


Galeria      
|
Marek KarwalaRomuald Oramus - sztuka życiem pisana
Romuald Oramus urodził się w 1953 r. w Krakowie. Ukończył Wydział Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (1974-1979) w pracowni prof. Adama Marczyńskiego; później studiował jeszcze grafikę (aneks z zakresu wklęsłodruku) w pracowni prof. Mieczysława Wejmana. Jest profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Wychowania Plastycznego Akademii Pedagogicznej w Krakowie; wykłada również w Papieskiej Akademii Teologicznej.
Ma w dorobku ponad dwadzieścia wystaw indywidualnych (m. in. w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Zakopanem, Bydgoszczy, Bonn, Brukseli, Norymberdze). Swoje prace eksponował w blisko stu prezentacjach zbiorowych w kraju i poza granicami. Jego obrazy posiadają m. in.: Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Archidiecezjalne w Warszawie, Muzeum Śląskie w Katowicach, Historische Munzautomaten Museum w Berlinie oraz kolekcjonerzy prywatni.
W ostatnich latach nierzadko dają się słyszeć głosy o nieuchronnej "śmierci" tradycyjnego malarstwa. Mówi się, że zostanie ono wyparte przez zintegrowane manifestacje twórcze, przez tzw. "akcje", performance... Tymczasem sztuka wielu artystów zdaje się zadawać kłam tym opiniom, a szczególnie wiele do powiedzenia mają w tej mierze twórcy krakowscy. Marta Tarabuła próbuje wskazać powody ich wyborów:
"W Krakowie, w odróżnieniu od innych miast w Polsce, jest bardzo silna świadomość tradycji. W dużej mierze jest to zasługa Akademii; tradycja koloryzmu w pracowni Szancenbacha, tradycyjny akademicki rysunek u Zbyluta Grzywacza, pracownia Stanisława Rodzińskiego... Ale nie tylko to. Poza Akademią, myślę, że działa tutaj sama atmosfera miasta: w Krakowie jest Katedra na Wawelu i Groby Królewskie, jest Skałka, mamy tu pochowanych kilku wieszczów, marszałka Piłsudskiego etc., etc. Jest to miasto naładowane historią, żyjące jakby wciąż jeszcze w czasie przeszłym. W gruncie rzeczy - miasto konserwatywne, z dystansem do teraźniejszości"1.
Jednym z tych, którzy do tradycji odnoszą się ze szczególną estymą jest Romuald Oramus. Dla niego malarstwo jest w dalszym ciągu ważnym medium; on sam przygotowuje podobrazia (co dzisiaj wcale nie jest częste), precyzyjnie wybiera formaty i skale. Ogólnie rzecz ujmując - tradycyjne rzemiosło ikoniczne traktuje z szacunkiem i twórczo przystosowuje do swojego warsztatu. Znaczącą uwagę poświęca studium natury, chociaż nie trzyma się jej niewolniczo - a wydobytą z niej realność postrzega jako coś niemal namacalnego (np. fotografię prasową), ale zarazem coś, co prowokuje i domaga się artystycznych miksacji, nastawionych przede wszystkim na kreowanie emocjonalności. Sztuka Oramusa wyraźnie spleciona jest z życiem. Ono stanowi bowiem jej pożywkę i dostarcza inspiracji. Artysta powiedział kiedyś:
"Wielkie historyczne zawirowania, rewolucje i wojny, choć dotyczą całych społeczności i narodów, łączą się w dużym stopniu z indywidualnym cierpieniem artysty sięgającego po rylec i pędzel. (...) im więcej artysta cierpi, traci w życiu, a wokół dostatek tragedii - tym bardziej muzy mu służą. Z pewnością sztuka ludzi sytych, choć kulturalna i estetyczna, bywa nudna i pusta; jednak wielkość wielu twórców tkwi w tym, że wśród wstrząsów i niepokojów potrafią wytworzyć w sobie dystans do świata, skupiając uwagę na tym - co choć ulotne, w prawdzie swej jest piękne i nieprzemijające"2.
Dramatyczne wydarzenia w Polsce z początku lat 80. (stan wojenny i jego konsekwencje) - choć może to wydawać się paradoksem, ale potwierdza wcześniej wyrażone przez malarza stanowisko - zaowocowały w dorobku Romualda Oramusa znakomitymi cyklami, m. in.: Czas zatrzymany (1981-82), Uczta (1983-84), Funeralia (1985-86), Bachanalia (1986-88). Jest w nich zawarta atmosfera tamtego czasu ostrych, czytelnych podziałów w rodzaju: "my-oni", kontrastu między atmosferą narodowego "pogrzebu" a klimatem wieczornego "imprezowania", oczyszczającego i niemal niezastąpionego remedium na wszystkie ówczesne nieszczęścia. W wielu pracach powstałych w tamtym okresie dają się rozpoznać przywoływane twórczo echa malarstwa barokowego, nastrój płócien Brueghla lub Goyi, do powinowactw z którymi artysta przyznaje się szczególnie chętnie. Mówiąc o wpływie tradycji na sztukę Oramus podkreśla:
"Częścią egzystencji twórcy są również jego konkretne fascynacje i inspiracje artystyczne bądź dziedzictwo kulturowe, z którego wyrasta. Cały ciąg przemian w sztuce z perspektywy wieków i lat nabiera charakteru uporządkowanych implikacji, często mających znamiona nawrotów i odniesień do osiągnięć twórczych naszych przodków. Ferment nowych założeń artystycznych danej epoki z jej stylem lub kierunkami przysłania czasem artystom podstawy rzeczywistości, którą kształtuje tradycja, nawet wtedy kiedy się jej przeciwstawiają (...)"3 Na początku lat 90. pojawiły się w dorobku Oramusa - jako pokłosie artystycznego stypendium we Włoszech - motywy śródziemnomorskie (1990-93). Choć płótna skupione wokół tej tematyki nie zostały ujęte w cykl, choć posiadają indywidualne tytuły, wszakże i one układają się w zwartą całość. Nawiązują wyraźnie do topiki arkadyjskiej, ale kreowana w nich przestrzeń daleka jest od klimatu Arkadii. Powtarzające się tam dwie postacie - mężczyzna i kobieta, choć ukazywane są blisko siebie, to jednak w taki sposób, że wyczuwa się ich wyalienowanie, samotność; łączy je tylko przestrzeń i fizyczna bliskość, a dzieli cała reszta. Są nieco groteskowe, namalowane w większej skali w stosunku do pozostałych elementów prezentowanego świata. W tych obrazach zwraca uwagę prawie plakatowy, odważny skrót myślowy, towarzyszący barwom nasyconym, "rozgrzanym". Przejawem degradacji tak przedstawionego marzenia arkadyjskiego jest nie tylko wyalienowanie bohaterów, ale też panosząca się rzeczywistość gadżetów, będących znakami doczesnej ułudy. Marzenie występuje tu obok bylejakości, wzniosłość obok banału, człowiek zaś jawi się na granicy pomiędzy Edenem a ziemskimi "brudami". W tym "teatrze istnienia" to, co przynależy do świata iluzji i pragnień malowane jest ostro, "twardo", natomiast przestrzeń gadżetów "miękko", w sposób rozmyty - w konsekwencji ostra krystaliczność, osiągana metodą kolorystycznego kontrastu, broni świata marzeń.
W połowie lat 90. Romuald Oramus rozpoczął kolejny cykl - Homo ludens (1995- 98). I tu także widoczny jest świat skontrastowany - w wykwintnych wnętrzach pałacowych zostały umieszczone... automaty do gier, które uruchamia się przez wrzucenie monety. Współczesny człowiek, jak chyba żaden z jego poprzedników, przeznacza sporo czasu na grę, zabawę. Zapewne nie byłoby w tym nic złego, gdyby w tych działaniach, które niejednokrotnie okazują się absurdalne, nie zatracał samego siebie, gdyby homo ludens nie wypierał i nie zastępował homo faber. Ostatnie lata przyniosły modę na tężyznę fizyczną, która sama w sobie nie jest niczym zdrożnym. Niekiedy jednak urasta ona do roli fetyszu, siłownia staje się "świątynią", pracujący w niej instruktor "kapłanem" i przewodnikiem tych, którzy rozmiłowali się w jednym z doczesnych bożków - ciele, a same ćwiczenia funkcjonują jako "religijny" rytuał. Z takich postaw artysta pokpiwa w następnym cyklu - Fitness Club (1997-99), posługując się przy tym najczęściej groteską, metaforą i symbolem. Przestrzeń tych obrazów nie zawsze jest jasno określona, ulega zagięciom, tworzy prześwity, przez które dociera obraz innej przestrzeni - duchowej, zaś dyskretnie przywoływane znaki vanitatywne: ludzkie kości, misteryjne kielichy itp. zdają się przypominać za Koheletem - "marność nad marnościami..." Oramus troszczy się o szczegóły swoich obrazów. Powracając do nich często wprowadza poprawki, będące śladami pokory i nowych przemyśleń, w konsekwencji niektóre płótna dojrzewają nawet kilka lat. Ostatnie prace wydają się bardziej "miękkie" (mniej skontrastowane) od tych z poprzednich okresów, które jawiły się jako raczej "twarde", niektóre wręcz "graficzne". Wpływa na to zapewne fakt, iż artysta maluje w ostatnim czasie bezpośrednio na "gołym" płótnie, bez zagruntowania.
Prace graficzne Romualda Oramusa zdają się towarzyszyć jego wypowiedziom malarskim i uzupełniać je. W nich również wyróżniają się identyczne lub zbliżone tematycznie do malarstwa cykle: Czas zatrzymany (1981- -84), Uczta (1983-84), Rytuały (1982-84), Bachanalia (1987-90) czy Fitness Club (1998-99). Grafiki posiadają najczęściej niewielkie rozmiary, zwykle operują kontrastowymi odcieniami bieli i czerni (wyłączając ostatni cykl, w którym pojawiły się też odbitki kolorowe).
Jak widać, cykle malarskie i graficzne zamykają się zwykle w przedziałach 2-3-letnich. Nie znaczy to bynajmniej, że artysta wyczerpawszy jeden temat sięga po inny, zupełnie odmienny. Przeciwnie, wszystkie etapy jego twórczości układają się w zadziwiająco spójny światopoglądowo i warsztatowo, precyzyjnie przemyślany łańcuch działań, którego każde kolejne ogniwo łączy się z poprzednim i zapowiada następne. Marek Karwala 1 Serio (z Martą Tarabułą rozmawia Janusz Świerszcz), "Projekt" 1990, nr 4, s. 22. 2 R. Oramus, O powstawaniu dzieł słów kilka..., "Folia Mazoviana" 1995, nr 1, s. 17, passim. 3 Tamże, s. 18-19. | 


 |