Wspomnienia 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Zenon Uryga

Poszukiwacz metod

 

Władysława Szyszkowskiego poznałem w 1953 roku, gdy na trzecim, ostatnim roku studiów słuchałem jego wykładów i uczestniczyłem w ćwiczeniach z metodyki nauczania języka polskiego w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Uczelnia była wtedy młodziutka i maleńka, liczyła sobie dopiero siedem lat i gromadziła nie więcej niż siedmiuset studentów

Mieściła się w budynku przy ulicy Straszewskiego 22, teraz gruntownie przebudowanym i oddanym PWST. Rektorem był w tym czasie profesor Zygmunt Mysłakowski, a na polonistyce wykładali Stanisław Jodłowski, Wincenty Danek, Jan Nowakowski, Tadeusz Milewski, Maria Grzędzielska. Studia były trzyletnie, a po nich — ponieważ brakowało nauczycieli — każdy z nas dostawał nakaz pracy w różnych miejscach kraju, a dopiero później, niekiedy po wielu latach, dorabiał się swojego magisterium trybem zaocznym w naszej lub innych uczelniach. Nielicznych mógł przyjmować na drugi stopień studiów Uniwersytet Jagielloński i oni stawali się pierwszymi absolwentami Uczelni, zasilającymi jej kadrę naukową.

W. Szyszkowski
Władysław Szyszkowski

Właśnie teraz pokolenie pierwszych absolwentów, które zastąpiło dawnych mistrzów na stanowiskach profesorskich, odchodzi w stan spoczynku. W wymiarze trwania Uczelni jest to niewątpliwie świadectwo jej stabilizacji, wejścia w wiek dojrzały, ale w wymiarze tradycji — to trudne chwile zrywania żywych więzi bezpośredniej pamięci o ludziach, którzy stworzyli oryginalną wizję wyższej szkoły kształcącej nauczycieli i określili jej profil naukowy. Może zatem warto przywołać ich sylwetki we wspomnieniu, zwłaszcza że zaciągnęło się kiedyś dług wdzięczności.

Szyszkowski zmarł w Krakowie w 1975 roku w wieku 85 lat, ale przewieziony do Warszawy, spoczął obok swej żony na Powązkach. Gdy się z nim zetknąłem, miał 63 lata, uczył polskiego w Nowodworku i tam pokazywał nam doskonałe lekcje. Przechodził właśnie do grona etatowych wykładowców naszej polonistyki jako wybitny nauczyciel i autorytet w dziedzinie dydaktyki literatury. Byliśmy wtedy młodzi i niewiele o nim wiedzieliśmy poza doświadczeniami bezpośrednich kontaktów. Potrafiliśmy doceniać jego powagę i mądrość, z jaką mówił o sztuce nauczania, powściągliwość w stosunku do uczniów i nas, studentów, dostrzegać dyskretną elegancję postawy i stroju starszego pana. Szczególną uwagę przyciągała jednak niezwyczajna umiejętność kierowania myśleniem i wypowiedziami zespołów uczniowskich, przy bardzo oszczędnym udziale własnym — celne, problemowe pytania, uważne słuchanie odpowiedzi, czasem pytanie dodatkowe, gest powątpiewania, zawieszenie głosu czy wyraz aprobaty, albo też wskazanie na innego rozmówcę, zawsze zwięzłe podsumowanie wyników analizy problemu. To samo przy omówieniach naszych próbnych lekcji — życzliwych, choć krytycznych, uwydatniających problem dydaktyczny, taktownych wobec nieudolnych poczynań.

Nie znaliśmy jego naukowej i edukacyjnej przeszłości. Dopiero z rozmów prowadzonych w toku późniejszej współpracy z Profesorem dowiedziałem się o jego studiach w UJK we Lwowie pod kierunkiem znakomitego Wilhelma Bruchnalskiego i doktoracie uzyskanym w 1918 r., o wcześniejszym egzaminie nauczycielskim składanym w 1915 r. w Wiedniu i dwuletnim tam pobycie podczas wojny, o pracy w seminariach nauczycielskich w Jędrzejowie i Kielcach w latach 1916–1917 oraz w gimnazjach warszawskich od 1918 r., a wreszcie o intensywnej działalności w latach 1929–1939 w Ministerstwie WRiOP na stanowisku instruktora nauczania języka polskiego w szkołach średnich i kierownika Centralnej Pracowni Dydaktycznej Języka Polskiego.

Gromadzenie materiału do bibliografii metodyki nauczania języka polskiego z lat międzywojennych pozwoliło mi zapoznać się bliżej z ówczesnymi publikacjami Szyszkowskiego — przeglądami zagranicznych głosów o nauce języka ojczystego, artykułami promującymi nowoczesne metody, a przede wszystkim z wyznaczającymi kierunek edukacji polonistycznej referatami na konferencjach nauczycielskich i ogólnopolskich zjazdach polonistów oraz z syntetycznym zarysem Dydaktyki literatury z 1936 r. Wertowanie czasopism odsłoniło mi też rolę autora tych publikacji w tworzeniu w latach trzydziestych Towarzystwa Polonistów Rzeczypospolitej Polskiej oraz w organizowaniu sieci przedmiotowych ognisk metodycznych i pracach redakcyjnych „Polonisty”, pisma związanego z obu tymi inicjatywami. Zrozumiałem wtedy, dlaczego w ostatnich latach przed wojną powierzono Szyszkowskiemu prowadzenie wykładu z metodyki w Uniwersytecie Warszawskim, dlaczego w powojennym okresie środowisko polonistyczne tak szanowało jego autorytet w dziedzinie dydaktyki literatury, słuchało uważnie jego głosu i liczyło się ze zdaniem. Obserwowałem z bliska przejawy tego szacunku, gdy zostałem asystentem w powołanej dla niego w 1958 r. Katedrze Metodyki Nauczania Literatury i Języka Polskiego.

W rozmowach przy okazji wspólnych naszych prac nad bibliografią Szyszkowski sporo mówił o wspaniałej atmosferze zespołowych działań polonistów z lat trzydziestych. Za to niechętnie wracał do doświadczeń czasu wojny i okupacji. Wspomniał wprawdzie parokrotnie o pracy w tajnych kompletach gimnazjalnych i o wykładach na konspiracyjnych kursach dla nauczycieli, ale nie chciał dotknąć przeżycia katastrofy powstania warszawskiego, w którym stracił wszystko, m.in. skrzętnie zgromadzone materiały z prawie już ukończonej wysiłkiem zespołowym metodyki nauczania. Wysiedlony po powstaniu, osiadł jesienią 1944 r. w Krakowie z pustymi rękami i musiał zaczynać pracę nauczycielską i naukową od nowa, w gruntownie zmienionej rzeczywistości oświatowej.

Podjęcie pracy nad rozwijaniem nauczycielskich umiejętności studentów skłaniało Profesora do uważnego i krytycznego studiowania aktualnych publikacji, ale zarazem budziło wiarę w sens trwania przy własnej wizji kształcenia. Doświadczaliśmy tego podczas ćwiczeń, które nie zamykały nas w gorsecie wymagań ówczesnej pedagogiki oficjalnej, lecz uwrażliwiały na przeżywanie wartości literatury. W praktyce lekcyjnej Profesora, czego niezupełnie byliśmy świadomi, wyzwalały się wówczas pierwiastki niezgody na przymus wpisany w hasła programu nauczania. Rychło wszakże — w atmosferze rozbudzonych po październiku 1956 nadziei na liberalizację systemu — ów dystans krytyczny zaowocował ogłoszonym w księdze wydanej na 10-lecie WSP artykułem Dwanaście lat nauczania języka polskiego w Polsce Ludowej, zawierającym surową ocenę negatywnych skutków powojennego zwrotu ku historii literatury, płasko i schematycznie ujmowanej jako wyraz ideologii i odbicie stosunków społecznych. W rok później ukazała się Analiza dzieła literackiego w szkole (1958), która próbowała przeciwstawiać temu szkodliwemu stereotypowi kształcenia ideę skupiania uwagi na dziełach literackich i odkrywania ich wartości (próbowała, bo zamiar uwolnienia analizy dzieł od nawisu zideologizowanej historii literatury powiódł się wyraźniej dopiero w drugim, o sześć lat późniejszym wydaniu). Książka, przy wszystkich wymuszonych na autorze obciążeniach ideologiczną interpretacją, miała znaczenie przełomowe dla praktyki szkolnej lektury, przywracała zasadę rzetelnej analizy tekstu artystycznego i jej wiązania z przeżyciem estetycznym. Ale już obszerny zarys dydaktyki literatury, zamieszczony w zbiorowej Metodyce nauczania języka polskiego w szkole średniej (1968), mógł swobodnie czerpać z rozwoju badań literackich inspirację dla koncepcji równoważenia szkolnej lektury z poznawaniem obrazu przemian literatury. Był ten zarys dziełem wyważonej, dojrzałej myśli, wyprowadzonej z gruntownych studiów nad tradycją kształcenia literackiego.

Dydaktycznej twórczości Szyszkowskiego towarzyszyła nieustannie refleksja nad kształceniem nauczycieli. Miała ona ważne znaczenia dla uformowania się pedagogicznej tożsamości Uczelni. Profesor wypowiadał się na ten temat wielokrotnie na forum wewnętrznym, a szerokim echem odbił się w kraju jego referat na Zjeździe Naukowym Polonistów w 1958 r. Nauczanie literatury w szkole średniej a uniwersyteckie studium polonistyczne, który uzasadniał potrzebę budowania uczelni konsekwentnie nauczycielskich, o dobrze przemyślanym profilu studiów, wszechstronnie, teoretycznie i praktycznie przygotowujących polonistę do zadań edukacyjnych i formujących jego osobowość. Postulat ten nie pozostawał w werbalnej próżni, wprowadzał go Profesor w życie krakowskiej WSP, tworząc oryginalne plany i programy naszych studiów polonistycznych, różniące się od uniwersyteckich doborem i układem przedmiotów, ograniczeniem wykładów na rzecz aktywnych form pracy studentów i szerokim otwarciem na szkołę. Warunkiem powodzenia tak pomyślanych studiów w Uczelni dorabiającej się swej samodzielności pod bokiem UJ miał być solidny warsztat naukowy pracowników — to przekonanie Szyszkowski dzielił z całym zespołem nauczycieli akademickich.

Starał się zwłaszcza zadania badawcze stawiać dydaktyce literatury i języka. Kierował uwagę na potrzebę służących praktyce nauczania studiów diagnostycznych nad recepcją literatury i zainteresowaniami czytelniczymi uczniów oraz empirycznych badań nad metodami kształcenia, jak też na wartość analizy dokumentów odsłaniających tradycje nauczania polonistycznego (nie przypadkiem patronował pracom nad bibliografią metodyki). Wyznaczył tym samym pola badań płodne i do dzisiaj uprawiane. Zamykając wspomnienie o pierwszym kierowniku Katedry, mogę związek z nim obecnych jej pracowników określić zapożyczoną z dobrego źródła formułą — „my wszyscy z niego”.

Zenon Uryga

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka