Książka, którą czytam

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Elżbieta Sionko

Jerzy S. Ossowski

Nowe kłopoty z Gałczyńskim

N ie od dzisiaj wiadomo, że w praktyce nauczania polonistycznego najwięcej trudności sprawiają utwory współczesne. Analizy zaprezentowane w książce Poezja i  minidramat Gałczyńskiego. Interpretacje utworów, której autorem jest ceniony badacz literatury Andrzej Cieński, potwierdzają tezę, że twórca Balu u Salomona i Teatrzyku „Zielona Gęś” to pisarz bardzo współczesny, nadal stawiający opór wielu interpretatorom[1]. Rutyna dydaktyczna ukształtowana w pracy nad jego tekstami, z jakimi zdawaliśmy się już estetycznie oswojeni, okazuje się wciąż bezradna. Co więcej: to  ona skłoniła profesora Cieńskiego do  poszukiwania w analizowanych utworach właściwości, które zwykliśmy znajdować w uznanym, obrosłym stereotypami, tradycyjnym porządku wartości historycznoliterackich. Cytuję dosłownie całą interpretację Pieśni Gałczyńskiego:

Utwór zrobił niewątpliwą karierę, może dlatego właśnie, że był napisany tuż przed śmiercią pisarza i dopatrywano się w nim swego rodzaju testamentu. Obok bardzo pięknych fragmentów pełnych niebanalnych metafor, Pieśni zawierają sporo rzeczy pisanych pod wpływem czasu, w  jakim powstały. Dziś już nie są zdolne obudzić świeżych uczuć, w przeciwieństwie do wielu wierszy wcześniejszych. „Ocalić od zapomnienia” - ta fraza stała się przysłowiowa. Ale że jest powtórzona aż 10 razy i obok oczu i rąk żony stosuje się do  trzech wron śladu na drogach przebytych przez poetę - to wszystko nie dodaje frazie tej blasku. Niemniej są tu fragmenty bardzo piękne. (s. 141)

Takich kłopotliwych, nie tylko dla znawców Gałczyńskiego, „niedointerpretacji” znajduje- my w omawianej książce bardzo wiele. Zanim przywołam kolejny przykład, uświadamiający czytelnikom trudności prof. Cieńskiego ze zrozumieniem i wyjaśnianiem znaczeń - najczęściej prostodusznie streszczanych przez niego utworów - zacytować muszę wiersz Piosenka, który uważany jest za jeden z najlepszych liryków poety, co we Wstępie do Wyboru poezji Gałczyńskiego, w tomiku Biblioteki Narodowej (Wrocław 2003, s. 22.), przypomina wybitna znawczyni omawianej twórczości prof.  Marta Wyka.

 

Moja mała bardzo lubi rosół,
moja smagła, moja smukła.
Gdy je rosół, to ja jestem wesół,
bo to szczęście, gdy jest rosół i bułka.
 
W oberży dla bezrobotnej inteligencji,
pod afiszem Ligi Morskiej i Rzecznej,
moja mała ma miejsce bezpieczne,
dużą łyżkę trzyma w małej ręce.
 
Tutaj w szachy grają dwa biedne diabły -
śnieg, śnieg po Wilnie hula.
Kreślę na dłoni smukłej i smagłej
drogę dla bajki o Trzech Królach.

A oto interpretacja Piosenki zacytowana dosłownie z książki Cieńskiego.

Przejmujący wiersz o niedostatku. Kobieta (Natalia) siedzi w oberży dla bezrobotnej inteligencji i  je rosół. „Gdy je rosół, to ja jestem wesół, bo to szczęście, gdy jest rosół i bułka” (s. 48).

Przywołane przykłady dowodzą, iż  badaczowi zabrakło umiejętności refleksji nad oryginalnością propozycji pisarskich Gałczyńskiego, zdolności do lojalnego jej odczytania. Niepowodzenia towarzyszące poczynaniom Cieńskiego wynikają z najczęściej lakonicznych streszczeń utworów, dawanych w miejsce ich rzeczowej analizy i interpretacji, podążającej za  osobliwościami konkretnych tekstów. Prowadzi to  twórczość autora Piosenki i jego czytelników na manowce stereotypów i banalnych ogólników. Oto kolejna próbka interpretacji z Poezji i minidramatu Gałczyńskiego, najpierw cytuję fragment poświęcony wierszowi Kuferlin, a  potem in extenso inne opinie umieszczone pod nagłówkiem Wiersze poświęcone Natalii Gałczyńskiej:

W poetyckiej i bajecznej atmosferze jest tutaj zarysowany przebieg rzeczywistego stosunku miłosnego - takiego jaki każdy przeżywa, i jaki każdy chciałby chociażby raz przeżyć. Zwraca jednak naszą uwagę szczególna delikatność jaka towarzyszyła całym zachowaniom i Kuferlina, i jego żony. Poza scenerią i grzmiącymi odgłosami burzy niczego tu nie widać, nic się nie obnaża, w tym sensie, jaki tym pojęciom nadał współczesny erotyzm. Gałczyński był bowiem człowiekiem wstydliwym i nigdy nie przekraczał miary.

Podobnie w wierszu Usta i pełnia, gdzie mamy tylko dwoje ludzi leżących w łóżku i bawiących się rozmową o księżycu.

Podróż do Arabii Szczęśliwej - po łacinie „Arabia Felix” - powstał zapewne ze wspomnienia o tej podwójnej nazwie. Podobnie jest - być może - z Prośbą o  Wyspy Szczęśliwe chociaż żadnemu z tych wierszy nie odmówimy waloru prawdziwości (s. 38-39).

I aby nikt nie pomyślał, że to żarty, dodaję również całą „interpretację” wiersza Romans:

Wiersz wydrukowany w „Przekroju”, niby lekki, niby niewiele znaczący. Ale dla czytelników „Przekroju” (i nie tylko tego pisma) stanowił ważką zapowiedź stylu i tonu poezji, jaką K. I. G. miał zamiar uprawiać. To już nie jego wina, że losy Polski od połowy roku 1948, a już na pewno od  1949 potoczyły się - po sowiecku (s. 88).

Mówiąc serio, przypadek „eseistyki krytycznej” Cieńskiego po raz kolejny potwierdza, że z fikcyjnych wypowiedzi poetyckich nie można wyprowadzać jakichkolwiek uzasadnionych wnioskowań na temat biografii autora, nie można istotnych i autentycznych sensów wierszy prostodusznie interpretować w kategoriach osobistej problematyki poety. Również wysiłek włożony w rekonstrukcję życia Gałczyńskiego na podstawie kilku wspomnień i anegdot wątpliwej autentyczności, nie przyniósł stwierdzeń ważnych dla analizy i interpretacji jego pisarstwa. Stało się tak, ponieważ Cieński nad utworami przekraczającymi i przekształcającymi zastane konwencje i wzory tradycji stara się zapanować siłą swojej rutyny, która opiera się na  pewnych nawykach interpretacyjnych.

Wszystkie te bezradne analizy i  interpretacje wiąże jeden, ale za to zasadniczy motyw myślowy, mianowicie są one dokonywane w ten sposób, że dają pierwszeństwo związkom genetycznym, łączącym tematykę i problematykę utworów z jakimiś sytuacjami wobec nich zewnętrznymi. Cieński skupia bowiem zainteresowania analityczne na tym, co w streszczanych przez niego tekstach jest wyrazem psychiki i  postawy Gałczyńskiego, następstwem biograficznych i społecznych okoliczności, jakie towarzyszyły ich powstaniu. Analizy utworów dokonywane z tych punktów widzenia odznaczają się niskim stopniem ścisłości wywodów i  sprawdzalności konstatacji. Już najbardziej elementarne doświadczenia konkretyzacyjne uprzytamniają czytelnikom, że odpowiedź na pytanie w  rodzaju: „jakie uczucia wyraża Gałczyński w  wierszu Ciężki wieczór” może być zupełnie swobodna i bezkarnie korzystać z podszeptów wyobraźni określającej dany stan rzeczy. W  komentarzu do tego wiersza m.in. czytamy:

Teraz trzeba powiedzieć coś o możności podstawienia siebie zamiast Konstantego. „Szmaragd błyszczy, a ciemność trwoży”. To jest wstęp do całego utworu. Każdy je zna, każdy przeżywał je nie jeden raz. Chwila pokusy: „podniebienie twe pachnie konwalią”. Od pokusy do  błogosławieństwa bożego - ten Pan Bóg patrzy na nas i wszystko widzi. Teraz następuje wezwanie - pełne miłości, oczekiwania: „Ach, pocałuj mnie, pocałuj, Natalio”. Ale to życzenie wcale nie musi się spełnić - stąd osobliwe powtórzenie, stad „Ach” na początku wersu. Potem jest jeszcze bibułkowy księżyc. I  zakończenie, które ma być zagwizdane na okarynie „o naszym wielkim bólu w małym Wilnie”. To też każdy zna, to jeszcze raz podstawa, ażebyśmy mogli utożsamić się z Konstantym, którego imię wyzbyło się tymczasem swojej tożsamości (s. 53).

Prof. Cieńskiemu, stale wchodzącemu na drogę spekulacji, która nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale wręcz utrudnia dostęp poznawczy do streszczanych tekstów, za wzór refl eksji analitycznych posłużyła m.in. książka W. P. Szymańskiego Konstanty Ildefons Gałczyński (Warszawa 1972) oraz esej Cz. Miłosza w Zniewolonym umyśle, wzbudzający uznanie badacza za „wielką przenikliwość i artystyczne rozpoznanie wierszy” (s. 187). Zresztą mniejsza o antenatów, dzięki którym zyskać można na reputacji lub ją stracić, jeśli pominie się subiektywność ich ustaleń. W  zbiorze interpretacyjnych nadużyć zaprezentowanych w książce Poezja i minidramat Gałczyńskiego ze skomplikowania pozostała fałszywa jednoznaczność, z niepowtarzalności oklepany banał.

Jeśli w wypadku Miłosza tendencja upraszczająco- banalizująca u swych podstaw miała resentymenty i celowe niedostrzeganie komplikacji, to skrzywienia analityczno-interpretacyjne krytyki peerelowskiej wynikały z okoliczności zewnętrznych, charakterystycznych dla perturbacji życia literackiego, stale gnębionego przez cenzurę. Jeśli uchodząca za staroświecką, poezja „wyzwolonej wyobraźni”, swobody fantazjotwórstwa budziła dystans, sprzeciw i niesmak strażników awangardy poetyckiej, to „niedointerpretacje” Cieńskiego stanowią pochodną zupełnego braku dystansu, pochodną apologii i sentymentów. Właśnie owe osobiste wrażenia sprawiły, że ceniony na  innych polach historyk literatury zapragnął, aby jego gusta czytelnicze stanowiły normę lektury dla ludzi obdarzonych mniej subtelną wrażliwością. Rezultatem tych złudzeń i snucia niekiedy bezsensownych domysłów, jest zupełny bezład, jakiemu towarzyszy zniwelowanie wielu wartości. W jego pracy krytycznej idea poezji rozsypuje się na szereg fragmentów, anegdot, okruchów genetycznych. W samowoli subiektywnego rozróżniania tekstów, beztroskiego ignorowania ich powiązań kulturowo-historycznych, Cieński nie potrafi rozróżnić utworów oryginalnych od  wtórnych, a na domiar złego z fikcyjnych wypowiedzi poetyckich wyciąga wnioski na temat biografii autora. Zdarza się, że jego sądy pozbawione są potwierdzenia w tekstach, dlatego często myli się w swoich psychologizujących opiniach. U Andrzeja Cieńskiego rozumienie poezji łatwo przechodzi w jej ocenianie dokonywane po drodze podczas analizy i opisu kolejnych szczegółów, z którymi też ma stale kłopoty interpretacyjne. Choć sam jest akademickim historykiem literatury zupełnie nie bierze pod uwagę faktu, że ewolucja dzieła Gałczyńskiego w dużym stopniu uwarunkowana była przez dążenia prądów (ekspresjonizm) i  kierunków poetyckich (neoklasycyzm), przemiany gatunków i konwencji literackich (satyra), przez określone ideały estetyczne (groteska), programy filozoficzne i światopoglądowe, dochodzące do głosu w jego wierszach i poematach (katastrofizm, egzystencjalizm, personalizm).

Każdego nieuprzedzonego badacza zawsze oburza sytuacja, kiedy niepowtarzalne manifestacje artystyczne Gałczyńskiego opatrywane są wyjątkowo uproszczonymi i  stereotypowymi formułami krytycznymi. Jeśli tekst Oto widzisz, znowu idzie jesień kwituje się stwierdzeniem, że to „jeden z czarownych wierszy”. Gdy z  tego samego względu Anińskie noce (rzekomo) nie wymagają żadnej interpretacji, bowiem „tłumaczą się same przez się” (s. 62-63). Lecz oto na końcu, kiedy wreszcie udaje się przebrnąć przez wszystkie nieudane próby rozszyfrowania indywidualnych przekazów poetyckich, odkryta zostaje przyczyna wpływów, jaki te  budzące zainteresowanie wiersze wywierały i wywierają na czytelników. „Na koniec jeszcze raz chciałbym oświadczyć - w ostatnim słowie powiada rozbrajająco bezradny interpretator - otóż ja bardzo kocham Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i jego poezję i nic mego uczucia nie zmieni” (s. 190).

Jerzy S. Ossowski

1 A. Cieński, Poezja i minidramat Gałczyńskiego. Interpretacje utworów, Uniwersytet Opolski, Instytut Filologii Polskiej, Opole 2004.Powrót do tekstu


 
[Rozmiar: 7784 bajtów]
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec 2005 . Statystyka