|
|
|
|
Joanna MiczałowskaKobieta w poezji Różewicza
Dawne erotyki bywały opisami ciała (Non – stop – shows)
także:
dawne erotyki (Szkic do erotyku współczesnego)
Źródeł wierszy miłosnych upatrywać należy w sentymentalizmie (rozumianym jako postawa wobec uczuć). Różnią się one tylko formą, jaką przybierają. Jest to subtelny kostium, sublimujące to i owo, bądź brutalny erotyzm ekscytujący cielesnością, fizjologizmem, sprowadzający miłość głównie do kontaktu ciał; zalotna, maskowana frazesem pieśń, albo też ekshibicjonistyczny „tekst” wnikliwie opisujący techniki miłosne, i może z czasem coraz odważniejsze przedstawianie tematu. Pomijając jakość walorów estetycznych – efekt jest ten sam – pobudzenie wyobraźni, pożądania. Natomiast u Różewicza istota erotyku („[...] tego dawnego [...]”) zostaje sprowadzona do opisu kobiecego ciała, dodajmy – piękna kobiecego ciała, ogólnie pojętej kobiecości, utożsamianej z subtelnością, cnotą, moralnością, ideałem. Ale takie wyobrażenie w dzisiejszych czasach stało się nieaktualne, utraciło swą semantyczną wartość. Obecnie miłość jest przede wszystkim ciałem, przedmiotem postrzeganym zmysłowo, seksualnie. Miłość sprowadza się więc do opisu pożądania i głodu, a tym samym do sfery związanej z szeroko pojętą konsumpcją. Ów Brak, jego dotkliwość (podkreślona dużą literą), to nie tylko brak kobiety samej w sobie (tj. kalokagatii urealnionych cech żeńskich), lub rzeczywistej (współczesnej), ale także technika pisarska poety, swoisty punkt patrzenia na kobiecość.
Tadeusz Różewicz, w cytowanym wyżej wierszu, pisze dalej: „najplastyczniejszym / opisem chleba / jest opis głodu”. To także swego rodzaju filozofia poety, jego realistyczny pogląd na świat, akceptowany takim, jakim się mu on objawia: Nic, Nikt. Sposobem uchwycenia tej jego postaci jest znaczące milczenie, sensowny brak czegoś, co jest ważne, co powinno BYĆ. Ciało ludzkie ma u Różewicza swój określony status, jego poszczególne części służą wartościowaniu, znaczą. Da się jednak zauważyć ewolucję, zmianę w podejściu do tego „przedmiotu”, utożsamianego mniej lub bardziej z człowiekiem w ogóle, jako jednostką genetycznie ukształtowaną. Był czas, kiedy ciało stało się NICZYM. Kiedy poddawano je torturom, jako bezwartościową rzecz w rękach oprawców.
widziałem: (Ocalony)
Również człowiek wolny okazał się być barbarzyńcą własnego ciała. Nie przywrócił mu szacunku. To przejście nie nastąpiło oczywiście w sposób gwałtowny i łatwy do akceptacji. Człowiek wojny, mający przed oczami widok zmasakrowanego ciała – obecnie musi na nowo uczyć się obcowania z nim, przywrócić pojęciu wartość – w końcu – zawierzyć: „Patrz on znowu zaufał To dobrze/ obejmuje ciało kobiety/ Będzie żył i płodził życie […] Każda ręka kobiety/trzymająca różowy kwiat/ma pięć palców” (Ostrzeżenie). Miłość „czasu pogardy” jest miłością tragiczną. Pozostającą tylko (lub aż) we wspomnieniu tego, które – z dwojga – przeżyło. Rolę drugiego kochanka przejmuje wojna, pożoga: „Płonące powietrze zdarło z niej suknie” – to sugestywny obraz, w którym ciało kobiety oddane zostało nie mężczyźnie, lecz wojnie; „moje opuszczone ręce / ręce które nie dotknęły / jej ciała żywego” (Pierwsza miłość) – znów opis poprzez brak – brak ważnego tu dotyku. Wojna wyryła ślad nie tylko w psychice, pozostawiła go także na ciele oraz w samej istocie kobiecości: „Nie mogłem jej poznać […] «Nie patrz tak na mnie» / powiedziała […] «obcięli mi włosy» – mówi – / «patrz co ze mnie zrobili»” […] połyka łzy” (Odwiedziny). Włosy to ważny element kobiecości, nie tylko ze względów estetycznych, obyczajowych czy kulturowych, ale przede wszystkim dlatego, że miały swe „miejsce” w historii… Podobnie w wierszu Warkoczyk: „nie dotyka ich dłoń / ani deszcz ani usta”. Kobieta, dla której wojenna przeszłość tworzy sugestywne tło, jest istotą subtelną, ledwie zarysowaną, pojawiającą się często we wspomnieniu, jakby nierealną, przezroczystą. Osobą, którą chciało się tylko kochać. Jest wyrazem najczystszych uczuć i pragnień mężczyzny, ledwie poznanym ideałem. Ta, która przeżyła, poddana okrutnym praktykom – realizuje poezję „nagich faktów”, mówiącą wprost, językiem sprozaizowanym, bez używania „wielkich słów”. Zupełnie inaczej, w przeciwieństwie do kobiety ofiary, rysuje się obraz kobiety współczesnej. To jak podróż do mitycznej Italii i samego Półwyspu Apenińskiego, realnego kraju kapitalistycznego; to zderzenie się ideału z rzeczywistością. A więc sytuacja człowieka w wieku XX na tle współczesnej cywilizacji, jej wytworów, nowej kultury, zjawisk, z duchem wyzwolenia i rewolucją seksualną kobiet, całego zła, które „przyszło” do nas z Zachodu. „Cudzoziemka” to piękna pani z magazynów francuskich i amerykańskich, postać filmu i ekranu, osoba obca, niedostępna, której poeta przeciwstawia (!) „naszą”, zwykłą żonę, kobietę: „prawdziwą, naturalną – choć brzydką, małą, płaczącą, ze skręconą pończochą. Leży przy mnie / z grubym złotym warkoczem / ma sen że dzban rozbiła / albo znalazła klucze / albo rozdarła suknię” (Wyobraźnia kamienna). To nieliczne momenty, w których Różewicz jawi się „prywatnie”, „rodzinnie”, na tle codzienności. Poeta pisze wówczas o kobiecie bez patosu, egzaltacji, zwyczajnie opisuje rzeczywistość dnia powszedniego. Miejsce dojrzałej, moralnej kobiety, pełniącej przypisane jej „odwieczne” role zajmuje Lolita: „[...] Smak Lolity nie leży w opisach / Miłość mężczyzny w średnim wieku z dwunasto- / letnią dziewczynką… Lolita jest symbolem / cywilizacji amerykańskiej: młodej prężnej / niedojrzałej [...]) Lolita to taki sopelek / lodu dziewczynka bez zarostu pod pachami /Jak laleczka On docent czy coś w tym rodzaju / Lolita okrutna naga laleczka bez włosów” (Non – stop – shows). Współczesna kobieta jest produktem cywilizacyjnym, stworzonym i dostosowanym czy samodostosowującym się dla potrzeb masy. Sensowne jest tu odniesienie płci do problematyki genderowej, czyli widzenia roli seksualnej przez pryzmat kultury historycznie zdeterminowanej. „Nowe” czasy, wzmożone tempo, dynamika, narzucają pewien sposób życia, jego jakość… lub raczej bylejakość:
Pragnę (Płytko prędzej)
Wprawdzie jest to projekcja męskiego, seksualnego spojrzenia – już sam widok kobiety oddziałuje estetycznie, jest ona źródłem fantazji erotycznych; poddana zostaje oglądowi, ocenie – według tradycji pornografii wprawdzie – której towarzyszy pewna gorzka refleksja… Podobny jak w tym wierszu motyw – „kobiety – naczynia”, jako maszyny przeznaczonej do produkcji dzieci – pojawia się w Przyroście naturalnym. Zwraca się tam ona do Uczonego – Pustelnika (nadzorującego ów proces), ze słowami: „uderz we mnie / swą laską / dotknij / wsadź swój kij / w moje mrowisko / a wytryśnie życie”. Wydaje się, że wyzwolona seksualność kobiet, jakkolwiek mówi się o niej w sposób wulgarny, prostacki, nie razi tak naprawdę żadnej ze stron, że na „polu seksu” o walce płci mówić nie można. We współczesnym świecie, gdzie wszystko można, bowiem nie ma już dna, nie można niżej upaść moralnie, więc: „wszystko rozgrywa się / w znajomej /niezbyt wielkiej okolicy / między Regio genus arterio / regio pubice / i regio oralis” (Spadanie). Odarty z cech ludzkich jest obraz kobiety upadłej, ukazanej w scenerii miejskiej, jako maszyny do produkcji rozkoszy: „prostytutki / wykonują mechaniczne / ruchy / z twarzą daleką i martwą” (Godzina karmienia). Z drugiej strony, takie określenie twarzy – części człowieczego ciała, choć tragiczne, to jednak jest to jakiś symptom przynależności do świata ludzi. Gorzej chyba wypadają te, „spotkane” w Neapolu: „w wodzie światła leżały kobiety / czarne i błyszczące jak foki / tłuste wielkookie czerwone / świecące czerwone i srebrne / płynęły z wielkim brzuchem / w jedwabiu miękko” (Et in Arkadia ego). Kobieta, która bywa uosobieniem miłości, często pozostaje u poety tylko synonimem ciała, „jakoś” wyglądającego. U Różewicza wygląd zewnętrzny, choć zarysowany w bardzo uproszczony, pikturalny wręcz sposób, komiksowo wyjaskrawiony, ograniczony do typowych, z seksem się kojarzących części ciała – mówi. I jest to nie tylko zapis obowiązującej mody, nie socjologia garderoby jest celem nadrzędnym, ale wyraźnie wartościuje osobę, którą „okrywa”. Jest teatralną maską o przesadnie podkreślonych rysach tak, iż nie pozostawia wątpliwości, z kim mamy do czynienia. To lapidarny sposób charakterystyki postaci. Koresponduje z psychoanalitycznym rozumieniem ambiwalencji ubrania, które w tej samej chwili głosi nagość i ją równocześnie ukrywa, zasłaniając odsłania. Nagość prawdziwa, „odkryta” nie budzi takiego pożądania, takiego popędu wzrokowego, – czego przykładem jest poetycki akt artystyczny: „płynęła z dłonią na ciemnej delcie / Wenus / przebudzona przez Tycjana” (Motyle) – co widok współczesnej kobiety, niby jakoś zakrywającej miejsca wstydliwe i nawet więcej, ale wobec ilości zabiegów, jakie wykonuje („wkłada nieziemskie kreacje, ma migdałowe srebrne paznokcie, kostium w kolorze banana, czerwoną torebkę, twarz inkrustowaną pleśnią pudru, wygolone pachy, do tego nadmiernie się wygina, gestykuluje, uśmiecha, rozchyla usta”) – jest sztucznym rozedrganym motylem, niewiele mającym wspólnego z doskonałą, leniwą Wenus. „Czułość” Różewicza obnaża fałsz „damulek”, obłudę, grę pozorów. Nie szczędzi przy tym ironii, uwłaczającej nierzadko kobiecej godności, kiedy porównuje ją np. do torby (zapewne źródło tego wyszukanego skojarzenia tkwi w języku potocznym). Nieaktualne stało się bowiem stare poetyckie porównanie do kwiatu – wyrażającego piękno, subtelność, delikatność. Teraz „kobieta jest jak kobieta” (Et in Arkadia ego) – ta tautologia odziera ją z opiewanego niegdyś czaru, powabu, jest nową „jakością”, obcą, nieznaną. Ale jest matka! Na tle cywilizacyjnych przemian, przewrotów, wywrotów, wojen i zawieruchy – ona jedyna pozostała niezmienna, niepodległa rewolucjom, nieroszcząca sobie praw innych ponad te, które jej z natury przysługują. Niestety okres wojny ograniczył jej role do wydania na świat nowego człowieka, a pozbawił zupełnie radości wychowania, miłości do własnego dziecka. To: „Matka od której / odcięli mnie / po urodzeniu […] Wyszedłem z niej / to ona – obca kobieta” (Obcy); to dramat matki i syna. Syna, którego wojna przemieniła w potwora, matki, która niezłomna chciałaby takiego wepchnąć w siebie (Z uśmiechu uczynili potwora), zatrzymać w sobie nienarodzonego, nie narodzić. Matka jest uosobieniem cierpienia, symbolem głębokiej wiary, bezwzględnej miłości, ciepła, bezpieczeństwa, to kobieta cicha i pokorna, właściwie nie mówiąca, ani taka, o której mówi się dużo i kwieciście. Jest często wspominana, kojarzona z domem czy na jego tle ukazana, widziana oczami dorosłego dziecka – to osoba krucha, schorowana, zmęczona życiem, ale jednak cicha… matka jest mała i można ją nosić na rękach (Kasztan). Ważną perspektywę stanowi czas, który paradoksalnie, dla nagle dorosłego syna przyglądającego się matce, płynie niejako w dwóch kierunkach: do przodu – dla młodego jeszcze, myślącego perspektywicznie i wstecz – dla nagle postarzałej, starej, starzejącej się coraz bardziej, zachowanej w pamięci, należącej do przeszłości, do której się mimo wszystko powraca. Malejąca matka – kurcząca się, umierająca, zestawiona z wzrastającym w siłę kasztanem, symbolizującym życie i konfiturami – boginiami młodości, które zachowały smak wiecznej młodości – ma wymowę tragiczną, rodzi pytania o porządek tego świata, mówi o bezsilności człowieka. Matka, która ma wpisane, niemal w definicji, kogoś jeszcze, nie istnieje sama, jest związkiem siebie i dziecka czy raczej najpierw dziecka, a potem siebie – powraca w poezji Różewicza ciągle (myśli o niej w czasie podróży, brakuje jej w wielkim mieście, wyrzuca sobie grzechy wobec niej uczynione, tęskni za nią Tołstoj, to matka Chrystusa, Hansa Chrystiana). To kobieta bez skazy, rywalki w postaci kochanki czy żony. Słowa syna: „chciałbym ją nosić na sercu i karmić słodyczą” (Ale kto zobaczy…) – wyrażają chyba wszystko. Nie sposób pominąć – pomijanej nie tylko w poezji… starej kobiety, której wiek określony wprost, bynajmniej nie ujmuje jej godności, szacunku jaki przynależny jest każdemu człowiekowi. Wiersz Opowiadanie o starych kobietach – z zasugerowanym w tytule gatunkiem, odpowiednim, by oddać „prozę” ich powszedniego, zwykłego życia i przywrócić wartość tym „paniom”. To umiejętność dostrzeżenia w nich piękna (młodych kiedyś dziewczyn), przymiotów tych, które są solą ziemi, żadnej pracy się nie boją; „lubię stare kobiety […] bo to są piękne kobiety”. Należałoby tu wspomnieć Dytyramb na cześć teściowej – kobiety równie szlachetnej, podobnie jak matka – strzegącej ogniska domowego, kochającej, opiekuńczej. To ona zasługuje na pochwałę – dytyramb – a nie opiewane do tej pory dziewczę, „które jest czasem jak gęś / A czasem jak cielę majowe”. Do tej kobiecej społeczności, reprezentowanej jak dotąd przez charaktery wyraziście określone – czarne lub białe, dołączają świadome, myślące, nie tylko jakoś pokazane, ale przedstawione wraz ze swoją psychiką, problemami. Kobieta – żona z Poematu otwartego, będącego niemym dialogiem, zestawieniem obok siebie niewypowiedzianych, tylko myślanych słów, gdzie każde z dwojga ma –w ramach poematu – prawo głosu, ale nie ma między nimi nici wiążącej, porozumienia. To poemat zamkniętych na siebie ludzi, którzy są dla siebie tylko „zapomnianymi ciałami”. W oczach małżonka jest ona osobą starzejącą się, słabą psychicznie, pełną blizn, także tych po miłości. To współuczestniczka męczącego życia, codzienności, monotonii wykonywanych czynności. Oboje, pomimo iż są sobie obcy, na interesującym nas poziomie są partnerami, nie obwiniają się nawzajem, nie walczą, nie wyrzucają win. Milczą wymownie. Żona, co warto zauważyć, jest często wartościową, docenianą partnerką, tak więc przyczyn takiego stanu należy szukać gdzie indziej, a może stawiać tylko retoryczne pytania? Świadomą, przyszłą kobietą jest 17-letnia dziewczyna, odpowiadająca na ankietę. Wiersz ten może być odbiciem lęków egzystencjalnych współczesnych kobiet, zastanawiających się, do czego doprowadzona została ich płeć przez cywilizację, kulturę? Czy jest ona „tylko miejscem / które oczekuje na życie / czy jestem jajem czy kwiatem / czy jestem” (Dziewczyna odpowiada na ankietę). Mamy tu także zapis nowych obowiązków i priorytetów w życiu dzisiejszej kobiety, myślącej najpierw o karierze zawodowej, a na drugim miejscu stawiającej – miłość. Można by stwierdzić, że dobre kobiety i to, co w nich dobre odnosi się tylko do tych starych, teściowych, matek, do pokolenia, które odeszło, albo którego czas się już kończy. O ile jednak Różewicz występuje „przeciwko” – posługuje się wówczas ironią, którą wymierza nie w samego człowieka, czy interesującą nas kobietę, lecz w ich – utrwalone w kulturze – wyobrażenie. Ironiczna jest przede wszystkim jego ocena współczesnej kultury masowej. Taka postawa wyrasta z niepokoju; dlatego też poeta stara się pokazać świat nie poprzez sprzeczności w nim występujące, lecz ambiwalencje. Jednocześnie godzi się z rzeczywistością taką, jaką ona jest i… z taką kobietą, która jest. Joanna Miczałowska |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, marzec 2005 . Statystyka |