|
|
Bożena Kucała
O krytyce krytycznie: Opętanie A.S. Byatt
O popularności jednej z najgłośniejszych po wieści angielskich ostatnich lat „Possession” (pol. „Opętanie”, 1990), decyduje m.in. gatunkowa różnorodność, która zostaje harmonijnie zespolona w ciekawą fabułę. Do gatunków wykorzystanych przez autorkę należy także powieść uniwersytecka (campus novel). Typowi bohaterowie tej prozy to naukowcy, których przeżycia zawodowe i prywatne stają się podstawowym budulcem fabuły
Kilka postaci Opętania zajmuje się analizą twórczości dwojga wiktoriańskich poetów. W odróżnieniu jednak od większości campus novels, w Opętaniu zagadnienia pracy naukowej pozostają w centrum zainteresowania. Relacja tekstu i komentarza do niego, w praktyce oznaczająca dominację krytyki nad materiałem literackim, zastąpiona tu została siatką wielokierunkowych powiązań pomiędzy rozlicznymi treściami budującymi całą powieść. W miarę rozwoju fabuły relacje podmiotu i przedmiotu badań ulegają odwróceniu. Okazuje się, że to twórczość dawno nieżyjących poetów zaczyna dominować nad krytykami. Do tradycyjnej opozycji: życie/ sztuka Byatt dodaje więc trzeci, antagonistyczny wobec obu element: naukowe opracowania sztuki, reprezentowane w utworze poprzez krytykę literacką. Klucz do odczytania tekstu okazuje się tkwić w biografii i osobowości pisarza, zaprzeczając tym samym ogłoszonemu niegdyś przez Barthesa hasłu śmierci autora. W Opętaniu integralny związek twórcy i jego dzieła urasta do czynnika kształtującego rozwój fabuły. Pisarz i jego tekst wobec tego uzyskują pewną autonomię i nadrzędność wobec krytyka, który wychodzi z tej konfrontacji pokonany, trochę ośmieszony, ale i częściowo nawrócony.
Fabuła osnuta jest wokół konsekwencji przypadkowego odkrycia przez współczesnych badaczy listów, które naprowadzają ich na trop niepodejrzewanego wcześniej romansu dwojga wiktoriańskich twórców, pozornie bardzo sobie odległych. W świetle tej wiedzy biograficznej dzieła obojga poetów muszą być odczytane na nowo. Randolph Henry Ash wzorowany jest wyraźnie na postaci Roberta Browninga, zaś Christabel LaMotte łączy w sobie cechy kilku dziewiętnastowiecznych poetek, szczególnie Emily Dickinson i Christiny Rossetti. Ash (podobnie jak jego pierwowzór) należy do kanonu literatury angielskiej, zaś LaMotte dopiero teraz doczekała się odkrycia, głównie dzięki krytyce feministycznej. Dziewiętnastowieczny związek pisarzy skutkuje nie tylko nawiązaniem różnego rodzaju związków między profesjonalnie obcymi sobie krytykami, ale prze de wszystkim zmusza ich do zakwestionowania i zrewidowania dotychczasowych ustaleń.
Zamieszczone w książce próbki zawodowego warsztatu profesora Blackaddera dają pojęcie o skrupulatności jego pracy edytorskiej. Sam profesor i rządzony przez niego w niemal dyktatorski sposób zespół badaczy, usadowił się w podziemiach British Museum, zyskując sobie wiele mówiące przezwisko „Ash Factory”. Factory to fabryka, zaś Ash to nie tylko nazwisko studiowanego przez nich poety, lecz również słowo oznaczające „popiół, proch”, co w kontekście powieści niewątpliwie kojarzyć się ma z suchością akademickiego dyskursu, sugerującą jałowy oraz wtórny - dosłownie i w przenośni - charakter pracy. Istotnie - ciągle rozrastające się komentarze przesuwają zakończenie prac w bliżej nieokreśloną przyszłość, przytłaczając czytane teksty a równocześnie tłumiąc kreatywność naukowców. Blackadder przedstawiony został jako jeden z najlepszych wychowanków, choć też i ofiar F.R.Leavisa, będącego oczywiście postacią autentyczną. Leavis - niezwykle wpływowy wykładowca w Cambridge i twórca liberalno-humanistycznej szkoły krytyki angielskiej - ukształtował kilka pokoleń naukowców. Blackadder zawdzięcza mu rzetelność warsztatową wyrosłą z praktyki close reading, okupioną jednak sceptycyzmem wobec własnych opinii, a tym bardziej własnych prób oryginalnej twórczości. Kryje się w tym wątku element autobiograficzny - ambiwalentny stosunek Byatt do autorytaryzmu Leavisa ma źródło w jej wcześniejszych doświadczeniach jako studentki literatury w Cambridge.
Antonia Susan Byatt, Opętanie
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, 532 s.
Ofiarą paraliżującego wpływu autorytetów jest też postać Beatrice Nest, której na początku kariery naukowej - w czasach, gdy kobiety w elitarnych kręgach tuzów krytyki stanowiły traktowane z dużą rezerwą wyjątki - powierzono poślednie zadanie wydania dziennika żony Asha. Nie mogąc zrealizować swych ambicji w zakresie analizy literackiej, Nest zastosowała dokumentacyjną ścisłość do tekstu o miernej wartości literackiej i, jak się miało okazać, zwodniczej wartości biograficznej. Zaowocowało to z kolei mnożeniem pudełek pełnych katalogowych fiszek, bez widoków na zwieńczenie pracy publikacją. Gorzej, bo podczas lat drobiazgowej lektury Nest wpadła w pułapkę emocjonalnej identyfikacji z autorką dokumentu, co czyni planowe wydanie rozprawy jeszcze mniej prawdopodobnym.
Jakkolwiek Blackadder przedstawiony jest mimo wszystko z respektem, a Beatrice Nest z pewną dozą zrozumienia i współczucia, nic nie łagodzi satyry wymierzonej w dwoje krytyków amerykańskich. W przeciwieństwie do nadmiernie ostrożnej i powściągliwej pary naukowców angielskich, Amerykanie grzeszą zdumiewającą pewnością siebie. Mortimer Cropper owładnięty jest chęcią posiadania wszelkich przedmiotów związanych z Ashem, a praca jego polega głównie na śledzeniu biografii pisarza i wczuwaniu się w jego doświadczenia. Wydana przez Croppera książka to karykaturalny wykwit krytyki biograficznej, gdzie wiersze interpretowane są poprzez odniesienia do życia twórcy, w dodatku zaś całość przeniknięta jest biografią i przeżyciami autora opracowania. Takie działanie praktycznie przekreśla naukową wartość publikacji.
Mimo większego profesjonalizmu przejawiającego się w zastosowanym arsenale teoretycznoliterackiej terminologii, artykuły jego rodaczki - Leonory Stern - zdradzają podobną skłonność do narzucania pisarzowi przekonań krytyka. Ukształtowana przez zmieniające się mody intelektualne lat 70. Stern przypisuje wierszom LaMotte odczytania według paradygmatu teorii lesbijskich w połączeniu z psychoanalitycznym nurtem feminizmu. Zgłoszony niegdyś przez Hélene Cixous postulat, by kobiety pisały ciałem, został przez nią potraktowany dość literalnie: interpretacje dokonywane przez Stern polegają głównie na poszukiwaniu elementów cielesności i seksualności w poezji LaMotte, np. przedstawionym w jej wierszach krajobrazom Stern przypisuje odpowiednie części ludzkiej anatomii. Ironię tak obsesyjnej jednostronności pogłębia absolutna pewność sądów badaczki, którą podważyć mogą jedynie materialne dowody z przeszłości.
Sportretowane w powieści młode pokolenie naukowców wzrastało w kontekście wszechobecnej teoretyzacji badań nad literaturą. Roland Michell, Maud Bailey i Fergus Wolff wprawieni są w - charakterystycznej dla poststrukturalizmu - drobiazgowej analizie języka tekstu, prowadzającej do wykazania w nim wewnętrznych sprzeczności lub pluralistycznych i wzajemnie się znoszących interpretacji. Relacja elementu znaczącego i znaczonego nacechowana jest napięciem i niestabilnością, co w metodologii poststrukturalistów skutkuje m.in. pisaniem o literaturze językiem pełnym paradoksów, ironii, gier słownych. Tu Byatt niestety nie zdobyła się na spreparowanie odpowiednich przykładów, ale wymieniane w powieści tytuły konferencji i konferencyjnych referatów pozwalają dość wyraźnie określić teoretyczne preferencje krytyków. Ponieważ w tekstowej grze zanika świadectwo indywidualności twórcy, odwoływanie się do jego osobowości lub biografii byłoby krytycznym faux pas. Samo zresztą istnienie podmiotu zostało przecież zdekonstruowane. Szczególnie drapieżnym (na co wskazuje „wilcze” nazwisko) dekonstrukcjonistą tekstów jest właśnie Fergus Wolff. Wolff ma za sobą dłuższy pobyt we Francji, włącznie z uczestnictwem w „rewolucji” lat 60. oraz niemal bałwochwalczym uwielbieniem Barthesa i Foucault, których znajomością olśnił po powrocie swój zaściankowy Uniwersytet Londyński. Mimo że pracuje w Instytucie Literatury Angielskiej, nadal zajmuje się głównie literaturą francuską, co, jak zauważa pozostający w cieniu słynnego kolegi Roland Michell, nie powinno już dziwić. Sam Roland i Maud Bailey, choć wychowani w bardziej empirycznej angielskiej tradycji, znają na tyle dobrze Freuda, Lacana, Derridę i innych wpływowych teoretyków, że podczas czytania wiktoriańskich twórców z trudem odsuwają od siebie siatkę terminologii, aby wreszcie dotrzeć do najprostszego odczytania tekstów. Dzięki temu odkrywają m.in., że opisany w wierszach krajobraz odnosi się do realnego miejsca, a same wiersze są wyrazem osobowości ich twórców, a także rodzajem zawoalowanej, ale dość klarownej w świetle biograficznej wiedzy komunikacji między poetami. To właśnie za pośrednictwem zmarłych poetów dwoje krytyków nabiera wiary w istnienie podmiotu oraz zdolności języka do nazywania rzeczy. To z kolei w życiu osobistym umożliwia im stworzenie współczesnej wersji dawnego romansu. W jednej z końcowych scen powieści Roland wchodzi do zakazanego dotychczas ogrodu, niosącego czytelne konotacje z biblijnym Edenem i próbuje - jeszcze nieśmiało i ostrożnie - sam tworzyć poezję.
Ostatecznie więc Byatt rehabilituje w badaniach literackich tradycyjne podejście humanistyczne jako pewniejszą drogę do poszukiwania znaczenia tekstu. Na marginesie trzeba jednak zwrócić uwagę, że zarysowany tu problem rozgrywa się na dodającym mu ironicznego wymiaru gruncie powieści silnie (inter)tekstualnej, której autorka zajmuje się - prócz pisarstwa - krytyką literacką właśnie.
Bożena Kucała
|
|