Ostatnio sporo mówi się o relacjach pomiędzy sztuką a odpowiedzialnością. Postulat odpowiedzialności artysty oraz jego dzieła pozostaje wszak często jedynie sloganem. w przypadku twórczości Eugeniusza Muchy (zarówno malarstwa sztalugowego, jak i ściennego) spójność ta jest swoistym imperatywem działania. Parafrazując znane powiedzenie: „Żyj tak, jakbyś miał umrzeć następnego dnia”, Mucha zwykł mawiać: „Obraz powinno się tworzyć tak, jakby następnego dnia miało się umrzeć”[1]. To nie przypadek, że artysta stawia znak równości między życiem a tworzeniem, dla niego bowiem życie oznacza uprawianie sztuki, która staje się w równej mierze: pracą, uniesieniem, modlitwą… On nigdy nie staje przed płótnem bez wcześniejszego przygotowania, bez owego zaplecza myślowego, które jest skutkiem wewnętrznego zmagania się podczas bezsennych nocy lub w trakcie samotnych wędrówek, kiedy przygląda się naturze, podziwiając jej porządek. To również efekt wielu lektur, do których zalicza przede wszystkim Biblię; chętnie sięga po pisma Edyty Stein i innych filozofów, wczytuje się w żywoty świętych (sporo zawdzięcza św. Franciszkowi), zachwyca go postawa mistyczna św. Teresy z Lisieux, zwanej Mniejszą. Mówiąc krótko – praca przy płótnie lub malowanie fresków to dla Muchy ostatni etap tworzenia, skutek wcześniejszych przemyśleń.

Artysta unika konsekwentnie – wyłączając krótkie uwikłanie się w pierwszej połowie lat 50. w złudną ideologię socrealizmu – tematów związanych z polityką, którą postrzega jako podległą relatywizmowi. Co prawda pojawiają się niekiedy postacie ze świata polityki, ale w kontekstach zgoła nie politycznych. Tak jest chociażby na obrazie Emaus (w jednej z jego wersji, jako że Mucha zwykle kilka lub kilkanaście razy rozwija ten sam temat), gdzie uczniów, którym objawił się Chrystus w drodze do Emaus zastępują anty-uczniowie: Lenin i Hitler… Chociaż Jezus objawia się nieustannie poprzez swoją naukę, człowiek nie chce Go dostrzegać lub jawnie Mu się przeciwstawia.
Na przeciwległym dla polityki biegunie widzi Eugeniusz Mucha metafizykę i właśnie jej poświęca większość swoich prac. Wychodzi z założenia, że świat realny jest tylko parawanem wymiaru wiecznego i trwałego. Mówi: „Człowiek jest kimś tak niepozornym, jak mrówka, a jednocześnie kimś wielkim. Wystarczy, że pomyśli o Kosmosie i w pewnym sensie już tam jest; pomyśli o Bogu i zbliża się do Niego”[2]. Wiele tematów Muchy ma proweniencję biblijną: była już mowa o Emaus, bodaj najważniejsze w tym kręgu są sceny Bożego Narodzenia, znanych jest kilka przedstawień veraikonu, piet, ukrzyżowania św. Piotra, wygnania z Raju, siewcy, pocałunku Judasza i in. Chociaż kilka razy posądzono artystę o obrazoburczość, jego prace z pewnością takimi nie są. Przeciwnie, wydaje się, że można je określić jako modlitwy, chociaż wznoszone są one nie z perspektywy „na kolanach”. Tutaj Pan Bóg nie musi Muchy upominać, tak jak niegdyś – wedle znanej anegdoty – Matka Boska upomniała malującego Stykę: „Przestań malować mnie na kolanach, a zacznij malować dobrze”. Sacrum należy do przestrzeni z natury swej nienazywalnej. Wyrażanie jej często graniczy z… niewyrażalnością. Jakże trudno określić słowami obiekt, który nie poddaje się ludzkiej, a więc racjonalnej percepcji! Jeszcze trudniej wypowiedzieć go środkami ikonicznymi. Artyście wszak udaje się wypełnić to zadanie w znacznym stopniu, chociaż zastosowane środki niekiedy wzbudzają (lub raczej wzbudzały) kontrowersje. Taki los spotkał głośny obraz z 1974 r. Boże Narodzenie, na którym spomiędzy nóg nagiej Matki Bożej wyłania się Chrystus Ukrzyżowany. Krytyka skupiła się na tym, co zewnętrzne, a nie potrafiła dostrzec teologicznej głębi tej sceny, akcentującej nierozerwalność Betlejem i Golgoty, życia i śmierci… dla dalszego życia. To – bodaj najgłośniejsze płótno artysty – zostało docenione i w pełni rozpoznane dopiero w latach 80.
Łagodna natura twórcy, jego autentyczna życzliwość i zwykła ludzka dobroć tylko z pozoru pozostają w sprzeczności z dynamiką, napięciami egzystencjalnymi i dramatycznymi pytaniami, które zdominowały płótna (warto wszakże pamiętać, iż walka ta z reguły kończy się zwycięstwem, bowiem artysta odnajduje rozwiązania dręczących go dylematów). Ważnym narzędziem warsztatu Muchy jest kontrast, wyrażający się zarówno w sferze ideowej, jak i formalnej. Problematyka sakralna oraz ziemska (tematy: Matka, Ojciec, Spacer i in.) wyznaczana jest granicami antynomicznych par: miłości–nienawiści, życia– śmierci, radości–cierpienia, prawdy–fałszu, dobra–zła. Do świetlistego oblicza Chrystusa zbliża swoją, wyłaniającą się z cienia ciemną twarz zdrajca Judasz; mrocznym „maskom” Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina (plakatowy cytat) przeciwstawiona zostaje jasna, szczera twarz papieża Jana XXIII. Wśród kolorów – często bardzo odważnie zestawianych – dominują czerwienie, czernie, błękity, zielenie i żółcie. w rozmowie z poetą Józefem Baranem artysta akcentował wagę znaczeń symbolicznych stosowanych przez siebie barw: „Lubię czerwienie, bo kryją w sobie tajemnicę ludzkiej fascynacji krwią. Obraz jest jak rana [...]. Po zielenie sięgali często malarze ludowi. Zieleń symbolizuje nadzieję, uspokojenie”[3]. Kontrast ujawnia się także w planie kompozycyjnym, gdzie widoczna jest hierarchiczność skali malowanych obiektów (może jest to wpływ tradycji staroegipskiej lub średniowiecznej?).
Sacrum i śmiech to z pozoru wykluczające się obszary. Już jednak barokowy poeta, Józef Baka, potrafi ł łączyć komizm z metafizyką; znakomicie czynił to ks. Jan Twardowski, którego wiersze Eugeniusz Mucha ceni szczególnie. On sam na jednym z veraikonów ukazuje uśmiechniętą twarz Chrystusa (w taki sposób Bóg-Człowiek podziękował Weronice za jej gest?, a może chciał pozostawić ludzkości znak – tylko przez cierpienie możliwe jest osiągnięcie wiecznej radości?). Zatem uśmiech w miejsce patosu? Zwykłość w służbie niezwykłego, a immanentne odbiciem Transcendencji? Twórca udziela takiej odpowiedzi: „jak się nie może problemu rozwiązać wysoko, to trzeba szukać rozwiązania nisko [...]. Kiedyś, gdy malowałem polichromię, wleciał do kościoła ptak. Latał, latał bardzo wysoko, nie wiedział, że drzwi są otwarte i zginął. Myślę, że robimy taki sam błąd...”[4]. Owych prostych rozwiązań Mucha poszukuje w Ewangelii oraz w tym, co zwyczajne i naturalne, m.in. w sztuce ludowej.
Artysta często przedstawia swoje postaci nagie, ale – co charakterystyczne – w jego obrazach nagość nie narzuca się. Jest prawie niewidoczna, niekiedy spowija ją cień; mówią natomiast twarze, a przede wszystkim oczy – myślące, refleksyjne, wyraziste. Szczęśliwe oczy Chrystusa, widzące nawrócenie łotra po prawicy; smutne, zatroskane oczy „wielorękiej” matki (krytyka doszukuje się tutaj akcentów autobiograficznych), obawiającej się czy zdoła ogarnąć ciepłem wszystkie swoje dzieci; zalęknione oczy Ewy i nieco zbuntowane Adama, gdy oboje wypędzani są z Raju; opiekuńcze oczy rodziców, którym rosną skrzydła, kiedy mogą zrealizować się w macierzyństwie… Nagość zaś symbolizuje zwykle szczerość, czystość, miłość, zjednoczenie z naturą (św. Franciszek prosił przed śmiercią, aby go pogrzebano nago). Być może wybór nagości jest także w jakiejś mierze efektem wyprawy artysty do Indii, zetknięcia się z tamtą kulturą, w której nagość uchodziła (i niekiedy jeszcze uchodzi) za jedną z form ascezy, jest efektem odrzucenia stroju jako symbolu próżności i przywiązania do spraw doczesnych...
W świecie kreowanym przez Eugeniusza Muchę sacrum i profanum zbliżają się do siebie niemal na wyciągnięcie dłoni. Ten rodzaj widzenia relacji pomiędzy światem boskim a ludzkim jest zgodny z duchem współczesnej teologii. Ową bliskość akcentuje też poezja (m.in. wspomniany ks. Jan Twardowski, Józef Baran, Tadeusz Nowak). Dwaj ostatni, podobnie jak Mucha, uprawiając tzw. lirykę „wysoką”, profesjonalną, odwołują się do chłopskich korzeni, do prywatnego rodowodu, w którym szukają zasady rozumienia świata. Ludowość Muchy, formalna i tematyczna, wynika jak się wydaje z podobnego artystom ludowym stosunku do Pisma Świętego, będącego dla nich ostatecznym źródłem wartości i absolutnie wiarygodnym punktem oparcia. Sztuka ludowa wyrasta nie z wyrachowania i dystansu, lecz z pasji oraz szczerości. Podobnie malarstwo Eugeniusza Muchy nasycone jest właśnie pasją emocjonalną wywołaną autentycznymi przeżyciami, ale też głęboką refleksyjnością.
Marek Karwala
1 Fragment rozmowy pomiędzy autorem, E. Muchą i S. Tabiszem
odbytej na początku lipca 2000 roku w pracowni artysty. ↑
2 Ibidem. ↑
3 Aby człowiek zaistniał jako cud (rozmowa z Eugeniuszem Muchą). W: J. Baran, Autor! Autor! Rozmowy z ludźmi pióra i palety, Warszawa
1986, s. 156, passim. ↑
4 Powrót do raczkowania (z Eugeniuszem Muchą... rozmawia Krystyna Czerni), Znak” 1996, nr 10, s. 174, passim. ↑
Tekst drukowany był w katalogu Eugeniusz Mucha Malarstwo, Kraków 2000
Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna
Galeria E. Muchy »