|
Poeci i krytycy |
|
Jacek RozmusMetafory i przyjacieleO twórczości Wojciecha Kawińskiego należy pisać z pasją albo w ogóle nie podejmować się lektury jego wierszy. W monografii „Pisarze z Krupniczej” wykaz tekstów omawiających kolejne tomiki poety obejmuje bez mała pół setki tytułów, a są to zaledwie rzeczy wybrane. Na liście autorów szkiców krytycznych, esejów, obszernych monografii, bo i tam Kawiński już trafił, trudno znaleźć kogokolwiek, kto nie liczyłby się w środowisku literackim, nie tylko zresztą Krakowa W tym mieście rozpoczął studia, najpierw na Uniwersytecie Jagiellońskim, by potem sfinalizować je w tutejszej Wyższej Szkole Pedagogicznej, tu również debiutował w 1961 na łamach „Życia Literackiego”. Z piszącymi o nim łączą go artystyczne i redakcyjne działania w ramach grupy „Wielopole” i „Orientacji Poetyckiej Hybrydy”, gdzie w początkach lat sześćdziesiątych rodziły się przyjaźnie odporne na czas i historię literatury najnowszej, nierzadko aranżowanej przez polityków rozmaitych orientacji. Wśród utworów nowych i wybranych, jakie przyniósł ostatni tomik Kawińskiego Ciało i duch, jest wiersz Do przyjaciół:
O, drzewo rzeczywiste z szarego kamienia i liter, Kim są powiernicy poety? Wymienił ich w dedykacji, bardzo istotnej, jeżeli pragnie się poznać literacki Kraków, klimaty i nastroje ostatnich dekad minionego wieku, a przede wszystkim ludzi uprawiających wtedy sztukę słowa. Czy był to czas prawd wyłącznie gorzkich? Jeżeli tak, tym bardziej intryguje. Debiutanci mogli liczyć na przychylność Tadeusza Śliwiaka, uwikłanego w swoje własne liryczne światy autora znanego ze szkolnych podręczników, odpowiedzialnego za dział poezji w nieistniejącym dziś „Życiu Literackim”. Dzięki niemu i ja na chwilę zostałem poetą, od niego zaczyna się dedykacja. Pamiętam też, jak w latach osiemdziesiątych cierpiącym na manię debiutu osobom szansę kuracji dawało „Pismo Literacko-Artystyczne”, „Literatura” i „Magazyn Kulturalny”. Wojciech Kawiński pracował w tych redakcjach i tu sprawy się komplikują, bo to, co jest bardzo intymne i ludzkie, nie wytrzymuje konfrontacji z tym, co uchodzi za powszechnie przyjęte do wiadomości. Czym powinna być historia literatury, a czym w Polsce nie jest, resekowana, penetrowana w poszukiwaniu implantów po to, by ukryć lub zademonstrować ujmujące, albo budzące odrazę ideologiczne wizerunki pisarzy? Powinna przede wszystkim zerwać z oportunizmem. Artysta bowiem z reguły bywa niepoprawny, jego życie pulsuje na granicy między refleksją i pasją, zanika w rejonach politycznego zgiełku, nie sprzyja mu sytuacja, w której istnienie sztuki gwarantować mają oficjalnie powołane instytucje:
zjazd pisarzy — w jego Wiersz pod tytułem 35 lat temu przyniósł tomik Widok z okna z roku 2002 i nie znam bardziej przekonującej, celniejszej analizy zjawisk, w których przedstawia się prawda o tamtej epoce. Liryczna retrospekcja, za sprawą której możliwe stało się powtórne niejako przeżywanie czasu młodości, budzi zaufanie. W tonacji wyciszonej, bardzo po Różewiczowsku, odzywa się tu wszystko, co w poezji Kawińskiego jest arcyludzkie, paradoksalnie dlatego, że w literaturze i sztuce zostało potwierdzone. W dedykacji wiersza Do przyjaciół zaraz po Śliwiaku wymieniony został Krzysztof Gąsiorowski, związany z „Hybrydami” poeta, krytyk. Na okładce Widoku z okna umieszczono obraz Andrzeja Kołpanowicza. Te fakty, pozornie pozbawione związku, składają się na i tak stale wymagający uzupełnień wizerunek epoki, której nie da się zamknąć w ramach historii zjazdów pisarzy. Powiem więc o faktach. Kołpanowicza pod pseudonimem Paganini sportretował w swoich opowiadaniach Stanisław Czycz. Autorem jednego z najciekawszych studiów o poezji Czycza jest właśnie Gąsiorowski. Studium dotyczy wydanej pod koniec lat siedemdziesiątych zmodyfikowanej wersji poematu Słowa do napisu na zegarze słonecznym, w której czas wymyka się słowom, one z kolei pozostają, jako „dowód niezbity”, świadectwem trwania w obszarach orientowanych rytmem serca artysty. Kawiński, kiedy wyodrębnia takie obszary, oferuje lirykę najwyższej próby. Wtedy „głos i milczenie/ łączą się”, z tego związku rodzą się znaczenia, jak w wierszu Dom, dym, deszcz z tomiku Kręgi zdarzeń:
kurczą się Synonimem grozy współczesnego świata, bezradności wobec najnowszej historii, łatwo skazującej na niebyt okazuje się tu terra incognita. Odkrywanie jej przy pomocy narzędzi, jakimi dysponuje poeta, jest daremne:
śmiecie i metafory Podobnie diagnozowali zjawiska, w których przedstawia się XX wiek, krakowscy poeci, debiutanci z lat pięćdziesiątych: wspomniany już Czycz i Bursa. Czycz był poetą drzew i panoram o szerokiej perspektywie z powietrza i światła, całkiem jak ta, którą namalował Kołpanowicz. Ale czas Kawińskiego zestraja się również z czasem Herberta, poety kamieni i krajobrazów białych, jak ślady na spękanym tynku. W najciekawszym chyba tomiku Kręgi zdarzeń rozgrywają się dialogi z mistrzami pędzla, z Vermeerem, Chagallem. Wiersz o Janie Lebensteinie układa się w liryczną rozmowę z przyjacielem malarza, z Herbertem:
Spopielone litery Księgi Aranżowana sytuacja rozmowy sprzyja więc wyartykułowaniu przesłania własnej twórczości, jedynej w swoim rodzaju, intymnej kroniki zwątpienia, ale i wiary w poezję. Jacek Rozmus |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka |