|
Galeria M. Wyki >>
*
Artykuły z poprzednich numerów:
Jan Bujnowski — we wszystkim jest obecne piękno
Grażyna Brylewska — w przestrzeni prawdy
Alicja Panasiewicz — magia światła
Grażyna Borowik
- przestrzeń sztuki zintegrowanej
Aleksander Pieniek - u zbiegu kultur
Jacek Zaborski - podróże w nieznane
Stanisław Moskała - w kręgu transformacji
Piotr Jargusz - w stronę absolutu
Adam Maria Panasiewicz - skrót, znak, esencja
Andrzej Bębenek
- w kierunku znaku
Małgorzata Olkuska
- lekkość monumentu
Lucjan Orzech - ku syntezie
Marek Sajduk - tradycja i nowoczesność
Stanisław Sobolewski
- poszukiwanie prawdy
Halina Cader - fascynacja zwykłością
Romuald Oramus
- sztuka życiem pisana
|
Marek Karwala
Małgorzata Wyka
— zobaczyć niezwykłość w zwykłości
Małgorzata Wyka urodziła się w Krzeszowicach. Studiowała w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Malarstwa i Grafiki. Dyplom uzyskała w Pracowni Miedziorytu (pod kierunkiem prof. Mieczysława Wejmana, 1965) i w Pracowni Grafiki Książki (promotorem był prof. Witold Chomicz).
Jest zatrudniona na stanowisku adiunkta w Instytucie Sztuki AP, gdzie prowadzi zajęcia z zakresu projektowania graficznego oraz rysunku. Uprawia działalność artystyczną w takich dziedzinach jak grafika, malarstwo, rysunek i fotografia. Posiada w dorobku około dziesięciu wystaw indywidualnych; uczestniczyła w kilkudziesięciu ekspozycjach zbiorowych w kraju (m.in. w Krakowie, Warszawie, Zakopanem, Lubaczowie, Gliwicach, Częstochowie) i poza granicami (we Francji, Niemczech oraz w Holandii). Za swoją twórczość otrzymała kilka prestiżowych nagród i wyróżnień.

W połowie lat 60., kiedy Małgorzata Wyka kończyła studia, grafika była jeszcze formalnie zespolona z malarstwem poprzez wspólnotę Wydziału. Owa dwutorowość ujawniła się w jej pierwszych pracach. Co prawda, zawsze widziała siebie bliżej grafiki i jej pochodnych, ale cztery lata spędzone w Pracowni Malarstwa — prowadzonej przez wybitnego kolorystę Czesława Rzepińskiego — nie mogły pozostać bez echa. Młoda absolwentka Akademii często wówczas malowała, brała udział w wystawach związkowych, ale z biegiem czasu sięgała po pędzel i płótno coraz rzadziej, a dzisiaj czyni to jedynie sporadycznie.
Chociaż dyplom zrealizowała w technikach wklęsłodrukowych (akwaforta, akwatinta) i były jej one bliskie, to przecież także i z nimi rozstała się po kilku latach, a zadecydowały o tym przyczyny zgoła prozaiczne — trudność dostępu do pracowni graficznej i zarazem niemożność uruchomienia jej w prywatnym mieszkaniu ze względu na szkodliwe działanie kwasów w procesie trawienia metalu...
Coraz chętniej sięgała zatem po drzeworyt i linoryt, w których to technikach realizowała głównie pejzaże. Stopniowo zbliżała się także do rysunku. Szczególnie zafascynował ją rysunek piórkiem na odpowiedniej jakości papierze. Z dużą troską stara się dobierać narzędzia, aby były adekwatne do podjętego tematu. Z tej przyczyny testowała różnorakie nowinki techniczne, tzw. peny, potem cienkopisy, ale — jak twierdzi — najbardziej przydatne w jej warsztacie okazały się... tradycyjne, nieco już używane piórko oraz chiński tusz w kałamarzu. Wczesne rysunki utrwalały pejzaże miejskie (widoki z okna, symbole okien), później artystka wyszła poza obszar miasta i uczyniła tematem perspektywę gorczańską, widzianą np. z balkonu domu w Porębie Wielkiej, dokąd chętnie wyjeżdża. Są to prace, które trudno byłoby nazwać realistycznymi, jakkolwiek właśnie realizm jest dla nich punktem odniesienia. Małgorzata Wyka stara się zagęszczać obraz tak dalece, aby w konsekwencji uzyskać asocjację plam, spod których wyłaniają się realne kształty. Zastosowany gąszcz kresek zbliża finalny efekt równocześnie ku abstrakcji. Ulubione formaty artystki to A3, A4 i A5, zatem raczej niezbyt duże, wymagające jednak sporej precyzji w trakcie realizacji i troski o najmniejszy nawet szczegół. Zainteresowanie małym formatem zaowocowało udziałem w przeglądach i konkursach tego rodzaju, a także — jak można sądzić — wykonaniem bogatego zestawu ekslibrisów (osób prywatnych i instytucji państwowych).
*
Rysunkowi jest artystka wierna do chwili obecnej, ale przed kilkoma laty odkryła dla siebie także fotografię i fakt ten stał się dla jej sztuki niezwykle cenny. To, czego zwykle na co dzień nie jesteśmy w stanie dostrzec, dla niej staje się inspirujące. Wykonywane przez nią ujęcia stanowią doskonałą szkołę patrzenia. Bliska perspektywa, nieodległy punkt widzenia sprawiają, że np. rozłożenie sęków na zwykłej desce koncentruje na sobie uwagę, zdaje się powoływać do istnienia układy nieomal meliczne. Światło może współgrać z cieniem drzew i krzewów na powierzchni trawy; fragmenty murów czy chodnika wydobywają z pamięci patrzącego, a zarazem kreują w jego wyobraźni abstrakcyjne obrazy; analogicznie oddziałuje na widza rozlana w kałuży plama benzyny lub dywany jesiennych liści na łące w parku. Małgorzata Wyka uczy, jak zatrzymać się przy obiekcie, zwykłej rzeczy, z pozoru nieistotnym przedmiocie, które wykadrowane — zaczynają funkcjonować wedle własnych, autonomicznych praw.
*
Równie niedawno jak fotografię, artystka wprowadziła do swojego warsztatu komputer i z tym narzędziem wiąże spore nadzieje. Jednym z jej ulubionych działań są tzw. montaże pocztówkowe. Zachowując treść życzeń, można równocześnie umieszczać na przykład w miejscu, gdzie zwykle nakleja się znaczek pocztowy... rodzinne zdjęcie. Inne fotografie — jak chociażby samej autorki z czasów dzieciństwa lub jej ojca — przeplatają się z pozdrowieniami, jakie od niego onegdaj otrzymała. Właśnie rodzinne wspomnienia, nostalgiczny klimat minionych lat dominują w tych pracach. Warto przypomnieć, że ojcem artystki był znakomity historyk literatury — Kazimierz Wyka. Atmosfera domu, wizyty malarzy (m.in. Jerzego Bandury czy Andrzeja Stopki), rozmowy o sztuce, ostatecznie zadecydowały o dokonanym przez nią wyborze kierunku studiów. Małgorzata Wyka wspomina: „W szkole średniej interesowałam się biologią i związanym z nią kręgiem tematycznym, ale nie były to zainteresowania w pełni skonkretyzowane. Mądre i życzliwe rady ojca, który zachęcał mnie, abym studiowała nie to, co aktualnie było warto, lecz to, co naprawdę lubiłam, a także wpływ odwiedzających nasz dom artystów — przyjaciół naszych rodziców — pozwoliły mi podjąć ostateczną decyzję. (...) Od Jurka Bandury dostałam profesjonalną kasetę malarską, z paletą, naczyńkiem na olej... Z góry było wiadomo, że Marta [prof. Marta Wyka — przyp. M.K.] pójdzie drogą ojca, problem był tylko z tym, co ta druga wymyśli (...)”.
*
Istotnym działem dorobku Małgorzaty Wyki jest grafika książkowa. Zaprojektowała w sumie kilkadziesiąt okładek, m.in. dla edycji dzieł ojca w Wydawnictwie Literackim, ale też dla innych oficyn. Jej okładki nawiązują charakterem i tematyką do prac malarskich, rysunkowych i bodaj najpełniej fotograficznych. Warto również przypomnieć, że szata graficzna kilku poprzednich numerów kwartalnika AP „Konspekt” oraz trzeciego zeszytu Galerii „Konspektu” została przez nią zaprojektowana.
Marek Karwala
|
|