|
Wspomnienia |
|
|
Janina KozaZmiana pokoleńMężczyzna o spokojnej, rozjaśnionej twarzy i uważnym spojrzeniu, w koszuli z kołnierzem „Słowackiego” — to Profesor Eugeniusz Pawłowski. Był wówczas nauczycielem gimnazjalnym w II Państwowym Gimnazjum im. Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu, równocześnie szczęśliwym mężem i ojcem rodziny. Dwa lata temu, w grudniu 2002 r. Miejsca Biblioteka Publiczna w Nowym Sączu przygotowała wystawę poświęconą setnej rocznicy urodzin Eugeniusza Pawłowskiego. Przypadek sprawił, że szukałam wtedy oryginalnego tematu pracy magisterskiej, bo dwa wcześniejsze „nie wypaliły”. Portret Profesora przykuł moją uwagę. W wyrazie jego twarzy wyczytałam spokój, a jednocześnie zaciekawienie, zadziwienie. Zdecydowałam, że podejmę się opracowania monografii o działalności oświatowej, naukowo-dydaktycznej i społecznej promotora pracy magisterskiej mojej promotorki, prof. Marii Teresy Lizisowej. Tak zaczęła się moja przygoda intelektualna z Profesorem i fascynacja Jego osobą.
Z nadzieją i lekkim dreszczykiem emocji rozpoczęłam poszukiwania. W czytelni sądeckiej biblioteki dowiedziałam się, że starsza córka Profesora, Irena już od dwóch lat nie żyje. Rozmowa z druhną Ludwiką Remi — żoną harcmistrza i drużynowego Zenona Remi („Sokole oko”), znanego architekta sądeckiego, a także z druhną Marią Kolkową, rzuciła nowe światło na przedwojenne, „prawdziwe” harcerstwo i pracę w nim druha Gienka („Pazdur” to leśne imię Profesora Pawłowskiego). Byłam zachwycona wartościami, które zaszczepiała ta organizacja w sercach młodych ludzi. Wymagania harcerskie były wysokie. Wśród ćwiczeń, gier i sportu młodzież kształciła swoją osobowość. Odpowiedzialność, bezinteresowność, pogoda ducha, abstynencja od alkoholu i nikotyny, codzienny dobry uczynek — to cechowało młodzież harcerską. Powiedzenie harcerskie: „Miej nogi ze stali, a serce z kryształu” oznaczało zdrowie fizyczne i moralne. Eugeniusz Pawłowski tak wspomina czasy harcerskie: „To, co przeżyłem w harcerstwie, nie da się z niczym porównać (...) harcerstwo dokończyło dzieło formowania mojej osobowości, a te najdroższe wspomnienia pozostaną we mnie na zawsze!” Jako nauczyciel był przez kilka lat opiekunem I Męskiej Drużyny Harcerskiej im. Stefana Czarnieckiego (tzw. „Czarnej Jedynki”). Pieśń harcerska Hej w góry, której był twórcą, stała się hymnem tej drużyny. Jego zasługą było wprowadzenie do życia harcerskiego folkloru góralskiego i sądeckiego. Zasłynął jako autor i współorganizator wspaniałego widowiska, regionalnych jasełek pt. Gody podhalańskie. W jednej z gawęd pt. Przy ognisku. Fragment z życia sądeckich obozów mówił: „Chciałbym, byście kształtowali swe charaktery i czerpali siły do żmudnej pracy całego życia dla Polski, życia opromienionego wspomnieniami tu przeżytych chwil i jasnymi blaskami naszego Prawa i Przyrzeczenia harcerskiego. Czuwajcie!” Przyznam szczerze, że poznając bliżej to „prawdziwe” harcerstwo zazdrościłam spontaniczności i radości niepowtarzalnych przeżyć. Moje doświadczenia w socjalistycznym harcerstwie były całkiem inne — zupełny brak trwałych wartości, stawianie na ilość, a nie na jakość. Nie ukrywam, że trudności ze znalezieniem materiałów do pracy zniechęcały mnie. Dopiero potem, po skontaktowaniu się z córką Profesora — Panią Zosią — wszystko zaczęło układać się jak kawałki barwnej mozaiki tworzące obraz. Praca powoli „wciągała mnie”. Uświadomiłam sobie, że w latach licealnych codziennie przechodziłam obok domu Pawłowskich przy ulicy Długosza 59. Nieżyjącą już Irenę Pawłowską poznałam w latach osiemdziesiątych w środowisku ludzi związanych z teatrem DKK oraz z Klubem Jeździeckim w Starym Sączu. Mam nawet w swoich zbiorach wspólne, pamiątkowe zdjęcie z 1985 roku. W tym czasie uczestniczyłam w zajęciach plastycznych w Pracowni DKK integrującej sądeckich artystów. W tym miejscu warto zatrzymać się przy dorobku teatralnym Profesora. W Teatrze Robotniczym DKK Eugeniusz Pawłowski prezentował kilkadziesiąt lat temu swoją sztukę teatralną Świt na Podhalu według swej powieści Chochołowscy i własne montaże poetyckie Ja i Ojczyzna — to jedno (z okazji Roku Mickiewiczowskiego) oraz Moje za grobem zwycięstwo: Rapsod o Juliuszu Słowackim z jego utworów zebrany. Sylwetkę naukową Profesora ukształtowali wspaniali profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dla przyszłego językoznawcy liczyła się tylko nauka. Widziałam jego notatki z wykładów — piękne, staranne, kaligraficzne pismo. Piękna forma i treść. Dzisiaj nikt już tak nie pisze. Sama próbowałam. Nie jest to aż tak trudne, wymaga jednak czasu i cierpliwości, a tego ciągle brak, bo żyjemy w wielkim pośpiechu. Niedokończony pamiętnik Dawne czasy, dawni ludzie. Wspomnienia był dla mnie źródłem nie tylko ciekawych informacji, ale również niezapomnianych wzruszeń. Jego pismo, już nie tak piękne jak kiedyś, kreśliło bardzo osobiste wyznania. Kim zatem był E. Pawłowski? Przede wszystkim uważał się za nauczyciela i wychowawcę. Pisał, że „ukochana praca z młodzieżą i nad młodzieżą ukazała mi możliwości (...), o doktoracie nie myślałem...”, choć dialektologią „zaraził” go już wcześniej prof. Kazimierz Nitsch. Pod jego kierunkiem Pawłowski obronił pracę doktorską, dotyczącą gwary podegrodzkiej. Wiele lat spędził na zbieraniu materiału, zapisywaniu tysięcy wyrazów, podglądaniu kultury materialnej i duchowej ludności wiejskiej różnych grup etnicznych. Tak powstały Gwara podegrodzka, Gwara Sromowiec Wyżnych, Nazwy miejscowe Sądeczyzny i inne prace naukowe, a także liczne artykuły w czasopismach naukowych: Gwara w literaturze polskiej, Gwara w «Krzyżakach». Przeglądałam te prace, zapoznałam się z metodologią badań dialektologicznych. Jestem pod wrażeniem. Nie należę do znawców tematu, ale widzę tu olbrzymi wkład pracy, rzetelność, zaangażowanie. Ulubionymi motywami Profesora są wyrażenia związane ze światłem. O swoim pobycie i pracy w WSP mówił, jak o „prześwietlonym światłem i ciepłem okresie życia”. Niedokończoną powieść: Szkoła w Suchołęce umieścił w cyklu Ścieżki ku światłu. Nic dziwnego — jego życie było pełne światła i ciepła. Był wielkim autorytetem nie tylko dla swych uczniów. Wzbudzał głęboki szacunek m.in. dzięki urzeczywistnianiu głoszonych wartości. Niepowtarzalne spotkanie z E. Pawłowskim wzbogaciło mnie zarówno w sferze intelektualnej, jak i duchowej. Jego wskazania będą mi towarzyszyły w dalszej, niełatwej pracy dydaktyczno-wychowawczej, a jego działalność utwierdziła mnie w przekonaniu, że „warto grać dobrze nawet dla jednego widza”. Życie ludzkie można by porównać do mniej lub bardziej udanego dzieła sztuki: mozaiki, witraża, obrazu. Każdy z nas jest jego twórcą–artystą. Życie Profesora Pawłowskiego jest jak barwny witraż, rozświetlony światłem z innego, lepszego świata. Janina Koza |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka |