Poeta, prozaik, aktor, reżyser, animator kultury. W latach 1980–1981 prezes Koła Młodych KO ZLP. W latach 1981–1985 asystent reżysera, współpracownik literacki i artystyczny, kierownik studia aktorskiego w krakowskim Teatrze STU. Współtwórca – wraz ze Zbigniewem Zagajewskim – Warsztatów teatru magicznego (1989–1995). Twórca działającego od 1996 r. (w ramach Stowarzyszenia Dialog) Teatru Promocji Poezji, realizującego spotkania z cyklu „Rozmawiajmy wierszami” oraz turnieje czytania własnego wiersza. Autor zbiorów poetyckich: Nadzieja matka głupich (1980), Przenikanie (1997), oraz powieści: Praktyki (1984), Potwór nieopisany (1999). Wolna miłość (I nagroda w ogólnopolskim konkursie im. M. Reja z Nagłowic, 2000 r.). Publikował w prasie literackiej, m.in. w: „Życiu Literackim”, „Studencie”, „Przemianach”, „Ikarze”, „Trwaniu”, „Suplemencie”, „Miesięczniku Kraków”. Od marca 2005 r. jest prezesem Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich
* * *
mam skórę wieloryba
obrastam mułem doświadczenia
zwisają ze starej sterty pudry
koniki na biegunach wózki
inwalidzkie szczęki zasuszone listki
ławki szkolne pocałunki lusterka
połykane jak pigułki przed snem
wygniecione ortaliony szeleszczą
sukienka z satyny uda ukochanej
otwierają się na zawsze palce
w rozkurczu miłosnym świecące oczy fosforyzująco
garby przyszłych obowiązków i inne zajady
ale płynę płynę W przód płaskim nosem wieloryba
w oceanie wrażeń i zatrzaśnięć
każdy zatrzask to maleńki haczyk
pana boga zagadki co na górze
szkieletów wielorybich z wędką
odpowiedzi Tak
czekam tak z oczami złożonymi w mętnej wodzie
albo płynę nie czekając
z pompy pragnień wydmuchuję słupy wody
darmo Skrzące Tęczą w Słońcu
jestem mechanizmem niezwykle skomplikowanym
nie potrafię naprawić zdechłych pomp
pragnienia umierają brak tęczy
pali brak rąk nóg pod skórą
ale płynę płynę wieloryb uśmiechnięty
(w morzu łzy nie mają sensu)
nieforemna pulsująca trumna
w czekaniu swego harpunnika
opieram się nawałnicom ryb
rekinów pazury szlifują mnie na głębokościach
pożeram błyszczący plankton Obrastam
w sztylety pantofle Nadzieje
o chwiejnych ramionach wiecznie żywej meduzy
czasem ciała dziewcząt siadają mi na wargach
liżę je miękkim nadzwyczaj delikatnym jęzorem
potem strącam lekko do planktonowego ścieku
Debiut prasowy, „Życie Literackie” 1977
* * *
pies bez ulubionej
kości
orangutan z zawiązanymi
rękami
kosmonauta w nowym skafandrze
wszyscy
Z debiutu książkowego Nadzieja matka głupich,
Kraków 1980
Zaklinanie żebra
wciąż powracam do pierwszej dziewczyny
którą w zagłębieniu wzgórza wielbiłem
pod krzakiem dzikiej róży
to nie żadna kalkomania lecz wzgórze Wzgórze
krzak Krzak dla mnie gorejący jak obojętność
mijającego mnie chrabąszcza
twoje wyłuskane spod bluzki piersi
rozkołysały we mnie nocy moc
A jeszcze wczoraj podkładałem nogi przechodzącym
dziewczynkom
teraz składam głowę u twoich stóp szepcząc depcz mnie miła
otwórz wejdź w to miejsce
żebrem się stań
2005