|
|
|
|
Jerzy SzczęsnyDziwny kwantowy światCzęść I. Interferencja amplitud prawdopodobieństwaTeoria kwantowa powstała w pierwszym ćwierćwieczu XX w. dzięki wysiłkom tych fizyków, którzy próbowali wyjaśnić istotne różnice między przewidywaniami fizyki klasycznej a tym, co obserwowali w rzeczywistości. Wielu osobom z teorią kwantów kojarzy się jedynie niejasne pojęcie „zasady nieoznaczoności”, rzekomo uniemożliwiającej ścisły opis cząstek, atomów i molekuł, a pozwalającej przewidywać ich zachowanie jedynie w probabilistyczny sposób. W rzeczywistości przewidywania teorii kwantowej są niezwykle precyzyjne, mimo że zupełnie inne niż teorii klasycznej. Co więcej, wbrew utartej opinii, prawdopodobieństwo nie pojawia się w mechanice kwantowej na poziomie cząstek, atomów czy molekuł, które ewoluują w sposób całkowicie deterministyczny, lecz wskutek działającego w dużych skalach tajemniczego mechanizmu, który powoduje wyłanianie się świata klasycznego, będącego przedmiotem naszych codziennych, świadomych postrzeżeń.
Można by sądzić, że różnice między przewidywaniami teorii klasycznych i teorii kwantowej istnieją tylko na poziomie mikroskopowym, lecz w rzeczywistości efekty kwantowe przesądzają o wielu zjawiskach makroskopowych. Istnienie ciał stałych, fizyczne i chemiczne właściwości materiałów, barwy, zjawiska krzepnięcia i wrzenia, niezawodność mechanizmu dziedziczenia - wszystkie te i inne zjawiska byłyby niezrozumiałe bez mechaniki kwantowej (QM). Mechanika kwantowa jest wszechobecna nawet w życiu codziennym i leży u podstaw działania wielu nowoczesnych urządzeń technicznych, m.in. komputerów. Kwantowa teoria pola, będąca syntezą QM i szczególnej teorii względności umożliwia zrozumienie zachowania cząstek elementarnych, została potwierdzona doświadczalnie z niezwykłą dokładnością względną rzędu 10-11. Musimy więc zapoznać się z teorią kwantową - najdokładniejszą i najbardziej tajemniczą ze wszystkich teorii fizycznych. Tak tajemniczą, że jeden z wybitnych fizyków współczesnych, Sidney Coleman, powiedział, że gdyby tysiąc filozofów przez tysiąc lat rozważało, jaka jest natura przyrody, to czegoś tak dziwnego jak QM na pewno by nie wymyślili. Doświadczenia i amplitudy prawdopodobieństwa. Eksperyment z dwiema szczelinami
Rozpatrzmy „wzorcowy” eksperyment kwantowy, w którym przepuszczamy wiązkę elektronów, światła lub innych „fal - cząstek” przez dwie wąskie, równoległe szczeliny i obserwujmy ich położenia na ekranie.
Umówmy się, że będzie mowa o świetle. Kwanty światła nazywamy fotonami. Cząstkowa natura światła jest jaskrawo widoczna podczas detekcji fotonów na ekranie. Światło dociera do ekranu w postaci dyskretnych, zlokalizowanych paczek energii, przy czym ich energia jest zawsze związana z częstotliwością wzorem Plancka E = hν (= Stricte cząstkowa koncepcja światła ma jednak poważne kłopoty z wyjaśnieniem obserwowanego obrazu, gdy otwarte są obie szczeliny. Niech źródłem światła będzie lampa sodowa. Wówczas światło ma czysty, żółty kolor - mówimy, że jest monochromatyczne - tzn. składa się z fal o tej samej częstości. W obrazie cząstkowym oznacza to, że wszystkie fotony mają tę samą energię. Długość fal światła takiej lampy wynosi (5) 10-5 cm (jest 1000 razy dłuższa od rozmiarów atomów). Niech szczeliny mają szerokość 10-4 cm i niech będą oddalone od siebie o (1,5) 10-2 cm, a ekran niech będzie w odległości 1 m od przegrody ze szczelinami. Jeśli natężenie światła jest dostatecznie duże, to oświetlenie ekranu pozostaje ciągłe, lecz nie jest wszędzie jednakowe. Na ekranie widać obraz interferencyjny, składający się z jasnych pasm leżących naprzemiennie z ciemnymi. Wydawałoby się, że otwarcie drugiej szczeliny spowoduje jedynie podwojenie oświetlenia ekranu. Szczegółowy obraz oświetlenia jest zupełnie inny aniżeli w momencie, gdy otwarta była tylko jedna szczelina. W pewnych miejscach na ekranie, tam gdzie jest najjaśniej, natężenie światła jest czterokrotnie większe niż poprzednio, a nie tylko dwukrotnie. W innych miejscach, tam gdzie jest najciemniej, natężenie maleje do zera. Pojawienie się ciemnych pasm na ekranie jest największą zagadką cząstkowej teorii światła. Gdy otwarta była jedna szczelina, fotony bez trudu docierały do tych punktów na ekranie. Teraz, gdy otworzyliśmy drugą szczelinę, okazuje się, że to uniemożliwia im zrobienie czegoś, co mogły zrobić przedtem. Jak to możliwe, że otwierając fotonom alternatywną drogę do punktów na ekranie, faktycznie zamknęliśmy obie drogi? Jeśli przyjmiemy, że długość fali fotonu jest miarą jego „wielkości”, to szczeliny są oddalone od siebie na odległość równą trzystu „wielkościom” fotonu (dla nas byłaby to odległość 0,5 km), zaś każda szczelina ma szerokość równą kilku długościom fali. Skąd zatem, przelatując przez jedną szczelinę, foton „wie”, że druga szczelina jest otwarta czy zamknięta? W istocie z teoretycznego punktu widzenia nie ma żadnego ograniczenia na odległość między szczelinami; zjawisko wygaszania bądź wzmacniania światła nie zależy od tej odległości. Przechodząc przez szczeliny (szczelinę) światło zachowuje się jak wiązka fal, nie zaś cząstek! Wygaszanie się fal, zwane interferencją destruktywną, jest dobrze znane w teorii zwykłych fal. Jeśli fala może się poruszać dwiema niezależnymi drogami i obie są rzeczywiście otwarte, to jest w pełni możliwe, że fale przechodzące obiema drogami wzajemnie się wygaszą. Gdy fale pochodzące od pierwszej szczeliny spotkają się z falami z drugiej, ulegają wzmocnieniu pod warunkiem, iż są „zgodne w fazie” (tzn.: gdy grzbiety i doliny obu fal występują zawsze razem). Jeśli natomiast grzbiety jednej fali pokrywają się z dolinami drugiej, wówczas fale zupełnie się wygaszają.
W eksperymencie z dwiema szczelinami jasne pasma na ekranie pojawiają się wtedy, gdy różnica odległości między danym punktem na ekranie a każdą ze szczelin jest równa całkowitej wielokrotności długości fali - w takim przypadku grzbiety obu fal rzeczywiście występują razem. Pasma ciemne pojawiają się dokładnie w połowie odległości między jasnymi pasmami. W tych miejscach maksima jednej fali pokrywają się z minimami drugiej. Przejście zwyczajnej, klasycznej fali przez dwie szczeliny nie jest niczym zagadkowym. Taka fala jest bowiem zaburzeniem pewnego ciągłego ośrodka (pola) lub pewnej substancji zbudowanej z miliardów cząstek punktowych. Zaburzenie może przejść częściowo przez jedną z dwóch alternatywnych dróg, częściowo przez drugą. W QM mamy jednak do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Każdy pojedynczy foton zachowuje się jak fala. W pewnym sensie każdy foton interferuje sam ze sobą! Zmniejszając dostatecznie natężenie światła, możemy zagwarantować, że w każdej chwili przez szczeliny przelatuje dokładnie jeden foton. Zjawisko destruktywnej interferencji, polegające na wzajemnym znoszeniu się alternatywnych dróg dostępnych dla fotonu, zachodzi dla pojedynczego fotonu. Jeśli otwarta jest tylko jedna droga, to foton może się przez nią przedostać - podobnie, gdy otwarta jest tylko druga droga. Natomiast gdy otwarte są obie szczeliny jednocześnie, to czasami obie możliwości, w tajemniczy sposób się znoszą i foton nie jest w stanie przelecieć wzdłuż żadnej z alternatywnych dróg. Zjawisko to jest zadziwiające, gdyż każda pojedyncza cząstka zachowuje się jak niezależna fala i alternatywne możliwości dostępne dla cząstki mogą się niekiedy wzajemnie znosić. Wydaje się, że foton dzieli się na pół i że każda z połówek przelatuje przez jedną szczelinę. Nie można jednak zgodzić się z takim opisem sytuacji, należy raczej uznać, że obie alternatywne trajektorie - w tajemniczy sposób - dają wkład do wyniku końcowego, i że cząstka, aby przedostać się przez szczeliny, nie musi dzielić się na dwie części. Za takim stanowiskiem przemawia następująca argumentacja: umieśćmy obok jednej ze szczelin detektor cząstek. Ponieważ fotony lub inne cząstki zawsze obserwujemy w całości a nie w kawałkach, detektor zarejestruje albo cały foton albo nic. Gdy jednak przy jednej szczelinie umieścimy detektor, dzięki któremu obserwator może stwierdzić jednoznacznie, przez którą szczelinę przeleciał foton, wówczas obraz interferencyjny znika. Interferencja jest zatem możliwa tylko wtedy, gdy „nie wiemy” przez którą szczelinę istotnie przeleciał foton. Żeby mogła nastąpić interferencja, obie możliwe drogi muszą dawać wkład do oświetlenia ekranu. Ich wkłady czasami „sumują się” - co wzmacnia końcowy efekt dwa razy silniej niż można by było się spodziewać, czasami „odejmują się” - co powoduje ich wzajemne znoszenie się. Naprawdę, zgodnie z QM sytuacja jest jeszcze bardziej niezwykła; wkłady od alternatywnych dróg mogą się sumować (najjaśniejsze punkty na ekranie), mogą się znosić (ciemne punkty), ale mogą również tworzyć inne dziwne kombinacje, na przykład: „droga A” + i „droga B”, gdzie i2 = -1, które odpowiadają punktom na ekranie o średniej jasności. W rzeczywistości zamiast „i” możemy wziąć dowolną liczbę zespoloną i dodać do siebie wkłady od obu dróg, mnożąc jeden z nich przez tę liczbę. Liczby zespolone nie są jedynie eleganckim pomysłem matematyków, lecz mają podstawowe znaczenie dla struktury mechaniki kwantowej. Fizycy musieli zaakceptować ich użycie pod wpływem przekonujących danych doświadczalnych. Chcąc pomóc czytelnikom, którzy nie znają liczb zespolonych, informuję, że dowolna liczba zespolona z jest określona przez podanie 2 liczb rzeczywistych x, y i zapisujemy ją w postaci z = x + iy - jest to tzw. algebraiczna postać liczby zespolonej. Liczby zespolone możemy dodawać i mnożyć zgodnie z regułami: z1 + z2 = x1 + x2 + i(y1 + y2);z1 z2 = x1 x2 - y1 y2 + i(x1 y2 + x2 y1) . Z dowolną liczbą zespoloną z możemy związać wektor na tzw. płaszczyźnie Gaussa.
Dowolną liczbę zespoloną możemy także zapisać w tzw. postaci trygonometrycznej z = |z| (cos φ + i sin φ) , gdzie |z| = Aby zrozumieć QM musimy przyzwyczaić się do tworzenia kombinacji liniowych (superpozycji), w których wkład każdego wyrazu jest „ważony” przez liczbę zespoloną. Opisany eksperyment nie zależy od wyboru cząstek. Zamiast fotonów równie dobrze można użyć elektronów lub nawet całych atomów. Z reguł QM wynika, że nawet piłki tenisowe lub samochody powinny zachowywać się w taki dziwny sposób. Nawet dla takich obiektów powinno być możliwe utworzenie kombinacji wkładów odpowiadających różnym możliwościom, przy czym każdy wkład powinien wchodzić do sumy z pewną wagą wyrażoną przez liczbę zespoloną. W rzeczywistości nigdy nie obserwujemy piłek do tenisa lub samochodów w takich dziwnych kombinacjach stanów możliwych. Zagadnienie, czy istnieje rzeczywista granica między poziomem klasycznym i kwantowym, stanowi głęboki i intrygujący problem. Dla uproszczenia przyjmijmy, że istnieją dwa różne poziomy opisu zjawisk fizycznych, mianowicie kwantowy i klasyczny. Dziwne kombinacje z zespolonymi współczynnikami (wagami) pojawiają się tylko na poziomie kwantowym, natomiast piłki do tenisa, planety etc., to obiekty należące do poziomu klasycznego. Do poziomu kwantowego należą takie obiekty jak cząstki, atomy i molekuły. Zwykle sądzi się, że reguły kwantowe dotyczą zjawisk zachodzących w „małej (atomowej) skali”, lecz to określenie nie dotyczy w istocie fizycznych rozmiarów układu. Jak się okazuje, efekty kwantowe mogą się przejawiać nawet na odległość wielu metrów, a nawet lat świetlnych. Dane zjawisko należy do poziomu kwantowego wtedy, gdy istotną w nim rolę odgrywają bardzo małe różnice energii. Do poziomu klasycznego należą zjawiska makroskopowe, które bezpośrednio postrzegamy. Na tym poziomie słuszne są nasze wyobrażenia o tym, czy coś się zdarzyło, czy nie, dzięki czemu możemy się posługiwać zwykłym pojęciem prawdopodobieństwa. Liczby zespolone stosowane w QM mają ścisły związek z prawdopodobieństwami, lecz bynajmniej nie są im równe. Przypomnijmy sobie teraz własności prawdopodobieństw klasycznych. Rozważmy mianowicie pewien układ klasyczny, którego stanu nie znamy i mamy do czynienia z niepewnością, tzn. nie wiemy, która z możliwości A i B odpowiada stanowi faktycznemu. Taką sytuację można opisać za pomocą „ważonej” kombinacji obu możliwości: p(możliwość A) + q(możliwość B), gdzie p to prawdopodobieństwo stanu A, zaś q to prawdopodobieństwo stanu B. (Prawdopodobieństwo określamy za pomocą liczby rzeczywistej leżącej między 0 a 1. Prawdopodobieństwo równe jeden oznacza, że dane wydarzenie jest pewne, a równe zeru - że jest niemożliwe. Prawdopodobieństwo równe 1/2 oznacza, że dane wydarzenie równie dobrze może się zdarzyć jak i nie zdarzyć.) Jeśli układ może się znajdować tylko w stanie A lub B, to suma tych dwóch prawdopodobieństw musi być równa jedności: p + q = 1. Jeśli jednak istnieją inne możliwości, to suma p i q może być mniejsza od jedności. W fizyce kwantowej postępujemy na pozór bardzo podobnie, z tą różnicą, że p i q zastępujemy liczbami zespolonymi, które oznaczymy przez w i z. Teraz mamy: w(możliwość A) + z(możliwość B). (Na poziomie kwantowym możliwości, stany, oznaczamy symbolem wprowadzonym przez P.A.M. Diraca i nazywamy „ketami”, przykładowo: napis |B Zastanówmy się, jak postępujemy ze zwykłymi prawdopodobieństwami. Wyobraźmy sobie, na przykład, obiekt makroskopowy, niech to będzie metalowa kulka, poruszający się w stronę przegrody z dwoma otworami, za którą znajduje się ekran, podobnie jak w eksperymencie z dwoma szczelinami (rys. 1). Zamiast fotonu mamy teraz metalową kulkę, czyli obiekt klasyczny. Istnieje pewne prawdopodobieństwo P(1, s), że kulka osiągnie górny otwór 1 po tym, jak wystartowała w punkcie s, oraz pewne prawdopodobieństwo P(2, s), że trafi do dolnego otworu. Dla dowolnego punktu x na ekranie określone jest również prawdopodobieństwo P(x, 1), iż jeśli kulka trafiła do górnego otworu, to dotrze do punktu x, oraz prawdopodobieństwo P(x, 2), że trafi tam z dolnego otworu. Jeśli otwarty jest tylko górny otwór, to prawdopodobieństwo, że kulka dotrze do punktu x przelatując przez 1 po tym jak wystartowała w punkcie s jest równe P(x, 1)P(1, s). Podobnie, jeśli jest otwarty tylko dolny otwór, to prawdopodobieństwo, że kulka przedostanie się z s do x wynosi P(x, 2)P(2, s). Jeśli otwarte są oba otwory, to prawdopodobieństwo, że kulka przeleci z s do x przez 1, jest wciąż równe P(x,1)P(1,s). Tak samo jak wtedy, gdy otwarty był tylko górny otwór, zaś prawdopodobieństwo, że przeleci z s do x przez 2, pozostaje równe P(x, 2)P(2, s). Wobec tego całkowite prawdopodobieństwo P(x, s), że kulka przeleci z s do x jest równe sumie tych prawdopodobieństw: P(x, s) = P(x, 1)P(1, s) + P(x, 2)P(2, s). Na poziomie kwantowym obowiązują te same reguły, przy czym należy uwzględnić, że zamiast prawdopodobieństw musimy posłużyć się owymi dziwnymi, zespolonymi amplitudami. Zatem w rozważanym powyżej eksperymencie z dwiema szczelinami mamy amplitudę A(1, s), że foton wyemitowany ze źródła s przeleci przez szczelinę 1, oraz amplitudę A(x, 1), że trafi następnie do punktu x na ekranie. (W oznaczeniach Diraca - Feynmana amplitudy te zaznaczamy odpowiednio Są to miłe i bardzo proste reguły, lecz aby można było z nich korzystać, musimy wiedzieć, jak interpretować amplitudy, gdy zjawisko kwantowe ulega wzmocnieniu na tyle, że przejawia się ono na poziomie klasycznym. Możemy na przykład umieścić w x fotokomórkę, która pozwoli nam wzmocnić efekt kwantowy - przybycie fotonu do punktu x - tak, że zdarzenie to stanie się dostrzegalne klasycznie, usłyszymy mianowicie trzask fotokomórki. Musimy znać prawdopodobieństwo, że rozlegnie się trzask, a nie tylko tajemniczą amplitudę. Jak zatem można, przy przejściu od poziomu kwantowego do klasycznego, jednocześnie przejść od amplitud do prawdopodobieństw? Jak się okazuje rządzi tym piękna, choć tajemnicza reguła, którą zaproponował Max Born. Reguła ta ustala, że w celu otrzymania klasycznego prawdopodobieństwa należy obliczyć kwadrat modułu odpowiedniej zespolonej amplitudy kwantowej. Powiedzmy, że mamy do czynienia ze stanem układu |ψ Widzimy, że amplituda prawdopodobieństwa nie jest równa prawdopodobieństwu, lecz stanowi coś w rodzaju „zespolonego pierwiastka kwadratowego” z prawdopodobieństwa. Zobaczymy teraz jakie to ma znaczenie, gdy efekty z poziomu kwantowego zostają wzmocnione i przejawiają się na poziomie klasycznym. Amplitudami prawdopodobieństwa możemy manipulować, mnożąc je i dodając do siebie. Zauważmy, że mnożenie nie powoduje żadnych trudności przy przejściu od amplitud do prawdopodobieństw, gdyż kwadrat modułu iloczynu dwóch liczb zespolonych jest równy iloczynowi kwadratów modułów tych liczb: |zw|2 = |z|2|w2. Wynika stąd, że jeżeli cząstka ma do dyspozycji tylko jedną drogę, na przykład, jeśli - w naszym eksperymencie - jest otwarta tylko jedna szczelina 1, to można rozumować w sposób klasyczny i otrzymać poprawne prawdopodobieństwo zarejestrowania cząstki. Możemy teraz obliczyć kwadrat modułu amplitudy, albo po kolei, albo na końcu: | |w + z| = (w + z) ( gdzie Ten właśnie dodatkowy człon 2|w||z|cosφ powoduje kwantową interferencję między amplitudami odpowiadającymi różnym możliwym drogom. Cosinus może się zmieniać od -1 do 1. Jeśli φ = 0, to cosφ = 1, i dwie amplitudy wzmacniają się tak, że całkowite prawdopodobieństwo jest większe niż suma oddzielnych prawdopodobieństw. Natomiast gdy φ = π, to cosφ = -1 i dwie amplitudy częściowo się znoszą, wskutek czego całkowite prawdopodobieństwo jest mniejsze niż suma oddzielnych prawdopodobieństw (interferencja destruktywna). Kiedy φ = Wyobraźmy sobie pojedynczą cząstkę, taką jak elektron. Z klasycznego punktu widzenia elektron może znajdować się w punkcie A albo w punkcie B. Zgodnie z QM elektron ma wiele innych możliwości. Elektron nie tylko może mieć takie bądź inne określone położenie, ale również może znajdować się w jednym z bardzo wielu stanów, w których w pewnym dobrze określonym sensie - znajduje się równocześnie w obu położeniach! Oznaczmy |A Rozważmy dokładniej sytuację występującą w naszym eksperymencie. Z symetrii problemu wynika, że amplitudy prawdopodobieństwa
oznaczają odległości punktu x na ekranie od szczeliny 1 i 2 odpowiednio, p jest pędem fotonu związanym z długością fali λ wzorem de Broglie'a λ = ![]() Wzór ten pokazuje, że fotony docierają z maksymalnym prawdopodobieństwem do tych punktów ekranu, dla których L2 - L1 = nλ, gdzie n jest liczba całkowitą. Widać z niego również, że gdy otwarte są obydwie szczeliny, prawdopodobieństwo, że foton dotrze do najjaśniejszego punktu ekranu, jest cztery razy większe niż wtedy, gdy otwarta jest tylko jedna szczelina, a zatem jeśli mamy bardzo dużo fotonów, to natężenie oświetlenia w tym punkcie wzrasta czterokrotnie, co zgadza się z obserwacjami. Podkreślmy: aby interferencja była możliwa, musimy być pewni, że przejście fotonu przez szczeliny pozostaje zjawiskiem z poziomu kwantowego. Na poziomie kwantowym rozmaitym możliwym drogom odpowiadają amplitudy, nie prawdopodobieństwa. Zadaniem teorii kwantowej jest wyznaczanie amplitud prawdopodobieństwa dla różnych zjawisk kwantowych oraz sformułowanie spójnych reguł, mówiących jak należy manipulować tymi amplitudami, aby otrzymać poprawne wyniki. W części drugiej omówimy kwantowanie energii prostego układu kwantowego, nieredukowalną losowość zjawisk kwantowych i kwantowe widzenie w ciemności. W części trzeciej przedstawimy ogólne zasady rządzące amplitudami prawdopodobieństwa oraz schemat działania niezwykle obiecującego urządzenia, jakim jest komputer kwantowy.
Literatura: Jerzy Szczęsny |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec 2005 . Statystyka |