prowadzona samodzielnie, przekonałem się, że większość z nich wymaga pomocy ze strony profesorów danej jednostki, ponieważ habilitanci mają trudności zarówno z wyborem tematu, jak i w kwestiach metodologicznych i organizacyjnych. Najtrudniejsza do pokonania jest jednak bariera psychologiczna, polegająca na panicznym strachu przed obroną na Radzie Wydziału innej uczelni krajowej - niejednokrotnie nie mająca racjonalnego uzasadnienia - oraz obawie przed ośmieszeniem się w przypadku niezatwierdzenia rozprawy przez CKK. Motywy tych często nieuzasadnionych stresów powinni zbadać psychologowie, którzy - nota bene - sami przeżywają podobne emocje.
Oceniając aktualny poziom prac na tytuły i stopnie naukowe na Wydziale Pedagogicznym chciałbym stwierdzić, że jest on w znacznym stopniu odzwierciedleniem poziomu działalności naukowo-badawczej Wydziału. Jak wynika z okresowych analiz prac doktorskich, nie jest on niski, ale też i niezbyt wysoki. Głównym mankamentem jest tu zbytnie rozproszenie badań, mało sprawna organizacja procesu badawczego, zwłaszcza jeśli chodzi o zespołowe planowanie i prowadzenie badań własnych i statutowych, dyskusje naukowe, wspólną analizę i wnioskowanie. Do utworzenia wspólnego laboratorium, w którym będą prowadzone wszystkie badania, jak to ma miejsce np. na Wydziale Psychologii, Socjologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu w Rouen (Francja), droga jest chyba daleka.
Jeśli chodzi o przewody habilitacyjne, to na podstawie analizy porównawczej naszego systemu z systemami funkcjonującymi aktualnie w innych krajach, na przykład we Francji, dochodzę do wniosku, że procedura obowiązująca w Polsce jest zbyt skomplikowana, stresogenna i niekorzystna dla deficytowych dyscyplin naukowych. Dlatego należy poszukiwać modelu bardziej sprzyjającego rozwojowi i szybkiemu awansowi młodej kadry naukowej. Za optymalny i już sprawdzony w praktyce uniwersyteckiej uważam system przewodów habilitacyjnych obowiązujący obecnie we Francji, który przedstawiam w oddzielnym artykule.
Odpowiadając na postawione mi pytanie chciałbym stwierdzić, że jeśli mamy podchodzić odpowiedzialnie i konstruktywnie, to w żadnym przypadku fakt uzyskania uprawnień habilitacyjnych przez Wydział Pedagogiczny w najbliższych 2-3 czy nawet kilku latach nie powinien przesądzać o jego dalszym losie, ponieważ nie to stanowi jego nadrzędny cel. Celem takim jest przede wszystkim realizacja wszystkich podstawowych funkcji, w tym zwłaszcza jakość procesu edukacji na studiach dziennych, zaocznych i podyplomowych. Tak zwana autonomiczność czy uniwersyteckość uczelni nie może być celem samym w sobie. Mam podstawy sądzić, że podobne odpowiedzialne stanowisko zajmuje JM Rektor naszej Uczelni i dlatego nie zgodził się on na pochopną likwidację Wydziału Pedagogicznego w Akademii Pedagogicznej, co doprowadziłoby do ponownego starania się o uprawnienia doktorskie i habilitacyjne na dwóch obecnych wydziałach w zakresie co najmniej trzech dyscyplin naukowych.
Niejako na marginesie tej często przesadnej krytyki Wydziału Pedagogicznego chciałbym dodać, że myślę, iż podobne problemy występują także w pozostałych jednostkach organizacyjnych naszej Uczelni, a nie tylko pedagogicznych czy psychologicznych i dlatego krytycy Wydziału Pedagogicznego powinni bardziej samokrytycznie spojrzeć również na siebie i pomyśleć, jak swoje trudności w miarę skutecznie przezwyciężać dla dobra całej społeczności akademickiej.
Jak Pan Dziekan ocenia poziom przygotowania absolwentów kierunków nauczycielskich z pedagogiki i psychologii? - Na to pytanie pełniejszą odpowiedź mógłby udzielić dyrektor Instytutu Nauk o Wychowaniu i kierownik Katedry Psychologii, którzy są bezpośrednio odpowiedzialni za kształcenie pedagogiczne, czyli za przygotowanie przyszłych nauczycieli do pracy wychowawczej i profilaktyczno-doradczej. Ja zaś odpowiem pytaniem: jak można nauczyć teorii i praktyki pedagogiki w ciągu 75 czy nawet 60 godzin, z których jedynie 15 można przeznaczyć na wykłady a 60 na ćwiczenia? Jednocześnie wydziały i jednostki odpowiedzialne za kształcenie kierunkowe (przedmiotowe) krok po kroku dążą do włączenia praktyk pedagogicznych do programów praktyk dydaktycznych, stopniowo je ograniczając do minimum. Ta krótkowzroczna polityka ma dla Wydziału Pedagogicznego jeden "pozytywny", niejako pośredni skutek, a mianowicie: niedostatecznie przygotowani pod względem pedagogicznym i psychologicznym absolwenci kierunków nauczycielskich, po kilku latach wracają do nas na studia podyplomowe, ponieważ stwierdzają, że bez solidnego przygotowania do pracy wychowawczej i doradczej w szkole nie są w stanie wywiązać się z podstawowych obowiązków nauczyciela-wychowawcy w swojej szkole, w tym roli wychowawcy klasowego, diagnozy zaburzeń w zachowaniu i problemów w nauce.
Niedługo upłynie rok od chwili, gdy na wniosek Dziekana Rada Wydziału Pedagogicznego przyjęła nowe podstawy programowe z pedagogiki i psychologii, opracowane w byłej Katedrze Pedagogiki oraz w Katedrze Psychologii. W programach tych starano się uwzględnić najnowsze osiągnięcia nauk pedagogicznych i psychologicznych, zarówno uczonych polskich, jak i z różnych krajów zachodnich (zwłaszcza z USA), gdzie w ostatnich dziesięciu latach nauki te przeżywają naprawdę bardzo szybki i intensywny rozwój. Wcielenie w życie nowego programu, uwzględniającego najnowsze badania, atrakcyjne metody i techniki zajęć dydaktycznych wymagałoby zwiększenia, a raczej przywrócenia dodatkowych 15 godzin zajęć z pedagogiki i psychologii, na ogólną liczbę ok. 3200 godzin całkowitego wymiaru 5-letnich studiów magisterskich. Teraz więc kolejny krok należy do czynników odpowiedzialnych za studia nauczycielskie i nienauczycielskie.
Można oczywiście przenieść cały program kształcenia pedagogiczno-psychologicznego dla wszystkich kierunków nauczycielskich i nienauczycielskich do Wydziału Pedagogicznego. Powstanie jednak wówczas do rozwiązania problem sal dydaktycznych i odpłatności za te zajęcia, łącznie z lokalami, w których będzie się je prowadzić. A to już naprawdę przerasta moje kompetencje i wyobraźnię, nie mówiąc o wzięciu odpowiedzialności za skutki tego przedsięwzięcia. Obiektywnie aktualny poziom zajęć na wszystkich kierunkach pedagogicznych i niepedagogicznych oceni dopiero Komisja Akredytacyjna, co m.in. stanie się nieodzowne w związku z wdrażaniem Europejskiego Systemu Punktów Transferowych. Według mojej opinii, która jest oparta na wielu pośrednich szacunkowych ocenach, poziom kształcenia pedagogicznego i psychologicznego na kierunkach nauczycielskich jest zróżnicowany i w znacznym stopniu zależy od nauczyciela prowadzącego zajęcia oraz stosunku do tych przedmiotów na danym wydziale. Wyżej oceniam poziom kształcenia teoretycznego niż praktycznego z przedmiotów pedagogicznych. To zaś będzie tematem organizowanej w dniach 5-7 grudnia 2000 r. przez Wydział Pedagogiczny konferencji Miejsce i rola praktyk pedagogicznych w przygotowaniu nauczycieli dla zreformowanej szkoły, która spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem innych uczelni kształcących nauczycieli. Mimo wielu obowiązków znalazł Pan Dziekan czas na napisanie książki "Nauczyciele przyszłej szkoły". W pracy tej silnie akcentuje Pan Dziekan rolę rodziny, szkoły i najbliższego otoczenia w coraz bardziej zglobalizowanym świecie. Jakie jest główne przesłanie tej ważnej, interesującej dla każdego pedagoga i dobrze przyjętej pracy? - Nowa książka Nauczyciele przyszłej szkoły, której promocja miała miejsce 28 października 2000 roku na 4. Targach Książki w Krakowie stanowi niejako podsumowanie mojego ponad 10-letniego dorobku z pedeutologii, a zwłaszcza prac badawczych opartych na sondażach diagnostycznych i "burzy mózgów" w ostatnich pięciu latach. Książka ta, wychodząc z diagnozy współczesnej szkoły oraz sylwetki i kompetencji nauczycieli, kreuje na podstawie studiów własnych i opinii wielu nauczycieli, uczniów i rodziców pożądany, a zarazem dość realistyczny obraz przyszłej nowoczesnej szkoły i nauczyciela, zarówno w środowisku miejskim, jak i wiejskim. Moje główne przesłanie tej książki można ująć następująco:
Kryzys szkoły i zawodu nauczyciela jako zjawisko periodyczne lub permanentne występuje w wielu krajach. Przyczyniają się do niego - poprzez swoje błędy - politycy, administracja centralna i lokalna, a nie tylko nauczyciele czy rodzice. Jeśli podjęliśmy reformę szkoły, której nie wolno było już dłużej odkładać, to przeprowadźmy ją możliwie najlepiej, z myślą o przyszłości naszych dzieci. Nauczyciele w większości już reformę rozpoczęli poprzez wewnętrzne doskonalenie, nie czekając na gratyfikacje, mając właśnie na względzie dobro dzieci. Również od nas - nauczycieli akademickich - zależy, jaka będzie przyszła szkoła i nauczyciele. Spełnijmy zatem naszą misję możliwie jak najlepiej.
Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę dobrego zdrowia i wielu sił, które pomogą Panu Dziekanowi zrealizować plany, zarówno te, wynikające ze sprawowanej funkcji, jak i te naukowe oraz osobiste. Rozmawiał Janusz Morbitzer | 



 |