Poeci i krytycy 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

Zob. także:
wiersze Józefa Barana

 

Bolesław Faron

Józefa Barana i Anny Dymnej
wyprawa po złote runo

 

Józefa Barana poznałem przed laty w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Jako nauczyciel studiował zaocznie filologię polską. Trafił na moje seminarium dyplomowe. Napisał pracę, o ile dobrze pamiętam, na temat erotyki w twórczości poetyckiej Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Był to sympatyczny esej, bez przypisów, prezentujący jego indywidualne odczucie liryki, a więc bardzo osobiste odczytanie

J. Baran

Jako młody pracownik nauki chyba zbyt rygorystycznie oceniłem ten tekst, wystawiając mu ocenę dobrą. Nie zdawałem sobie sprawy, że brak aparatu naukowego rekompensuje pasja pisarska, co — zwłaszcza na studiach zaocznych — było rzadkością. Ta ocena w późniejszych naszych relacjach stała się przysłowiową „kością niezgody”. Często w rozmowach towarzyskich z poetą do niej wracaliśmy, dworując z siebie nawzajem.

Nawiązana wówczas znajomość ożyła w latach dziewięćdziesiątych, kiedy po powrocie z Wiednia, gdzie przez cztery i pół roku kierowałem Instytutem Polskim, spotkałem go na wieczorze autorskim Jerzego Harasymowicza w klubie Związku Literatów Polskich. Ten odnowiony kontakt trwa do dzisiaj. Od czasu do czasu spotykamy się, by wymienić poglądy na poezję, na sytuację w środowisku, by pogwarzyć po prostu o życiu. Józef Baran to dobry rozmówca, dialog z nim jest gęsty jak jego poezja.

Jest Baran autorem ponad dwudziestu książek, a tomiki jego ukazały się w przekładach na język angielski, rosyjski i niemiecki. Dojrzały dzisiaj poeta należy nie tylko do uznawanych, ale również chętnie czytanych ludzi pióra, a jego wiersze trafiły do gimnazjalnych i licealnych podręczników (są m.in. w „To lubię!”, podręczniku do pierwszej klasy liceum), ballady do repertuaru Starego Dobrego Małżeństwa i Eli Adamiak, a kolejne tomiki szybko znikają z półek księgarskich. Poetycki talent Józefa Barana odkrył przed laty Artur Sandauer, nieskory — jak wiadomo — do łatwych zachwytów nad najmłodszą liryką. Zaciekawiły go wiersze młodego autora, uznał ich wartość, życzliwie towarzyszył poecie do końca swojego życia. Napisał, że poezja ta „umie trafić bezpośrednio do serc ludzkich”.

Rekomendując tomik Józefa Barana Pod zielonym drzewem życia, napisałem: „Z pozoru proste wiersze z wyszukaną, bardzo świeżą metaforyką przyciągają uwagę, stawiają przed czytelnikiem lustro, w którym znajdzie on swoje oblicze, może skonfrontować własne przeżycia z doznaniami poety. Twórczość Józefa Barana jest bardzo przyjazna człowiekowi, nie przestrzega go przed zagrożeniami współczesnej cywilizacji, katastrofą ekologiczną czy innymi niebezpieczeństwami. To raczej pogodna pieśń o życiu, o życiu oswojonym. Ma ona w sobie coś ze stoickich wierszy Jana Kochanowskiego”.

Diagnozy tej nie zmienił zasadniczo następny tom Barana Najdłuższa podróż (2002). Trochę ją jednak wzbogacił. Jest to bowiem tom prozy inkrustowany tu i ówdzie poezjami. Otrzymaliśmy zatem Dziennik 1998–1999, Dziennik 2000–2001, reportaże z podróży oraz rozdział Najdłuższa podróż życia, zawierający cykl wierszy oraz fragment dziennika (Spowiedź szpitalna). Znaliśmy wprawdzie Józefa Barana jako dziennikarza, reportera, niemniej w formie książkowej wymienione tutaj formy wypowiedzi znalazły się po raz pierwszy. W dziennikach poety pojawiają się ciekawi ludzie, jak Maryla Tatarczuch ze Szwecji, niegdyś heroina lat 60., a dzisiaj schorowana emigrantka; są tutaj teksty bardzo osobiste, autobiograficzne, są też aforyzmy, jak choćby ten: „Stary człowiek jak wysoka piramida ułożona z klocków, której co chwila grozi rozpadnięcie się...”, jest sporo przemyśleń na poły filozoficznych o życiu, relacji między ludźmi, śmierci. Są również fragmenty listów — od Erny Rosenstein (wdowy po Arturze Sandauerze), czy wypowiedzi o innych poetach, np. o Marcinie Świetlickim oraz żartobliwe dywagacje na temat swego nazwiska i szkolnych cierpień z tego powodu. Raz po raz wraca Borzęcin, miejsce urodzenia, raz po raz pisarz tam ucieka do swojego domu, by zachłysnąć się ciszą, spokojem. Niezwykle osobistym wyznaniem jest szpitalna spowiedź poety. Potraktował nas, czytelników, bardzo serio, poważnie, wyznając najbardziej intymne, najbardziej gorzkie doświadczenia, które ukrywa się najczęściej nawet przed najbliższą rodziną. Poeta nam zaufał. Toteż my, czytelnicy, tego zaufania nie możemy zmarnować.

We wspomnianych tekstach prozatorskich Józef Baran objawił — jak wspomniałem — nowe oblicze jako: po pierwsze — wrażliwy obserwator krain i ludzi; po wtóre — pisarz wyrażający głębokie myśli o życiu. Zarówno na swoim, jak i na innych przykładach, buduje koncepcję „człowieka myślącego”, obcy mu są ludzie z „kartonu”, szablonowi, jeżeli nawet bardzo zasobni; po trzecie — udowodnił, że jest dobrym stylistą. Potrafi w krótkim zdaniu, w aforyzmie zamknąć głęboką refleksję; po czwarte — kiedyś autor Doliny ludzi spokojnych napisał o tym, jak prozaik Julian Kawalec przeobraził się w poetę, dzisiaj twórca Tańczącego jastrzębia mógłby napisać esej o tym, jak poeta Józef Baran przeobraził się w prozaika.

W 2003 ukazał się wybór wierszy z lat 1968– –2002 Wyprawa po złote runo, zaopatrzony w kolorową banderolę z napisem: „Ulubione wiersze Anny Dymnej”. Nie jest to, jakby się na pierwszy rzut oka mogło wydawać, jedynie chwyt marketingowy; nazwisko świetnej, popularnej aktorki na okładce poezji dobrego poety. Mamy tu bowiem do czynienia z wyborem szczególnym. Nie dokonał go ani autor, ani wydawca, lecz czytelniczka, miłośniczka tej poezji, Anna Dymna. Jest to wybór szczególny. Nie organizują go ani chronologia, kolejność wydania poszczególnych tomików, ani ich zawartość. Układa się je według określonych osi tematycznych, nie bacząc na czas powstania poszczególnych tekstów, chociaż w większości nadaje się poszczególnym partiom tytuły drukowanych już tomów, a więc: Dolina ludzi spokojnych, Zielnik miłosny, Pacierz Szwejka, Dom z otwartymi ścianami, Najdłuższa podróż życia oraz A wody płyną i płyną... Tak zestawione teksty mają swoją dramaturgię, jeśli tak można rzec, swoją „fabułę”. I tak np. Dolina ludzi spokojnych to powrót do korzeni, do borzęcińskiej atmosfery, to zespół wierszy, który ongiś powodował, że uważano Barana za poetę nurtu wiejskiego, sytuując go w kręgu Tadeusza Nowaka, Juliana Kawalca czy Wiesława Myśliwskiego. Świadczą o tym tytuły wierszy: Ziemia, Dom, Rodzinne żniwa, Saga o krainie moich ojców, Litania do chleba, Apokalipsa domowa, Śni mi się mama. Wprowadza poeta w świat Arkadii swego dzieciństwa, Arkadii, w której jest miejsce na urodziny (wnuka), śmierć (matki, dziadka), Arkadii, w której pojawiają się istotne kwestie egzystencjalne obecne stale w poezji Barana. Nie wyrzeka się swego rodowodu, jego przodkowie i miejsce urodzenia — jak widać — raz po raz goszczą w jego poezji.

Z kolei liryki miłosne Józefa Barana (Zielnik miłosny) mocno są zespolone z realiami przyrody. Nie ma w nich jednak nic z sentymentalnych uniesień, natura nie stanowi tutaj sztafażu dla erotycznych doznań, nie jest też wyłącznie tłem rozgrywających się zdarzeń. Przyroda i uczucia zespalają się w jedno, tworzą nierozerwalną całość, a Dom z otwartymi ścianami to cykl wierszy podróżniczych, które są nie tyle reportażami z podróży, co refleksjami na temat przyrody, dzieł sztuki, a przede wszystkim ludzi. Bo człowiek, jego doznania, specyfika, odmienność są w poezji Barana najważniejsze.

Bolesław Faron

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka