Rozmowy „Konspektu” 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

To były szczęśliwe lata

Wywiad z prof. dr. hab. Michałem Śliwą, byłym Rektorem AP

 

Stanisław Skórka: - Jakie zmiany zaszły w naszej uczelni po dwóch kadencjach pełnienia przez Pana funkcji Rektora? Czy zechciałby Pan dokonać krótkiego bilansu własnej działalności?

Michał Śliwa: - Przede wszystkim trudno mówić o bilansie ze względu na to, iż każda ocena dokonań i działalności może być oceną subiektywną. Poza tym, trudno o przeprowadzenie bilansu, jeśli się go nie otwierało, nie znało stanu uczelni przed rokiem 1999. Każda próba bilansowania ostatnich sześciu lat może być próbą subiektywną, zatem - zawodną. W moim osobistym odczuciu w naszej Uczelni zaszły poważne zmiany w każdym wymiarze, np. badań naukowych, rozwoju kadry, realizacji procesu dydaktycznego, a także jeśli chodzi o podstawy materialne i infrastrukturę. Znamiennym tego przykładem jest choćby nasze spotkanie: Pana, jako redaktora „Konspektu” - czasopisma, które zaczęło funkcjonować od mojej pierwszej kadencji. Oczywiście, nie przypisuję sobie tu zasługi, potrzebna była jednak odpowiednia atmosfera do powstania takiego czasopisma, które ma grono czytelników, licznych współpracowników i jest jednym z najlepszych czasopism wydawanych w polskich uczelniach państwowych. Innym, symbolicznym przykładem jest powstanie logo Uczelni, na które czekaliśmy sporo czasu.


 
Prof. M. Śliwa

Ale, mówiąc już poważnie, chciałbym podkreślić, że w zakresie życia uczelnianego owe zmiany są gruntowne: nastąpiło powiększenie stanu kadry naukowej, profesorskiej i doktorów habilitowanych. Przypomnę, że gdy obejmowałem funkcję rektora, zatrudnialiśmy około 130 profesorów i doktorów habilitowanych. Dziś jest ich prawie 180, mimo że w ciągu sześciu lat pięćdziesiąt osób odeszło na emeryturę lub zmieniło miejsce pracy. Przykro mi, że na koniec mojej drugiej kadencji odeszło z Uczelni kilku pracowników, z czego aż trzech doktorów habilitowanych z Instytutu Geografii. To duża strata. Władze tego Instytutu, jak i Wydziału Geograficzno-Biologicznego powinny się zastanowić, co się stało, jakie były przyczyny, że w ciągu kilku tygodni aż trzy osoby poprosiły o rozwiązanie umowy o pracę. Tym bardziej, że jest to Instytut prowadzący świetny kierunek studiów; taki, na którym chce się kształcić spora liczba młodzieży.

Jeśli chodzi o sprawy dydaktyczne, chciałbym przypomnieć, że zmodernizowano proces dydaktyczny; powstało wiele nowych kierunków - pięć, o ile dobrze pamiętam. Narodziło się kilkadziesiąt różnych specjalności. Słowem, staliśmy się atrakcyjną uczelnią. Przypomnę, iż wedle rankingu Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu za rok akademicki 2004/2005 nasza Uczelnia zajęła czwarte miejsce pod względem popularności kierunków studiów po Szkole Marynarki Wojennej, Uniwersytecie Warszawskim i warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego ze średnią 5,8 kandydata na jedno miejsce. Myślę, iż po tegorocznej rekrutacji przesuniemy się jeszcze wyżej. Wpływ na to miało wprowadzenie Europejskiego Systemu Transferu Punktów. Co więcej, w każdym instytucie pojawiła się wola unowocześniania procesu dydaktycznego przez nasycenie zajęć problematyką informatyczną. W każdym instytucie znajdują się pracownie informatyczne, a w niektórych także multimedialne - wszystko po to, by kształcenie w naszej Uczelni miało wysoki poziom. Trzeba także wspomnieć, że Instytut Fizyki jako siódmy w uczelni uzyskał pozytywną ocenę Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Akademia Pedagogiczna - jeśli chodzi o liczbę kierunków studiów - jest uczelnią średnią; nie zdarzyło się jednak, aby kierunek ubiegający się o ocenę PKA nie otrzymał jej lub otrzymał ocenę warunkową - to też dobrze świadczy o poziomie Uczelni.

Trzecim obszarem mojej aktywności, do którego przywiązywałem wagę, były pomieszczenia dydaktyczne i powiększenie infrastruktury uczelni. W okresie ostatnich pięciu lat zainwestowaliśmy aż pięćdziesiąt milionów złotych. Jest to pokaźna kwota, a fakt, że udało się taką sumę uzyskać, jest ogromnym sukcesem. Przypomnę, że - zanim zostałem rektorem - były takie lata, w których jedynymi inwestycjami pozostawały zabudowy korytarzy w gmachu głównym Uczelni. W chwili obecnej, poza nowym domem studenckim, który kosztował dwadzieścia cztery miliony złotych, nie ma w Akademii obiektu, który nie zostałby poddany remontowi, włączając w to budynki przy ul. Karmelickiej, Mazowieckiej, Ingardena, Studenckiej, a nawet Podbrzezie, gdzie powstały m.in. pracownie komputerowe i nowoczesna biblioteka. Co więcej, mamy już pozwolenie na rozbudowę budynku głównego Akademii i ustne, na razie gwarancje, że nasza inwestycja zostanie włączona do planów inwestycyjnych resortu na najbliższe trzy lata (2006- 2008). Myślę, że jako społeczność uczelniana nie zmarnowaliśmy czasu. Miło mi, że w okresie tego ożywienia kierowałem Uczelnią i wyrażam tu uznanie dla wszystkich pracowników, którzy mnie wspierali.

- Pomówmy o celach, które postawił sobie Pan Rektor w chwili obejmowania najwyższego stanowiska w Uczelni. Które z nich udało się w pełni zrealizować, które częściowo, a których w ogóle?

- Generalnym celem było uczynienie z Uczelni placówki naukowo-dydaktycznej na miarę potrzeb polskiej edukacji i oświaty przełomu XX/XXI w., a także na miarę przemian ustrojowych zachodzących w Polsce oraz integracyjnych w Europie.

Jeśli chodzi o cele szczegółowe, mogę wymienić kilka - niestety nie wszystkie zostały zrealizowane. Przede wszystkim zakładałem, iż Uczelnia winna być w pełni autonomiczna wedle ustawy z 1990 r., to znaczy, że powinna mieć połowę wydziałów z uprawnieniami habilitacyjnymi, i że wśród pracowników samodzielnych powinno być sześćdziesięciu profesorów z tytułem. Po wielkich staraniach udało się to zrealizować i od 1 marca 2005 r. taką właśnie uczelnią jesteśmy. Oznacza to m.in., że jej statut i regulaminy mogą być przyjmowane tylko przez Senat, a jego uchwały są ostateczne. Podobnie ma się rzecz z kształtowaniem kierunków studiów i rekrutacją - wszystko to jest już sprawą uczelni; nie wymaga zgody ministerstwa. Także nadzór nad uczelnią jest już dużo mniejszy niż w przypadku uczelni nieautonomicznych.

Zakładałem, że wszystkie wydziały uzyskają uprawnienia habilitacyjne, włącznie z pedagogicznym i matematyczno-fizyczno-technicznym. Nie udało się. Wydział Pedagogiczny był bliski odtworzenia tych uprawnień, które niegdyś posiadał, a utracił poprzez wyodrębnienie z Wydziału Humanistycznego. Uważałem, że będzie to stan chwilowy i uprawnienia zostaną odzyskane. Okazało się to jednak niemożliwe. Podobnie jest z Wydziałem Matematyczno-Fizyczno- Technicznym. Nie dość, że nie uzyskał uprawnień habilitacyjnych, to jeszcze może utracić możliwość doktoryzowania. Zadecydowało o tym starzenie się kadry - przeważają roczniki z lat trzydziestych, a luki pokoleniowej nie są w stanie zapełnić młodzi pracownicy. Niestety, niektóre wydziały nie przygotowały się wcześniej na to zjawisko. Tu, niestety, nie osiągnąłem zamierzonego celu.

Zamierzałem zwiększyć liczbę jednostek z uprawnieniami doktorskimi, i tak się stało: Instytut Politologii uzyskał je w 2002 r. Ponadto, dwie kolejne jednostki wystąpiły ostatnio o nadanie praw doktoryzowania: Instytut Sztuki, w którego przypadku czekamy na pozytywną decyzję, oraz Instytut Fizyki, który - niestety - po raz drugi nie uzyskał ich ze swojej winy. Sądzę, że w najbliższym czasie trzy jednostki mogą wystąpić o uprawnienia doktorskie: Instytut Techniki, Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa oraz Instytut Filozofii. Wszystko to wzmocni autonomiczność uczelni, co umożliwi w najbliższych latach (np. 2005-2008) starania o przekształcenie Akademii Pedagogicznej w Uniwersytet im. Komisji Edukacji Narodowej.

Niepowodzeniem związanym z procesem dydaktycznym było niedostateczne przygotowanie Uczelni do kształcenia obcokrajowców, zarówno ze wschodniej Europy, jak i z krajów Unii Europejskiej. Niezrealizowanym celem było również zwiększenie liczby młodzieży mogącej kontynuować studia za granicą. Obecnie ok. 40 naszych studentów uczy się w uczelniach zagranicznych i podobna liczba studentów z zagranicy kształci się u nas. Zakładałem, że będzie ich kilkuset w każdym roku. Związane jest to z ograniczeniami finansowymi, m.in. brakiem środków na kształcenie językowe dla instytutów. Dodatkowym problemem jest fakt, że polskie uczelnie nie otrzymują dotacji na wymianę zagraniczną studentów.

- Niedawno Prezydent RP podpisał nowe Prawo o szkolnictwie wyższym. Jakie zmiany, Pana zdaniem, są konieczne w szkolnictwie na poziomie akademickim?

- Dużo obiecuję sobie po najnowszej ustawie, która na pewno zostanie wdrożona od 1 września 2005 r. Pozwala ona prowadzić uczelniom działalność gospodarczą, co ułatwi w przyszłości gromadzenie przez nie środków finansowych, dotąd zdobywanych często dzięki działaniom balansującym na granicy prawa. Nowa ustawa ułatwi pod tym względem funkcjonowanie uczelni, umożliwi też tworzenie związków pomiędzy uczelniami krajowymi oraz między krajowymi i zagranicznymi. Może to wpłynąć szczególnie pozytywnie na słabsze uczelnie i dać im impuls do działania. Zlikwiduje jednocześnie wiele anachronizmów, których sporo w naszym szkolnictwie, jak choćby nierównomierne traktowanie szkół wyższych państwowych i prywatnych: te drugie nie podlegają ustawie o zamówieniach publicznych. Fakt ten tłumaczono dotąd dotacjami państwowymi, ze względu na które nie podlegaliśmy tym samym zasadom działania. Szanse powinny się wyrównać, ponieważ uczelnie prywatne także otrzymują dotacje państwowe na stypendia studenckie i inwestycje. Niemniej, oba podmioty, a więc uczelnie państwowe i prywatne, traktuje się nadal nierównomiernie. To powoduje, że w państwowych uczelniach mamy do czynienia z biurokratyczną i administracyjną mitręgą, jakiej nie znają uczelnie niepubliczne. Tam decyzje podejmowane są jednoosobowo - tym samym skuteczniej i szybciej. Myślę, że zmiany w szkolnictwie powinny postępować w tym właśnie kierunku i środowiska akademickie muszą się o nie upominać.

Jeśli chodzi o naszą Uczelnię i jej dydaktykę, powinniśmy tworzyć nowe kierunki, nowe specjalności. Obserwujemy ogromne zainteresowanie humanistyką, naukami społecznymi. Powinno się to pielęgnować; przykładem może być też w tym roku język hiszpański, który cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Dlaczego nie myśleć w nieodległej przyszłości o języku włoskim, portugalskim itd.? Trzeba stale dostosowywać ofertę edukacyjną do potrzeb Uczelni. Myślę także o możliwości tworzenia nowych kierunków - na razie na poziomie licencjackim - jak np. administracja. Bardzo żywym zainteresowaniem cieszy się socjologia. Sądzę, że w przeciągu roku bylibyśmy w stanie otworzyć studia licencjackie. Tego typu kierunki są nam potrzebne, jeżeli chcemy być w przyszłości uniwersytetem. Podsumowując, Uczelnia powinna rozwijać ofertę edukacyjną - do tego potrzebne są badania naukowe, kadra i infrastruktura. Nowa ustawa proponuje szczęśliwe rozwiązanie problemu habilitacji: uchwała Rady Wydziału będzie ostateczna; nie będzie się nią zajmować Centralna Komisja ds. Tytułów i Stopni Naukowych, skończą się więc narzekania, że odbywają się „sądy kapturowe” i oskarżenia pod adresem recenzentów. Wszystko odbywać się będzie przed Radą; kandydat będzie mógł pokazać swoje umiejętności. Będzie czterech recenzentów - dwóch wyłoni Rada Wydziału, a dwóch Centralna Komisja. Dla naszej Uczelni jest to wielka szansa. Zawsze powtarzam młodym ludziom stojącym przed problemem, czy pisać pracę habilitacyjną, czy nie, że oczywiście trzeba pisać. Zachęcam do tego każdego kolegę i nadal będę to robił.

Słyszę narzekania, że nasz wysiłek idzie na marne, bo i tak zajmujemy bodajże czterdzieste szóste miejsce w rankingu 129 polskich uczelni państwowych. Co prawda, spadliśmy o dwadzieścia miejsc, ale oznacza to tylko, że konkurencja nie śpi: chcąc być w czołówce, trzeba być lepszym; to jedyny sposób - musimy pracować. Myślę, że przez sześćdziesiąt lat istnienia nasza Uczelnia dowiodła, iż spełnia wszelkie warunki i zasługuje na to, by stać się uniwersytetem.

- Zbliża się jubileusz 60-lecia Uczelni. Czy zechciałby Pan Rektor opowiedzieć o jakimś wydarzeniu z historii Akademii, które szczególnie utkwiło Panu w pamięci?

- Jestem absolwentem tej Uczelni; ukończyłem ją w 1970 r. Wracając pamięcią do lat studiów, uważam, że studia w dawnej Wyższej Szkole Pedagogicznej były dla mnie najlepsze z możliwych. Nie potrafię sobie przypomnieć jakiegoś szczególnego zdarzenia z tamtego czasu. Wynika to z tego, że moje życie jest banalne, nie dzieje się w nim nic zaskakującego. Przechodziłem szczeble kariery dosyć szybko, doktorat, potem habilitacja i wreszcie profesura w 1988 r. Wszystkie tytuły uzyskałem na Uniwersytecie Jagiellońskim, ponieważ na WSP nie było wówczas kierunku politologia.

Natomiast z mojego rektorskiego doświadczenia najbardziej utkwiło mi w pamięci posiedzenie Senatu w 2000 r., kiedy zmienialiśmy statut uczelni. Dotychczasowy był anachroniczny, niedostosowany do nowych warunków. W nowym umieszczone zostały ważne zmiany, jak skrócenie zatrudnienia na stanowisku adiunkta z 17 lat do 12 lat czy nowa ordynacja wyborcza Uczelni. Do tej pory każdy wybierał każdego. Obowiązująca teraz ordynacja też jest krytykowana, ale przed 2000 r. była mniej korzystna. Utkwiło mi to w pamięci, ponieważ zaobserwowałem, iż większość senatorów poparła te zmiany, pragnęła ich. Nie było łatwo, ponieważ część senatorów protestowała; pisano nawet skargi do Ministerstwa Edukacji, ale bez skutku. Poparcie części profesorów dla gruntownej reformy statutu Uczelni już na samym początku pierwszej kadencji było dla mnie bardzo ważne. Oznaczało, że chcemy wyjść z zaścianka, peryferii szkolnictwa, że chcemy być nowocześni.

Nawiązując do 17-letniego okresu zatrudnienia, muszę powiedzieć, że był on dla Uczelni niekorzystny, ponieważ część pracowników mogła doczekać emerytury. Często powtarzam też, że nie jestem zwolennikiem rozwiązań restrykcyjnych, instytucjonalno-prawnych w stosunku do pracowników, ale pewna forma presji powinna być. Uniwersytet Jagielloński, gdzie wprowadzono 9-letni okres do habilitacji, posiada ogromną liczbę doktorów habilitowanych. Na uczelniach, gdzie wydłużono czas zatrudnienia dla adiunkta, zaczyna brakować kadry profesorskiej.

Za symboliczne wydarzenie w mojej karierze rektora uważam usunięcie z Uczelni człowieka w brudnym chałacie handlującego precelkami, bo niektórym nasza Uczelnia kojarzyła się wyłącznie z tym panem. Trzeba przyznać, że nie było to łatwe.

Kolejnym przykładem takiej zmiany była likwidacja stolarni w Instytucie Biologii, zatrudniającej trzech pracowników. Po co Akademii Pedagogicznej stolarnia na początku XXI w.? Doprowadziłem do jej likwidacji, nikt nie stracił pracy, pracownicy uzyskali inne zatrudnienie. W odzyskanym pomieszczeniu biologowie urządzili wspaniałą bibliotekę.

Na początku pracy rektorskiej musiałem zmierzyć się z wieloma przypadkami starego myślenia, którego przykładem może być sprawa remontu ubikacji. Ledwie zaczęła się modernizacja, pojawiły się protesty: niektórzy ludzie nie rozumieli, że toalety są również wizytówką Uczelni. Ale, poważnie: dziś jest już inaczej. Cieszy mnie, gdy pracownicy zwracają uwagę na to, co jeszcze można by poprawić i zmodernizować, np.: windy, korytarze itd. Większość rozumie już potrzebę pracy w lepszych warunkach, dostrzega konieczność zmian i to mnie bardzo raduje. Mam nadzieję, że nowe pokolenie będzie tę pracę kontynuować; będzie dążyło do zmiany istniejącego stanu, a pracy zawsze jest wiele.

Jeśli chodzi o przeobrażenia na Uczelni, to należałoby dodać, iż konieczne będzie wyłonienie dwóch nowych wydziałów z dotychczasowego Wydziału Humanistycznego, który jest bardzo liczny. Jeśli to nie nastąpi, dawny wydział okaże się nieskuteczny w działaniu. Myślę, że najlepiej byłoby utworzyć wydziały: filologiczny i nauk społecznych. Ja tej kwestii nie podejmowałem, ponieważ byłem zajęty innymi sprawami, a nie chciałem zaczynać wielu rzeczy na raz. Podobnie Instytut Sztuki winien się usamodzielnić i  przeobrazić w osobny wydział. Dzięki temu struktura Uczelni zmieni się na bardziej nowoczesną.

- Kończy się pewien etap, nie tylko w życiu Uczelni, ale i w Pana życiu osobistym. Jakie ma Pan dalsze plany?

- Rektorowanie było dla mnie przyjemnością, radością, na ogół nie przynosiło mi większych kłopotów i trudności. Nie czuję się sfrustrowany; cieszę się, że miałem przyjemność w tej Uczelni studiować, zdobywać stopnie naukowe, rozwijać się naukowo i wreszcie rektorować przez dwie kadencje w przyjaznym, ciepłym otoczeniu. To były szczęśliwe, dobre lata; pewnie, że intensywne, bowiem osłabła moja aktywność badawcza. Dawniej starałem się wydawać rocznie sporo tekstów, w tym jedną książkę. W ostatnich latach ograniczyłem się do trzech, pięciu artykułów. Po wakacjach wrócę do pracy badawczej, do biblioteki, do mojego stałego miejsca w Bibliotece Jagiellońskiej. Mam kilka zaległych tematów, jeszcze sprzed sześciu lat, które chciałbym opracować. Szczególnie leży mi na sercu dokończenie dziejów polskich idei demokratycznych - takiej pracy nie mamy. Sądzę, że byłaby przydatna dla studentów. Planowałem, że obejmie okres historyczny od Modrzewskiego do Wałęsy, ale sytuacja w Polsce tak się zmienia, że na razie nie wiem, który z polityków czy myślicieli będzie zamykał tę cezurę.

Będę się starał pomagać również innym, m.in. w promowaniu doktorantów. Chciałbym doprowadzić do uzyskania przez Instytut Politologii uprawnień habilitacyjnych. Myślę, że uda się to zrobić w ciągu dwóch lat.

- Czy będzie Pan kandydował ponownie na stanowisko rektora po przepisowej jednej kadencji przerwy?

- To trudno planować. Pewne jest, że dziś kończę karierę rektorską. Będę przydatny w innych obszarach życia uczelnianego. W chwili obecnej nie rozważam takiej kwestii.

- Wobec tego życzymy powodzenia, satysfakcji i wielu książek.

- Ukłony dla całej społeczności akademickiej od odchodzącego rektora.

Rozmawiał Stanisław Skórka

[Rozmiar: 7784 bajtów]
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec 2005 . Statystyka