Dydaktyka 

 
 

Następna strona
 
Strona główna nru 4
 
Poprzednia strona
 
 

 

Ludwik Mroczka

Nauczycielskie studia historyczne - szanse i zagrożenia

 

Mówiąc o wyższych - magisterskich - studiach nauczycielskich, mamy przede wszystkim na uwadze "wuespowski" model kształcenia, który ukształtował się po II wojnie światowej i po kolejnych modyfikacjach przybrał postać znaną obecnie, a więc przetrwał ustrój społeczny i polityczny, w ramach którego się pojawił. Wśród jego odrębności od kształcenia uniwersyteckiego na pierwszym miejscu można wymienić programowe uzawodowienie studiów, przy czym wybór zawodu nauczyciela następuje w chwili złożenia podania o przyjęcie na studia i nie może być zweryfikowany na starszych latach bez opuszczenia uczelni lub podjęcia drugiego kierunku poza nią. W sytuacji niedostatku nauczycieli i dużej ich fluktuacji, a zwłaszcza ich odpływu do pracy poza szkolnictwem, system ten funkcjonował efektywnie i zapewne historycy oświaty docenią jego wkład w upowszechnienie oświaty szczególnie w najtrudniejszym okresie powojennej odbudowy - jeżeli przemilczymy jego ideologiczne grzechy, nie tak w końcu wielkie i nie inne niż całego szkolnictwa w tym czasie. Trudności pojawiły się z chwilą kadrowego "nasycenia" szkolnictwa, czasem nawet pozornego, jeżeli chodzi o kadrę najlepiej wykształconą. Nie bez wpływu pozostawał także notowany od pewnego czasu spadek przyrostu naturalnego, który zapewne ustabilizuje się w sposób właściwy dla społeczeństw ulegających procesom industrializacji i urbanizacji, a także w wyniku podniesienia poziomu życia materialnego, tzn. będzie charakteryzował się niekorzystnym wskaźnikiem. Trudności te przejawiały się głównie w spadku zapotrzebowania na nauczycieli, któremu towarzyszyła wzrastająca ich podaż.

Nie trzeba dowodzić, że cztery wyższe uczelnie na obszarze przedwojennego województwa krakowskiego: Uniwersytet Jagielloński, Papieska Akademia Teologiczna, Akademia Pedagogiczna i Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Rzeszowie kształcą corocznie kilkuset magistrów historii z uprawnieniami nauczycielskimi i wielokrotnie przekraczają rzeczywiste potrzeby. W ostatnich latach zwiększyła się liczba studentów historii (uwaga ta w mniejszym stopniu dotyczy krakowskiej do niedawna WSP), prawdopodobnie z uwagi na niskie koszty tych studiów i zarazem pełnowartościowy wpływ na postępowanie rankingowe Ministerstwa Edukacji Narodowej. "Rynek pracy" nauczycieli przybrał "lilipucie" wymiary. "Dla biologa czy historyka znalezienie pracy w szkole to tak, jak [odszukanie igły w stogu siana] - powiada [na pociechę] świeżo upieczonym magistrom Jerzy Lackowski, małopolski kurator oświaty ("Dziennik Polski" 2000 nr 204). W rzeczywistości jest gorzej, ponieważ niedofinansowane szkoły często przeprowadzają "parcelację" etatów, zlecając "odzyskane" godziny innym nauczycielom dla dopełnienia ich pensum lub stworzenia dodatkowych możliwości zarobkowych.

Wydaje się, iż ofiarą tego rodzaju praktyk w obliczu ogólnego bezrobocia nader często stają się godziny historii. Świadczy o tym niesłabnący napływ nauczycieli historii, którzy nie mają wykształcenia historycznego, a nierzadko i pedagogicznego, na uzupełniające studia licencjackie (zaoczne) organizowane dla nich od 8 lat w Instytucie Historii AP. Kandydaci legitymują się przeróżnymi dyplomami magisterskimi, np. prawa, ekonomii, wychowania plastycznego, filologii polskiej i rosyjskiej, bibliotekoznawstwa, pedagogiki specjalnej itp. Średnio po dwuletnim cyklu kształcenia kończy owe studia 25 osób, co dowodzi, że zatrudnienie nauczycieli historii bez pełnego przygotowania merytorycznego nie stanowi problemu dla szkolnej administracji. Jednocześnie MEN i w ślad za nim Senat Uczelni, jak na ironię, zaostrza wymagania ekstensywnych form (bo wyłącznie w liczbie godzin wykładowych) pedagogizacji studiów pod groźbą cofnięcia absolwentom uprawnień nauczycielskich.

Pomimo wspomnianej zapaści na rynku zatrudnienia nauczycieli historii zainteresowanie studiami historycznymi w naszej uczelni wśród młodzieży nie słabnie. O jedno miejsce niezmiennie ubiega się kilku kandydatów (w ostatnim naborze prawie 7). Nie ma również trudności z obsadzeniem miejsc na studiach zaocznych, aczkolwiek wśród kandydatów spotyka się śladową obecność nauczycieli i w ogóle osób starszych; przeważają młodzi z jeszcze niedostatecznie ukształtowaną orientacją zawodową. Jak zatem wyjaśnić ten oczywisty paradoks? Nie ma podstaw do twierdzenia, że kandydaci wyrażają w ten sposób nauczycielskie zamiłowania; potwierdza to późniejsze małe zainteresowanie dydaktyką historii. Więcej zapewne znaczy dla młodych ludzi z jednej strony groźba bezrobocia, wisząca jak przysłowiowy miecz Damoklesa nad absolwentami szkół średnich, z drugiej zaś walor historii jako dyscypliny "ogólnokształcącej", umożliwiającej reorientację zawodową nawet w kierunkach znacząco od niej odległych. W tej sytuacji rozdęta, bo trwająca przez pełne pięć lat studiów, pedagogizacja wszystkich studiujących powoduje koszty, a nie pożytki, skoro przygotowuje ich przeważnie do beznadziejnego "poszukiwania igły w stogu siana".

Pilna wydaje się w związku z tym rekonstrukcja studiów prowadząca do:
 - rozszerzenia oferty zawodowej;
 - optymalizacji wyboru zawodu nauczyciela przez przesunięcie tej decyzji na wyższy rocznik studiów;
 - otwarcia studiów historycznych bez specjalizacji zawodowej, zwłaszcza dla studentów podejmujących drugi kierunek;
 - umocnienia podmiotowości studenta w decyzjach zawodowych, a więc i odpowiedzialności za ocenę sytuacji na rynku pracy.

Wzrastająca wśród kandydatów znajomość języków obcych może ułatwić wejście Instytutu Historii do tzw. Europejskiego Systemu Transferu Punktów (od października br. wprowadzonego do uniwersytetów), który będzie sprzyjać rozszerzeniu kontaktów studentów z uczelni państw zrzeszonych w strukturach zachodnioeuropejskich i, miejmy nadzieję, z biegiem czasu, ułatwi dostęp do tamtejszych rynków pracy. Nauczycielskie studia historyczne z dobrą znajomością podłoża procesów jednoczeniowych zachodniej części naszego kontynentu mają do spełnienia znaczącą, chociaż mało dotychczas wykorzystywaną poza studiami europejskimi, rolę w proeuropejskiej edukacji młodzieży, której postawy i zachowania przesądzą o spożytkowaniu paneuropejskiej rzeczywistości. W rozszerzonej ofercie zawodowej naszych studiów powinny się więc znaleźć stacjonarne studia europejskie dla młodzieży z niezłą znajomością języków obcych.

Kadra naukowo-dydaktyczna wykazuje najlepsze w skali Uczelni parametry rozwojowe, ale nie można uznać, że jej rozwój jest zadowalający, szczególnie w porównaniu z uniwersyteckimi środowiskami historycznymi. W Instytucie Historii pracuje 33 pracowników naukowo-dydaktycznych (pełnoetatowych), w tym 4 profesorów tytularnych, 4 doktorów habilitowanych (profesorów AP), 20 doktorów na stanowisku adiunkta i 5 magistrów (asystentów). W najbliższym trzyleciu nastąpi nie tylko wyrównanie dotkliwych ubytków spowodowanych przechodzeniem na emeryturę, ale i zwiększenie składu osobowego profesury, zbliżając się do minimum wymaganego do uzyskania uprawnień do nadawania obu stopni naukowych i tytułu profesora (8 profesorów i przynajmniej 4 doktorów habilitowanych). Zespół ten kształci 404 studentów stacjonarnych, 258 zaocznych, 75 na zaocznych studiach europejskich, 40 słuchaczy studiów licencjackich i 32 magistrów na studiach doktoranckich. Zaawansowana została również rekonstrukcja struktury organizacyjnej Instytutu. Powołano między innymi Katedrę Najnowszej Historii Powszechnej, z którą łączy się nadzieję na modernizację zaocznych i otwarcie stacjonarnych studiów europejskich. Istnieją przesłanki do utworzenia dwóch następnych katedr, z których Katedra Edukacji Historycznej powinna rozszerzyć działalność metodyczną poza dotychczasową dydaktykę lekcyjną.

Tylko w części proponowane przedsięwzięcia pozostają w kompetencjach Instytutu Historii, ponieważ wymagają przezwyciężenia ponad półwiecznych nawyków i przyzwyczajeń w skali całej Uczelni. Niełatwo pogodzić się, zwłaszcza starszej generacji pracowników, z twierdzeniem, iż utrzymywanie ścisłego uzawodowienia studiów nie ma przyszłości bez ograniczenia liczby studiujących, że studia na poziomie wyższym (uniwersyteckim) są uwarunkowane prowadzeniem badań zapewniających odpowiednie awanse naukowe pracowników, że kierunki studiów powinny wykazywać zdolności konkurencyjne wobec innych uczelni itp. Czy jest inne wyjście w obliczu zachodzących przemian w szkolnictwie wyższym - wobec burzliwego rozwoju szkolnictwa prywatnego, kształcącego niejednokrotnie taniej, bo w dużej mierze na koszt uczelni państwowych - i zapowiadanego wprowadzenia kwot kształcenia bezpłatnego, które to kwoty w przypadku studiów nauczycielskich oznaczać mogą jedynie redukcję naboru kandydatów?

Pytanie to zadaje wielu pracowników Instytutu Historii, który rokrocznie od dłuższego czasu wypracowuje setki tysięcy złotych pochłanianych w większości przez rosnące nieproporcjonalnie do rozmiarów kształcenia i badań potrzeby Uczelni. W tym czasie np. zdołano zapewnić godziwe pomieszczenia dla kilku zaledwie pracowników. Sale dydaktyczne zaopatrzone są w meble z lat sześćdziesiątych, a środki audiowizualne (poza komputerami) są skromniejsze niż w latach siedemdziesiątych. Zabiera się z dyspozycji Instytutu pomieszczenia, nawet klatkę schodową, traktując go nie jak jednostkę rozwojową, utrzymującą przyzwoity poziom naukowy i dydaktyczny oraz znacząco zasilającą rachityczny budżet Uczelni, ale jako kierunek drugorzędny zasługujący na redukcję etatów czy zgoła rozwiązanie.

Na koniec wypada więc sformułować zasadnicze pytanie, odpowiedź na które przesądzi o realizacji wszelkich poczynań rozwojowych nie tylko Instytutu Historii: jak kierownictwo Uczelni prognozuje rozwój kształcenia i badań w perspektywie dwóch pokoleń studentów, czyli w najbliższych dziesięciu latach i czy zamierza owej prognozie podporządkować struktury organizacyjne Uczelni i ich wyposażenie? Materiały, jakie wyemitowano w ostatnim okresie w tych sprawach, prezentują inne ujęcie: perspektywy Uczelni toną w nich w abstrakcyjnym opisie roszad strukturalnych, nie uwzględniając przewidywanych warunków społecznych, gospodarczych i demograficznych, w których przyjdzie działać Uczelni w najbliższym dziesięcioleciu.

Ludwik Mroczka  

 
Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów

Początek strony


Kraków, grudzień 2000
Statystyka