Odeszli 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Dr hab. prof. AP Edward Klisiewicz
(1946-2005)

 

Niełatwo jest pisać o Koledze, który jeszcze niedawno był wśród nas, snuł plany naukowe i rodzinne. Wiadomość o nagłej śmierci dr. hab. Edwarda Klisiewicza, profesora w Katedrze Języka Polskiego, dotarła na uczelnię w niedzielne południe 13 lutego 2005 r. Trudno było w to uwierzyć.
 
Profesor Edward Klisiewicz całe swoje życie zawodowe związany był z Instytutem Filologii Polskiej, w którym kolejno zdobywał stopnie naukowe i gdzie przez dwie kadencje był wicedyrektorem zajmującym się dydaktyką i sprawami studenckimi.

Dr hab. prof. AP Edward Klisiewicz
Dr hab. prof. AP Edward Klisiewicz

Droga Jego życia wiodła z rodzinnej Rylowej, gdzie urodził się 26 VI 1946 r., przez Tarnów, gdzie uczęszczał do Liceum Pedagogicznego, do Krakowa. Tu w Wyższej Szkole Pedagogicznej podjął studia polonistyczne, które ukończył w 1970 r., broniąc pracy magisterskiej na temat: Rozwój stopni wojskowych w Polsce. Na jej podstawie powstał artykuł, omawiający historię kilku nazw.
 
Profesor Edward Klisiewicz był autorem ponad dwudziestu prac, w tym dwu książek naukowych. W pracy badawczej koncentrował się na problemach historii i kultury języka polskiego, a szczególnie onomastyki.
 
W rozprawie doktorskiej pt. Nazwiska mieszkańców parafii Rudawa k. Krakowa w rozwoju historycznym (na podstawie ksiąg metrykalnych z lat 1570-1897) i późniejszych artykułach podkreślał wartość ksiąg parafialnych do badań nad nazwiskami i imionami w Małopolsce. Dowiódł również, że nazwiska chłopskie powstawały już w XVI wieku.
 
Drugim obszarem Jego zainteresowań była toponimia Tarnopolszczyzny.
 
Kontynuował dzieło rozpoczęte przez doc. dr. hab. Jana Zaleskiego, który zebrał ogromny materiał onomastyczny z rodzinnych stron, z obszaru byłego województwa tarnopolskiego, lecz nie zdążył go językoznawczo opracować (zmarł 4 IV 1981 r.). Jako uczeń docenta J. Zaleskiego, co często podkreślał, czuł moralną odpowiedzialność za dokończenie tej pracy. Uzupełnił więc materiał, podał etymologię i dokonał redakcji pracy, która ukazała się w 1987 r., pt. Nazwy miejscowe Tarnopolszczyzny. Słownik nazw.
 
Druga część pracy pt. Nazwy miejscowe Tarnopolszczyzny (motywacja, geneza, struktura) została wydana w 2001 r. i stała się podstawą przewodu habilitacyjnego. Autor, pisząc o wzajemnych kontaktach dwu języków, przenikaniu się obu kultur i cech językowych, podkreślał wielką rolę elementu polskiego na ziemiach południowo-wschodnich. Praca Edwarda Klisiewicza jest dokumentem nazw miast, wsi, gmin, a także pojedynczych zabudowań, dworów, karczem, młynów, itd., Tarnopolszczyzny do II wojny światowej. Bogactwo onomastycznego materiału, podbudowanego charakterystyką etnohistoryczną terenu, jest ważnym źródłem do dziejów tych ziem.
 
Warto też zwrócić uwagę na przedstawioną oryginalną klasyfikację nazw miejscowych.
 
Trzeba podkreślić, że ta niezwykła sumienność w pracy naukowej przenosiła się też na nauczanie. Uważał bowiem, że powinnością pracownika wyższej uczelni jest rzetelna dydaktyka i wychowanie młodzieży. Często mówił o tych problemach, o przyszłości polskiej szkoły. Przez lata pracy na uczelni wykształcił wielu nauczycieli polonistów, którzy cenili sobie Jego wiedzę i życzliwość. Oprócz pracy na uczelni swą wiedzę i doświadczenie przekazywał studentom Nauczycielskiego Kolegium Języka Polskiego w Tarnowie. Służył również środowisku oświatowemu. Przez wiele lat zasiadał w komisji ds. stopni i awansów nauczycieli. Uczestniczył też w pracach, a ostatnio przewodniczył Okręgowemu Komitetowi Olimpiady Literatury i Języka Polskiego w Krakowie.
 
Za zasługi w pracy oświatowej został uhonorowany najwyższym odznaczeniem nauczycielskim - Medalem KEN.
 
Profesor Edward Klisiewicz był wspaniałym mężem i ojcem. Bardzo troszczył się o rodzinę i dbał o to, by zawsze trzymała się razem. Oboje z żoną Krysią stworzyli ciepły, rodzinny i gościnny dom. Wielokrotnie zapraszali kolegów do ich „ogródka”.
 
Na koniec niech mi będzie wolno wspomnieć Człowieka, któremu całe życie nieobce były troski dnia codziennego. Wiem, jak cenił sobie przyjaźń, zaufanie, koleżeństwo, dobrą atmosferę w naszej katedrze i wiedział, że zawsze może liczyć na pomoc innych. Do takiej pomocy sam był gotowy. To właśnie w Jego pokoju (571) spotykali się koledzy i prowadzili „męskie rozmowy”.
 
Kiedy w piątek wieczorem zajrzałam do Jego pokoju, by zamienić parę słów, siedział tradycyjnie przy swoim biurku i czekał na zaocznych seminarzystów. Bo Edward zawsze był. I choć w niedzielę Go zabrakło, wiem, że pozostanie w naszej pamięci.
 

Anna Spólnik

[Rozmiar: 7784 bajtów]
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec 2005 . Statystyka