Reportaż 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Bolesław Faron

Z notatnika sztokholmskiego

Podróż do noblowskiego sezamu
 
3 września 2004 r.

Pociąg z Krakowa do Warszawy odjeżdża o godz. 17.35. Czytam niedawno wydaną powieść Ryszarda Sadaja Brzytwa Niecikowskiego. W ostatnich latach opublikował on trzy interesujące książki: Ławka pod kasztanem (2000), Terapia Pauliny P. (2002) i wspomnianą Brzytwę Niecikowskiego (2004). W Brzytwie… narracja jak w Ławce pod kasztanem. Bohater podobny. Nieprawdopodobne sytuacje. Czyżby realizm baśniowy?

Warszawa. Hotel „Dialog” przy ul. Limanowskiego 23. Otwieram telewizor; na TVN 24 sprawozdanie z tragedii w Biesłanie. Informacja: mało Warszawiaków składa kwiaty pod Ambasadą Rosyjską, mniej niż pod amerykańską 11 września 2001, czy Hiszpańską 11 marca 2004 r. Komentarz: przyczyna, chyba weekendowe wyjazdy poza miasto…? Zasypiam z przerażającymi obrazami pod powiekami – półnagich dzieci wynoszonych z ruin szkoły.

4 września…

Po godzinnym opóźnieniu startujemy. W samolocie lektura „Gazety Wyborczej”. Relacje z Osetii. Makabryczne zdjęcia pokrwawionych dzieci i dorosłych oraz przedziwne komentarze, oskarżenia pod adresem służb specjalnych o nieudolność, itp. Na dalszym planie tragedia niewinnych dzieci…

Fasada Akademii

W pokoju gościnnym Ambasady RP będę miał kwaterę na okres pobytu w Sztokholmie. Po południu wraz z Bogumiłą i Ryszardem Warchołami zwiedzamy centrum miasta. Jest to bardzo ważne, gdyż ułatwi samodzielne poruszanie się po tej aglomeracji w następnych dniach. Potem jedziemy na wyspę Ingarő do ich letniego domku. Dookoła małe, skromne budowle, wspólna sauna nad zatoką (dla ośmiu rodzin), z bezpośrednim zejściem do wody, skały, zieleń, lasy, w których mnóstwo grzybów. Kiedyś było tutaj gospodarstwo rolne, dzisiaj kolonia letnich i całorocznych domków. Krajobraz urokliwy. Wszędzie ład i porządek. Państwo Warchołowie są emigrantami z 1981 r., pochodzą z Krakowa. Tam mają rodzinę, nie wykluczają, że pod Wawelem spędzą kiedyś lata „pensjonistów”. Początki w Szwecji były trudne. Najpierw praca u rolnika w Malme. Potem Sztokholm, poszukiwanie mieszkania, pracy. Brak kontaktu z krajem. Po sześciu latach wyrzeczeń, oprócz mieszkania w ładnej dzielnicy, letni domek wśród skał i lasów na wyspie, oaza spokoju. Koszt utrzymania dwadzieścia pięć tysięcy koron rocznie plus mieszkanie w mieście. To dużo, ale warto.

Pod wieczór spotkanie z Katarzyną Gruber, wieloletnią bibliotekarką Biblioteki Noblowskiej, w jej mieszkaniu w Sztokholmie. Rozmowa o wojennych i okupacyjnych przeżyciach Gruberów tak mnie wciągnęła, że zapomniałem o głównym celu mojej wizyty. Ona pochodzi z okolic Nowogródka, jej mąż ze Lwowa. Oboje losy rzuciły na obrzeża ZSRR. Tam się spotkali. On wiele lat pracował w kołchozie przy zbiorach bawełny, ona m. in. w Delegaturze Rządu Londyńskiego. Po wojnie powrót do kraju: Łódź, Wrocław i Warszawa. Pani Katarzyna pracowała w Wydawnictwie Książka i Wiedza, a mąż był dyrektorem Wydawnictw Ekonomicznych. Przyszedł pamiętny rok 1968. Emigracja najpierw do Włoch, z zamiarem osiedlenia się w Kanadzie, w 1969 Szwecja, dzięki energicznej postawie znajomej z tego kraju. Na koniec krótka rozmowa o nagrodach Nobla. Otrzymuję teczkę materiałów i parę książek na nocną lekturę, która ma mnie przygotować do poniedziałkowych penetracji naukowych w archiwum Biblioteki Noblowskiej.

Prof. B. Faron
Prof. Bolesław Faron

5 września…

Niedziela. Piękny, słoneczny dzień. Ciepło, jak na tę porę roku w Skandynawii, temperatura ok. 26°C. Spacer po starówce: monumentalny Parlament, okazały, wyniosły Pałac Królewski (tu zwiedzam kaplicę). Ustalam lokalizację budynku dawnej Giełdy, dzisiaj Muzeum Nobla, siedziby Akademii Szwedzkiej i Biblioteki Noblowskiej. Wzdłuż brzegu udaję się do Wasamuzeum. Na trasie bogate domy, wybudowane na początku XX wieku, jachty, przycumowane tuż przy ulicy, a to oryginalne muzeum na maleńkiej wysepce. 10 sierpnia 1628 r. przy pięknej pogodzie wyruszył w swój dziewiczy rejs królewski okręt Wasa. Po przepłynięciu 1300 m przewrócił się i poszedł na dno w sztokholmskim porcie. Utonęło 50 marynarzy i całe wyposażenie wojenne. W 1956 r. wydobyto jednostkę, wyremontowano i w 1990 otwarto to dzisiaj najpopularniejsze muzeum. Dzięki niskiemu zasoleniu wody drewno, z jakiego był zbudowany, pochodzące z 1000 dębów, zachowało się w doskonałym stanie. W czasie wodowania Wasa był najpotężniejszym okrętem na świecie: 64 działa, oprócz 150 osobowej załogi mógł wziąć 300 żołnierzy. Dzisiaj w muzeum tłumy zwiedzających z całego świata. Przemieszczam się wraz z nimi po salach multimedialnych, okrążam jednostkę po wielopiętrowych podestach, oglądam zachowane przedmioty, zapoznaję się ze śladami życia na pokładzie…

6 września…

Krótka rozmowa z Piotrem Cegielskim, dyrektorem Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Placówka ta mieści się tuż koło ambasady w ładnym pałacyku przy Villagatan 2. Przy okazji przeglądam program na okres od sierpnia do października. Poza tradycyjnymi polskimi filmami, wieczór ku czci Czesława Miłosza, jakieś koncerty muzyczne, wernisaże. Dyrektor deklaruje pomoc w realizacji programu naukowego, zaprasza na wieczór 9 września, podczas którego profesor Uniwersytetu Sztokholmskiego (niegdyś pracownik naukowy Uniwersytetu Śląskiego) Leonard Nauger otrzyma przyznany przez Prezydenta RP Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

B. Faron i A. Nils Uggla
Profesorowie Bolesław Faron i Andrzej Nils Uggla

Udaję się do Biblioteki Nobla Akademii Szwedzkiej. Katarzyna Gruber ułatwia mi pierwsze kontakty z dyrektorem i pracownikami. Od grudnia 1969 do czerwca 1992 r. pracowała tutaj, odpowiadała głównie za zbiory słowiańskie. Jest autorką broszury Akademia Szwedzka. Literacka Nagroda Nobla. Biblioteka Noblowska (w języku polskim i rosyjskim), która ukazała się w 1994 r. w Sztokholmie. Brała udział w tłumaczeniu wierszy Czesława Miłosza jeszcze przed przyznaniem mu Nagrody Nobla (Möte Dikter, 1980) oraz przygotowała po szwedzku tom esejów poety. Na łamach kwartalnika „Artes” propagowała literaturę polską.

Obecny dyrektor Biblioteki Nobla Lars Rydqvist przedstawia księgozbiór, wielojęzyczne czasopisma, informuje o historii placówki i o jej współczesności. Posiada ona najbogatsze w Szwecji zbiory literackie z całego świata. Carola Hermelin, bibliotekarka, z którą wcześniej korespondowałem w sprawie udostępnienia archiwaliów, dostarcza materiały. Zostaję ulokowany w małym pokoiku zapełnionym stylowymi, zabytkowymi meblami, jedyny ślad nowoczesności to komputer. Mogę mieć dostęp tylko do dokumentów sprzed pięćdziesięciu lat, gdyż takie tutaj obowiązują zasady. Pozostałe teczki będą odtajnione dopiero po upływie pół wieku. Trafiają zatem na moje biurko papiery dotyczące Henryka Sienkiewicza, Elizy Orzeszkowej, Władysława Reymonta, Marii Dąbrowskiej, Tadeusza Zielińskiego i Leopolda Staffa. Niesamowita lektura. Dzisiaj zdołam tylko pobieżnie przeglądnąć zawartość teczek, gdyż w południe spotkanie z Andersem Rybergiem, dyrektorem biblioteki w latach 1969-1992, który jest kopalnią wiedzy na temat procedury przyznawania literackich nagród Nobla, roli funkcjonującego do lat osiemdziesiątych Instytutu Noblowskiego, zadań ekspertów itp. Wykorzystuję tę szansę. Rozmawiamy po niemiecku.

C. Hermelin i L. Rydqvist
Carola Hermelin i Lars Rydqvist

7 września…

Praca w Bibliotece. Ponownie wertuję teczki Sienkiewicza, Orzeszkowej, Reymonta i Żeromskiego. W każdej dwie grupy materiałów: nominacje i opinie. Zwracają uwagę materiały Alfreda Jensena, wieloletniego pracownika Biblioteki Noblowskiej, znakomitego slawisty, znawcy wielu słowiańskich języków (zmarł w Wiedniu w 1921). Jensen kaligraficznym, czytelnym pismem formułował kilkudziesięciostronicowe charakterystyki poszczególnych kandydatów do nagrody, zaopatrując je w uporządkowaną bibliografię podmiotową i przedmiotową, z uwzględnieniem tłumaczeń i opracowań szwedzkich. W teczkach m.in. wnioski Akademii Umiejętności z Krakowa na Reymonta i Polskiej Akademii Umiejętności na Żeromskiego, wniosek Jana Parandowskiego o laur noblowski dla Staffa (1950). A w materiałach o Orzeszkowej, podpisany przez 12 uczonych polskich i obcych wniosek w języku francuskim, wykaligrafowany ozdobnym pismem. Dokument ten – jak pisze Edmund Jankowski w książce o autorce Nad Niemnem – napisany przez Józefa Kallenbacha, przełożony na francuski przez Zenona Miriama Przesmyckiego. Sięgam do teczki z napisem Henryk Sienkiewicz. Tu m.in. rekomendacja Stanisława Tarnowskiego (w języku francuskim). Krakowski historyk literatury tak formułuje swoje stanowisko:

Kraków, 25 stycznia 1901 r.

Panie Przewodniczący,
zanim odpowiem na Pana miłe zaproszenie i przekażę opinię Akademii Umiejętności z Krakowa w kwestii nagród przyznawanych przez fundację Alfreda Bernarda Nobla, muszę poczekać na głosowanie naszego Wydziału Nauk Humanistycznych. Sprawa ta jest powodem opóźnienia, z jakim odpowiadam, składając jednocześnie Komitetowi podziękowania. Jako Prezes Akademii Umiejętności, jednocześnie profesor literatury polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim upoważniony przez paragraf 1 „Regulaminu Specjalnego” do przedłożenia swojego osobistego zdania w powyższej kwestii, pozwolę sobie zwrócić uwagę Komitetu i Pana, Panie Przewodniczący na dzieło, które, wydaje mi się, spełnia wszelkie warunki, wymagane przez fundatora w 4 części konkursu – dzieło literackie szczególne przez swój charakter, w sensie idealizmu.
Dziełem tym jest „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza. Nie zamierzam go tu wychwalać. Mogę jedynie powiedzieć, bez zbędnej przesady, że jednomyślnego wyboru dokonał cywilizowany świat. Poprzestaję jedynie na stwierdzeniu, że w chwili obecnej trudno będzie znaleźć dzieło odpowiadające bardziej intencji fundatora nagrody […]. Pozwalam więc sobie podać, w imieniu Akademii Umiejętności z Krakowa kandydaturę pana Henryka Sienkiewicza do 4 części konkursu i proszę Pana, Panie Przewodniczący, o przedstawienie jej Komitetowi. Proszę przyjąć itd. Książę Stanisław Tarnowski

Przytoczyłem w niewielkim skrócie pismo prezesa AU z Krakowa do przewodniczącego Komitetu Noblowskiego w Sztokholmie, gdyż wyjaśnia ono – jak sądzę – fakt, że przez wiele lat sądzono, iż Sienkiewicz za Quo Vadis otrzymał w 1905 nagrodę Nobla. W potocznej opinii trwa to do dzisiaj. Student filologii polskiej zapytany w tej kwestii prawie zawsze wymieni tę powieść. Podczas gdy materiały zawarte w teczce autora Trylogii, a zwłaszcza uzasadnienie hr. Wirsena wyraźnie wskazują, że laur ten przyznano naszemu pisarzowi za całokształt twórczości. W roku 1901 było 25 kandydatów, m. in. Emil Zola; w 1902 wniosek ponowiono (Hans Hildebrand), w 1904 (Harold Hjärne), 1905 (Hans Hildebrand, który też opiniował pierwszy wniosek). Wśród materiałów znajdujemy 40-stronicowe omówienie twórczości sporządzone przez Jansena. W 1905 pojawia się nowa polska kandydatura, konkurencyjna wobec autora Quo Vadis, a mianowicie Eliza Orzeszkowa. Alfred Jansen napisał 49 stronicową charakterystykę twórczości autorki Nad Niemnem, w której stwierdził m. in.: „Orzeszkowa jest niewątpliwie kobietą szlachetną, o gorącym sercu i wielkiej odwadze, kieruje się jednak bardziej sercem niż rozumem”.

8 września…

Z ambasady, która mieści się przy Karlavagen codziennie przez park (Humlegarden), w którym znajduje się okazały gmach Biblioteki Królewskiej, przez Sture plan (plac), koło niebieskiego, trochę ponurego gmachu Filharmonii, przez Drottnigg (najdłuższą ulicą handlową) udaje się na starówkę do Biblioteki Noblowskiej. Konserhuset, budowla, będąca nordycką wersją greckiej świątyni, jest dziełem architekta Ivara Tengbloma (1878–1968). Tutaj tradycyjnie co roku, 10 grudnia, w rocznicę śmierci fundatora odbywa się ceremonia wręczania nagród Nobla. Obok Targ Sienny (Hötorget): atmosfera jak na krakowskim Kleparzu, mnóstwo jarzyn, owoców, kwiatów. Teraz we wrześniu stosy kurek po 10 koron za 10 dkg, czyli około 50 złotych za kilogram.

Dzisiaj w Bibliotece Nobla przeglądam głównie teczki Marii Dąbrowskiej, Tadeusza Zielińskiego i Leopolda Staffa. Nieoceniona zawsze uśmiechnięta Pani Carola dostarcza mi konieczne materiały. Umożliwia też kopiowanie niektórych, ale tylko do 10 stronic, gdyż takie tutaj przepisy obowiązują. Próbuję negocjować z jej przełożonymi, są nieugięci. W Szwecji 10 znaczy 10, a jednak krakowskim targiem skserowałem 14…

Parę zdań o tych trzech polskich kandydatach, których historia jest mniej znana. Nominację na Marię Dąbrowską w 1939 r. napisali profesorowie szwedzcy L.B. Liljengren (Lund) i Anton Kalgren. W pierwszej porównuje się Noce i dnie do Reymonta, który pokazuje siłę epicką. Mimo uwag krytycznych uważa, że to dzieło ma znaczenie. W Polsce – powiada – są obecnie dwie pisarki wysoko cenione, wymienia Zofię Kossak Szczucką i Zofię Nałkowską ale one nie dorównują Dąbrowskiej. Kalgren jest znacznie bardziej krytyczny, czasem wręcz złośliwy. Już na początku recenzji zapytuje, dlaczego w tytule są „noce”, chociaż w nocy nic tutaj się nie dzieje. Jej bohaterowie, ludzie o dobrych mieszczańskich manierach, nie mogą zamieniać nocy na dzień lub odwrotnie. Czy też zajmować się w nocy nieprzyzwoitymi czynami. W 1939 r. zgłoszono 33 kandydatów, Dąbrowska figuruje na 22 miejscu. Nagrodę otrzymał Frans Emil Sillanpää z Finlandii.

Na Leopolda Staffa wniosek w imieniu PEN Clubu w styczniu 1950 roku podpisał Jan Parandowski. Nominację przygotował Nills Oke (profesor slawistyki na Uniwersytecie w Uppsali), który napisał m.in. „trudno raczej powiedzieć, że jego stosunek do tradycji jest oryginalny i czy zasługiwałby na międzynarodową uwagę”. Kandydowało w 1950 r. 54 pisarzy, m. in. William Faulkner, Ernest Hemingway, Francois Mauriac. Staff jest na tej liście jako 32. Wręczono dwie nagrody: za rok 1949: William Faulkner (USA), za 1950: Bertrand Russel (Wielka Brytania).

Tadeusza Zielińskiego nominowano dwukrotnie, w 1934 i 1935 roku, najpierw na 16, a później 36 miejscu. W roku 1934 laur ten otrzymał Luigi Pirandello (Włochy). W 1935 nagrody nie przyznano.

Kończę pracę w Bibliotece Noblowskiej nieco wcześniej, gdyż jeszcze dzisiaj w planie Muzeum Nobla. Za oknem słychać orkiestrę wojskową, która towarzyszy bodajże zmianie warty przed Pałacem Królewskim, bądź jakimś innym dworskim uroczystościom. Muzeum – jak wspomniałem – mieści się w tym samym budynku na parterze. Znajduje się tutaj wystawa, która obrazuje postępy w nauce w czasie ostatnich 100 lat. Dotyczy ona głównie nauk ścisłych i przyrodniczych. Literaci raczej na marginesie, eksponuje się ich portrety i cytaty z dzieł. Są też pamiątki po Noblu, m. in. oryginalny testament. Dzisiaj w Muzeum spokojnie, pusto. Od czasu do czasu pojawi się jakaś para Japończyków, czy grupka młodych Szwedów. Sennie…

9 września…

Biblioteka Noblowska. Pani Carola dostarcza mi około dziesięciu teczek z wycinkami z gazet całego świata na temat przyznanych nagród Miłoszowi i Szymborskiej. Nieprzebrany materiał, kapitalna dokumentacja również polskiej prasy. Te parę godzin, jakie mi pozostało, pozwalają jedynie na pobieżny przegląd tego materiału. Trzeba tu jeszcze wrócić, gdyż są to jedyne dokumenty, jakie można tutaj na temat ostatnich nagród otrzymać, pozostałe za pięćdziesiąt lat.

Spotykam się z Andrzejem Nils Uggla, profesorem Uniwersytetu z Uppsali. Rozmawiamy w saloniku Instytutu Polskiego na temat sztokholmskich laurów. Otrzymuję książki profesora, m.in. Polacy w Szwecji w latach II wojny światowej, Sverige och Polska shalder. Frĺn Mickiewicz till Miůosz, dramaty Jerzego Szaniawskiego po szwedzku, książkę o Witkacym i redagowane przez niego czasopismo naukowe, a nade wszystko wiele bezcennych informacji bibliograficznych na temat literackich nagród Nobla.

Wieczorem kolejna atrakcja. Ambasador RP Marek Prawda zaprasza na wspomnianą już imprezę w Instytucie Polskim, czyli na wręczenie profesorowi Leonardowi Neugerowi wysokiego, polskiego odznaczenia. Spotkanie to daje okazję do pozyskania kolejnych wiadomości i o laureatach nagrody, i o życiu Polonii w Szwecji. Ludomir Garczyński–Gąssowski, szef Archiwum Emigracji Polskiej przy Kongresie Polaków w Szwecji zaprasza do swojego biura. Tutaj długie, nocne Polaków rozmowy, zakończone w jakimś okolicznym pubie. Pytam gospodarza o jego emigracyjne perypetie: był w Krakowie dziennikarzem, publikował m. in. w „Głosie Młodzieży” i „Życiu Literackim”. Od 1971 roku mieszka w Szwecji. Współpracował z Wolną Europą, redagował pisma („Jedność”, „Arka”), uruchomił pierwsze polskie wydawnictwo, w którym wydrukował m.in. dwie powieści Michała Lisińskiego, niezwykłego Górala z Czarnego Dunajca” (Kamieniec, Czarownica), publikował w paryskiej „Kulturze” i w „Dzienniku Polskim” w Londynie. Opowiada o pracy w Archiwum. Pomieszczenie pełne książek, czasopism polskich, pamiątek patriotycznych. Otrzymuję trzy ostatnie numery „Nowej Gazety Polskiej”, polskiego dwutygodnika, wydawanego w Szwecji, omawiają sprawy lokalne, są okruchy informacji z kraju, wspomnienie o Jacku Kuroniu.

10 września…

Ostatni dzień w Sztokholmie. Jeszcze trzy wizyty. Pierwsza na Wydziale Slawistyki tutejszego Uniwersytetu u profesora Per Arne Bodina. Mówi po rosyjsku i po polsku. Spotykamy się w jego maleńkim pomieszczeniu na IX piętrze, w sektorze E rozległego kampusu uniwersyteckiego, zbudowanego na obrzeżach miasta. Otrzymuję tłumaczony przez niego na szwedzki tom Szymborkiej (Aldrig tvĺ gangen), Studia nad polską literaturą współczesną (m. in. o Miłoszu, Szymborskiej, Mrożku i Herbercie), a więc – jak się zdaje – nie tylko o Noblistach, ale również o pretendentach do tego prestiżowego wyróżnienia.

Z kolei spotkanie z Ambasadorem, Markiem Prawdą. Młody, dobrze wykształcony, ambitny, znający bardzo dobrze niemiecki i wystarczająco szwedzki opowiada o planach placówki w zakresie współpracy ekonomicznej i naukowej. Zachęca zwłaszcza do kontaktów Krakowa z Uppsalą, ważnym ośrodkiem akademickim. Otrzymuję oficjalne pismo „Polonia” i ksero artykułu z „Gazety Wyborczej” z 16 sierpnia 2004 r. Pochwalmy się zmianami jego autorstwa, w którym pisze m. in. o tym, jak promować Polskę oraz o wewnętrznych i zewnętrznych uwarunkowaniach tego procesu.

Jeszcze podsumowująca pobyt krótka rozmowa w saloniku Katarzyny Gruber, herbata, szarlotka upieczona z okazji przyjazdu wnuczki ze Stanów czy Włoch. W rozmowie uczestniczy zawsze pogodny, schorowany, żyjący na co dzień sprawami polskimi mąż, który śledzi wszystkie możliwe programy w Telewizji Polonia. Atmosfera pełna życzliwości dla moich naukowych poczynań, zapewnienia o dalszej pomocy. Przed wyjazdem spacer po parku, który codziennie przemierzałem, spiesząc do Biblioteki Noblowskiej. Tu w promieniach wrześniowego słońca cisza i spokój, matki z małymi dziećmi na trawie, staruszkowie na ławkach, zakochane pary.

Na lotnisko mkniemy nową, wykutą w skałach autostradą. Samolot tym razem odlatuje punktualnie o 18.50. Pod nami spokojne miasto Sztokholm, do którego wdzierają się morskie zatoki. Na pokładzie polska prasa. Po tygodniowych „rekolekcjach” naukowych, bibliotecznej ciszy, powrót do polskiej rzeczywistości, do kłótni politycznych, afer gospodarczych, Komisji Śledczej, zamiast nazwisk laureatów literackich nagród Nobla czy szwedzkich akademików utrwalam sobie wizerunki Giertycha, Wassermana, Miodowicza…

Bolesław Faron

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, marzec 2005 . Statystyka