|
|
Jerzy Ossowski
Pozdrowienia dla czarodzieja
Nieco ponad sto lat temu, 25 I 1905 r., urodził się poeta z Bożej łaski, jak go w pierwotnym, pozytywnym znaczeniu tej sentencji nazwał Jerzy Turowicz, na wieść o rzekomej wojennej śmierci Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, która rychło okazała się nieprawdziwa - wobec tego mógł „Tygodnik Powszechny” (1946, nr 26) ogłosić jego Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich, jeden z najwybitniejszych poematów religijnych naszej poezji współczesnej. Utwór ten wskazywał drogę dojrzewania pewnych istotnych dla życia duchowego wartości i przekonań o tym, że Bóg jest najwyższym gwarantem praw człowieka i jego godności. Do chwili swojej, w istocie tragicznej, bo świadomie oczekiwanej śmierci, 6 XII 1953 r., Gałczyński w przeciągu zaledwie siedmiu lat, a więc w okresie przeobrażeń narzucanych przez dyktaturę komunistyczną, napisał i ogłosił jeszcze kilkadziesiąt wierszy, z których Ukochany kraj o mało co nie stał się nowym hymnem narodowym. Co tydzień na łamach „Przekroju” (1946-1950) kreował arcyzabawne skecze „najmniejszego teatrzyku świata” - „Zielonej Gęsi”, pisywał groteskowe Listy z fiołkiem dopóty, dopóki na Zjeździe Pisarzy w 1950 r., w imieniu kolegów literatów, Adam Ważyk nie potępił jego zielonogęsiowego dowcipu i fiołkowej liryki, za rozsiewanie drobnomieszczańskich miazmatów, tak niebezpiecznych dla budowniczych „najświetlejszego ustroju społecznego świata”. Kiedy Czesław Miłosz przestał być jednym z budowniczych tego ustroju i - odmawiając powrotu do kraju - wybrał emigrację, Gałczyński potępił tę decyzję w Poemacie dla zdrajcy („Nowa Kultura” 1952, nr 3), na który reakcją był paszkwil o nim i jego twórczości w głośnym Zniewolonym umyśle (Paryż 1953). Późniejsi krytycy, przyprawiający Gałczyńskienu gębę antysemity wymiennie z gębą stalinowskiego reżimowca, rozpisywali na głosy kolejne pamfletowe opinie autora Traktatu poetyckiego, dające się streścić w zniesławiających poetę stereotypach: alkoholik, koniunkturalista, faszysta, bard komunizmu.

Tymczasem samoobroną poety przed totalitaryzmem marksistowskim były poematy i wiersze pisane w okresie mazurskim, zebrane w ostatnim czasie przez jego córkę, Kirę Gałczyńską, w osobnym tomiku Wiersze z Prania, który ukazał się w ramach obchodów Roku Gałczyńskiego (2003). W czasach dyktatury komunistycznej powstały tam piękne, znane każdemu utwory, jak Kronika olsztyńska, Pieśni, Rozmowa liryczna, Spotkanie z matką, ale przede wszystkim arcydzieło liryki XX-wiecznej, poemat Niobe. W stalinowskim imperium zła, w państwie Bieruta, autor Wielkanocy Jana Sebastiana Bacha musiał publicznie składać hołdy narzuconej władzy, aby za tę cenę zyskać możliwość tworzenia dzieł ideologicznie neutralnych, które dzięki swoim walorom intelektualno-artystycznym wzmacniały duchowo czytelników. Był to więc swoisty rodzaj walenrodyzmu, zapobiegający skolonizowaniu polskich dusz pod naciskiem realiów pojałtańskich. Autor Zaczarowanej dorożki potrafił (choć nie bez żadnych dolegliwości duchowych) napisać równocześnie dwa sprzeczne ze sobą wiersze. Jeden lojalny, jak Lekcja bolszewicka (1952), zgodny z duchem doktryny, przeznaczony do publikacji prasowej, i drugi, artystowski, (Że mam oczy..., 1952) z dramatycznym refrenem: „Kiedy umrę nie płacz, moja żono, / ja księżycem wrócę pod twe okno”, przeznaczony dla nielicznych, dla zachowania zdolności do samodzielnego życia duchowego. Poza obroną prawa do wolności ekspresji, Gałczyński wniósł także inne, skutecznie sprawdzone w sytuacjach opresji, uniwersalne prawo poezjotwórcze: grę o utrzymanie szeroko pojętej tradycji, szczególnie antyku, co stanowiło także swoistą samoobronę przed złem komunistycznego totalizmu. Jego kreacje artystyczne - prostotą szyfru, stylizacyjno-parodystyczną grą z utrwalonymi konwencjami, tematami i motywami poetyckimi - tylko „łudziły despotę”, służyły przy tym zakotwiczeniu w kulturowej tradycji poetyckiego mówienia. Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich, Wit Stwosz, Niobe - to poematy idące pod prąd awangardowych eksperymentów, nasycone aluzjami i odwołaniami do świata sztuki, kultury, tradycji. Odwołania do kluczowych, przenikających i krzyżujących się systemów polskiej tradycji poświadczają, że ten typ klasycyzującej wrażliwości artystycznej nie mieścił się, a wręcz przeciwstawiał jednolitemu porządkowi socrealistycznej nowomowy, opartej o fałszywe ideały nowatorstwa.
Właśnie taki przypadek relacjonuje w liście do poety Kazimiera Jeżewska, która - wygnana z domu po Powstaniu Warszawskim, pogrążona w cierpieniu z powodu zesłania męża do obozu koncentracyjnego - wraz z matką staruszką znalazła się w podłowickiej wsi: „W rozbiciu moralnym, w którym zdawało się - nic nie ocalało - od ojczyzny począwszy, a na zniszczonej pracy wielu lat kończąc - szłam w jakiś słoneczny sierpniowy dzień do wsi - Nieborowa. [...] I wtedy zaczęły mi się snuć po myślach greckie wiersze - nie Eneida ani Iliada, które zgodne były z nastrojem, ale Saphona, Anakreon, ludowy wiersz o jaskółce. I, wie Pan, to był jakiś przełomowy moment - ta grecka liryka - w odzyskaniu miejsca na świecie. A ten przydługi opis jest po to, żeby powiedzieć Panu, że podczas posuchy poetyckiej ostatnich lat - Niobe była takim powiewem jak tamte greckie słowa na obcej łące, wobec nieznanej rzeki - na gruzach zwalonego nagle własnego świata. Nie: realizm, nie - eskapizm, nie post poetyka ta czy inna, ale strumień poezji, która uskrzydla serce. I to jest zachwycające, że Pana poezja nie wisi w próżni, jakbyśmy nie mieli 1000 lat własnej, a 25 wieków - i więcej grecko łacińskiej-kultury. Bo to jest jeszcze jedna radość - nasłuchiwanie ech w Pana Niobe. Kamiennych łez Sofoklesa i Ajschylosa, i Homera, i Hezjoda, i Horacego. Kochanowskiego. Norwida. Goethego i Beethovena, i Chopina”.
To świadectwo lektury w formie epistolograficznej znalazło się w cennym, nie tylko dla badaczy-polonistów, tomie korespondencji Gałczyńskiego Pozdrowienia dla czarodzieja, w wyborze, ze wstępem i bogatymi informacyjnie komentarzami biograficznymi i dokumentalnymi Kiry Gałczyńskiej[1]. Jakże odmienne jest to świadectwo od tego, jakie zaprezentował czytelnikom w Zniewolonym umyśle i Prywatnych obowiązkach Miłosz, który również uczestniczył w sowieckim podboju świata pod ideologicznymi sztandarami marksizmu i własne deklaracje lojalności traktował jako rytualne spłacanie haraczu komunistycznemu imperium, czego ślady pozostawił także w swojej korespondencji z pisarzami z lat 1945- -1950, wydanej w tomie Zaraz po wojnie (Kraków 1998).
W stulecie urodzin autora Kolczyków Izoldy ukazał się zatem bogato ilustrowany tom korespondencji - z pietyzmem i gustem edytorskim wydany przez „Świat Książki” - prezentujący niemal 300 listów, wyłącznie powojennych, bowiem sprzed wojny zachowały się jedynie kartki - z podwileńskich Ornian i Anina - do przyjaciela i aktora Henryka Ładosza. Gałczyński był pisarzem stale korespondującym, lecz z listów pisanych przez niego i adresowanych do niego przez rodzinę, przyjaciół, redaktorów, miłośników jego twórczości, zachowały się tylko te, które uratowały i zgromadziły żona i córka. Dopełniają one obrazu życia i twórczości pisarza, przybliżają postaci jego zwolenników i - jak sam pisał - „wpływowych kalumniatorów”.
Wśród zachowanej korespondencji pewną ciągłość mają jedynie listy do i od Kazimierza Rudzkiego, Stanisława Witolda Balickiego, Juliana Tuwima. Ten ostatni opublikował w „Przekroju” (9 XI 1947) List otwarty, polemiczny - wobec drukowanego na tych samych łamach wiersza Pochwalone niech będą ptaki (19 X 1947) - za szokujące wersy: „Pochwalone: grzesznik i święty, i ludzkie serce jak morze odkryte”. Przez słowo „grzesznik” Julian Tuwim rozumiał faszystów, tych więc, którzy zamordowali jego matkę. Tak zinterpretowanym relatywizmem etycznym autor Kwiatów polskich poczuł się głęboko urażony. Ale przy okazji w podtekście wykonał jakiś aluzyjny gest demistyfikatorski, przywodzący na pamięć przedwojenną przeszłość pisarską adresata listu. W całym tomie takich „kłopotów” z Gałczyńskim i „kłopotów” Gałczyńskiego znajdziemy daleko więcej, poczynając od trudności w egzekwowaniu należnych poecie przeważnie zaległych honorariów, a na sprawach osobistych i intymnych kończąc. Nie dziwi zatem, że jeden z listów do przyjaciela z młodości, poety Aleksandra Maliszewskiego, zaopatrzony został w jakże wymowne motto: „Literatura byłaby dobrym zajęciem, gdyby nie to pisanie”.
Znaczące i ciekawe są bloki korespondencji z wydawnictwami i redakcjami: „Twórczością”, „Życiem Literackim” (list Wisławy Szymborskiej), ale przede wszystkim „Przekrojem”, bo wbrew dotychczasowym opiniom jego redaktor - Marian Eile - mając wyłączność na druk wszystkich tekstów pisarza - nie tylko płacił bardzo marnie, ale stale ingerował w treść nadsyłanych utworów, upominając Gałczyńskiego: „Musimy mieć prawo do pewnych skreśleń natury politycznej” (19 VI 1951). Skwapliwie też z tego prawa „politycznej adiustacji” (18 X 1951), dopisywania i zmieniania sensów wierszy „bez porozumienia z autorem” (XI 1953) korzystał[2]. W innym liście ten sam redaktor „Przekroju”, utrwalony w legendzie jako opoka PRL-owskiego liberalizmu, tak oto recenzował świeżo napisany przez Gałczyńskiego poemat: „Co do Wita Stwosza mamy poważne zastrzeżenia: primo za dużo Matki Boskiej, secundo - (ważniejsze!) zakończenie fragmentu mówiące o obojętności wszystkich Niemców, skoro w XVI wieku byli postępowi, dobrzy Niemcy, którzy cenili ołtarze (widzisz jakie kręte są drogi filozofii politycznej współczesnych gryzipiórków dziennikarskich)”. Dodać do tego trzeba, że Eile nie tylko samowolnie poprawiał drukowane wiersze, ale przy tym przetrzymywał gromadzone rękopisy, z których po śmierci poety jakaś część nigdy nie została zwrócona rodzinie, pozostając w prywatnych rękach, by z nich, jak pięć Zielonych Gęsi, trafić na październikową aukcję 2004 r. w Warszawie, gdzie osiągnęły cenę 23 tysięcy złotych, a więc podobnie wysoką, jak - po raz pierwszy drukowany w „Przekroju” (1947, nr 112) - wiersz: Dlaczego ogórek nie śpiewa.
Ta niemal całkowita zależność poety od krakowskiego tygodnika, gdy pominąć na zewnątrz czułe słówka i żartobliwą stylistykę, widoczna jest także w ponaglaniu go do pisania na zapas, a przy tym nieodpowiadaniu na jego listy i telegramy, proszące (jak choćby w sprawie Snu nocy letniej) o stale opóźniane, nędzne w istocie honoraria za utwory tylko opublikowane. W chwili śmierci poety w domu nie pozostały więc żadne zasoby „na czarną godzinę”, a jedynie 350 złotych, to jest tyle, ile średnio otrzymywał za „normalny” wiersz drukowany w „Przekroju”. Stąd, pomimo ciężkiej i wykonywanej niemal bez chwili wytchnienia pracy literackiej, Gałczyński stale borykał się z problemami finansowymi, o czym mówią dziesiątki listów, które zaprzeczają kłamliwym opiniom autora Zniewolonego umysłu, że pisanie pod rządami komunistów przysparzało mu „większych niż kiedykolwiek dawniej korzyści”.
W wyodrębnionym zestawie listów małżeńskich, pisywanych nieomal codziennie, niekiedy rzeczowych, dotyczących głównie kwestii materialnych, informujących o drobiazgach zwyczajnego życia, innym razem żartobliwych i pełnych żarliwych uczuć, podstawowym tematem pozostawała jednak poezja „zielonego Konstantego”, której „srebrna Natalia” była Muzą, ale także pierwszym słuchaczem i wrażliwym krytykiem. Dopiero na końcu znajdujemy dramatyczne słowa stałego niepokoju o chore serce, o zdrowie - jak w rozpaczliwym, pisanym w kilka miesięcy po drugim zawale, liście z 26 VIII 1952 r., wysłanym w dniu imienin żony do nieznanego adresata: „Gdybym był psem, po prostu bym wył”. W grudniu tego samego roku poeta poddał się trzytygodniowej kuracji w szpitalu psychiatrycznym w Pruszkowie. Powodem jej - wyjaśnia Kira Gałczyńska - „stała się trwająca od chwili powrotu z Prania (w połowie sierpnia, po zaledwie miesięcznym tam pobycie) pogłębiająca się depresja, przeczucie zbliżającej się śmierci”, które najbardziej dramatyczny wyraz osiągnęło w wierszu Księżyc. Leczenie nie przyniosło spodziewanego rezultatu, choć Gałczyński łączył z nim nadzieję, pisząc do żony: „A wrócę do Ciebie silny i zdrów. Zobaczysz. Christos s Taboi. Kot”. W dopisku na marginesie tego samego listu zamieścił znamienną obietnicę: „Za wszystkie moje winy ja cię tak rozsławię, że będziesz wieczną gwiazdą” (9 XII 1952). Miał jeszcze wtedy przed sobą zaledwie rok życia.
Zebrane w tomie listy - których adresatami byli m.in.: Zofia Nałkowska, Eryk Lipiński, Jerzy Zagórski, Włodzimierz Słobodnik, Władysław Broniewski, zaś nadawcami: Hanka Ordonówna, Jan Dobraczyński, Jan Krenz, Kazimierz Wyka - kryją w sobie sporo niespodzianek i wiele interesujących faktów. Oto pisany zimą 1950 r. list redaktora tygodnika literackiego „Odrodzenie”, Jerzego Borejszy (1905-1952), którym odrzuca druk poematu Niobe, ponieważ jego lektura wymagałaby od czytelników... erudycji i znajomości mitologii greckiej (!). Albo inny, list od 9-letniej Joanny Pollakówny (1939-2002), późniejszej poetki, eseistki i historyka sztuki, mającej wątpliwości, czemu „Zielona Gęś” nie jest „Niebieską kaczką” i pytającej, dlaczego wiersz o „Jagielle” nazywa się Słuchaj Wacek, „kiedy tam ten Wacek jest tylko w jednym zdaniu i to w drugiej osobie?” (12 IV 1948). Dotychczas badaczom nie udało się ustalić, o jaki utwór Gałczyńskiego chodziło młodziutkiej autorce. Albo list inny, w jakim najwybitniejszy współczesny badacz literatury polskiego romantyzmu, Stanisław Pigoń (1885-1968), pod wpływem lektury Zaczarowanej dorożki, wypowiada znamienną opinię: „Czytam ten tomik i rozkoszuję się nim jak kieliszkiem wspaniałego wina. Bije z niego urok wyobraźni poetyckiej najprzedziwniejszej. Rzadko się to udaje poetom tworzyć z niczego - kosmos. Panu udzielił Stwórca coś z odblasku takiej mowy” (Kraków, 12 IV 1948).
Pozdrowienia dla czarodzieja stanowią pierwszą w takiej skali prezentację korespondencji z żoną, córką, przyjaciółmi, redakcjami i instytucjami kulturalno-artystycznymi lat 1946-1953. Nie całą wszakże, bo np. nie znalazło się w niej miejsce dla listu Gałczyńskiego do Jerzego Borejszy, ówczesnego komunistycznego funkcjonariusza partyjnego i magnata prasowego koncernu „Czytelnika”, listu, w którym Gałczyński, potępiając swoją niegdysiejszą postawę z czasów „sanacyjnej nocy”, zapewniał o szczerości swego zaangażowania i prosił: „teraz i jutro dajcie mi śpiewać Polskę Ludową” (cyt. za: „Sprawy i Ludzie”, 3 II 1983). Nie ma także np. Listu otwartego do K. I. Gałczyńskiego, ogłoszonego przez Ziemowita Fedeckiego, późniejszego przyjaciela poety z czasów mazurskich, który oburzał się, iż opublikowany przez Gałczyńskiego w „Odrodzeniu” 1948, nr 47, list z Moskwy nie zawierał niczego więcej, niż „czułe wyznania małżeńskie i gawędy na tematy osobiste i domowe” („Nowiny Literackie” 1948, nr 52). Ale nie jest to zarzut pod adresem Kiry Gałczyńskiej, bo jako autorka wyboru korespondencji Pozdrowienia dla czarodzieja, i tak zawsze musiała z czegoś rezygnować, a do tego swój wielostronicowy tom redagowała na podstawie prywatnych zasobów domowego archiwum rodzinnego. Chcę raczej zwrócić uwagę, że w rekonstrukcji obrazu biografii i twórczości pisarza istnieje jeszcze wiele innych źródeł epistolograficznych, jakimi już dysponujemy, i które będą nadal wypływały na powierzchnię zasobów archiwalnych oraz na kolejnych licytacjach rękopisów poety.
Przy okazji podam przykład „łańcucha życzliwości”, dzięki któremu do rąk moich trafiła reprodukcja kartki pocztowej adresatki i bohaterki brukselskich wierszy miłosnych Gałczyńskiego - Maruty, pisana przez nią 21 V 1946 r. na adres: „K. I. Gałczyński, Kraków, Rynek Kleparski 4”. Dzięki uprzejmości prof. Tadeusza Budrewicza, który przekazał otrzymaną od prof. Stanisława Grzybowskiego - tę kartkę pocztową - prof. Adamowi Kulawikowi, a ten z kolei mnie, mogę tutaj po raz pierwszy zaprezentować publicznie jej treść:
„Konstanty! Dziś przyjechałam 5ta rano i o 12 tej godzinie przyjdź po mnie Aleksander Rosn. Sobieskiego 5. Przynieś moją antologię z wierszami, polską i francuską i słownik jeśli jest, 2 zeszyty z gryzmołami niejakiej Maruty i Genezis z ducha. Odpisz zaraz. Do zobaczenia! Maruta PS. Jeśli ta godzina nieodpowiednia wyznacz inną. [nad adresem] Dowiedz się nazwisko i adres mojej koleżanki. Czy w Zw. Literatów nie było dla mnie jakiegoś listu? M.”
Zawartość kartki jest do pewnego stopnia intrygująca, dla przyszłych biografów pisarza ważna z tego też względu, że Maruta to Saskia, bohaterka pięknego wiersza Ojczyzną moją jest muzyka (1945), czyli Maria Stobiecka. Z kolei nieznany rękopis utworu Le Sappey czyli swawolne rymy Konstantego Ildefonsa, czyli czytelnik wstawia co sobie życzy (1946) odnalazłem między korespondencją miłosną poety do Neli Micińskiej (1908-1992), siostry wybitnego eseisty i krytyka Bolesława Micińskiego (1911-1943), którą „unieśmiertelnił” wiersz Po Brukseli chodzę pijany („nie wódką, ale dziewczyną”), ogłoszony w rzymskim tomiku Wiersze (1946). Nie chodzi o mnożenie sensacji, skądinąd rozważnie wyjaśnianych w monografiach Gałczyński (1998) czy Zielony Konstanty (2000) pióra Kiry Gałczyńskiej, ale zrozumienie, jak bardzo dramatyczne chwile w życiu osobistym, w domu i rodzinie przeżywać musiał poeta, pozostawiając na emigracji kilkumiesięcznego syna Konstantego Ildefonsa ze związku z Lucyną Wolanowską, i po spotkaniu w kraju kochającej go Marii Stobieckiej, by ostatecznie pozostać przy Natalii. Kira Gałczyńska dysponuje, jak powiada, „rękopisami i sprawami zaskakującymi”, zdeponowanymi w teczce dokumentów Gałczyńskiana Neli, które zamierza wyzyskać podczas pisania książki o Natalii. W warszawskich zbiorach specjalnych Biblioteki Narodowej, dzięki nad wyraz życzliwej pomocy pani Aleksandry Marii Krupiny, zdołałem odczytać rękopisy listów erotyczno-miłosnych autora Rue Meyerbeer adresowanych do Neli Micińskiej. Czekają nas dalsze ciekawe prace córki pisarza, odzwierciedlające prawdę o jego życiu.

Kartka Marii Stobieckiej (Maruty) do K.I. Gałczyńskiego (21 V 1946)
Tak, jak z bogatej spuścizny autora Notatek z nieudanych rekolekcji paryskich nadal odnajdujemy jego utwory, tak również odnajdywać będziemy jego korespondencję, ale także listy osób trzecich, dotyczące spraw jego osoby i poezji. Dzięki życzliwości studentki mojego seminarium, piszącej pracę magisterską o wojennych i emigracyjnych losach pisarza, pani Katarzynie Gościmińskiej, mogę tutaj powołać się na informacje zawarte w liście Jana Wiślińskiego do redakcji „Tygodnika Powszechnego”, odkrytym przez nią w Archiwum Jerzego Turowicza. Autor listu, pisanego zapewne w końcu lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, zwraca uwagę na dwa przeoczone wiersze Gałczyńskiego z cyklu Nowy Psałterz Polski, pomieszczone - tuż przed wybuchem wojny - w poznańskim „Przewodniku Katolickim”. Był to ogólnopolski, masowy (o nakładzie sięgającym wówczas 250 tys. egz.) tygodnik narodowo-konserwatywny. W ten sposób korespondencja staje się źródłem informacji o tekstach poetyckich, które na ponowne udostępnienie czytelnikom czekały, do chwili ponownego odkrycia ich istnienia przez dociekliwą magistrantkę, aż 66 lat. Dla czytelników Modlitwy za pomyślny wybór papieża wiersze te nie będą niczym zaskakującym.
Jerzy S. Ossowski
1 Pozdrowienia dla czarodzieja. Korespondencja K. I. Gałczyńskiego, wybór listów, wstęp i komentarze Kira Gałczyńska, Warszawa 2005.
2 I tak np. z wiersza Harry Truman, opublikował zaledwie 6 zwrotek, „4 wątpliwe politycznie” opuszczając.
K. I. Gałczyński
Nowy Psałterz Polski
I
Na ojczyznę moją wrogowie
ostrzą miecze,
pycha im siedzi w głowie,
a kłamstwo z gęby aż ciecze.
Ku ojczyźnie mojej wrogowie
nakierowali lufy,
Pan milczy, lecz w czas stosowny
przemówi:
- Próżno się, stworze lichy
w pysze podniecasz!
zetrę na proch twoją pychę,
Jam tu jest cesarz;
Ja wiekuistym światłem
świecę w obszary -
i ciebie także odgadłem
i twe zamiary.
Tak mówi Pan na kobiercu
z gwiazd, i światy kołysze.
Wojnę da tym, co mają wojnę
w sercu
a cichym - ciszę.
(„Przewodnik Katolicki” 16 VII 1939, nr 29)
II
Prawda, prawda, że żołnierze
Strzegą naszych granic.
Lecz któż ich utwierdzi w wierze,
Jeśli nie kapłani?
Poeta wierszem raduje,
muzyk instrumentem,
ale w światłość wznosi obu
kapłan sakramentem.
Wszyscy możni monarchowie,
przez pychę daremną,
bez kapłana jak bez światła
popaść mogą w ciemność.
I dlatego w noc dzisiejszą
przed Jezusem, Marią
modlę się, by tłumem młodzież
szła do seminariów.
O, wysłuchaj modłów moich,
Częstochowska Pani!
Bo któż wyrwie świat z ciemności,
Jeśli nie kapłani?
(„Przewodnik Katolicki” 27 VIII 1939, nr 35)
Redakcja składa podziękowania panu Jerzemu Ossowskiemu za udostępnienie wiersza K.I. Gałczyńskiego pt.Nowy Psałterz Polski
|
|