Archiwum X 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Artykuły z poprzednich numerów

Archiwum X. XI

Archiwum X. X

Archiwum X. IX

Archiwum X. VIII

Archiwum X. VII

Archiwum X. VI

Archiwum X. V

Archiwum X. IV

Achiwum X. III

Archiwum X. II

Archiwum X. I

L. Wrona


 

Archiwum X

 
 
 

„Repetitio est mater studiorum”. Kto to powiedział? Ech, zapomniałem. Wybaczcie Szanowni Czytelnicy moje braki w erudycji, ale nie chcę udawać chodzącej encyklopedii ani specjalisty od krzyżówek. Zwierzę się wam, że nie obchodzi mnie nazwisko autora tej napuszonej łacińskiej sentencji i nie zadam sobie trudu, aby wypełnić lukę w wiedzy. Jest mi to niepotrzebne, bo do czego miałaby mi się przydać taka wiadomość? Nie widzę dla niej żadnego zastosowania

Jeśli przeglądamy własną pamięć odnajdujemy – nieraz przypadkowo – „informacyjne odpady”: a to, ile stron miała przeczytana książka; a to, że autor jest bardzo niskiego wzrostu, czy też posiada letni domek 13 kilometrów od Wielkiej Wsi. Być może takie wiadomości przydałyby się oficerowi śledczemu do wszczęcia poszukiwania nieszczęśnika, który jest podejrzany o to, że był niegrzecznym chłopcem, ale z punktu widzenia studenta są to informacje zupełnie zbędne. Dlaczego zatem zdarza się, że pamiętamy o czymś nieistotnym, a uchodzi naszej pamięci to, co jest potrzebne, na przykład – do sprawdzianu czy egzaminu? Takie niedostatki funkcjonowania naszego systemu pamięci obserwujemy wtedy, gdy źle zaplanowaliśmy nabywanie wiedzy. Zapamiętywanie, tak jak każda inna czynność, musi być właściwie zaplanowana i zorganizowana, jeśli naszym zamiarem jest przyswojenie sobie informacji istotnych, choćby treści wspomnianej książki. Bez przesady można sformułować tu następującą zasadę: sprawne zapamiętywanie wymaga sprawnego zarządzania własną pamięcią.

Zarządzać pamięcią to znaczy przede wszystkim sporządzić plan strategiczny czynności zapamiętywania, utrwalania i wydobywania z pamięci zgromadzonych treści. Jeśli posiadamy już taki plan, to postarajmy się następnie określić sposoby oceny skuteczności tych czynności oraz działania korekcyjne. Zanim przystąpimy do studiowania tekstu spróbujmy choćby w przybliżeniu ocenić czas potrzebny na przestudiowanie książki. Oszacowanie czasu możliwe jest wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę objętość czytanej pozycji, stopień trudności tekstu i nasze własne zasoby psychiczne wyrażone w szybkości zapamiętywania, natężeniu motywacji do uczenia się, a nade wszystko – w łatwości rozumienia materiału, który mamy opanować. O tym, w jakim stopniu rozumiemy tekst, możemy dowiedzieć się dokonując wstępnego przeglądu jego fragmentów, włącznie z próbami stawiania stosownych pytań i odpowiedzi. Trudno oczekiwać, aby oszacowanie czasu było przeprowadzone z dokładnością co do minuty. Oczekiwanie takiej dokładności byłoby przesadą. W praktyce wystarczy nam przewidywać czas studiowania z marginesem błędu do dwóch, trzech godzin, zresztą zależy to od objętości tekstu.

Dla tekstów dłuższych margines ten jest większy, co wynika z ograniczeń pojemności pamięci. Ograniczenia te są znaczne. Po jednorazowej ekspozycji materiału pamiętamy około 7 bitów, o ile nie zastosowaliśmy żadnej metody łączenia informacji ze sobą poprzez wprowadzenie odpowiedniej zasady organizującej tekst.

Mamy zatem za sobą etap przygotowawczy. Teraz wypada przejść do zarządzania procesem zapamiętywania i treściami, które mamy zamiar opanować. Strategia takiego zarządzania zależy od objętości, trudności i struktury tekstu. Konieczne informacje zdobędziemy w trakcie wstępnego jego przeglądu. Najbardziej istotnym rezultatem jest rozpoznanie, z jakich części składa się materiał, jeśli w ogóle występują w nim jakieś części, które samoistnie się wyodrębniają. Jeśli uda się nam rozpoznać wyodrębniające się części, to dobrze jest je oznaczyć używając tytułów, haseł, a nawet rysunków. Taki zabieg ułatwi nie tylko posegregowanie i zorganizowanie treści, ale pomoże nam w wydobywaniu materiału z pamięci. Tytuły, hasła i rysunki pełnią podobną funkcję jak ikonki ukazujące się na ekranie monitora sprzężonego z komputerem. Naprowadzamy myszką strzałkę na odpowiednią ikonę… klik… i ukazuje się żądana strona. Oczywiście, jeśli okaże się, że tak sporządzony klucz nam odpowiada, to musimy go dokładnie zapamiętać. W przeciwnym wypadku wystąpią trudności z wydobywaniem materiału z pamięci. Warto przypomnieć, że ze względów praktycznych klucz nie powinien zawierać zbyt wiele elementów. Wybrane klucze wymagałyby innych bardziej ogólnych kluczy, a te z kolei następnych i w ten sposób kluczylibyśmy po pamięci, jak Tezeusz po Labiryncie bez nici Ariadny.

Co natomiast uczynić wtedy, gdy tekst jest zagmatwany tak, że nie potrafimy dojrzeć w nim wyraźnych części? Irytacja z powodu braku pisarskich kompetencji autora nie wniesie w naszą lekturę nic rozsądnego. Lepiej samemu narzucić zasadę, na mocy której możemy takie części wyodrębnić. Nie jest to zadanie łatwe, szczególnie wtedy, gdy duże fragmenty tekstu zawierają długie wywody. Istnieje wówczas ryzyko, że sztucznie wprowadzony podział tekstu zaburzy logikę całości. Nie mamy więc innego wyboru; wyodrębniamy części większe tak, aby nie naruszyć spoistości logicznej tekstu. Jeśli udało się nam zadowalająco podzielić tekst i dopasować do niego klucz, przystępujemy do głębszej jego analizy i organizacji.

W każdej części wyodrębniamy pojęcia, tezy i stwierdzenia, które uznajemy za kluczowe, po czym wiążemy odpowiednio z nimi wszystkie istotne jego treści. Najlepiej, by związki te miały charakter logiczny lub treściowy. Zwykłe skojarzenia tu nie wystarczają. Łatwo ulatują z pamięci. Otrzymujemy w ten sposób „wiązki treściowe”, które możemy zorganizować w postaci map umysłowych, bądź dołączyć do istniejących już struktur organizujących wcześniej opanowany materiał. Włączanie nowych wiązek do wcześniejszych struktur zwiększa trwałość przechowania w pamięci nowo opanowanego materiału.

Pozostaje pytanie: jak wspomniane wiązki utrwalić w pamięci, aby nie naruszyć spoistości tekstu? Jeśli tekst jest na tyle spójny, że poszczególne wiązki pozostają w relacjach wynikania, tą efektywną metodą jest utrwalanie poprzez powtarzanie całości tekstu, na przykład, rozdziału książki. Gdy spójność tekstu jest niewielka, niektórzy uczący się powtarzają każdą wiązkę z osobna, po czym wykonują kolejne powtórzenia całości tekstu, narzucając jakąś wybraną przez siebie zasadę łączenia wiązek. Niewykluczone, że powtarzanie częściami, a następnie ich wiązanie zabierze więcej czasu niż powtarzanie całościowe. Zależy to jednak od cech indywidualnych uczącego się; stylów poznawczych, uprzedniego doświadczenia, nawyków i wiedzy o własnej pamięci.

Pozostaje teraz tylko zdecydować, kiedy pracę nad tekstem przerwać w poczuciu zadowolenia, że został on opanowany. Niektórzy przerywają pracę po próbie powtórzenia, wykazującej stuprocentowe opanowanie tekstu. Nie jest to najlepsza decyzja. Wystarczy po pewnym czasie, np. 2 dniach, sprawdzić, ile treści ubyło z naszego archiwum. Może okazać się, że nawet 50 procent. Zapobiec temu można dokonując kilku dodatkowych powtórzeń, mimo że zapamiętaliśmy w całości przewidziane do opanowania treści. Taki zabieg, zwany przyuczaniem, zwiększa trwałość przechowania, o czym czytelnik może się sam łatwo przekonać. Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na konieczność zastosowania zasady oczywistej dla dobrego ucznia czy studenta. Zasada ta ma postać: „zapamiętaj tylko treści istotne”. Reszta to plewy zaśmiecające pamięć i, co gorsza, mogące rywalizować z istniejącymi treściami w trakcie przypominania sobie. Czasem wiązane z zasadniczymi treściami anegdotki ubarwiają tekst i wywołują zaciekawienie. Pamiętajmy jednak, że nie może być ich wiele.

A teraz zwracam się do pamięci czytelników z pytaniem:

Kto jest autorem sentencji: „caeterum censeo Carthaginem delendam esse”?
Zakreśl właściwą odpowiedź:
Wolfgang Goethe
Vladimir Putin
Renata Beger
Inna możliwość

Szanowny Czytelniku! Jeśli poprawnie odpowiedziałeś na powyższe pytanie, przeczytaj kolejny felieton w następnym numerze „Konspektu”. Napiszę tam, jak w praktyce wykorzystać wykryte przez psychologów prawidłowości rządzące pamięcią.

Leszek Wrona

Uwadze Czytelników polecamy interesujące reportaże: o pobycie prof. Bolesława Farona w Bibliotece Nobla i o pomarańczowej rewolucji na Ukrainie prof. Kazimierza Karolczaka. Międzynarodowe sympozjum we Francji relacjonuje prof. Henryk W. Żaliński

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, marzec-kwiecień 2005 . Statystyka