|
|
Czas porozumienia
Rozmowa z Andrzejem Ujejskim, prezesem
Małopolskiego Oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego
Marcin Kania: Na mocy uchwały z dnia 30 listopada 2004 r. organizacje ZNP szkolnictwa wyższego ponowne połączyły się ze strukturami Związku Nauczycielstwa Polskiego oświaty. Proszę powiedzieć, co było powodem takiej decyzji?
Andrzej Ujejski: - Po zakończeniu stanu wojennego Szkoły Wyższe zaczęły, przyjmując nazwę Związku Nauczycielstwa Polskiego, zakładać własne związki zawodowe, które były samodzielnymi strukturami i działały niezależnie od nas - pod tym samym godłem. Ale była też część Szkół Wyższych, która w dawnym związku pozostała - tworząc Krajową Radę Nauki jako autonomiczną część ZNP. Natomiast organizacje uczelniane, które się usamodzielniły, utworzyły Federację Związków Nauczycielstwa Polskiego Szkół Wyższych i Nauki. Należy zaznaczyć, że po roku 1990 było kilka prób zmierzających do tego, żeby na powrót połączyć wszystkie związki używające nazwy ZNP. Niestety, na przeszkodzie stały sprawy personalno-ambicjonalne, niemniej ruch unifikacyjny trwał nadal. Aby ponownie się zjednoczyć, musiała być wola wszystkich stron, musieliśmy dokonać wielu istotnych zmian w statucie, co dałoby możliwość połączenia całej organizacji w jedno, nie tworząc przy tym struktury federacyjnej. W końcu nie często się zdarza, by jakiś związek wstępował w całości do innego - jest to precedens w skali kraju. Jak wiemy, związki się dzielą. Nam zaś udaje się łączyć.
M.K.: Zachowując przy tym swoje status quo...
- Tak. Struktury związkowe w uczelniach funkcjonują jak dotąd. Natomiast realizując zadania wykraczające poza kompetencje pojedynczej szkoły wyższej, podlegają władzom ogólnym. Zachowana zostaje również odrębność gospodarczo-majątkowa, co ma istotne znaczenie dla organizacji działających w szkołach wyższych, bowiem posiadają one swój majątek. Statut określał, że uczelniane związki zawodowe zachowują nadal osobowość prawną i mogą zaciągać zobowiązania finansowe, ale też samodzielnie za nie odpowiadają - tylko swoim majątkiem.
M.K.: Jakie korzyści wynikają z owego połączenia?
- W dzisiejszych czasach - co podkreślał Janusz Lipiec, przewodniczący Federacji i jeden z prekursorów połączenia - coraz trudniej jest działać małym związkom zawodowym. Rząd przestaje się z nimi liczyć. Duży zaś i silny związek ma zupełnie inną moc sprawczą i inną skuteczność. I to jest ważne, szczególnie dla środowisk nauki. Ponieważ zaś wiele problemów naszego środowiska rozstrzyga się na szczeblu władz państwowych, właśnie tam pragniemy zbudować silną reprezentację interesów nauczycielskich. Natomiast dla części oświatowej naszego związku ważne jest wzmocnienie poprzez wejście dużego potencjału intelektualnego, co niewątpliwie przyczyni się do zwiększenia merytorycznego zaplecza organizacji zarówno na szczeblu strukturalnym, jak i edukacyjnym.

Andrzej Ujejski
M.K.: Jakie wspólne inicjatywy zostały już podjęte przez zjednoczony Związek?
- Zarejestrowany został nowy statut, przyjęty zresztą jednogłośnie przez Zarząd. Obecnie poszczególne organizacje uczelniane podejmują uchwały o połączeniu się z nami. Została też wyodrębniona specjalna trzyosobowa grupa, zadaniem której jest przygotowanie konferencji, gdzie uczestnicy wybiorą władze Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki. Czekamy, by jak najwięcej uczelni podjęło decyzję o przystąpieniu do ZNP, a wtedy nastąpi końcowy akt procesu zjednoczenia. Przewidywany termin to połowa czerwca bieżącego roku.
M.K.: Wiele mówi się ostatnio o zagrożeniu ruchu związkowego, szczególnie o niepewnej sytuacji Karty Nauczyciela. Jakie widzi Pan szanse utrzymania aktualnych przywilejów nauczycielskich?
- Od chwili odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. status nauczyciela był zawsze regulowany odrębną ustawą. W roku 1926 została wydana tzw. pragmatyka heurystyki, ustawa, która omawia prawa i obowiązki nauczyciela. Obecna karta funkcjonuje od 1972 r. Ostatnio jednak Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Andrzej Zoll, kwestionuje zasadność istnienia Karty Nauczyciela. Nie jest ważne, czy akt prawny regulujący status nauczyciela nazywa się „Kartą”, lecz to, aby był odrębną ustawą, gwarantującą stabilność zawodu i podniesienie jego rangi.
M.K.: Czy to znaczy, że Rzecznikowi nie podoba się słowo: „karta”?
- Na to wygląda... Muszą panowie wiedzieć, że na niektórych szczeblach władz państwowych słyszy się często, iż „karta jest problemem”, lub że „karta stanowi przeszkodę”. Kiedy jednak pytamy: „co jest w karcie niewłaściwe, co należy zmienić?”, nikt nie potrafi przeprowadzić konstruktywnej krytyki. Wychodzi na to, że problemem jest nazwa, nie zawartość...
Jeżeli nie będzie karty, to zagrożenia, które potrafimy przewidzieć, staną się realne, te zaś, które już dziś sporadycznie się pojawiają, będą o wiele częstsze. Niektóre gminy zaczynają na przykład przekazywać wszystkie szkoły stowarzyszeniom i fundacjom, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Instytucje te mogą zatrudniać dowolne osoby, nie bacząc na ich kwalifikacje; płacić tyle, ile zechcą; ustalać czas pracy według własnego uznania, nie troszcząc się przy tym o zdrowie i wytrzymałość pracowników. Przykładem tego jest słynna szkoła w Piekiełku (woj. Małopolskie). Szkoła ta przeszła na rzecz Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawczego i dzisiaj ma już 650 tys. zł długu. Nie jesteśmy przeciwni prowadzeniu szkół przez stowarzyszenia czy fundacje. Kiedy w małej miejscowości drastycznie spada liczba dzieci - placówka oświatowa finansowana przez gminę ulega likwidacji. Wtedy lokalna społeczność tworzy stowarzyszenie, które ratuje szkołę. I to jest wspaniałe, bo szkoła jest często jedynym miejscem kultury na wsi. Ale nie możemy się zgodzić na to, że gminy, pragnąc odciążyć swoje budżety, zaczynają likwidować lub przekazywać szkoły mające duży nabór stowarzyszeniom i tym samym przerzucać koszty edukacji na społeczeństwo. Obawiamy się, że praktyka ta będzie nadużywana, a instytucje odpowiedzialne dotąd za funkcjonowanie oświaty przestaną realizować swoje obowiązki. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że zarówno stowarzyszenia i fundacje mogą w każdej chwili zrezygnować z prowadzenia szkoły, a wtedy w takiej miejscowości powstaje pustka edukacyjna.
Bartosz Ochoński: Wielu nauczycieli skarży się, że karta praw ucznia puchnie, natomiast kurczą się przywileje nauczyciela, nawet te prymarne, gwarantujące skuteczność pracy pedagoga. Czy ZNP uważa ten stan za właściwy i niezmienny, czy też podejmuje działania, by mu przeciwdziałać?
- Poruszył pan ważne i ciekawe zagadnienie. Ostatnio popularne stało się pojęcie mobbingu. Mobbing w oświacie występuje; widzimy kilka obszarów tego zjawiska. Klasa może być mobbingowana przez nauczyciela, dzieci przez innych uczniów, nauczyciel zaś przez dzieci i ich rodziców. Jeśli zachodzi sytuacja konfliktowa, nauczyciel znajduje się zawsze w gorszej sytuacji, dlatego, że utracił status pracownika państwowego i tym samym nie jest dostatecznie chroniony. W tych okolicznościach łatwiej podlega różnego rodzaju naciskom, zwłaszcza jeśli uczy w placówce prywatnej. W szkołach samorządowych, gdzie jego prawa i obowiązki reguluje Karta Nauczyciela - jest do pewnego stopnia zabezpieczony. Tam jednak, gdzie rodzice płacą za naukę dziecka, mamy do czynienia z sytuacją typowo handlową. Gdy nauczyciel jest źle oceniany przez rodziców - zmienia się nauczyciela, natomiast zasobny w pieniądz uczeń pozostaje w szkole, niezależnie od postępów w nauce, osobistej postawy i zachowania. Obszar oświaty to olbrzymi rynek, stwarzający możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy, ale nie zawsze sprawiedliwy, szczególnie dla biednego ucznia.
|
Na Zachodzie natomiast dopracowano się lepszych rozwiązań, jeśli chodzi o zbiorowe protesty pracowników, w tym kwestie strajkowe. Gdy organizowaliśmy strajk, media pytały, jak tak można? Oskarżano nas o naruszanie dóbr dzieci, pozbawienie ich opieki. Natomiast we Francji i Włoszech strajk nasz nie wydaje się niczym nadzwyczajnym, skoro młodzież sama wychodzi na ulicę wraz z nauczycielami i nikt nie robi z tego problemu.
|
B.O.: Czy istnieją pewne odgórne dyrektywy, akceptowane przez Związek, sankcjonujące zachowania nauczyciela w sytuacji konfliktowej z nadpobudliwym uczniem?
- Niedawno dyskutowaliśmy w ZNP o wypowiedzi małopolskiego rzecznika praw ucznia, Romana Ficka. Dotyczyła dziecka, wobec którego nauczyciele są bezradni. Uczeń jest chorobliwie nadpobudliwy i z tego powodu niebezpieczny. Może wyrządzić krzywdę innym dzieciom. Odpowiedzialność spadnie w tym przypadku na nauczyciela, który odpowiada za wszystko, co dzieje się w klasie i w szkole. Tymczasem, mając pod opieką trzydzieścioro dzieci, nie jest w stanie skutecznie ich chronić przed agresywnym kolegą, nie narażając się jednocześnie na oskarżenie, na przykład o „fizyczną przemoc”. Pan Ficek utrzymuje jednak, że problem winien rozwiązać sam nauczyciel. Sądzę, że zadania, jakie tym samym zostają narzucone wychowawcy, dalece przekraczają jego kompetencje. Nie jest przecież lekarzem ani - tym bardziej - ochroniarzem. A rzecz komplikuje się jeszcze bardziej, gdy współpraca między nauczycielem a nadopiekuńczymi rodzicami dziecka układa się źle. Wyobrażenia o powinnościach nauczycielskich nie idą w tym przypadku w parze z realnymi możliwościami i uprawnieniami uczącego.
M.K.: Europejskie związki nauczycielskie a Związek w Polsce. Czy nawiązano już współpracę? Jakie są różnice?
- Naturalnie. Jesteśmy członkiem Światowej Konfederacji Nauczycieli, Międzynarodówki Edukacyjnej, a także Konfederacji Związków Zawodowych Edukacyjnych. W tej ostatniej członkiem Prezydium jest prezes ZNP, Sławomir Broniarz. Był jednak okres, kiedy nas tam nie widziano. Możemy mieć żal do „Solidarności”, gdyż przedstawiała ZNP jako organizację niedemokratyczną. Dzisiaj nie ma już problemu, bo nasi koledzy z zagranicy po kilku latach obserwacji przekonali się, że jest inaczej, że ZNP jest największą organizacją zrzeszającą nauczycieli, w pełni demokratyczną, nie wchodzącą w układy z rządem. Okręg Małopolski ZNP współpracuje ze Słowakami i Francuzami; spotykamy się również z Rosjanami i Niemcami. Wymieniamy informacje dotyczące warunków pracy nauczycieli, działalności związkowej; niewątpliwie ciekawy dla naszych rozmówców jest fakt, że ZNP liczy prawie 300 tysięcy członków, gdy zaś we Francji, na przykład, związki zawodowe nauczycieli liczą w granicach 20-40 tysięcy - dla porównania: sam Okręg Małopolski zrzesza 20 tysięcy członków. Wynika to stąd, że związki w Polsce spełniały inne niż na Zachodzie zadania. Kiedyś ludzie szukali przez nie pracy lub szukano do pracy ludzi... Dzisiaj pracowników się zwalnia, więc muszą być stosowane inne metody pomocy związkowej. Kiedy nauczyciele pytają, „co związek może im dać?”, odpowiadam: „nic”, bowiem związek nie jest od dawania, ale od tego, by pilnował, aby każdy jego członek otrzymywał to, co się mu zgodnie z prawem należy. Mamy dobre, bezpłatne poradnictwo prawne. Służymy członkom związku pomocą w sądzie, chociażby przy pomocy prawników występujących jako pełnomocnicy nauczycieli, co pozwala skutecznie bronić naszych członków. Na Zachodzie natomiast dopracowano się lepszych rozwiązań, jeśli chodzi o zbiorowe protesty pracowników, w tym kwestie strajkowe. Gdy organizowaliśmy strajk, media pytały, jak tak można? Oskarżano nas o naruszanie dóbr dzieci, pozbawienie ich opieki. Natomiast we Francji i Włoszech strajk nasz nie wydaje się niczym nadzwyczajnym, skoro młodzież sama wychodzi na ulicę wraz z nauczycielami i nikt nie robi z tego problemu. Ale chcę zwrócić uwagę, że w Polsce jest nieco inna świadomość zagadnienia - a powinno być tak, by sprawa oświaty okazała się sprawą społeczeństwa, a nie jednej grupy zawodowej. To sprawa całego społeczeństwa.
|
Nie często się zdarza, by jakiś związek wstępował w całości do innego - jest to precedens w skali kraju. Jak wiemy, związki się dzielą. Nam zaś udaje się łączyć.
|
B.O.: Nas, jako przyszłych nauczycieli, wciąż niepokoi wysoka liczebność klas. Czy ZNP dąży do zmienienia tej niefortunnej dla procesu nauczania sytuacji?
- Problem jest ważny. System finansowania oświaty zakłada, że szkoła otrzymuje subwencję na każdego ucznia. Zatem: im więcej uczniów, tym większe dochody placówki. Krakowska radna, Małgorzata Jantos, powiedziała ostatnio, że „dobry dyrektor będzie przyjmował uczniów”. Taka polityka doprowadzi do powstawania trzydziesto-, czterdziestoosobowych klas. Jeśli uczniowie nie zmieszczą się w używanych dotąd pomieszczeniach - tak jest w przypadku Liceum nr 5 im. Augusta Witkowskiego - to wynajmie się dla nich dodatkowy budynek i trzeba będzie zatrudnić nowych nauczycieli. Powstanie w ten sposób kombinat oświatowy. Rodzic, który będzie miał pieniądze, natychmiast zrezygnuje z kształcenia dziecka w szkole-molochu i pośle dziecko do prywatnej. System finansowania oświaty opracowano zatem tak, by sprzyjał powstawaniu i rozwojowi szkół prywatnych. Trudno się więc dziwić, że pani Jantos jako właścicielka jednej z prywatnych placówek kształcących opowiada się za jego utrzymaniem. My jednak oponujemy. I robimy to, jak dotąd, dość skutecznie. Niemniej, nadmiernie liczne klasy wciąż istnieją - szczególnie w liceach renomowanych. A dyrektorzy udają, że nie ma problemu.
|
Jeżeli nie będzie Karty Nauczyciela, to zagrożenia, które potrafimy przewidzieć, staną się realne, te zaś, które już dziś sporadycznie się pojawiają, będą o wiele częstsze
|
B.O.: Sumując - jakie zadania stawia sobie ZNP na przyszłość?
- Wiek XXI zaczął się nienajlepiej: ruch związkowy jest w trudnej sytuacji. Co gorsze - nie ma już znaczenia, kto rządzi. I lewica, i prawica działają zgodnie na niekorzyść ZNP. W najbliższym czasie czeka nas na przykład obrona zapisu o środkach na doskonalenie nauczycieli. Karta Nauczyciela je gwarantowała. Brakowało jednak zapisu o kontroli ich wydatkowania, więc gminy rozporządzały nimi dowolnie. Teraz wymagana będzie opinia związku. Postaramy się zatem o to, by wspomniane środki trafiały rzeczywiście do nauczycieli, ale nie na inne cele. Wiemy bowiem, iż w jednym z powiatów przekazywano je do Centrum Dokształcania Nauczycieli i wydatkowano niezgodnie z przeznaczeniem. Nauczyciele nigdy ich nie dostali. Wkrótce czeka nas jubileusz stulecia ZNP. Mówi się, że związek powstał w Pilaszkowie... To nieścisłość - powstał w Krakowie. Protokół z pierwszego posiedzenia nosi datę 28 grudnia 1905 r. Tu, w Krakowie wszystko się zaczęło, a więc i gala jubileuszowa odbędzie w krakowskim teatrze im. Juliusza Słowackiego. W nowe stulecie wchodzimy z nowymi nadziejami. Oby się spełniły.
B.O.: Serdecznie tego życzymy, dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiali: Marcin Kania i Bartosz Ochoński
|
|