Reportaż 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Patrycja Hrabiec, Kamila Dąbrowa

Biel wdzięczności

 

Był zwykły majowy dzień. W Krakowie kończono właśnie przygotowania do Juwenaliów. Nagle nadeszła wstrząsająca wiadomość: w Watykanie, na Placu św. Piotra, dokonano zamachu na Jana Pawła II. Reakcja studentów była natychmiastowa - odwołano wszystkie imprezy. Młodzież postanowiła solidaryzować się w cierpieniu z Ojcem Świętym. Zorganizowano „Biały Marsz”, który był jednocześnie protestem przeciwko złu na świecie. „17 maja 1981 r. spotkaliśmy się pod bramą do parku Jordana od strony Błoń. Stamtąd wyruszaliśmy. Na początku byłem w pierwszym szeregu, jednak już po kilku minutach znalazłem się gdzieś w środku. Ludzie przybywali z każdej strony. To było nieopisane, kilka tysięcy studentów z całej Polski. Jak na tamte czasy to było naprawdę niesamowite” - mówi uczestnik tamtych wydarzeń.
 
W milczącym marszu protestu młodzież przeszła z Błoń, Alejami Trzech Wieszczów, ulicą Karmelicką na Rynek Główny. Tam odbyła się msza święta. Celebrował ją Metropolita Krakowski ks. Kardynał Franciszek Macharski. W skupieniu i ciszy modlono się o zdrowie Ojca Świętego.
 
„Biały Marsz” na Rynku Głównym w Krakowie (7 IV 2005r.)
 
„Biały Marsz” na Rynku Głównym w Krakowie (7 IV 2005r.)
Fot. Joanna Młynek

Od tamtej pory minęły 24 lata. Lata pełne mądrości płynącej z nauk Jana Pawła II. Wychował kilka pokoleń Polaków. „Ja i moi rówieśnicy jesteśmy Jego pokoleniem. On już był, kiedy się urodziliśmy. Jako nasz ojciec wskazywał nam drogę. Uczył nas żyć. Dla nas, młodych to istny szok; wydawało nam się, że właśnie On będzie żył wiecznie i nigdy nas nie zostawi. Chcieliśmy mu podziękować. Dlatego tak licznie stawiliśmy się na „Białym Marszu” wdzięczności za jego wiarę i siłę” - mówi studentka III roku z Akademii Pedagogicznej.
 
Był piękny dzień, pierwszy naprawdę ciepły w tym roku, wprost idealny na spacer. Na każdym placu na starym mieście i w miasteczku studenckim, ze wszystkich stron schodzili się ludzie. Dochodziła godzina 16.30, 7 kwietnia 2005, robiło się coraz tłoczniej. Zgromadzeni stali w grupkach, jedni cali ubrani na biało, inni tylko z białymi dodatkami - ale nie tylko to ich łączyło. Gdy dochodziło się do zbiegu ulic Podwale i Szewskiej, zaczynało robić się ciasno, ludzie poruszali się krok za krokiem, wszyscy dążyli w to samo miejsce - na Rynek Główny.
 
Zebrany tłum czekał. O godzinie 17.00 hejnał dał znak do rozpoczęcia marszu. Białe ubrania lub białe wstążeczki były symbolem solidarności, oddania i miłości. Masowość tego spotkania w Krakowie jest świadectwem ludzi młodych, starszych i dzieci, że Jan Paweł II był w ich życiu ważnym człowiekiem. Szanowali Go, kiedy żył, cierpieli, gdy i On cierpiał, modlili się, gdy chorował, płakali, gdy umierał. A teraz szli, modląc się - i powierzali go Bogu.
 
Przemarsz al. Focha, z lewej strony stadion Cracovii
 
Przemarsz al. Focha, z lewej strony stadion Cracovii
Fot. S. Skórka

Było duszno i ciasno, lecz nikomu to nie przeszkadzało, nikt nie narzekał. Blisko siebie stali katolicy i ateiści, różne nacje i wyznania, kibice wrogich klubów. Dzieci i starcy, studenci i uczniowie - wszyscy przyszli tu oddać hołd człowiekowi wielkiego serca.
 
Dlaczego tak licznie stawili się na „Biały Marsz Wdzięczności”? Bo, jak sami mówili, kochali Go, chcieli tym samym pokazać, że nie zapomną swojego Ojca.
 
Kim był dla nich Jan Paweł II? Nauczycielem, świętym, głową kościoła czy cierpiącym ojcem. Wierzyli w Niego, pragnęli być blisko i czuć Jego siłę. Dlatego gdy dowiedzieli się, że jest organizowany „Biały Marsz”, przyszli bez zastanowienia, jak sami mówili - z wdzięczności za Jego pontyfikat.
 
Może to zbieg okoliczności a może celowo trasa marszu była inna. Inny marsz, inny cel, a jednak ludzie połączeni tym samym, uczuciem smutku i nieprzelanej goryczy. W milczącym pochodzie szli przez Kraków. Z Rynku Głównego, ulicą Grodzką, potem przez Franciszkańską - a tam… każdy choć na chwilkę chciał przy stanąć pod jedynym takim oknem. Oknem Papieskim.
 
Takiej ilości osób nikt się nie spodziewał. Trasa marszu została podzielona, część osób ruszyło przez ulicę św. Anny; łączyli się potem z resztą pochodu przy ulicy Piłsudskiego. O godzinie 19 na Błoniach rozpoczęła się msza za spokój duszy Ojca Świętego. To była magiczna chwila, gdy szło się ulicami między kamienicami ozdobionymi biało-czerwonymi i żółto-białymi flagami; wszystkich łączył spokój, łączyła miłość a także historyczny moment i zjednoczenie we wspólnej wierze, że Bóg jest miłosierny.
 
Takiego spokoju i zadumy w Krakowie nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy. Takiej jedności ludzi i łagodności… Podczas marszu nie było śpiewów, nie było słychać nic prócz kroków. Wieczorem zapłonęło blisko milion białych świec, trzymanych w dłoniach ludzi kochających Go, naszego Pasterza. Całą nadzieję pokładał w nas. Teraz nie możemy Go zawieść. W naszych sercach pozostanie na zawsze. W naszym życiu pozostanie Jego nauka.
 
Błonia - punkt docelowy „Białego Marszu”
 
Błonia - punkt docelowy „Białego Marszu”
Fot. S. Skórka

Wszyscy wiedzą, że odszedł od nas człowiek wielki duchem, kochany przez miliony, dobry i sza nowany. Cześć oddają mu wszyscy: Żydzi, Muzułmanie, ludzie na całym świecie. Zjednoczył ich w jednej modlitwie, w jednym żalu i smutku.
 
Był wzorem i na zawsze pozostanie w naszych sercach - nasz Ojciec Jan Paweł Wielki.
 

Patrycja Hrabiec Kamila Dąbrowa

[Rozmiar: 7784 bajtów]
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec 2005 . Statystyka