Wiersze 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

Zob. także:
J. Rozmus, Metafory i przyjaciele

 

Wojciech Kawiński

W. Kawiński

 

Krótkie streszczenie kilku wątków

Zima;
zimna nasza
matka

słowo;
słowik w gnieździe
ust

oczy;
oczywistość dla
widzącego

jawa;
jawne struktury, odkry-
te-zakryte

lato;
latające zagrożenie, jego prze-
lot

konkret;
koń i kret, dwa po-
równania

liczba;
licz — a wejdziesz w nie-
skończoność

lud;
lodowato się
uśmiechnąć

 

Zapomniany z nie-zapomnianego pokolenia

Kiedyś, z końcem dzie-
ciństwa, na początku śmieszno-po-
ważnej młodości
zasłuchałem się w jego kolorowy
wróblo-śnieżny głos; w jego ujrzany
pośród głogów cień –

dziś, gdy nie ma
nawet jasno-późnych lat-lichtarzy,
ani budowniczego wieży
melancholii, gospodarza
całej góry barwinków, gościa
baru na stawach, tego który (władca Łagodności)
z nogami na stole
wyznawał
surrealne cuda dzieciństwa (pamiętam,
mój dziadek: żubr w uprzęży z różańców...)
wielkanoc wawel dzikie słoneczniki
pastorałki barokowe czasy miłość
do igrzysk genealogię stołu — dziś;
późne, osiwiałe lato
poety
czyta się jak elegię
rozmnożoną na nieme głosy, żywe
metafory
ponumerowane w strony; w strofy
których nie sposób pomylić
z pisanymi inną ręką –

z chmur
ołowianych znad dachów bez-sennych
patrzy na nas, zaplątanych głęboko
w błędy, w skutki i przyczyny –
proch jego popiołu,
gorycz jego znaczeń;
stare-wieczne-dziecko jego świata
porzucone przez czas, pod-rzucone
na peryferiach górskich krajobrazów —

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka