|
Galeria artystki >>
*
Artykuły z poprzednich numerów:
Małgorzata Wyka
— zobaczyć niezwykłość w zwykłości
Jan Bujnowski — we wszystkim jest obecne piękno
Grażyna Brylewska — w przestrzeni prawdy
Alicja Panasiewicz — magia światła
Grażyna Borowik
- przestrzeń sztuki zintegrowanej
Aleksander Pieniek - u zbiegu kultur
Jacek Zaborski - podróże w nieznane
Stanisław Moskała - w kręgu transformacji
Piotr Jargusz - w stronę absolutu
Adam Maria Panasiewicz - skrót, znak, esencja
Andrzej Bębenek
- w kierunku znaku
Małgorzata Olkuska
- lekkość monumentu
Lucjan Orzech - ku syntezie
Marek Sajduk - tradycja i nowoczesność
Stanisław Sobolewski
- poszukiwanie prawdy
Halina Cader - fascynacja zwykłością
Romuald Oramus
- sztuka życiem pisana
|
Marek Karwala
Barbara Zambrzycka-Śliwa
– artystka niezależna
Barbara Zambrzycka-Śliwa, urodzona na Pomorzu w 1950 r., pobierała nauki w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni Orłowie, a następnie rozpoczęła studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Po roku przeniosła się do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w Pracowni Rzeźby prof. Mariana Koniecznego zrealizowała dyplom w 1974 r. Uczyła się także malarstwa pod kierunkiem prof. Jonasza Sterna, zaś tajniki rysunku przyswajała pod opieką prof. Adama Hoffmanna. Pracuje w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej w Krakowie, gdzie kształci studentów w zakresie rzeźby. Prowadzi autorską galerię – Space Gallery – w Krakowie przy ul. Floriańskiej 13.
Ma w dorobku blisko pięćdziesiąt wystaw indywidualnych (krajowych i zagranicznych)oraz udział w wielu ekspozycjach zbiorowych (m.in. w Austrii, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Bułgarii, Rosji, Belgii, USA, Czechach, Słowacji, Finlandii, Danii, Estonii, Szwajcarii, na Węgrzech). Jej prace można spotkać w renomowanych muzeach na kilku kontynentach oraz w prywatnych kolekcjach w kraju, jak również poza granicami. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród i wyróżnień.
Określenie „artystka niezależna” wydaje się trafnie definiować pozycję, jaką zajmuje Barbara Zambrzycka-Śliwa wśród współczesnych rzeźbiarzy. Nie traktuje ona bowiem z nadmierną estymą reguł wypracowanych przez tradycję (jakkolwiek błędnym byłoby mniemanie, że całkowicie je odrzuca), ale też nie poddaje się „terrorowi” bycia nowoczesną, któremu jakże łatwo ulega wielu twórców o nie najwyższej próby talencie. W konsekwencji zdołała przez lata swej artystycznej aktywności wypracować dla siebie miejsce osobne, indywidualne, a jej prace stały się rozpoznawalne nie tylko przez znawców czy koneserów sztuki...
Katarzyna Kobro, wyznaczając powinności rzeźby i starając się zdefiniować tę formę działań ikonicznych, powiedziała onegdaj:
„Zadaniem rzeźby nie jest lepienie takich lub innych figurek. Istotnym jej podłożem jest przestrzeń i operowanie tą przestrzenią, organizowanie rytmu, proporcji, harmonia formy, związanie z przestrzenią. Rzeźba powinna być projekcją organicznych i teologicznych możliwości epoki”.
Założenia te zdają się obecnie niemal perfekcyjnie przylegać do prac rzeźbiarskich Barbary Zambrzyckiej-Śliwy. Warto jednak przyjrzeć się nieco bliżej drodze, którą przemierzyła artystka, aby osiągnąć tak rozumianą harmonię. Pierwszymi wystawami dała się poznać jeszcze jako licealistka, co skwapliwie odnotowywała pomorska prasa, słusznie dostrzegając niemały talent dojrzewającej artystki. Dopiero jednak lata studiów, a potem pierwszy poważny etap wystawienniczy, w pełni ukształtowały osobowość twórczą rzeźbiarki. Określenie to nie jest zresztą pełne, jako że Barbara Zambrzycka-Śliwa uprawia nie tylko rzeźbę, realizuje bowiem jeszcze tzw. instalacje; swego czasu była też zafascynowana rysunkiem.
Prace z okresu „dyplomowego” cechuje przede wszystkim niezwykły dynamizm, gwałtowność ruchu, ekspresja. Bez wątpienia wpłynęła na to jeszcze jedna pasja artystki – sport. Dokładniej zaś rzecz ujmując „biała broń”, była ona bowiem w latach 70., a więc znakomitych dla polskiej szermierki, członkinią kadry narodowej i reprezentowała nasz kraj na forum międzynarodowym. Stąd zapewne pochodzą inspiracje dla wykonanej w sztucznym kamieniu sporych rozmiarów (400 x 230 cm) pracy zatytułowanej Dedykowane Chwistkowi. Widać tu dwie sylwetki szermierzy, każda jakby w trzech kolejnych fazach ruchu, jakby w trzech kolejno następujących po sobie kadrach – by posłużyć się językiem filmowym. Adresat nie jest przypadkowy z dwu powodów, bo przecież Leon Chwistek także podejmował rzeczoną tematykę, także starał się utrwalić ruch na płaszczyźnie, a i rozwiązanie zastosowane przez artystkę zdaje się nawiązywać do formistycznych sposobów wyrażania.
Zaraz potem pojawiły się rzeźby stawiające pytania egzystencjalne, właśnie – pytania, a nie odpowiedzi. Wśród nich była między innymi Tabula rasa, która – będąc bardzo dobrze przyjętą na Zachodzie – dała Barbarze Śliwie „przepustkę do świata”. Na podstawie o boku 50 cm została umieszczona główka dziecięca, prawie jeszcze niemowlęca, a obok niej rozbite, ciemne skorupy. To z nich, symbolizujących zapewne niebyt, wyłonił się człowiek, który po raz jedyny i niepowtarzalny zacznie zapisywać swoją „białą kartę” życia. Analogicznymi dylematami dzieli się artystka z widzem, gdy proponuje mu pracę Życie przeżycie. Tu z kolei siedem ustawionych w plenerze tablic, przypominających nieco żydowskie macewy, ma wyryte napisy, m.in.: „przeżycie”, „użycie”, „współżycie”, „zżycie”, które odsyłają widza do kręgu refleksji filozoficznej nad sposobami organizowania egzystencji wedle określonych systemów aksjologicznych. O wyborze konkretnej drogi decyduje niejednokrotnie przypadek, zdaje się mówić autorka, bowiem wśród tablic znajduje się sporych rozmiarów kostka do gry, na której zamiast liczby „oczek” zostały umieszczone napisy-pytania (od frontu widoczne są dwa spośród nich: „gdzie”, „kiedy”).
Jeszcze w latach 70. zaczęła artystka przeprowadzać eksperymenty materiałowe. Dotąd posługiwała się głównie materią twardą, granitem, sztucznym kamieniem itp. Teraz zaczęła konfrontować materiały z pozoru wykluczające się: granit oraz watę. Z takiego właśnie zestawienia powstała rzeźba Pozytywizm organiczny, w której wykonana z waty głowa postaci nie tylko nic nie traci z monumentalności, ale wręcz wydaje się „kamienna”. W tym samym mniej więcej czasie Barbara Śliwa sięgnęła także po pastele, utrwalając nimi na papierze podhalańskie kamienie i głazy. Okazało się, że o ile watę można wykorzystać „twardo”, o tyle kamień poddaje się „miękkiemu” zaprezentowaniu…
*
Spod ręki artystki wyszło sporo serii prac; niektóre z nich ułożyły się w cykle, a spośród nich najistotniejsze wydają się Homo Petra, Stawanie się oraz Labirynt świata – raj serca. Również tutaj wysuwa się na pierwszy plan ich filozoficzny wymiar. Pierwszy z cykli zawiera realizacje złożone z kamiennych bloków, na których zostały mozolnie wykute dookolne rowki, mające – jak można sądzić – sugerować nakładanie się na siebie kolejnych „warstw” ludzkiej egzystencji. Na drugi składają się prace konsekwentnie stawiające pytania o proces stawania się człowieka (jego dorastania) zarówno w wymiarze czysto fizycznym, jak i intelektualnym, świadomościowym. Najciekawiej jednak prezentują się „kapliczki” (bo tak je artystka skrótowo nazywa), składające się na cykl trzeci. Na pomysł natrafiła zgoła przypadkiem, gdy podróżując przez Syberię dostrzegała wielokrotnie wyłaniające się spomiędzy drzew wieże strażnicze tzw. obozów pracy… Podstawa tych prac jest marmurowa i zwarta, natomiast zwieńczenie zdaje się zamykać jakąś kruchą, ulotną przestrzeń, ograniczoną kamiennymi „listewkami”, jedynie sugerującą dyskretnie metafizyczny wymiar obecności nieobecnego; starającą się nazwać nienazywalne.
*
W latach 90. Barbara Śliwa reprezentowała Polskę na międzynarodowym sympozjum rzeźby w Finlandii, gdzie poznała smak pracy w drewnie, a konkretniej w syberyjskiej sośnie, z której wydobyła kolejną swą „kapliczkę”, nagrodzoną zresztą w trakcie owego sympozjum. Od tego czasu drewno wprowadziła na stałe do swego warsztatu. Później powstała cała seria drewnianych „kapliczek”, do których zwiedzający mogą wsuwać intencje, pragnienia, prośby zapisawszy je na karteczkach przygotowanych wcześniej przez artystkę (to jedna z wielu form „akcji” realizowanych w ostatnich latach).
*
Ciekawe rozwiązania można dostrzec także w nowym cyklu zatytułowanym Autostrady. Tu z kolei rozrąbane lub wydrążone pnie drzew stanowią tory wyłożone smolistą masą, w której zostały zatopione dziecięce samochodziki. Pnie wydają się jakby okaleczone, „rozjechane” brutalnie przez mnóstwo samochodów (czyżby chodziło o ścieranie się natury i cywilizacji?).
*
Osobne miejsce w dorobku Barbary Śliwy zajmują kameralne, intymne w treści i formie prace zrealizowane w brązie, których najwięcej powstało w końcu lat 70. i na początku 80. Nie przekraczają one zwykle rozmiarów 18 x 13 cm, rejestrują twarze lub całe sylwetki dzieci; znalazło się wśród nich także miejsce na autoportret.
*
Nie można również zapomnieć o bardzo ważnej pracy zrealizowanej przez artystkę w 2000 roku u podnóża Alp, w austriackim mieście St. Ulrich bei Steyer, gdzie powstała europejska aleja rzeźb. Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku wytypowało do wzięcia udziału w tym prestiżowym przedsięwzięciu właśnie Barbarę Zambrzycką-Śliwę. Tym razem „kapliczkę” stanowi trzymetrowy, granitowy głaz, zwieńczony regularnie pokratkowanym rombem, do którego prowadzi kilkunastometrowa, wyboista i nieregularna droga wyłożona granitową kostką. Im bliżej cokołu, tym regularność drogi się zwiększa, a na zwieńczeniu panują już porządek i harmonia…
Marek Karwala
|
|