
Wszyscy jesteśmy architektami informacji
Wywiad z prof. Ericem Reissem
English version

![]()
Stanisław Skórka: Zajmijmy się najpierw podstawową terminologią. Czy spośród 900 istniejących obecnie definicji architektury informacji mógłby Pan wybrać tę, która odpowiada Panu najbardziej? Czym właściwie zajmuje się architektura informacji?
![]()
Eric Reiss: Terminy, o których Pan wspomniał, powstały podczas pierwszego w historii sympozjum poświęconego architekturze informacji, które odbyło się w kwietniu 2000&nobr;r. w Bostonie. Ponad czterystu architektów informacji zebrało się wówczas, by wspólnie ustalić definicję swojej dziedziny. Niestety, próba ta zakończyła się fiaskiem. Sądzę, że wszyscy zgadzamy się, czymarchitektura informacji jest w swych ogólnych zarysach, ale szczegółowe aspekty tej dyscypliny zmieniają się w zależności od tego, czym konkretnie się zajmujemy. Sam stosuję definicję, która zrozumiała jest nawet dla mojej mamy. Cieszy się ona również popularnością wśród przedstawicieli świata biznesu. Nieco upraszczając, architekci informacji gromadzą różne - rozumiane jako jednostki informacji - rzeczy i grupują je w użyteczne kategorie, przypisują im łatwe do rozpoznania przez większość ludzi nazwy i umieszczają tam, gdzie będą najbardziej przydatne. W praktyce oznacza to, że architektami informacji jesteśmy w pewnym stopniu wszyscy, a rodzina ludzka architekturą informacji posługuje się prawdopodobnie już od swego zarania. Trudno doprawdy wyjść z domu, żeby na każdym rogu nie natknąć się na przykłady zastosowania jej podstawowych zasad. Załóżmy, że mija pan stoisko z owocami. Zauważy pan skrzynkę z ananasami, skrzynkę z cytrynami, skrzynkę z jabłkami, skrzynkę z pomarańczami. Przekona się pan, że często nawet różne odmiany jabłek umieszczono w osobnych - choć usytuowanych blisko siebie - skrzynkach. Na tym właśnie polega architektura informacji. Właściciel stoiska posortował owoce. Chociaż w tym przypadku niekoniecznie nadał im nowe nazwy, bez wątpienia zadbał o to, by owoce znalazły się tam, gdzie potencjalni klienci z łatwością natkną się na nie w czasie zakupów. Takiego postępowania trzeba nauczyć się również w świecie wirtualnym, przy tworzeniu stron internetowych i aplikacji, i w tym momencie sprawa zaczyna się komplikować. W przypadku sklepu internetowego z przykładem dobrej architektury informacji mamy do czynienia chociażby wtedy, gdy kupując odkurzacz natykamy się na propozycję dokupienia dopasowanych do niego worków. Mamy tu do czynienia z dwiema powiązanymi ze sobą jednostkami informacji. Dla odbiorców istotne jest, by architekt informacji zajmujący się projektowaniem strony uzmysłowił sobie, że te dwa elementy - forma i treść - są ze sobą ściśle powiązane i że powinny występować razem.
![]()
- Czym jest więc architektura informacji? Sztuką? Rzemiosłem? Profesją? Czy może dyscypliną naukową?
![]()
- Sądzę, że wszystkim po trochu. To jednak w głównej mierze pewien specyficzny sposób myślenia. Nie uciekniemy oczywiście od zagadnień naukowych, kiedy zajmiemy się praktycznymi zastosowaniami architektury informacji, które zahaczają o dziedziny bardziej tradycyjne, takie jak bibliotekoznawstwo, klasyfikacja dokumentów, indeksowanie, tworzenie tezaurusów, nadawanie metadanych itd. Wymienione dziedziny wymagają podejścia naukowego i posiadają własne, jasno określone zbiory metod i procedur. Mimo że architektura informacji z całą pewnością jest rodzajem rzemiosła, powinna być również czymś więcej - istnieje konieczność ciągłego dążenia do rozwiązań innowacyjnych. To wciąż dość młoda dziedzina działalności i błędem byłoby oczekiwać, że za dziesięć lat jej kształt pozostanie niezmieniony. Kiedy uczymy rzemiosła w szkołach, spodziewamy się wykształcić u uczniów umiejętności i świadomość technik, które będą wykorzystywać przez całe późniejsze życie. Mam jednak nadzieję, że za dziesięć lat obecni uczniowie daleko wykroczą poza to, czego nauczono ich w szkole i będą osiągać rzeczy, o których ich rodzicom nawet się nie śniło. Ogólne zasady na pewno się nie zmienią, ale liczę, że wypracowane zostaną nowe, lepsze techniki działania.
![]()
- Czym właściwie zajmują się architekci informacji? Czy są to projektanci stron internetowych, graficy, czy może raczej informatycy?
![]()
- Z początku architekci informacji rzeczywiście często legitymowali się wykształceniem technicznym. Przede wszystkim znali język HTML. Architektura informacji rodziła się w latach 1995-1996. Strony internetowe nie były wówczas bardzo skomplikowane. Ich struktura składała się zazwyczaj ze strony głównej i odnośników do kilku podstron; łatwo ją było rozplanować. Dzisiaj strony liczą tysiące, niekiedy więcej, podstron. Ich zaprojektowanie wymaga pracy kogoś, kto nie tyle skupi się na aspektach technicznych, co zada sobie pytanie o to, jak zamieszczone na stronie informacje będą wykorzystywane przez użytkowników.
Architekt informacji zajmuje się projektowaniem tzw. mapy strony internetowej. Może być z zawodu grafikiem, ale nie musi; może być liderem, ale nie musi; może być analitykiem danych, ale nie musi. Sądzę, że w najbliższej przyszłości architektura informacji pozostanie w rękach jednostek, które posiadają szczegółową wiedzę o konkretnych produktach i usługach, oraz wiedzą jak te produkty i usługi skutecznie zaprezentować. Najczęściej będą to ludzie z doświadczeniem w marketingu, zwłaszcza specjaliści od dokumentacji technicznej, ponieważ ci, którzy zajmują się budowaniem zawartości, najlepiej wiedzą jak tę zawartość można wykorzystać. Projektowanie stron internetowych to kwestia nie tyle techniki, co doboru odpowiednich form i narzędzi komunikacji. Oznacza to, że o ile rozumieć istotę architektury informacji powinniśmy wszyscy, sam architekt informacji powinien znać się ponadto na innych dziedzinach wiedzy. Nie musi być programistą, ale powinien rozumieć jak myśli komputer. Nie musi być liderem, ale powinien znać dynamikę grupową. Nie musi być grafikiem, ale musi myśleć pod kątem użyteczności i rozumieć sposób, w jaki ludzie interpretują sygnały wizualne.
![]()
- Czy to oznacza, że architektura informacji kładzie większy nacisk na zawartość komunikatu niż na samą jego technologię?
![]()
- Zdecydowanie. Pięć czy sześć lat temu mówiło się, że zawartość serwisu jest najważniejsza. I to nadal jest do pewnego stopnia prawda. Jeśli stworzymy bardzo nudną stronę, z marnymi ilustracjami i nieinteresującym tekstem, nikt nie zechce z niej korzystać. W tym sensie zawartość wciąż jest najważniejsza. Ale tak naprawdę najważniejszy jest kontekst. Wartość powstaje przez sposób połączenia elementów ze sobą. Powiedzmy na przykład, że gramy z przyjaciółmi w remika. Jaki skompletujemy sekwens? Złożony z czterech, pięciu, czy może sześciu kart? A może zdecydujemy się zebrać cztery jednakowe figury? Trzeba podjąć jakąś decyzję. Możemy posegregować swoje karty na wiele sposobów i nasz wybór zadecyduje o wygranej bądź przegranej. To samo dotyczy gry w Scrabble - ułożymy słowo premiowane dużą liczbą punktów, czy zadowolimy się małą? W każdym wypadku dysponujemy tymi samymi jednostkami informacji, tymi samymi cegiełkami, ale możemy uporządkować je na różne sposoby, z których niektóre okażą się korzystniejsze niż inne. Porządkowanie informacji wymaga myślenia strategicznego.
![]()
- Kto może zostać architektem informacji?
![]()
- Szczerze mówiąc właściwie każdy, ale należy pamiętać, że zawód ten wymaga specyficznego sposobu myślenia. Architekt informacji powinien posiadać zdolność łatwego dostrzegania prawidłowości w otoczeniu. Powiedzmy, że mamy przed sobą pudełko klocków Lego. Niektórym z nas wystarczy jedno spojrzenie, by zauważyć, że zawiera ono więcej klocków czerwonych niż żółtych. Właśnie w dostrzeganiu takich prawidłowości powinien celować architekt informacji. Powinien również myśleć twórczo. Kiedy byłem ośmio- dziewięcioletnim brzdącem, zgromadziłem własną kolekcję kart z wizerunkami graczy baseballowych. Każde znaczniejsze miasto szczyciło się wówczas własną drużyną baseballową i większość chłopców w moim wieku porządkowała swoje karty według drużyn. To była najprostsza metoda. Ja natomiast zacząłem dzielić graczy na kategorie, stosując odmienne kryteria, np. leworęczność czy charakterystyczne nakrycie głowy. W latach trzydziestych ubiegłego wieku indyjski bibliotekarz Ranganathan, przedstawił metodę klasyfikacji danych znaną jako „klasyfikacja fasetowa” - i to, co robiłem jako ośmiolatek to praktyczne zastosowanie tej właśnie metody. Wówczas nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale wyodrębniałem różne dostępne zmienne, cechy według których można było dzielić karty - „fasety” - i rozbudowywałem wokół nich systemy organizacyjne - „klasyfikacje.”
![]()
- Najlepszą drogą do zawodu architekta informacji jest więc kolekcjonerstwo?
![]()
- Kolekcjonerstwo bez wątpienia umożliwia zdobycie wprawy w trudnej sztuce klasyfikacji. Nie wiem czy to droga najlepsza z możliwych. Zawód ten na pewno wymaga jednak wrodzonej ciekawości i czerpania przyjemności z pracy z treścią. Kiedy architekt informacji pracuje dla firmy produkującej sprzęt medyczny, zainteresować się powinien np. cewnikami czy workami kolostomijnymi, czyli sprawami, które innym ludziom wydają się nieciekawe. Idealny architekt informacji to osoba o dużej ciekawości poznawczej, pełna entuzjazmu i obyta w świecie. Słowem - osoba, która przeczytała trochę książek, posłuchała nieco muzyki, była tu i tam, i wie, że ludzie niekoniecznie myślą wszędzie według tych samych wzorców. Oczywiście wiele umiejętności praktycznych można wykształcić na uniwersytecie czy dzięki indywidualnej lekturze. Ale jeśli pyta Pan, kto powinien wybrać ten zawód, czy też, kto ma w nim największe szanse na sukces, to muszę powtórzyć, że będzie to osoba, która z natury jest ciekawa świata, łatwo dostrzega prawidłowości w otoczeniu i czerpie przyjemność z porządkowania rzeczywistości wokół siebie na nowe sposoby.
![]()
- Wynika z tego, że praca w tej dziedzinie wymaga, według Pana, nie tyle określonego wykształcenia, ile szczególnych cech i umiejętności?
![]()
- Oczywiście, ale te umiejętności też można wykształcić. Wyobraźmy sobie, że mamy jakiś zły nawyk. Istnieją różne rodzaje złych nawyków, np. palenie: jeśli raz wpadniemy w szpony nałogu, trudno nam się później z niego wyrwać. Ale są też nawyki, z którymi zerwać stosunkowo łatwo. Kiedy na przykład żona zwróci mi uwagę, że nie zakręcam pasty do zębów po użyciu, wystarczy chwila zastanowienia i prawdopodobnie więcej już tego błędu nie popełnię. Niekiedy z kolei ktoś zwraca nam uwagę na coś złego, a my mówimy sobie po prostu „cóż, nie mój problem, dobrze mi z tym i nie zamierzam się zmieniać.”
Jaki to wszystko ma związek z architekturą informacji? Uważam, że możliwe jest wykształcenie „nawyków myślowych”, które uczynią nas lepszymi architektami informacji. Szkoły nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi trudnej sztuce myślenia, ale kiedyś z pewnością będą się z tym zadaniem musiały zmierzyć. Mogą wówczas na przykład organizować gry i zabawy, które zachęcą uczniów do wyszukiwania w otoczeniu różnych prawidłowości i podczas spaceru po mieście poprosić ich o odnalezienie konkretnych przykładów. Jak już wcześniej wspomniałem, prawidłowości można dostrzec choćby w sposobie uporządkowania stoiska z owocami w supermarkecie. Albo za ladą w barze - w jednym miejscu mamy wódkę, w drugim dżin, w innym zaś - składniki niezbędne do zrobienia Krwawej Mary. Wszystkie składniki zostały odpowiednio sklasyfikowane i umieszczone tam, gdzie najłatwiej po nie sięgnąć. Architektura informacji i jej prawidłowości są wszędzie. Mam nadzieję, że podobnie jak możliwe jest zerwanie ze złym nawykiem, możliwe jest wyrobienie nawyku dobrego: nawyku zwracania uwagi na występujące w otoczeniu prawidłowości. Takie kształcenie może być niekiedy trudne, ale często na pewne sprawy wystarczy po prostu zwrócić uwagę, by w przyszłości już nie sprawiały większych trudności. To trochę tak, jak z klasycznym obrazkiem Edgara Rubina ilustrującym zjawisko figury/tła - w zależności od punktu widzenia dostrzegamy na nim wazon albo dwa kobiece profile. Kiedy raz już się przekonamy jak działa to złudzenie optyczne, w przyszłości na pewno z łatwością wyodrębnimy obie możliwości, ale wielu ludziom trzeba je na początku jasno wskazać.
Wiele dobrego można już zrobić na poziomie szkoły podstawowej. Dzieciaki powinny się nauczyć skutecznej architektury informacji, bo korzystają z komputera i jakoś muszą zarządzać swoimi folderami. Ponadto wysyłają sobie sms-y, tworzą osobiste strony np. na portalu MySpace - to wszystko również wymaga architektury informacji.
![]()
- Architektura informacji ma korzenie w świecie biznesu. Czy może być zastosowana również w innych dziedzinach życia codziennego?
![]()
- Oczywiście. I to do wszystkiego począwszy od porządkowania przypraw w kuchni aż po ułożenie narzędzi w warsztacie. Nieustannie klasyfikujemy rzeczy, porządkujemy je i umieszczamy tam, gdzie będzie je łatwo odnaleźć i wykorzystać. Tym samym zajmuje się architekt informacji. Pracuje on z informacją w formie elektronicznej: ze zdjęciami, dokumentami, wykorzystuje jednak ten sam zdrowy rozsądek, który pozwala nam w sposób sensowny uporządkować przyprawy w kuchni czy narzędzia w warsztacie. Kiedy pracujemy z informacją w postaci elektronicznej, często zdarza nam się o tych zdroworozsądkowych metodach zapominać. Od najmłodszych lat powinno się już dzieci uczyć, że sama zawartość, tj. dokument czy zdjęcie, nie wystarczy. Należy takim elementom nadawać szczegółowe nazwy i opisy - metadane - które pozwolą je później w gąszczu informacji szybko zidentyfikować. Każdemu zdarzyło się na pewno zrobić podczas wakacji zdjęcie, zapisać je w pamięci komputera, a po sześciu miesiącach bezskutecznie poszukiwać folderu, w którym zostało umieszczone. Wyszłoby nam na dobre, gdyby w znacznie wcześniejszym wieku zaczynano nas uczyć podstaw architektury informacji. Dotyczy to także dziedzin pokrewnych, w tym zasad skutecznego wyszukiwania informacji w sieci. Już w trzeciej czy czwartej klasie szkoły podstawowej powinniśmy u dzieci kształcić tę umiejętność. Nic mi jednak dotąd nie wiadomo o systemie szkolnictwa, który by takie zajęcia przewidywał.
![]()
- Niedawno natknąłem się na sporo nowych, związanych z architekturą informacji pojęć. Jedno z nich to architektura wiedzy. Czy to pojęcie jest Panu znane? Czy architektura wiedzy to kolejna nowa dyscyplina, czy po prostu gałąź architektury informacji?
![]()
- Rzeczywiście, pojawia się obecnie coraz więcej nowych terminów. Często mówi się dzisiaj o trzech pokrewnych - choć odrębnych - dyscyplinach: o zarządzaniu dokumentami, zarządzaniu wiedzą i o zarządzaniu zawartością. Te trzy dziedziny często są mylone. Zarządzanie dokumentami to sztuka sprawnego katalogowania dokumentów, służąca łatwemu wyszukiwaniu plików - architektura informacji stanowi istotę zarządzania dokumentami w tym sensie, że dostarcza metadanych, które pozwalają łatwo odszukać np. zagubione wakacyjne zdjęcie sprzed sześciu miesięcy. Zarządzanie wiedzą to tworzenie systemów takich jak sieci wewnętrzne i zewnętrzne oraz wszelkich rodzajów środowisk interaktywnych, w których użytkownicy mają możliwość dzielenia się swoją wiedzą z innymi. Zarządzanie zawartością to z kolei publikowanie informacji, na przykład na stronie internetowej. Architekt informacji identyfikuje grupy powiązanych informacji i przedstawia je w przemyślany sposób pod nazwą, którą bez trudu zapamiętają użytkownicy - a zadania te wymagają jednoczesnego odwołania się do wszystkich trzech wspomnianych dziedzin naraz.
![]()
- W roku 2000 wydał Pan książkę o architekturze informacji - czy planuje Pan następną?
![]()
- Raczej nie. Czas ustąpić pola innym. Pisałem swoją książkę w 1998 r. i w momencie wydania była to bardzo dobra pozycja. Nadal ma zresztą wiele do zaoferowania środowisku przedsiębiorców, które wciąż jeszcze uczy się, w jaki sposób architektura informacji może generować wartość w biznesie. Jeśli jednak chodzi o dydaktykę architektury informacji, to obecne są już na rynku lepsze pozycje, niektóre z nich zostały nawet przetłumaczone na język polski.
Pracuję natomiast obecnie nad dwiema książkami tematycznie powiązanymi z architekturą informacji. Jedna dotyczy „Web Dogma '06” - teorii, którą przedstawiłem parę lat temu. W skrócie, na wspomniany „dogmat” składa się dziesięć praktycznych wskazówek dla specjalistów projektujących strony internetowe. Co istotne, są to wskazówki skuteczne niezależnie od technologii: pomagają stworzyć stronę, która będzie łatwiejsza w obsłudze i bardziej zrozumiała, bez względu na to, jaką przeglądarkę czy język programowania wybierze jej twórca. Planuję, więc napisać krótką książkę, która każdą ze wspomnianych dziesięciu praktycznych wskazówek omawiałaby w sposób bardziej szczegółowy. Druga książka, nad którą pracuję, dotyczy wspólnych systemów odniesienia. Wspólny punkt odniesienia pomaga nam się upewnić, że wszyscy nadążamy za tokiem rozmowy, że rozumiemy, o czym mowa. Na przykład, gdybym teraz powiedział, że mam pod połą płaszcza ukrytą standardową sześdziesięciowatową żarówkę, czy wiedziałby pan o czym mówię?
![]()
- Myślę, że tak.
![]()
- Większość ludzi sądzi, że wie jak wygląda ta hipotetyczna żarówka, chociaż nie podałem przecież jej dobrego opisu. Gdyby taki opis pojawił się na stronie internetowej, byłby zdecydowanie niewystarczający. Nie wiemy na przykład, czy chodzi o żarówkę matową, czy przezroczystą. A może kolorową? Czy to żarówka imitująca światło dzienne? Czy zawiera żarnik węglowy? Jakie ma mocowanie: na gwint Edisona czy bagnetowe? Przystosowana jest do standardowego w Ameryce napięcia 110 V czy 220 V - typowego dla Europy? Żeby ustalić wspólny punkt odniesienia, należy odpowiedzieć na wszystkie te pytania. I właśnie dlatego sieci e-sprzedaży obecnie często ponoszą klęskę - potencjalni klienci nie mają pewności, co tak naprawdę kupują. Przy projektowaniu stron, należy wykorzystać ilustracje i dźwięki, utworzyć wspólny punkt odniesienia z odwiedzającymi stronę. Dotyczy to każdego rodzaju produktu. Gdybym był harcerzem sprzedawałbym na przykład ideę etyki i odpowiedzialności obywatelskiej - „produkt” nie zawsze musi mieć fizycznie namacalną postać. Większość stron nie radzi sobie na rynku, ponieważ ktoś arbitralnie zadecydował, że opis produktu nie może przekraczać dziesięciu linijek - wskutek tego opis taki często jest niewystarczający.
Wciąż utrzymuje się wiele mitów i nieporozumień dotyczących komunikacji w sieci. Wielu słów i pojęć, jak np. pojęcia „innowacyjności,” po prostu się nadużywa. Chciałbym przedsiębiorcom pomóc zrozumieć, co architekci informacji robią, dlaczego to robią i jakie znaczenie może to mieć również dla nich.
![]()
Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w planach wydawniczych.
Rozmawiał
Stanisław Skórka
Fot. Mieczysław Więcławek