


|
Stefan SawickiRzecz o edytorstwie
dzieł Norwida
Marek Buś we wstępie do swej książki Składanie pieśni. Z dziejów edytorstwa twórczości Cypriana Norwida konieczność ograniczenia jej zakresu uznał za pewnego rodzaju porażkę badawczą. Być może w stosunku do pierwotnych zamierzeń - ogarnięcia całości problematyki recepcji Norwida w pierwszych dziesięcioleciach odkrywania jego twórczości - jest ograniczenie to jakąś formą porażki. Ale, jak się często w życiu zdarza, "porażka" stała się z kolei szansą: powstała pierwsza
u nas poważna, monograficzna praca z dziejów polskiego edytorstwa naukowego. Twórczość Norwida była dla takiej pracy szczególnie wdzięcznym przedmiotem i w zakresie zdarzeń, i w zakresie metodologii. Toteż w tych dwóch aspektach ujął autor problematykę swojej rozprawy. Część pierwszą poświęcił dziejom wydawniczym Norwida
w okresie, który można by nazwać "miriamowskim", ze szczególnym akcentem położonym na międzywojenne dwudziestolecie; część drugą - sporom o kształt i charakter wydań Norwida w tymże samym okresie. "Dzieje wydawnicze" skupiają się wokół kilku problemów ujętych w następstwie chronologicznym. Po fazie "odkrywania" zapomnianego poety okres 1918-1932 uważa Buś za "okres popularyzacji dzieł Norwida"; lata rocznicowe (1932-1933) wiąże z ponowną aktywnością wydawniczą Zenona Przesmyckiego; kolejna sprawa, której poświęca dużo uwagi, to głośny, sądowy spór pomiędzy Miriamem i Tadeuszem Pinim; wreszcie - nie ukończone Norwida Pisma wszystkie po dziś w całości lub fragmentach odszukane. Omawiając wybrany przez siebie okres edytorskiej recepcji Norwida miał autor, jak się wydaje, ambicję ukazania jej w aspekcie socjologicznym. Wyraźnie socjologicznej problematyki, ujawniającej związki między faktami wydawniczymi a mechanizmami o charakterze społecznym, znajdujemy tu jednak niezbyt dużo. Otrzymujemy raczej naukową narrację o zdarzeniach z literacko-kulturowym komentarzem. Narrację zresztą ogromnie interesującą, a chwilami wręcz sensacyjną. Spory o kształt i charakter edycji Norwida... wymagały zupełnie innego ujęcia. To problematyka z zakresu historii metodologii edytorstwa, dla której część pierwsza pracy stanowi tło zdarzeniowe. Chodzi o takie zagadnienia, jak układ edycji, postać tekstu czy komentarz. Układem odniesienia staje się tu w sposób naturalny stan edytorstwa polskiego w pierwszych dziesięcioleciach naszego wieku, a także stan badań nad twórczością Norwida. Trzeba od razu powiedzieć, że rzecz jest opracowana nadzwyczaj rzetelnie. Pod względem materiałowym wręcz wzorowo. "ŤPostulatem idealnymť [...] było dotarcie do wszystkich drukowanych śladów oddziaływania Norwida" (s. XIX). Autor nie tylko rzeczywiście dotarł do wielkiej ilości publikacji rozproszonych po czasopismach, ale znalazł też liczne takie, które nie były notowane
w dotychczasowych zestawieniach, wzbogacając książkę o cenną, częściowo adnotowaną bibliografię norwidianów za lata 1917-1939 (Głosy i studia o Norwidzie, s. 249-350; ponad 1500 pozycji!). Buś wykazuje nadto dużo zdrowego rozsądku w zakresie metodologii. Rozważa - może czasem zbyt już skrupulatnie - pro i contra, również w odniesieniu do celowości podejmowanych przez siebie badań. Posiada zdolność docierania do tego, co istotne w omawianych pracach, a także umiejętność ich prezentowania czytelnikowi. Bardzo dokładnie i wnikliwie przeprowadza analizę zebranego materiału. Rozważnie, ale zdecydowanie formułuje w oparciu o nią konkretne wnioski. Ostrożnie, ale sprawiedliwie, stara się ocenić i ludzi, i ich dzieła, przy czym szacunek dla zasług nie osłabia naukowego krytycyzmu - zarówno w stosunku do zmarłych, jak i żyjących. Referując poglądy wydawców, nie tylko sformułowane, lecz również zawarte implicite w ich praktyce wydawniczej, Buś wykazuje sam nieprzeciętne uzdolnienia edytorskie, oparte na wnikliwej lekturze tekstów Norwida. Przykładem może być jego krytyczne omówienie artykułu Kazimierza Nitscha
O wierność języka Norwida (s. 189-198), a jeszcze bardziej - mistrzowska interpretacja początkowych czterech wersów V. fragmentu pierwszego rapsodu Salem (s. 205-210), nawiązująca do zdarzenia edytorskiego z roku 1934, którego "antagonistami" byli Przesmycki i Pigoń. Marek Buś, sięgając i do autografu Norwida, i do archiwum norwidowskiego Przesmyckiego, nie tylko wskazuje na źródło bezspornego błędu Miriama ("czas" zamiast "człek"), lecz również ujawnia niewłaściwe rozumienie tekstu przez Pigonia, uzasadniającego rzekomy bezsens lekcji Przesmyckiego. Bohaterem obu części recenzowanej pracy, bohaterem dla jej autora niewątpliwie "pozytywnym", jest legendarny Miriam. Zasługi jego, w świetle badań Busia, nie są jednak tylko legendą. Perspektywa pięćdziesięciu lat pozwala zweryfikować przekonanie, które w 20-leciu było przekonaniem jego zwolenników, że jest to nie prześcigniony znawca i wydawca Norwida. Ale i jego Buś nie osłania, nie ukrywa jego słabości, nie umniejsza też ani racji, ani zasług jego przeciwników. Czyżby więc same pochwały? Nie tylko. Chciałbym zwrócić uwagę na trzy sprawy. Pierwsza - to ramy chronologiczne pracy. Problem recepcji Norwida stanowił niewątpliwie zagadnienie odrębne w międzywojennym dwudziestoleciu. Wiązał się zarówno ze zjawiskami awangardy w ówczesnym życiu literackim, jak i z tendencjami etycznymi w literaturze i krytyce lat trzydziestych. Także z aktualnymi wówczas "strategiami odbioru" i formami społecznego funkcjonowania literatury. Recepcja ograniczona do spraw wydawniczych wymagałaby bardziej wyrazistego cofnięcia się do początków XX wieku, z objęciem przynajmniej lat 1904-1939, gdy to centralną postacią w norwidologii, przede wszystkim jako wydawca, był Zenon Przesmycki. Nie w pełni wystarczą tu nawiązania i odwołania kontekstowe. Jako kontekst potraktować można natomiast, tak jak to uczyniono w pracy, okres po II wojnie światowej. Sprawa druga to potrzeba pełniejszego uwzględnienia naturalnego kontekstu odniesienia, jakim dla tej pracy musi być edytorstwo naukowe w Polsce w latach międzywojenych.
Sprawa trzecia jest, powiedziałbym, odwrotną stroną medalu, który można by przyznać autorowi rozprawy za ogromny wkład pracy. Dokładność, skrupulatność - to konieczne cechy rzetelnego badacza. Mogą one jednak - nadmiernie rozwinięte - stać się niebezpieczeństwem. Wydaje się, że Buś - redaktor pracy, ulegał nierzadko Busiowi - miłośnikowi zebranych materiałów. Dlatego czasami odczuwa się przy lekturze rozprawy nadmiar informacji, zatrzymywanie się przy szczegółach, co rozdłuża narrację i zaciemnia obraz całości, mimo bardzo jasnej i logicznej kompozycji pracy. Książka Marka Busia będzie nieocenioną pomocą dla przyszłych wydawców Norwida, w swej części historycznej zaś także interesującym źródłem wiedzy o niezwykłym procesie rekonstrukcji dzieła Norwida. Jej pewne niedostatki, jak sądzę, wynikły w dużej mierze ze zmiany początkowej, bardziej maksymalistycznej koncepcji. Jej zalety, co chciałbym podkreślić, świadczą o dojrzałości naukowej autora. Sądzę, że norwidologia zyskuje badacza, który będzie należał do jej czołówki. Nie tylko jako doskonały znawca literatury przedmiotu, nie tylko jako dobrze metodologicznie przygotowany edytor, lecz również jako wnikliwy czytelnik i interpretator Norwidowej poezji, posiadający osobowościowe predyspozycje do jej rozumienia, interpretator, który - jak myślę - nie podda się różnym pokusom sztuki nadinterpretacji. Pozostanie wierny Norwidowi. Stefan Sawicki Katolicki Uniwersytet Lubelski | 



 |