|
|
Krystyna Latawiec
Marian Pankowski — pomiędzy
Karpatami a europejską Civitas
Sytuacja polskiego pisarza na obczyźnie nie jest łatwa, zwłaszcza jeśli nie ukrywa on swego dystansu wobec wzorów poezji patriotycznej, jeśli ceni niezależność ideową i wybiera, zamiast gotowych formuł literackiego opisu, poszukiwanie własnej ekspresji
Tak było z Marianem Pankowskim, który zaczynał jako autor postromantycznych wierszy, ale szybko porzucił ich emocjonalną retorykę, aby odkryć wartość staropolszczyzny, czemu dał wyraz w stylizowanej na dawne traktaty Smagłej swobodzie (1955). Jednak ten zwrot ku mowie staropolskiej okazał się jednorazowy, gdyż Matuga idzie. Przygody (1959) zaskoczyła anarchizmem ideowym, dekonstrukcją bohatera i śmiałą erotyką przeciwstawioną dość infantylnemu obrazowi dzieciństwa i młodości rodem z idealnej krainy Pana Tadeusza.

Fot. Z. Dados
Odtąd proza i utwory dramatyczne autora Matugi budzić będą skrajne reakcje; jedni zobaczą w nich bunt, ożywczy dla skostniałych form polskiego myślenia, inni stwierdzą, że demaskatorska pasja Pankowskiego idzie za daleko, gdy sięga po tematy ze sfery mitu narodowego i religijnego. W Polsce recepcja tego pisarstwa skupia się na odsłanianiu tychże mitów, przeważa więc ujęcie w kategoriach ideowych, co sprawia, że twórczość ta może się wydać wtórna wobec myśli Gombrowicza. Tymczasem Pankowski nie ma takich ambicji jak autor Trans-Atlantyku, choć pewne powinowactwa między tym dziełem a Matugą niewątpliwie istnieją. Jednak w dalszych latach artystycznej działalności opowiada się raczej za pracą w słowie, któremu przypisuje magiczną zdolność kreowania świata wyobrażonego ponad tym realnie doświadczanym.
Jeśli polscy krytycy skłonni są uznać racjonalizm za podstawę dążenia Pankowskiego do kompromitowania naszego tradycjonalizmu, zwłaszcza jeśli idzie o zdominowanie myśli przez emocje, to cudzoziemcy (Belgowie, Francuzi) widzą w nim anarchistę wymykającego się kartezjańskim porządkom intelektualnym. Do stabilnej europejskiej Civitas wnosi on element egzotyczny, wywiedziony z malowniczych, choć na peryferiach cywilizacji położonych Karpat Wschodnich. W świat racjonalnie urządzony, ale i wyjałowiony z uczuć, wdziera się strumień nieprzewidywalnych doznań zmysłowych, zwłaszcza erotyka zdaje się wywracać ustalony ład. Jednak nie ta skomercjalizowana przez kulturę masową i dobrze przyswojona przez mieszczańskiego odbiorcę, lecz obsesyjna, często ocierająca się o granice perwersji, zatem niepokojąca, gdyż wytrąca z przyjemnego aktu konsumpcji.
Zderzenie dwu typów wrażliwości — polskiej, uładzonej przez skłonną do idealizowania literaturę, z europejską, hołdującą mieszczańskim wartościom — okazało się ważne dla budowania pisarskiej tożsamości. Z jednej strony anachronizm polskiej tradycji, z drugiej mity nowoczesnego społeczeństwa, które zmienia jedynie przedmioty celebracji i ich nazwy, ale nie istotę rzeczy. Pankowski z humorem przygląda się projektom politycznym (integracja imigrantów), aktualnie obowiązującym obyczajom (odrzucanie kolejnych tabu erotycznych) czy lękom współczesnego Europejczyka („inwazja” migracyjna Afryki na Europę). Wybiera tematy wykluczone z dyskursu publicznego, czy to wskutek działania reguł politycznej poprawności, czy też tak ukryte pod powierzchnią hipokryzji, że aż niedostrzegalne na pierwszy rzut oka (problem pedofilii w prozie Putto). Aby jednak nie popaść w dywagacje natury socjologicznej, ucieka w językową kreację. Szuka w mowie poetyckich sposobów wyrażania, by nie osunąć się w wyjaśnianie zjawisk, ale by sprowokować reakcję emocjonalną czytelnika, jego oburzenie, zdziwienie, współczucie. Istotne jest samo wytrącenie z rutyny emocjonalnej, z nawyków myślowych i stereotypów.
Pankowski jest twórcą ważnym zarówno dla francuskojęzycznej krytyki, jak i dla polskiej publiczności literackiej. Wydaje się, że od cudzoziemców możemy uczyć się czytania jego utworów bez tak charakterystycznego dla naszego odbioru ideowego zacietrzewienia, wszak literatury nie pisze się wzniosłymi ideami, ale słowami. Pisarz zdaje się uwodzić zmysłowym językiem, dzięki któremu zbliża się do materii świata, aby odsłonić momenty zdziwienia jego naturą, fenomenem istnienia w najbardziej zwyczajnych przejawach. Skupia uwagę czytelnika na szczegółach, na tematach peryferyjnych, jednak pod piórem sztukmistrza słowa nabierających cech czegoś wyjątkowego, tak że zaczynamy wątpić w pozorną oczywistość otaczających nas rzeczy, skoro z każdej da się wydobyć w poetyckim opisie jej niepowtarzalną osobliwość. Dajemy się zatem wciągnąć w grę uwodzenia, tym bardziej, że wabi nas wytrawny kolekcjoner zmysłowych smaków życia. Podążając jego tropem odkrywamy, że „literatura jest kunsztem nowego nazywania”, odsłaniania w codzienności jej małych tajemnic, sięgania po nie do czasów minionych, kiedy jak narrator Putta znajdujemy na placach ze starzyzną lichtarze i kadzielnice pokryte patyną. Przedmioty mają bowiem swoje historie, można z nich wydobyć ludzkie wzruszenia, obsesje, nawet perwersje, jeśli tylko uruchomić wyobraźnię i pozwolić słowom zbudować wokół nich swoisty kokon znaczeń, jeśli kazać „słowom nieszpory śpiewać” na chwałę rzeczy z tego świata, na chwałę ciała przypisanego ziemi.
Z dzieciństwa i młodości zachowuje pisarz pewną spontaniczność emocjonalną, skłonność do ekspresywizmu, czyli uzewnętrzniania uczuć w języku wybujałym, z trudem poddającym się panowaniu reguł gramatycznych. Autorskie „ja” konfrontuje się z otoczeniem ludzkim i przyrodniczym, nie znajdując w żadnym z nich oparcia. Natura podszyta jest energią instynktów, które na planie społecznym przybierają wysublimowane formy religijnych obrzędów bądź miłosnych celebracji, natomiast kultura to tylko krucha powierzchnia utkanego ze znaków i symboli gobelinu. W spotkaniu z cywilizacją Zachodu Pankowski poznawał złożoną strukturę tej tkaniny, ale zachował dystans wobec jej racjonalistycznego podłoża. Być może dlatego dla Belgów i Francuzów jest magiem z egzotycznych Karpat, tym bardziej że temat pogranicza polsko-żydowsko-ukraińskiego wprowadza w powieści Powrót białych nietoperzy, a właściwe dla naszej ludowej pobożności pielgrzymowanie, zupełnie obce mentalności zachodniego Europejczyka, czyni kanwą Pątników z Macierzyzny. Wydaje się, że to właśnie spór, konfrontacja postaw i wrażliwości szczególnie interesują Pankowskiego, który dla Polaków jest racjonalistą ukazującym pustkę rytuałów ich życia religijnego i społecznego, a z kolei dla czytelnika na Zachodzie jest „anarchistą” porzucającym symetryczne ogrody kartezjańskiej Europy. Konflikt jest udziałem bohaterów jego utworów, a dla niego jako pisarza okazał się inspirujący jako punkt wyjścia do kształtowania osobowości artystycznej, stał się drogą poznania siebie jako Polaka i człowieka. Na tej drodze Pankowski przebył wiele etapów — od sanockich wzgórz po stolicę Belgii, włączając wszystkie doświadczenia we własną tożsamość egzystencjalną i twórczą, nie wykluczając niczego, aby mieć z czego czerpać w pisarskim akcie „narzucania własnych rysów zastanej Naturze”.
Krystyna Latawiec
|
|