Reportaż 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Kazimierz Karolczak

Ukraińska rewolucja

Pomarańczowa nadzieja w czarno-białej rzeczywistości
 

21 listopada Ukraina zamarła w oczekiwaniu. Wybory prezydenckie wyraźnie podzieliły kraj na dwa obozy: zwolenników jednego z dwu Wiktorów: Juszczenki lub Janukowycza. Podział wydawał się tak czytelny i trwały, że żadna ze stron nie podjęła przed drugą turą wyborów większego wysiłku przeciągnięcia na swoją stronę potencjalnych wyborców rywala politycznego. Można było odnieść wrażenie, że agitacja wyborcza skierowana jest do środowisk już przekonanych, wierzących w zwycięstwo swojego kandydata, a więc ma na celu stworzenie jedynie silniejszych więzi i wykreowanie „wspólnego wroga”, utrwalenie „wizji zagrożenia”, w razie sukcesu przeciwnika. Czy była to więc wyłącznie kampania negatywna? W dużej mierze tak, chociaż…

Kobieta z flagą

Proklamowanie niepodległości Ukrainy 24 sierpnia 1991 r. nie było równoznaczne z powstaniem świadomego swej przyszłości narodu ukraińskiego. Jak wiele dzieliło rosyjskojęzycznych Ukraińców ze wschodu od posługujących się na co dzień językiem ukraińskim mieszkańców z zachodu, pokazać miały dopiero następne lata. A pamiętać musimy, że pomiędzy nimi żyło kilkanaście milionów ludzi całkowicie biernych i państwowo obojętnych. To – przywołując wyniki polskiego spisu ludności z 1921 r. – tacy ukraińscy „tutejsi”, którym nie sprawia większej różnicy, kto sprawuje rządy: car, komunistyczny sekretarz czy prezydent. Obojętnym zdaje się dla nich odpowiedź na pytanie, jaka włada i skąd? Bliższy Kijów czy odległa Moskwa są dla ludzi nie wykraczających niejednokrotnie przez całe życie poza miejsce swego zamieszkania równie daleko… To o nich, paradoksalnie, toczyła się walka przed ostatnimi wyborami, albowiem w ich właśnie rękach znalazła się przyszłość Ukrainy…

Kandydatów na prezydenta, przystępujących do decydującej rozgrywki, zdawało się różnić wszystko, a media skutecznie powiązały ich program polityczny z przyszłością Ukrainy. Cztery prorządowe, rosyjskojezyczne kanały telewizyjne sprzedawały wizerunek aktualnego premiera Janukowycza jako gwaranta spokoju, stabilizacji i rozwoju ekonomicznego opartego na istniejących silnych powiązaniach z gospodarką rosyjską. Juszczenkę pokazywano mało, a jeśli już, to jako wichrzyciela, sprzedawczyka, nacjonalistę, a nawet faszystę! Odmienny obraz obu kandydatów funkcjonował jedynie w opozycyjnym, piątym kanale telewizyjnym i nielicznych stacjach radiowych, z których najbardziej znaczącą było Radio Era FM. Tu Juszczenko jawił się jako bojownik o wartości demokratyczne, zwolennik opcji proeuropejskiej, zdecydowany wypowiedzieć walkę wschodnioukraińskim oligarchom i uniezależnić się od Rosji. Janukowycz uosabiał za to w tych rozgłośniach wszelkie plagi nawiedzające Ukrainę w ostatnich latach: niekompetencję władzy, brak myślenia propaństwowego, powiązania mafijne, korupcję, złodziejstwo itp.

Ludziom nie sprawia większej różnicy, kto sprawuje rządy. Bliższy Kijów czy odległa Moskwa są dla nich równie daleko… Lecz to właśnie o nich, paradoksalnie, toczyła się walka przed ostatnimi wyborami o przyszłość Ukrainy…

Specjaliści od kreowania politycznego wizerunku obu kandydatów wyraźnie próbowali trafić do najmniej wyrobionego wyborcy, stąd pokazywanie ich w ogromnym uproszczeniu, w czarno-białych barwach. W kampanii medialnej wyraźną przewagę zdawał się mieć urzędujący premier, jako że popierały go aż cztery odbierane w całym kraju kanały telewizyjne, a sygnał piątego – wspierającego jego konkurenta – „dziwnym trafem” przestał docierać do wschodnich rejonów Ukrainy…

Przemarsz

Wieczorem 21 listopada, jeszcze przed zakończeniem głosowania, oba obozy polityczne ogłosiły zwycięstwo własnego kandydata, jakby chcąc w ten sposób wywrzeć presję na komisję wyborczą. Obie strony otwarcie zapowiedziały uznanie wyborów tylko pod warunkiem swojego zwycięstwa, co z góry odsuwało wszelkie rozstrzygnięcia od urn wyborczych. W poniedziałek z rana zwolennicy opozycji wyszli na ulice, zbierali się na placach, dyskutowali, skandowali „Juszczenko, Juszczenko”. Dominuje pomarańcz. Wściekłość wywołują komunikaty, że Janukowycz ma już ponad 49% głosów, a śmiech i gwizdy – szczegółowe doniesienia o 98% poparciu dla niego w Doniecku i niewiele mniejszym w obwodzie ługańskim. Dzięki specyfice ukraińskich wyborów (niekontrolowane wręcz możliwości głosowania poza miejscem zamieszkania) owe liczby przekroczą tam potem nawet 100%! Wkrótce Wiktor Janukowycz wygłasza przemówienie z pozycji zwycięzcy, a prezydent Rosji Putin przesyła mu gratulacje jeszcze przed ogłoszeniem wyników przez komisję wyborczą. Ulica odbiera to złowrogim pomrukiem, wyraźnie wzmagają się nastroje antyrosyjskie.

Na ulicach Kijowa i zachodniej Ukrainy pomarańczowo, ludzie chodzą z żółto-niebieskimi flagami narodowymi, ale we Lwowie pojawia się też nacjonalistyczna czerń. Mimo mrozu, przejmującego zimna, atmosfera podniosła. Dominuje młodzież. Na kijowskim Majdanie czy lwowskim prospekcie tysiące ludzi, flagi, transparenty, ludzie w pomarańczowych pelerynach z napisami „Wirju, znaju, możemo”, „Juszczenko Tak”. Wszyscy mają na sobie coś pomarańczowego: kurtki, czapki, ale najwięcej wstęg, wstążek na głowie, rękawach, torbach. W sklepach brakuje tego koloru… Ekspedientki w pośpiechu tną na paski materiał na zasłony do okien. Nazwa pomarańczowej rewolucji dociera do świadomości Ukraińców, przyjmuje się w Europie. Przezorni pamiętają jednak, że łatwo tę barwę nasycić intensywniejszą czerwienią, kolorem krwi…

Transparent

Rewolucję wyraźnie robią studenci i uczniowie. W ośrodkach akademickich wyruszają pochodami z akademików do centrów miast, wznosząc okrzyki na cześć Juszczenki. Kilkusetosobowe grupy zaopatrzone we flagi w barwach narodowych i pomarańczowych szybko urastają do wielu tysięcy. Najmłodsi traktują to jak ciekawą przygodę. Z entuzjazmem wykrzykują nazwisko kandydata opozycji. Za kilkadziesiąt lat będą pamiętać, że brali udział w przełomowych dla Ukrainy wydarzeniach, dziś chyba nie są jeszcze świadomi swego uczestnictwa w rewolucji. W centrum przyłączają się do nich ludzie starsi, gapiów prawie nie ma, nie ma ludzi obojętnych, wszyscy są zaangażowani politycznie. Nawet obcokrajowcom, dobrze znającym Ukrainę, trudno zachować neutralność. Zbyt świeża jest jeszcze w ich pamięci „radziecka Ukraina”, obowiązkowy język rosyjski i sowieckie stosunki. Teraz świta nadzieja na odrobinę normalności.

Opozycja oskarża władze o sfałszowanie wyborów, wzywa ludzi do obywatelskiego protestu poprzez pozostanie na ulicach. We Lwowie grupy młodzieży krążą po ulicach, skandując nie tylko oficjalne hasła. Wszystko podporządkowane zasadzie: kto nie z nami, temu biada. Inwencja młodych ludzi nie zna granic. Aplauz wzbudzają np. uśmiechnięte 14–15-letnie dziewczyny wykrzykujące Juszczenko, Juszczenko, Juszczenko prezydent, Janukowycz impotent… Nikt nie zważa na zimny wiatr czy śnieg przechodzący z upływem dnia w deszcz. Tłum ogarnięty jakimś dziwnym amokiem, jednomyślny; nikt nie wyraża odmiennego zdania. Jak zareagowałby ów tłum, gdyby ujawnił się jakiś zwolennik Janukowycza? Na ogół jest jednak spokojnie, postronnych obserwatorów zaskakuje spontaniczność, ale też porządek i odpowiedzialność. Nie ma burd, pijaństwa, prowokowania milicji.

Przez głośniki płyną słowa przemówień z Kijowa, ludzie reagują okrzykami aprobaty bądź gwizdami. We wtorek po południu tysiące ludzi gromadzi się pod gmachem władz obwodowych, żądają ustąpienia prezydenckiego gubernatora (odpowiednik polskiego wojewody). Nawet pomniki przepasane są pomarańczowymi wstęgami, las flag. Reakcją na próby uspokajających wezwań ze strony władz są pomruki, buczenie i gwizdy. Na ulice Lwowa wyległo około 150 tys. ludzi. Przy prospekcie rozstawiono kilka namiotów, ale to raczej symbolicznie. Prawdziwe pole namiotowe stanęło na kijowskim Majdanie Niezależności. Cały czas napływają informacje, że autobusy z ludźmi z Zachodniej Ukrainy nie mogą dotrzeć do Kijowa, są zatrzymywane przez milicję przed stolicą. Niezależne radio Era podaje numery telefonów, pod które należy zgłaszać przypadki blokad na drogach. Głośnym echem odbija się wypowiedź Zbigniewa Brzezińskiego, piętnującego oszustwa wyborcze. Głos z Ameryki na Ukrainie liczy się podwójnie. Unia Europejska jest wyraźnie na drugim planie. Polskich akcentów mało, wspomina się jedynie o studenckich demonstracjach w Krakowie i Warszawie. Aplauz wywołuje przesłanie Wacława Havla (wymawianego tu „Gaweł”), odczytane w Kijowie przez Juszczenkę.

Ukraina czeka… Codziennie pojawiają się nowe nadzieje. Jedną z nich staje się zwołane na wtorek posiedzenie parlamentu. Powszechnie oczekuje się, że opozycyjna większość, na czele ze spikerem Lytwynem, przejmie tymczasową władzę. Ludzie na ulicach z zaskoczeniem słyszą z głośników słowa Lytwyna (zamykającego posiedzenie), że parlament nie ma prawa tego zrobić. Po chwili ulice eksplodują entuzjazmem na wiadomość, że Wiktor Juszczenko, nie bacząc na słowa Lytwyna, podszedł do prezydium i złożył przysięgę prezydencką na ostrogską biblię. Na Ukrainie pachnie rozłamem… Janukowycz czuje się prezydentem przy poparciu wschodniej części kraju, Juszczenko – zachodniej i Kijowa. Szybko narastającym oporem wyraźnie zaskoczona wydaje się być Rosja. Putin wycofuje się z wcześniejszych gratulacji, mówiąc, że na Ukrainie nie są jeszcze rozstrzygnięte wybory… Wiktor Juszczenko w przemówieniu na Majdanie Niezależności apeluje o okazywanie pomocy ludziom przybyłym do Kijowa z całej Ukrainy: „Kijowianie, okażcie się gościnni, ogrzejcie, nakarmcie przybyszy”. Apeluje o neutralność do wojska, milicji, urzędników.

Kurtki

Ustępujący prezydent Kuczma czeka… Miał lepsze i gorsze dni, chociaż tych ostatnich było – zdaniem jego rodaków – znacznie więcej. Na koniec dostał jednak szansę godnego zakończenia swej prezydentury, ale nie chciał bądź nie potrafił z niej skorzystać. Interes rodziny przedłożył, jak się wydaje, nad dobro państwa. Ukraińcy przypominają swojemu włodarzowi, że w czasie, gdy zasiadał w pałacu prezydenckim, jego osobisty zięć stał się jednym z najbogatszych ludzi w kraju, przejmując – w ramach prywatyzacji – znaczną część majątku narodowego… Bezpieczeństwo tego rodzinnego imperium finansowego mógł zagwarantować „człowiek wschodnich oligarchów”, Janukowycz. Kuczma zaangażował się więc bardzo mocno po jego stronie, przyjmował jednoznaczne wsparcie polityków rosyjskich, ku zgorszeniu opozycji spotykał się nawet w przeddzień wyborów z prezydentem Putinem.

Pogłębia się antagonizm wschodu z zachodem. W Doniecku Rada Miejska podejmuje uchwałę o poparciu dla Janukowycza, Lwów uznaje prezydentem Juszczenkę, a później podobne informacje dochodzą z innych miast (m.in. z Równego). Ukraina dzieli się, być może stanęła na progu konfliktu… Coraz częściej pada pytanie: czy pomarańczowa rewolucja nie zmieni się na krwawą? Zachodnia Ukraina traktuje południowy wschód jak bandytów, mafię. Określenia te wykorzystuje władza do podsycania antagonizmów. Do radia telefonują oburzeni mieszkańcy Doniecka, postrzegający Ukraińców ze Lwowa jako wrogów, darmozjadów, których przemysłowy wschód musi utrzymywać.

Pojawiają się wiadomości, że do Majdanu Niezależności zbliżają się oddziały milicji oraz przypuszczenia, że urzędujący prezydent może wprowadzić stan wyjątkowy. Lwowskie ulice wyją… Tu milicja nie kiwnie palcem! Wyraźnie sprzyja demonstrantom. Groźnie brzmi doniesienie – dementowane wprawdzie następnego dnia przez ministra obrony, Łysenkę – że do Kijowa przyjechał rosyjski Specnaz. Dzienniki podają wypowiedź prezydenta Kwaśniewskiego, że Ukraińcy nie zdali egzaminu z demokracji, ale szerzej odbija się apel prezydenta Gruzji, by Unia Europejska nie zostawiała Ukrainy samej. Do Kijowa przybywają autobusy zwolenników Janukowycza z Doniecka. Oni również rozbijają namioty na Majdanie… Media przychylne Juszczence oskarżają władze o przysyłanie kryminalistów, finansowanie tych przyjazdów przez sztab Janukowycza. Z drugiej strony padają posądzenia o wysyłanie do stolicy dzieci i młodzieży. W samym Kijowie służby medyczne apelują o rozwagę. Na Majdanie coraz więcej ciężkich przypadków zachorowań, zwłaszcza u najmłodszych. Starsi nawiązują bliskie przyjaźnie, pod czujnym okiem kamer duchowni udzielają trzech pierwszych ślubów…

Młodzież krąży samochodami, z wielkimi flagami narodowymi i głośnymi klaksonami. Demonstracje przeradzają się w wielkie festyny, w których informacje i przemówienia przeplata muzyka i występy piosenkarzy na żywo. Na kijowskim Majdanie pojawiają się artyści, którzy wcześniej występowali (jak głosi fama: za godziwe honoraria) na przedwyborczych spotkaniach Janukowycza. W pośpiechu dołączają do setek tysięcy demonstrantów; mówi się, że oni najwcześniej wyczuwają zwycięzców… Nie wszyscy jednak zmieniają front. Stupka, wspaniały aktor, były minister kultury Ukrainy, znany w Polsce ze znakomicie zagranej roli Chmielnickiego w Ogniem i mieczem, publicznie broni swego poparcia dla Janukowycza, podobnie jak uznawany za najlepszego piłkarza w Europie, gracz włoskiego Juventusu, Szewczenko.

We Lwowie wielkie festyny trwają pod pomnikiem Iwana Franko przed uniwersytetem i na prospekcie pod teatrem. Na mrozie i przy padającym śniegu młodzież śpiewa, tańczy i wznosi okrzyki na rzecz Juszczenki. Coraz więcej osób chodzi w pomarańczowych kombinezonach, z pomarańczowymi parasolami. Hasła poparcia dla Juszczenki wypisywane są na kawałkach tektury, na papierze, nawet na plecach. Rewolucja przybiera wyraźnie festynowy charakter, ale ze względu na zgromadzenie dziesiątków tysięcy młodzieży w każdej chwili może grozić wybuchem… Na razie dominuje atmosfera pikniku, zabawy. Hasła pomarańczowej rewolucji płyną ze scen w rytmie rapujących zespołów. Piorunującą karierę robi utwór wykonany przez lokalny zespół na wiecu w Iwanofrankowsku (Stanisławowie). Już po paru dniach cała Ukraina śpiewa: Radom nas bahato, nas nie podołaty. Słowa tej pieśni dotrą wkrótce do Brukseli i – choć dla niewielu tam zrozumiałe – staną się symbolem pomarańczowej rewolucji.

Media podają informację o przyjeździe prezydenta Kwaśniewskiego jako oficjalnego wysłannika Unii Europejskiej. Niespodziewanie dla wszystkich pojawia się w Kijowie Lech Wałęsa. Przyjęty na Majdanie z entuzjazmem, wygłasza jednak nijakie przemówienie, które kończy słowami, że wyjeżdża teraz do Portugalii, ale zostawia swojego zastępcę, zaprawionego w takich bojach Zbigniewa Bujaka. Cóż – ważne, że Wałęsa się tu pojawił, to wręcz symboliczne, a to, co powiedział, nie jest już takie istotne. Nikt do serc zgromadzonych tam ludzi i tak nie trafi w taki sposób, jak Julia Tymoszenko. Ona czuje się na takich zgromadzeniach jak ryba w wodzie, a jej żarliwe słowa porywają tłumy. To prawdziwy „motor rewolucji” – mówią jej zwolennicy; „stalinowska baba” – odpowiadają przeciwnicy. Znakomicie podgrzewa nastroje, steruje emocjami, ale jej radykalizm może być w przyszłości groźny także dla Wiktora Juszczenki.

W środowy wieczór oboje rzucili na Majdanie wezwanie do strajku. We Lwowie przyjęto to z entuzjazmem, tu zresztą wiele instytucji i tak już nie pracuje (uniwersytety, szkoły), a w innych głównie się dyskutuje. W mieście wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu, ze sklepów przy prospekcie ekspedientki wynoszą gorącą herbatę w plastikowych kubkach. Ludzie są dla siebie ogromnie życzliwi, takiej solidarności społecznej nigdy tu nie obserwowano. Na wiecu wystąpił rektor Uniwersytetu Lwowskiego, prof. Wakarczuk. To ważny i oczekiwany głos za demokracją. Na kijowskim Majdanie syn profesora – jeden z najpopularniejszych na Ukrainie piosenkarzy – jest dobrym duchem całego, wielkiego zgromadzenia. Zagrzewa do wytrwałości, śpiewa… Następnego dnia głośnym echem w całym kraju odbija się decyzja podjęta przez profesorów Uniwersytetu Lwowskiego o odebraniu doktoratu honoris causa prezydentowi Kuczmie.

Tymczasem na Ukrainie coraz głośniej o próbach tworzenia na wschodzie (Donbas, Cherson) republiki autonomicznej i oderwania tych najbardziej uprzemysłowionych terenów od Ukrainy. Wydaje się, iż jest to na razie tylko straszak, ale w razie niekorzystnego rozstrzygnięcia dla Janukowycza, może stać się realną groźbą. Lokalna administracja zyskuje dla tego pomysłu poparcie wielu mieszkańców, obawiających się rządów Juszczenki. Na wschodzie przedstawiany jest jako nacjonalista, który pozbawi pracy ludzi nie posługujących się językiem ukraińskim. A tam wszyscy mówią po rosyjsku…

Pierwszy dzień grudnia przynosi nowe nadzieje. Na Ukrainę przyjeżdżają Solana, Kwaśniewski i Brazauskas. Klimat wokół Polski znów znakomity, zwłaszcza wobec fatalnego – zdaniem Ukraińców – zachowania kanclerza Schredera, który wyraźnie staje po stronie swojego przyjaciela Putina. Akcje Polski rosną, zaczynają tu doceniać jednoznaczne od początku stanowisko naszego kraju. Kwaśniewski przyjeżdża z propozycją oczekiwaną na Ukrainie: powtórne wybory pomiędzy dwoma kandydatami. Poplecznicy Kuczmy optują za rozpisaniem wyborów od początku, ale sam prezydent wydaje się skłonny do zawarcia porozumienia z każdym…, byle tylko zagwarantował bezpieczeństwo finansowemu imperium rodzinnemu! Z owej oferty wkrótce skorzysta Juszczenko, a kulisy zawartego kompromisu pozostają w sferze domysłów. Oby tylko nie odbiły się fatalnie na przyszłości Ukrainy. To pierwszy od dawna sukces Kuczmy, zwłaszcza, że powiązany z wyraźnie zarysowanym pęknięciem w obozie opozycji. Julia Tymoszenko nie chce pogodzić się z owym kompromisem, a za nią mogą stanąć tłumy…

Wiece i manifestacje powoli wygasają. Nikt nie pracuje, wszyscy czekają. Ludzie nie rezygnują. Tłumy na kijowskim Majdanie, zagrzewane przemówieniem Juszczenki trwają… W radiu Era występują minister obrony Ukrainy i szef Sztabu Generalnego. Jednoznacznie opowiadają się po stronie Juszczenki, deklarują, że armia nie wystąpi przeciw narodowi. To już otwarty bunt w obozie premiera. Pomarańczowa rewolucja w ciągu dwóch tygodni nie tyle zmieniła Ukrainę, co Ukraińców. Zaszczepiła w ich sercach odwagę, pragnienie wolności, godnego życia. Dała też poczucie siły, stworzyła naród. Tych zmian nikt już nie zdoła cofnąć, nikt nie zahamuje procesu demokratyzacji, który ruszył jak walec. Lepszej lekcji patriotyzmu trudno sobie wyobrazić. Młodzież demonstrująca za Juszczenką może być wielką siłą ukraińskiego narodu. Oby tylko została skierowana w ramy demokracji… Dla wielu Ukraińców Juszczenko stał się symbolem owej demokracji, większość idealizuje go jako polityka, nie zastanawia nad przyszłością.

A jaka przyszłość czeka Ukraińców? Ile wyrzeczeń, rozczarowań, cierpień? Na razie panuje optymizm, entuzjazm nie wygasa, chociaż Ukraina znów czeka… Czeka na powtórkę wyborczą 26 grudnia 2004 roku. Te wybory nie są obojętne także dla sąsiadów Ukrainy, o czym świadczy chociażby kilka tysięcy Polaków, spędzających tegoroczne święta Bożego Narodzenia poza domem. Jako międzynarodowi obserwatorzy wyborów wyjeżdżają na Ukrainę już w przeddzień wigilii…

Kraków, dn. 13 grudnia 2004 roku…
Kazimierz Karolczak
Fotografował autor

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, marzec 2005 . Statystyka