Jesienna niedziela 6 listopada 2005 r. na pewno nie należała do zwykłych dni. Dzięki staraniom profesor Haliny Kosętki, dyrektor Instytutu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej AP oraz dr Bożeny Pietrzyk, studenci III roku studiów dziennych oraz słuchacze studiów podyplomowych Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej z Zamiejscowego Ośrodka Dydaktycznego z Limanowej mieli okazję spotkać się z jedną z bardziej wyrazistych postaci polskiej poezji współczesnej, Ewą Lipską. Po krótkiej autoprezentacji i odczytaniu trzech wierszy przez poetkę, rozpoczęła się rozmowa o poezji, pisaniu, wartościach, życiu – sama Lipska zaproponowała: „Rozmawiać możemy o wszystkim”.

Urodzona w 1945 r. w Krakowie, tutaj też debiutowała, publikując w „Gazecie Krakowskiej” swe pierwsze próby poetyckie – Krakowską noc, Smutek, Van Gogha. Dodać należy, że były to pierwsze znane utwory, bo – jak przyznała sama poetka – wiele z jej wierszy trafia do kosza na śmieci: „Moje teksty są wprost proporcjonalne do wieku. Jestem ostrym krytykiem własnej, radosnej twórczości. Utwory trafiające do druku nie są przypadkowe, przeszły one gęste sito selekcji. Sama wybieram, czasami pomaga mi moja tłumaczka na język duński – ocenia i wybiera, ma dobre ucho”. Jako główne kryterium podziału wierszy na dobre i na złe, podaje Lipska banalność: „Jeśli temat jest banalny, to do kosza. Jeśli ciekawy, to przerabiam na inną formę”.
Przez krytyków bardzo często jest zaliczana do grupy poetów „Nowej Fali”. Na pytanie jednej z uczestniczek spotkania o ową etykietkę odpowiedziała: „Krytycy piszą o sobie. Nie jest możliwe uniknięcie tego. Krytycy to ci, którzy demaskują swoją osobowość. Dla autora chyba nie jest ważne to, co o nim piszą. Ważne jest to dla młodych. Przykleić poetę gdzieś można, ale ja nie należałam do grupy «Nowa Fala», choć należę do tego samego pokolenia. Łączy nas historia i język”. Nie zabrakło także innych pytań związanych z przeszłością. Jedno z nich dotyczyło studiów na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, które poetka wspominała bardzo miło, mówiąc, że nauczyły ją „czytać malarstwo”. Już wtedy była pewna, że słowem może powiedzieć więcej niż obrazem, z tego właśnie powodu przerwała naukę na ASP. w jej poezji często odnaleźć możemy krajobrazy malowane językiem duszy, językiem bardzo osobistym, intymnym: „Ja piszę sobą, więc jest to poezja osobista, ale mam swój obszar, sprawy, które pozostawiam tylko sobie – zauważa – Od osobistości w poezji nie da się uciec. w tle sztuki zawsze jest autor. Wiersz to notatka z samego siebie, robiona szybko i krótka”. w tonie nawiązań do sztuki i jej intertekstualności pada pytanie dotyczące muzyki. Jak zauważyła jedna ze studentek, w poezji Lipskiej jest jej bardzo dużo. Autorka przyznała, że nie zna się na tego rodzaju sztuce, ale jest ona dla niej bardzo ważna, pozwala uwolnić się od zmartwień, stresów, zapomnieć, oczyścić. Wśród najbardziej lubianych rodzajów wymieniła muzykę klasyczną i jazz – zwłaszcza ten z lat 30. – oraz piosenkę literacką. Tę ostatnią ceni sobie szczególnie, gdyż jest ona formą przemycania poezji. „Sztuka to luksus – mówi – wybieramy to, co chcemy. Zainteresowanie sztuką uwrażliwia nas na świat, kształci”.

Zapytana o autorytety odpowiedziała, że każdy ma ich wiele, zmieniają się one wraz z wiekiem. Wśród najważniejszych wymienia Alberta Camusa i jego Eseje.
Ktoś spytał o poezję, o jej dzisiejszą formę, coraz bardziej obfitującą w wulgaryzmy. Literatura, niegdyś uważana za „arkę słowa”, jego skarbnicę, dziś często przemawia językiem brutalnej ulicy, blokowisk. „Jest mi to obce. Chamstwa na ulicy jest tyle, że nie musi już epatować ze sztuki. Dla mnie nie jest to poezja, choć ktoś inny może się nią zachwyca” – odpowiedziała poetka.
Poruszono także kwestię interpretacji szkolnej, schematycznej, podążającej utartym torem („Co poeta miał na myśli?”), oraz jej obecności w popularnych ściągach. Odpowiedź poetki jest jednoznaczna: „Sposób interpretacji wierszy w szkole, przyjęty przez większość nauczycieli, zabija poezję. Owszem, przez poezję klasyczną trzeba przejść, gdyż jest ona o czymś konkretnym, jest pewnym kanonem, który trzeba znać. Natomiast gdy wiersz jest osobisty (bo autor pisze dla siebie), nie możemy zadawać podobnych pytań, bo nawet nauczyciel nie zna na nie odpowiedzi. Wiersz ma poruszyć i skłonić do indywidualnych przemyśleń. Interpretacja to zabawa w inteligencję, prowokująca dyskusję gra. Poezja to przede wszystkim czytelnik i jego przemyślenia. To, co piszą w popularnych brykach, nie jest istotne”. Na pytanie, czy jednak owe opracowania nie pomagają zrozumieć poezji, usłyszeliśmy: „Poezja jest dla wybranych, nie dla zwykłych zjadaczy chleba. Nie trzeba tu krytyków, opracowań. Czasami mogą one zaintrygować, ale takich jest bardzo mało. Jeśli kogoś poezja interesuje, to sam ją znajdzie i znajdzie jej sens”.
Twórczość Ewy Lipskiej wielokrotnie była nagradzana i wyróżniana, a także tłumaczona na języki obce. Jak mówiła sama poetka, jest to twórczość osobista, wyselekcjonowana, twórczość, w której ważny jest też sam czytelnik – wielokrotny interpretator i reinterpretator poezji. Podczas spotkania bardzo łatwo można było wyczuć to szczególne podejście do odbiorcy, czyli także do zgromadzonych na sali osób. Nie każdy człowiek na wstępie powie nam „Możemy rozmawiać o wszystkim”. Właśnie taki obraz poetki – osoby otwartej, serdeczniej, szczerej poznaliśmy 6 listopada.
Myślę, że dla każdego z uczestników było to spotkanie w jakimś sensie ważne. Mieliśmy sposobność poznać nie tylko rzemieślnika słowa, poetkę, lecz przede wszystkim człowieka.
Agnieszka Fluda-Krokos
Fot. K. Bodzenta