|
|
Pamiętnik znaleziony pod kopułą
Podczas niedawnych prac porządkowych w Obserwatorium Astronomicznym na Suhorze znaleziono niesygnowane zapiski dyżurnego obserwatora. Poniżej przedstawiamy obszerne fragmenty znalezionych materiałów. Nazwisko autora do chwili obecnej nie jest znane
Piątek
około 13-tej
„Wy tu, na tej Suhorze, to macie jak u Pana Boga za piecem. Słonko świeci, ptaszki śpiewają. Tylko sobie leżaczek wyciągnąć i można się opalać. Lepiej niż na wczasach”. Taką opinię pewnej turystki przypomniałem sobie, gdy po blisko godzinnym zmaganiu się z zadymką, głębokim po kolana śniegiem i ciężkim jak zwykle plecakiem, dochodziłem do obserwatorium. Mój poprzednik schodził zaledwie parę godzin temu, a ślad po nim był niemal niewidoczny. Dobrze, że chociaż na dole nie wiało i udało mi się namówić chłopaków, żeby włączyli wyciąg. Niedawno odwiedziła nas na Suhorze młoda Hiszpanka - doktorantka z Wysp Kanaryjskich. Po kilku godzinach pobytu stwierdziła, że w takich jak my warunkach (pojedynczo na dyżurach, bez możliwości rozmawiania z drugą osobą, zimą niemal odcięci od świata) w ogóle nie mogłaby pracować.
pół godziny później
Nareszcie można wejść pod prysznic. Prawie wszystko, co miałem na sobie, nadaje się do prania. Potem szybko coś zjeść i koniecznie przespać się, choćby godzinkę. Przywiozłem pełny plecak materiałów do pracy ze szczerym postanowieniem zrealizowania swoich planów. Włączam komputer, sprawdzam pocztę i przy okazji uaktualniam dane ze stacji meteo. Po chwili zasypiam.
15.50
Przed zmrokiem należy obowiązkowo sprawdzić pogodę. Dzisiaj nawet nie trzeba wychodzić z budynku, żeby stracić resztkę nadziei. Śnieg sypie tak samo gęsty, jak przez cały dzień. W takich warunkach muszę jedynie pilnować regularnego odśnieżania ganku przed drzwiami. B. opowiadał, że kiedyś przy takiej pogodzie śnieg i wiatr zrobiły tam zaspę, która prawie zablokowała mu drzwi.
23.30
Śniegu przybywa coraz więcej, a ja cały czas zmagam się z modelami numerycznymi mojej gwiazdy. Czasem taką „wirtualną gwiazdę” udaje się wyliczyć bardzo szybko i to, co się dostanie, dobrze zgadza się z obserwacjami, ale ta dzisiejsza superstar jest jakoś wyjątkowo odporna na moje i komputera wysiłki.
1.30
Jak zwykle o tej porze zaczynam być bardzo głodny. Serwuję sobie „gorący kubek”, a w międzyczasie również i odśnieżenie ganku. Przy okazji zastanawiam się, ile osób zdaje sobie sprawę, że w nocy też można porządnie zgłodnieć. Nie wiem, czy dla innych tak samo, ale dla mnie gorący posiłek po północy to norma.
około 3-ciej
Niby jeszcze wcześnie, ale chyba resztę nocy sobie daruję. Na obserwacje już nie ma co liczyć, rachunki też się nie kleją. Poza tym mam za sobą podróż. Idę spać.
Sobota
południe
Zaczynam od prognozy pogody. Te z telewizji i radia pomijam, jako najmniej wiarygodne. Wolę bardziej precyzyjne z internetu. Sprawdzam też dane zarejestrowane przez naszą stację meteo. Wszystkie źródła wskazują niestety to samo. Pogoda nie zmieni się jeszcze przez co najmniej dwie doby. Przy okazji przypominam sobie naszą rozmowę z W. na temat wskazań stacji meteo. Czasem jej pomiary są niezrozumiałe. Bywa, że w czasie silnego mrozu i wiatru pokazuje jednocześnie obfite opady deszczu. Trzeba będzie ją reklamować. Wcześniej jednak dokładnie sprawdzę jej działanie.
[...] Po śniadaniu wychodzę na zewnątrz, by ocenić, w jak krytycznej jestem sytuacji. Na ganku i schodach wszystko w porządku, trzeba tylko uważać, żeby się nie poślizgnąć. Niżej to już tragedia. Tunel, którym dochodziło się do bramki, cały w śniegu. Bramka zasypana. Świeżego śniegu dosypało co najmniej trzydzieści centymetrów. Od razu chwytam za łopatę. Piętnaście minut machania...
16.30
Mija już piąta godzina, od kiedy wstałem, a jeszcze nie zrobiłem nic pożytecznego. To wszystko przez ten śnieg i złą pogodę. No... nie tylko przez nie, ale zawsze trzeba mieć jakąś wymówkę. Teraz jednak włączam drugi bieg i zabieram się ostro do roboty.
około 19-tej
Modele liczą się na wszystkich komputerach. Mnie pomysły fruwają nad głową. Muszę przyznać, że po paru godzinach pracy wyniki są całkiem zachęcające. Jeszcze trochę wysiłku i... telefon.
- Słucham, obserwatorium na Suhorze.
- Tu Rejon Energetyczny Limanowa. Musimy Pana odpiąć od zasilania, bo mamy małą awarię.
- Jak długo będę odłączony?
- Jak tylko skończymy, to załączymy. Nie zapomnimy o panu.
Koniec rozmowy. Nie zdążyłem zapytać, ile mam czasu na przygotowanie się do „zaciemnienia”. Jeżeli nie wiadomo, jak długo będzie trwało, to trzeba przyjąć wersję najgorszą. Bywało już tak, że prądu nie było ponad dobę. Najpierw zapas wody. Bez prądu nie będzie działała pompa w studni. Teraz sprawdzić latarki. Przynajmniej dwie uzbroić w nowe baterie. Po drodze włączam czajnik. Może jeszcze zdążę zagotować wodę na kawę. Potem trzeba będzie to robić na niezbyt wygodnej kuchence gazowej. Na końcu zajmuję się komputerami. One, uzbrojone w UPS-y, mogą poczekać, a porządna kawa ma tutaj pierwszeństwo przed wszystkim. [...] Ciemność okryła wszystko w momencie, gdy kończę ostatni łyk kawy. Kolejny raz przekonuję się, jak cenną rzecz wymyślił Jan Łukasiewicz. Po godzinie czytania przy lampie naftowej zaczynają mnie jednak boleć oczy. Jestem trochę zły na siebie, że wypiłem kawę. Gdyby nie ona, teraz po prostu poszedłbym spać.
[...] Przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, jak szybko zmarznę, gdyby prądu nie było przez dłuższy czas. W tej chwili termometr cyfrowy pokazuje, że w pokoju komputerowym jest 21stopni. Na zewnątrz -4 stopnie i trochę wieje.
[...] Siedzenie samotnie w ciemnym, pustym budynku - bez możliwości zajęcia się czymkolwiek - to nie jest coś, co lubię najbardziej. Czas wlecze się niemiłosiernie. Nawet ludzi z radia słychać tak, jakby byli z trochę innego świata. Wreszcie zmęczony tą idiotyczną sytuacją zawijam się w koc i zasypiam w ubraniu.
Niedziela
8.10
Niech diabli wezmą te wasze wszystkie prognozy pogody, elektrownie, awarie i co tam jeszcze chcecie. Wbrew wszystkiemu, w nocy poprawiła się pogoda, a ja nadal nie mam zasilania. Kiedy obudziłem się rano, w pierwszej kolejności ujrzałem jasną smugę światła słonecznego z okna w holu.
[...] Korzystając z resztek ciśnienia w hydroforze myję twarz i zęby. Jem śniadanie i po niedługim czasie jestem gotowy do... No właśnie - nie wiem do czego. Mogę trochę posprzątać (po moim poprzedniku została brudna podłoga w holu i kuchni). Mogę uporządkować permanentny bałagan w warsztacie. Mogę... Tylko, że jest niedziela i chciałoby się zająć czymś innym. Niedzielę każdy traktuje po swojemu. Oczywiście pogody się nie odpuszcza i wtedy trzeba się wyspać. Można iść do kościoła w Porębie, ale nawet w dobrych warunkach jest to wyprawa na parę godzin. Teraz ani wyjść się nie da, ani zostać nie ma po co. Jedyna książka, jaką zabrałem do czytania, wystarczy mi co najwyżej na godzinę. Przypomniałem sobie, że w pokojach na dole są stare numery „Fantastyki”, które dawno temu przywiózł B. Miałem zajęcie do obiadu.
13.30
Po około osiemnastu godzinach piece już prawie wystygły, ale temperatura spadła zaledwie o dwa stopnie. Czuję wielki szacunek dla projektantów i wykonawców budynku.
15.30
Sprawdzam pogodę. Wszystkie prognozy są zupełnie inne niż wczorajsze. Oczywiście, dzisiaj widać, że poprawa pogody była możliwa, chociaż trochę niespodziewana. Z prognozy wynika, że dobrą pogodę mogę mieć przez co najmniej 2-3 doby. Wszystkie prace precz. Biorę się za przygotowanie dzisiejszych obserwacji.
około 17-tej
Wystartowałem. Wszystko idzie sprawnie, w co aż nie chce się wierzyć po ostatnich „atrakcyjnych” dobach. Monitor komputera archiwizującego powoli wykreśla kolorowe punkty. Będzie ich przybywać w miarę napływania kolejnych danych. W tej chwili moim najważniejszym obowiązkiem jest pilnowanie, aby co kilkanaście minut obrócić kopułę oraz oczywiście sprawdzać pogodę. Poza tym większość prac aparatura, nadzorowana przez dwa komputery, potrafi wykonywać samodzielnie.
[...] Zaczynam dzisiaj obserwacje nowej gwiazdy. To gwiazda zmienna - można powiedzieć, że takie gwiazdy trochę do nas „mrugają”. Tylko takimi zajmujemy się na Suhorze. To, że zmienia swoją jasność, zauważono kilkadziesiąt lat temu. Poza tym wiadomo tylko, jak ją znaleźć na niebie. Oczywiście jest za słaba, żeby ją zobaczyć bez teleskopu. Jestem drugim - po odkrywcy - który ją ogląda. Gdy wyniki z tej i najbliższych nocy zostaną opublikowane, „moja” gwiazda otrzyma swoją nazwę, a ja będę się mógł czuć jak jej drugi ojciec. Niby nic wielkiego. Niemal każdy astronom zajmujący się tematyką nieba ma podobne osiągnięcia. Ta też nie będzie pierwsza w kolekcji, jaką posiadam. Z drugiej strony - to jednak miło pomyśleć, że gdzieś w kosmosie jest „moja” gwiazda, nawet jeżeli naprawdę moja będzie tylko króciutka informacja w jednym z katalogów astronomicznych.
po 6-tej rano
Wyniki bardzo dobre, tylko nie spałem dwadzieścia dwie godziny.
Poniedziałek
9.45
Pii... pii... pii... W środku mojej nocy budzi mnie nieznośny sygnał telefonu komórkowego.
- No i jak ci poszło?
- W ogóle mi nie poszło... - odpowiadam zezłoszczonym głosem.
Przerywam pomyłkową rozmowę i zły na siebie wyłączam telefon. Teraz już pewnie nie zasnę. Rodzina i znajomi wiedzą, że tutaj dzwoni się najwcześniej około południa. Zorientowani są też pracownicy Akademii, nawet ci, którzy nigdy tutaj nie byli. Nie można jednak uniknąć takich niespodzianek. Jedyna rada, to wyłączyć telefony, a w sezonie turystycznym także dzwonek przy drzwiach.
[...] Jeżeli już muszę wstać, to próbuję zrobić coś pożytecznego. Po śniadaniu i uruchomieniu programów modelujących, biorę się za sprzątanie. Po krótkim czasie pracownia i pokój telewizyjny są odkurzone, a podłoga w kuchni i holu aż lśni. Ściany niedawno pomalowane przez W., firanki świeżo wyprane. Porządek taki, że chyba nawet moja żona nie mogłaby się przyczepić.
[...] Popołudnie i noc bez specjalnych atrakcji. Posiłki, komputer, obserwacje... Rutyna. Idę spać około 7.00.
Wtorek
13.00
Nareszcie trochę się wyspałem. Za to obudziłem się z dość silnym bólem głowy. Jak wskazują wszelkie znaki na niebie i ziemi, zbliża się zmiana pogody i zaczyna spadać ciśnienie. Oby udało się złapać chociaż kilka bezchmurnych godzin. W apteczce znajduję jakieś lekarstwo na wszystko. Trochę mi pomaga.
pół godziny później
W czasie śniadania kończy mi się chleb. Nic wielkiego. Mam jeszcze oczywiście spory wybór innych produktów, które można jeść zamiast chleba. W zamrażarce znajduję jednak „bezpański” (nieoznakowany) bochenek i postanawiam go zagospodarować. Oddam przy najbliższej okazji. W normalnych warunkach można co 2-3 dni zejść do sklepu w Koninkach. Teraz wolałbym przez tydzień jeść zupki w proszku, niż chodzić po takim śniegu.
około 15-tej
Przy dobrej pogodzie próbuję sprawdzić, co się dzieje ze stacją meteo. Duża ilość śniegu na dachu i nawis śnieżny nad drabinką powodują, że muszę zrezygnować z pomysłu.
po zmroku
Wygląda na to, że front nie nadchodzi zbyt szybko i dzisiejsza noc jeszcze będzie moja. Jeżeli uda mi się prowadzić obserwacje przez całą noc, to będę miał komplet danych. Zaczyna się wszystko dobrze, gdyby nie ból głowy, który ciągle powraca.
0.30
Nieszczęście przyszło, gdy zabierałem się za nocny posiłek. Nagle usłyszałem alarmowy sygnał, że coś jest niedobrze z teleskopem. Najpierw szybko do komputera. Wykres wskazuje, że sygnał z fotometru nie jest prawidłowy. Potem pod kopułę. Świecę latarką. Po chwili widzę, że jeden z kabli nieszczęśliwie zaczepił o drabinę i niewiele brakowało, a byłby się urwał od fotometru. Wyłączam wszystko i w pośpiechu wyciągam wtyczkę. Przy słabym oświetleniu nie widać, czy jest uszkodzona. Zabieram uszkodzony kabel do pracowni i najlepiej jak potrafię przylutowuję nową końcówkę. Całość operacji specjaliście nie powinna zabrać więcej niż dziesięć minut. Ja w środku nocy, w pośpiechu, z bolącą głową robiłem to prawie trzy razy tyle. Ostateczne przerwa w obserwacjach trwała czterdzieści minut. Pewnie uzupełnienie tej „dziury” będzie musiało poczekać do następnego dyżuru.
Środa
11.30
I po pogodzie. Dobrze chociaż, że niż skręcił mocno na północ. Dzięki temu nowego śniegu przybywa bardzo powoli. Za to stary w czasie słonecznej pogody mocno osiadł i chodzi się po nim nieco łatwiej. Dzisiaj jeszcze raz oglądam fotometr. Wygląda na to, że oprócz uszkodzonej wtyczki żadnych innych strat nie zanotowano. Mam nauczkę, żeby na drugi raz lepiej pilnować aparatury.
około 13-tej
Dzisiaj pierwszy raz na tym dyżurze zadzwonili do mnie z Krakowa. Czasem dzwonią po kilka razy dziennie z różnymi sprawami, a czasem przez kilka dni nikt się nie odzywa. Przekazałem S. szczegóły uszkodzenia fotometru. Prosiłem też, aby przekazał mojemu następcy problem dużej wagi, jaki może go dotyczyć. Wczoraj wyjąłem z Hadesu (naszej piwnicy) ostatnią rolkę papieru toaletowego. Jeżeli nie chce mieć problemu, to niech weźmie to pod uwagę.
wieczór
Chmury jak gdyby nieco cieńsze i widać przez nie kilka najjaśniejszych gwiazd. Taka sytuacja jest najbardziej stresująca. Cała aparatura gotowa. Obserwator co chwilę wychodzi i spogląda w niebo, a obserwować się nie da. I tak przez całą noc. Nie można zająć się na dobre niczym innym. Bywa też inna sytuacja. Pół godziny pogody wieczorem. Tyle, żeby wszystko ustawić, sprawdzić i rozpocząć obserwacje. Po czym zaczyna się chmurzyć i cała robota na nic. Zamykam kopułę, a za chwilę znów pięknie świecą gwiazdy i tak parę razy do rana. Trzeba mieć cierpliwość.
Czwartek
południe
Dzisiaj przedostatni dzień dyżuru. Jutro zmiana czasu na „urzędowy”. Trzeba zadzwonić i umówić się, żeby ktoś czekał na mnie na górnej stacji kolejki. W weekend jest zawsze dużo narciarzy i jeżdżą na okrągło, ale w środku tygodnia niekoniecznie. Na szczęście nie pada śnieg, a plecak będzie o połowę lżejszy. Może do jutra pogoda też utrzyma się bez nowych opadów.
16.15
Muszę jeszcze raz sprawdzić, czy po dzisiejszej nocy wszystko w porządku z fotometrem. Zaraz po obiedzie zaglądnę pod kopułę.
Na tym kończą się odnalezione zapiski.
Opracował: Bartłomiej Zakrzewski
|
|