Sport | ||
| | Wojciech ZarębaJaką mamy szansę?17 maja br. w Warszawie podpisano tzw. "Porozumienie o współpracy" pomiędzy Ministerstwem Edukacji Narodowej a Zarządem Głównym AZS. Obie strony nie kryły optymizmu, rozpoczynając - jak to określił minister Mirosław Handke - coś bardzo ważnego. Prezes ZG AZS stwierdził wprost, że ten dzień "będzie historyczny". Zdaniem autorów, nie będzie to kolejna deklaracja bez pokrycia, lecz początek zmian w polskim sporcie, szczególnie akademickim. Oto kilka najważniejszych założeń tego porozumienia. Ministerstwo Edukacji Narodowej będzie wspierało finansowo organizacje pozarządowe realizujące program na rzecz kultury fizycznej i sportu w ramach środków z budżetu państwa. Natomiast AZS zobowiązuje się m. in. do prowadzenia systemu szkoleń, organizacji zawodów sportowych, organizację lig akademickich, prowadzenia obozów sportowych. Obecnie większość tych założeń wprowadza się w życie. Planowane jest, już od jesieni, rozpoczęcie rozgrywek w akademickich ligach: siatkówki i piłki ręcznej. Dołączą one do funkcjonującej już ligi koszykarskiej, w której występuje Uniwersytet Jagielloński. Wielkim zwolennikiem takiej idei jest minister Handke, który chciałby, aby ligi akademickie funkcjonowały podobnie jak ich zachodnie odpowiedniczki, w szczególności te amerykańskie. Widzi on szansę stworzenia silnych klubów, identyfikowanych z poszczególnymi uczelniami, które przy zbliżającym się niżu demograficznym będą potrzebowały promocji. Taką szansę daje im na pewno sport. Co podpisanie tego dokumentu oznacza dla Akademii Pedagogicznej? Studenci-senatorowie proponują, by praktyki pedagogiczne mogły być odbywane nie tylko w szkołach. Punkt piąty "Porozumienia o współpracy" mówi, że: "Akademicki Związek Sportowy opracuje i po akceptacji Ministerstwa Edukacji Narodowej zrealizuje program praktyk pedagogicznych studentów, członków AZS pracujących z młodzieżą zarówno w okresie roku szkolnego jak i wakacji". Daje to kolejną szansę studentom szkół pedagogicznych, z których zaledwie trzydzieści procent chciałoby być nauczycielami, ale prawie żaden nie widzi szansy na uzyskanie pracy w wyuczonym zawodzie. Kolejną sprawą jest uczestnictwo w ligach. Z pewnością służyłoby to prestiżowi AP, pamiętać jednak warto, że nasze możliwości są w tym przypadku bardziej niż skromne. Przyglądając się obiektom do gier zespołowych, twierdzę że właściwie żadne. Chyba że ktoś uważa, iż wystarczą nam dwie salki przy ul. Ingardena i jedna na Podbrzeziu. Grający w siatkówkę mogą tam co najwyżej poćwiczyć odbiór, a koszykarze grać zaledwie w cztery osoby (i to bez publiczności). O piłce ręcznej i nożnej nawet nie ma co marzyć, po prostu brak nam boisk. Jakie jest zainteresowanie sportem władz Uczelni? Kwietniowe Mistrzostwa Wyższych Szkół Pedagogicznych i Filii Uniwersytetów pokazały, że nikłe. Honor Akademii Pedagogicznej uratował dziekan, prof. Eugeniusz Wachnicki. Gdyby nie on, to byłoby o nas głośno w środowisku, którego nasza Uczelnia jest przecież liderem. Tylko czy właśnie o taką promocję chodzi. Jak więc widać, nasze szanse na zaznaczenie swej obecności w szerokim ogólnopolskim świecie sportu akademickiego są żadne. Podstawowym problemem jest brak odpowiednich obiektów. Wątpię, by znalazła się osoba chcąca w obecnej sytuacji wystąpić z propozycją ich budowy. Nie przeczę, że idea powstania nowego domu studenckiego jest jak najbardziej słuszna. W końcu niecałe 500 miejsc w "Zaułku" i "Atolu" w niewielkim stopniu zaspokaja potrzeby naszych studentów. Wydaje mi się, że oddanie do użytku krytej pływalni chyba zakończyło na długie lata myślenie o sali sportowej z prawdziwego zdarzenia. Może projekt wybudowania jej nad basenem nie był taki zły i nie trzeba było zbyt szybko z niego rezygnować. Z drugiej strony nowoczesne i znakomicie wyposażone hale mają tylko dwie krakowskie uczelnie, czyli Politechnika i Akademia Ekonomiczna. Ale i warunki, jakie mają AGH i UJ też mogą wzbudzać w wielu sportowcach AP uczucie zazdrości. Kolejnym problemem jest to, kto miałby nas reprezentować. Obecni siatkarze, koszykarze i piłkarze ręczni są amatorami, którzy uprawiają swe dyscypliny głównie dla przyjemności. W bardzo krótkim czasie należałoby więc sprowadzić zawodników takich, którzy nie byliby tłem dla konkurentów. Ci jednak do nas nie przyjdą, jeśli nie będą mogli liczyć na specjalne stypendia, zakwaterowanie itp. Jest jeszcze kwestia zatrudnienia odpowiednich szkoleniowców. Jestem ciekaw, jak do omawianych tutaj projektów odniosą się inne uczelnie. Wśród akademickich działaczy sportowych panuje sceptycyzm. Większość porównuje ideę powołania lig z reformą edukacji... Rozumiem osoby, które wystąpiły z inicjatywą tego porozumienia. Mecze reprezentacji, na wspaniałych obiektach, przy pełnych trybunach świetnie bawiących się studentów i ze znakomitą oprawą. Jednak w naszym przypadku to tylko marzenia. Wojciech Zaręba | ![]() ![]() ![]() |
Kraków, grudzień 2000 | ||