|
|
Michał Muszyński
Francuska obcość
Literatura rządzi się zazwyczaj emocjami i kreacją, ale równie często wykorzystuje przebiegłą i świadomą manipulację. W pierwszym przypadku - emocji doświadczamy zarówno przed, jak i po odkryciu (na miarę naszych możliwości) prawdziwych zamiarów autora. Drugi przypadek - uznanie nas za marionetki - daje się zauważyć dopiero po fakcie, bo albo możemy czuć się zmanipulowani, albo też staramy się, możliwie jak najlepiej, zapewnić go - przynajmniej wśród przyjaciół - o naszym gorącym poparciu dla jego twórczości
Takie też w gruncie rzeczy miałem odczucia, biorąc do ręki nową powieść francuskiego skandalisty Michela Houellebecqa Platforma. Idąc tropem wcześniej poczynionych założeń, z przekąsem stwierdzam, że dałem się za pierwszym razem nabrać i jak każdy, trochę mniejszy lub większy polityczny konserwatysta, nazwałbym tę powieść - wulgarną wersją podręcznika o sztuce kochania. Ale w dobie pewnie słusznej manii gombrowiczowskiej moja forma: gęba konserwatywna, musiała ulec zmianie, a to głównie dzięki dystansowi i pełniejszemu zrozumieniu zamiarów autora. W toku lektury oraz prowadzonej równolegle doń analizy, nie tylko seks i sprawy z nim związane, były dla mnie najważniejsze, ale również inne aspekty powieści Houellebecqa, które z kolei pozwoliły mi na docenienie wartości tego, bądź co bądź, uznanego już na Zachodzie dzieła.
Michel Houellebecq, Platforma
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2004, 360 s.
Wydaje się dzisiaj, a może już to na pewno wiemy, że nic „nowego” w sensie przełomu, nazwijmy go „epokowego”, w literaturze mieć miejsca nie może i mieć nie powinno. Zakładamy więc, że każda nowa powieść, nowy dramat lub wiersz, powielają mniej lub bardziej słynne toposy kultury, zarówno jej drobne elementy, poddane uprzednio ścisłej selekcji, jak i gotowe, ukształtowane formy, wobec czego pewna mania porównawcza staje się, w miarę swych możliwości, drogą do prawdziwego zrozumienia dzieła. Houellebecq bierze „na warsztat” świat dobrze sobie znany - świat Zachodu, świat dobrobytu i konsumpcji - tej w miarę przyjemnej. Ta rzeczywistość jakby samoistnie wymaga stworzenia bohatera na miarę jej samej, równie zachłannej, pustej i pochłaniającej. Tak jak kilka pokoleń wcześniej Camus daje w swym opowiadaniu Obcy próbkę pustki i bezsensu poczynań ludzkich, tak może Houellebecq ukazuje bohatera paradoksalnie pustego, bo wypełnionego właśnie rzeczywistością go otaczającą, a ta bynajmniej nie wypełnia go niczym wartościowym. W Platformie tak samo, wyraźniej niż w Obcym, ukazana jest rola świata otaczającego bohatera. W dziele francuskiego egzystencjalisty mamy do czynienia z człowiekiem zupełnie pozbawionym uczuć, ale którego bardziej determinuje jego emptyness, niż to, co dzieje się wokół niego - prawdopodobnie „obcy” u Camusa czuł się wyzuty z jakichkolwiek złudzeń już przed śmiercią swej matki. Powstaje więc pytanie o determinantę w powieści Houellebecqa - czy jest nią rzeczywistość? Czy też wytworzony przez nią bohater? Odpowiedź jest jasna: świat fabuły, a zarazem świat w łachmanach, kreuje nie sam bohater, lecz obraz Zachodu, na którym, jak zwykle, parafrazując Remarque'a - „bez zmian”. Nie wiem, czy Houellebecq nie osiągnął tego, co chcieli pozyskać dla swych utworów niektórzy awangardowi artyści, poprzez zostawienie w dziele minimum miejsca dla bohatera. Tezę tę zdaje się potwierdzać charakter „głównego bohatera”, a właściwie - jeśli trzymać się etymologii tego słowa - jego brak. Michel to urzędnik ministerstwa kultury, obejmujący ciepłą posadkę; stąd jest to człowiek nie przytłoczony problemami i po prostu żyjący dostatnio. Wszystko wydaje się bardzo kolorowe, ale sęk w tym, iż jest on postacią całkowicie nie progresywną w swym życiowym minimalizmie. Pierwsze stronice powieści zdradzają nam pewne podobieństwa do wymienionego już wcześniej dzieła Camusa, mianowicie opowiadanie Houellebecqa również rozpoczyna się od faktu dowiedzenia się bohatera o śmierci jednego z rodziców, z tą tylko różnicą, że w przypadku Platformy umiera ojciec bohatera. Zatem nasz „obcy” - Michel - nie reaguje zbyt emocjonalnie na śmierć - jeśli nie wspomnieć o jednej retrospektywnej myśli i jednego wypowiedzianego zdania na temat związków łączących jego matkę ze zmarłym ojcem, wypowiedzianego - co warto dodać - nie wiadomo, z obrzydzeniem czy z satysfakcją? Takie postacie, a szczególnie ich przedstawienie na tle śmierci kogoś bliskiego, daje od razu efekt inności, egoistycznej zależności od siebie lub całkowitej inercji w kwestii kształtowania losów swego życia. Houellebecq wyznacza Michelowi dno tak, jak Camus - Rocquentinowi, postawionemu w skrajnej wprost sytuacji.
Rozważając podobieństwa dwóch pozycji, warto przyjrzeć się scenom pośmiertnym i kontaktom, jakie mieli bohaterowie Obcego i Platformy ze swymi rodzicami. Tutaj, już bez zaskoczenia, możemy stwierdzić, że nie łączyło ich nic; śmierć nie wprawia ich w prawie żaden nastrój, nie robi na nich wrażenia ani czuwanie przy trupie matki, ani oglądanie miejsca zbrodni, gdzie widać jeszcze krew. W Platformie mamy zatem do czynienia z kompletną anihilacją, wynaturzeniem stosunków międzyludzkich. Główny bohater powieści nie ma wiernych sobie przyjaciół, żony, małego domu czy wreszcie psa, który czeka na niego z gazetą w pysku. Jego życie nie przypomina żadnej idylli, żadnego modelu postępowania, jest on sam na sam ze sobą, a jedyne, do czego można go porównać, to właśnie jego alter ego z Obcego. Psychologiczne relacje między tymi bohaterami można poczytywać za pozytywną cechę wartości dzieła nowoczesnego francuskiego skandalisty. Czytelnik zapyta jednak, czym się owa postać zajmuje, skoro, według mnie, jest zakorzeniona w pełnej bierności? Otóż Michel jest człowiekiem uzależnionym od pornografii czy, mówiąc wprost, od ostrego seksu. Jest klientem peep-shows, ogląda filmy pornograficzne, a w myśl przesłanek powieści Houellebecqa - jest typowym zachodnim konsumentem dóbr luksusowych. Gdyby przyjrzeć się dobrze bohaterowi Platformy, można dostrzec nas samych, może nie koniecznie uzależnionych od erotyki, ale od wpływu tego, co amerykanie zwą advertisement; charakterystyczna jest tu scena zasypiania i budzenia się bohatera, podczas gdy telewizor cały czas jest włączony. Czy jest to teleturniej, czy też program o rybach nad ranem, zarówno wpływ, jak i głupota widoczna gołym okiem, jest karykaturą naszego świata. To też Houellebecq posługuje się karykaturalnym językiem, językiem świata wyuzdanego seksu, erotyki i nie tylko, oraz spełnianych coraz bardziej perwersyjnych zachcianek. Przykłady dzisiejszych reklam nie dają nam wiele złudzeń; to, co najlepiej się sprzedaje, co najlepiej się reklamuje, ma hasło połączone z pięknymi nogami modelki, z jej wyuzdanymi ruchami, zachęceniem do odkrycia tego, co jeszcze tajemnicze, a wszystkie - czy chcemy czy nie - takie reklamy sprowadzają się do działania na naszych najprostszych instynktach, na potrzebie seksualnego zaspokojenia. Nawet, pomijając już wpływ reklam, można powiedzieć, że Michel to postać działająca instynktownie - rzadko widzimy go w pracy, przy normalnych czynnościach, albowiem znacznie częściej odbywa on albo stosunki seksualne, albo też intensywnie o nich myśli. Jego wewnętrzne przekonania na temat pojawiających się przelotem postaci, przeplatają się zazwyczaj z doświadczaniem cielesnych uciech.
Język Platformy to niewątpliwie język wulgarny, ale nie ma powodu oburzać się o to na autora, gdyż podobna stylizacja podyktowana jest dobraną do opisu rzeczywistością, rzeczywistością kreującą. Tak też zgrabnie Houellebecq posługuje się przetartymi już formami używanymi nie tylko we współczesnych filmach erotycznych, jak: wszelkimi figurami geometryczno-seksualnymi, sadomasochistycznymi praktykami przy barze czy kontaktami seksualnymi na odmiennych biegunach: młodość - starość. Wszystko to Houellebecq urzeczywistnia i pokazuje, czym tak naprawdę jest Zachód, a może - inaczej - czym jest przepełniony. Miłość bowiem, traktowana dotąd niemal sakralnie, która przez wiele wieków przeszła zmiany dzięki burzeniu konwenansów, stała się towarem, w dodatku towarem masowym. Autor Platformy zwraca uwagę na mechanizmy zaspokajania przez ludzi swych potrzeb, swego pustego życia. Michel mówi sobą tyle, że ludzie są za leniwi na budowanie związków, że wymaga to wyrzeczeń, a po co to robić w Paryżu i zamęczać się, gdy równie dobrze można spędzić seksualne wakacje życia i przeżyć udany stosunek z tajską prostytutką. Dosadna opisowość Houellebecqa tylko utwierdza czytelnika w perwersyjnym, ulotnym charakterze takiej miłości, która wymaga coraz to twardszych doznań. Ustawicznie powracające pytanie Valerie o to, dlaczego Michel woli iść do salonu masażu niż kochać się z kobietą, np. z Paryża, jest jakby pointą stosunku bohatera do swych potrzeb i tego, czego oczekuje od życia. Houellebecq nie tylko jednak seks traktuje jako towar, również turystyka zostaje tu wprowadzona jako prawie skomasowany i narzucony ludziom produkt; mamy więc w toku fabuły do czynienia z klasycznym zwiedzaniem, blichtrem hoteli, wieczorkami zapoznawczymi, podziałami wśród grup, wszystko to oplecione teoriami na temat podróży, konsumpcji i turystyki. Michel również korzysta z tego produktu jakby jednocześnie, łącząc go ze swymi perwersyjnymi zachciankami. O dziwo, to właśnie wtedy jego życie zostaje na chwilę zapełnione, dzięki poznaniu młodej yuppie - Valerie. Paradoksalnie dotąd, idąc śladem Zoli, to wśród biedoty upatrywalibyśmy skłonności do perwersji seksualnych. Houellebecq pokazuje, że również środowisko bogatych ludzi, owładniętych myślą o karierze, pełne jest wynaturzeń i uzależnień. Czy takie otoczenie ciągle im sprzyja? Wymagalibyśmy jak zwykle idealizmu w kwestii miłości Michela, ale autor Platformy jest jak najbardziej daleki od takiej kreacji. Bardziej od idealizmu prawdopodobne jest to, że Valerie okazuje się brutalnym spełnieniem pornograficznym jego erotycznych marzeń, od których jak powiedzieliśmy, jest uzależniony. I taki też uzależniony Michel umiera, a umiera prawie jak narkoman, wśród majaczeń tego, bez czego nie mógł żyć. Obcego Camusa, jak i Platformę Houellebecqa, rozpoczyna śmierć i na niej też akcja obydwu utworów się zamyka. Nowy „obcy” to człowiek nasycony kulturą zachodu, kulturą reklamy, produktu, często perwersji. Autora Platformy można uznać za przedstawiającego, w sposób bardzo drastyczny, bezsens egzystencji człowieka Zachodu, ale też w sposób bardzo ujmujący, co przysporzyło mu nagrody...
Jeśli jednak ktokolwiek uparłby się przy teorii pustej obsceniczności, perwersji dzieła Houellebecqa, to polecam autoironiczny cytat z Platformy: ”...to bardzo francuskie takie mówienie o seksie przy każdej okazji, a jak przychodzi co do czego - zero...”.
Michał Muszyński
|
|