Felieton 

 
 

Następna strona
 
Rozmiar: 811 bajtów
 
Poprzednia strona
 
 

 

Rafał Kucharzyk

Nowa Ekonomia

 

Aby wejść do Internetu wystarczy mieć komputer, kartę sieciową, modem i telefon. Według OBOP ma do niego dostęp 16 proc. Polaków. To bardzo mało, bo np. w USA aż 50 proc. gospodarstw domowych posiada połączenie z siecią. Gdy do tego doliczymy komputery znajdujące się w miejscach pracy, szkołach wyższych, to otrzymamy całkiem sporą liczbę użytkowników. Jak wszędzie, tak i tu istnieje pewien margines - ludzie nieprzystosowani lub z natury konserwatywni będą mieć opory przed korzystaniem z Internetu.

Niezależne agencje prasowe podają, że w Wielkiej Brytanii około 30 procent ludności korzysta z Internetu w domu, w szkole, na uczelni i w miejscu pracy. Na początku roku 2000 było to 25 procent, gdy tymczasem w grudniu 1997 roku - zaledwie osiem procent. Wzrost następuje także dzięki temu, że rosnące zainteresowanie cyberprzestrzenią wykazują kobiety.

Szczególną grupę użytkowników sieci stanowią młodzi ludzie ze szkół średnich i studenci. W rozwiniętych krajach nie tylko znajomość co najmniej jednego języka obcego jest standardem, ale i umiejętność korzystania z komputera oraz sieci Internet staje się powoli normą.

Nie dotyczy to wyłącznie młodych ludzi wchodzących dopiero w dorosłe życie. Spotkałem stronę internetową pewnego starszego pana, na której napisane było, że wykonał ją wnuczek na specjalną prośbę dziadka. Jedna z organizacji dokumentujących zbrodnie komunistyczne zamieszcza apel do młodego pokolenia aby zapytało dziadków, czy nie mają jakichś pamiątek i materiałów z tamtego okresu, które mogliby przekazać do specjalnie tworzonego muzeum. Internet nie jest więc tylko dla młodzieży.

Obserwujemy proces informatyzowania polskiego społeczeństwa. Pierwszym krokiem, dobrym w założeniach, choć niedocenionym przez władze jest program Interkl@sa, czyli pracownia komputerowa w każdym gimnazjum. Są na szczęście zapaleńcy, którzy śmiało forsują ten projekt.

Gorzej jest w szkołach wyższych. Internet doceniły głównie uczelnie techniczne i ekonomiczne. W pozostałych jest nie najlepiej. Bądźmy jednak dobrej myśli. Planiści w 1985 r. przewidywali, że Akademia Ekonomiczna mieć będzie 40 mikrokomputerów i 4 kserokopiarki w 2000. Obecnie ma 1200 komputerów i 120 kserokopiarek!

Już od dłuższego czasu studenci AGH po przyjęciu na studia otrzymują do dyspozycji konto pocztowe. Są też specjalne pracownie, gdzie można skorzystać z sieci. Widać to również w Miasteczku Studenckim AGH, gdzie już wkrótce każdy mieszkaniec będzie mógł kontaktować się z Internetem. To dobry znak, bo nie wychodząc z akademika można załatwić wiele spraw: sprawdzić pocztę, dokonać zakupów (co prawda z nieco opóźnioną dostawą), wejść do chat-roomu i porozmawiać ze znajomymi, odwiedzić ciekawe miejsca w sieci, sprawdzić rozkłady jazdy, notowania walut czy prognozę pogody.

Bywalcy akademików UJ przy ul. Bydgoskiej zauważyli pewnie w jednym z nich pracownię internetową. Plany przewidują powstanie kolejnych takich miejsc.

Dla pozostałych zostają kawiarenki internetowe. Za drobną opłatą możemy tam surfować po Internecie, a przy okazji coś zjeść lub ugasić pragnienie.

Student, który rzadko korzysta z komputera, ma mniejszą siłę przebicia w staraniach o pracę. Kurczący się coraz bardziej rynek pracy dla absolwentów szkół pedagogicznych zmusza do większej elastyczności i pragmatycznego podejścia do wykształcenia i planów zawodowych. Paradoksalnie to właśnie studenci posługujący się na co dzień komputerem wymuszają na innych, aby stale podnosili swoje kwalifikacje. Coraz częściej bowiem środkiem porozumiewania się stają się e-maile czy IRC. I nikogo nie obchodzi zwrot "yyy, no tak, ale..." Żyje się coraz szybciej i nieprzystosowani (lub niedouczeni) mają mniejsze perspektywy życiowe.

Potwierdzeniem coraz większej roli technologii informacyjnych w codziennym życiu jest zachowanie się giełd, a szczególnie nowojorskiej. Specjalny indeks Nasdaq wyznacza wartość największych spółek high-tech. Wystarczyła propozycja amerykańskiego sędziego, by podzielić największą firmę Nowej Ekonomii - Microsoft - aby nastąpiło małe trzęsienie ziemi. Giełda zareagowała natychmiast. Pociągnęła za sobą wszystkie inne giełdy i wywołała sporą bessę na całym świecie. Już tylko ten mały sygnał może świadczyć o sile nowych technologii.

Czasami wiara ludzka w nowości bywa jednak irracjonalna. Przykładem może służyć fakt ogłoszenia przez kilka nowo powstałych firm amerykańskich zamiarów działania na rynku high-tech. Deklaracje te spowodowały szybki wzrost ich wartości, mimo, że wiele z nich nie zrobiło nic w tym kierunku. Sytuacja taka powtórzyła się w skali mikro na giełdzie warszawskiej. Jedna z firm ogłosiła chęć wejścia na rynek handlu internetowego. Reakcja inwestorów była podobna do zachowań Amerykanów. Chociaż w końcu okazało się to nieprawdą, mimo pewnego niesmaku, pozostał wyraźny sygnał możliwości nowej technologii.

Za kilka lat na polskim rynku możemy spodziewać się sporej liczby spółek internetowych. Właściciele największych w Polsce portali internetowych poszukują inwestorów strategicznych w celu dokapitalizowania siebie oraz dostawców nowych technologii. Ma to umożliwić zagarnięcie jak największej części rynku reklam i handlu w Internecie. Także właściciele mniejszych witryn mogą zarabiać na tym całkiem spore pieniądze. Środowisko komentowało niedawno kilka udanych transakcji, gdzie małe, amatorskie niemal, ale prowadzone z pomysłem witryny zostały sprzedane większym firmom za duże pieniądze. Twórcy tych stron nie przekroczyli trzydziestego roku życia.

Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 15726 bajtów

Początek strony

Rafał Kucharzyk  

 

Kraków, lipiec 2000
Statystyka